|
SCULLY I MULDER W POŁUDNIOWEJ AFRYCE
autor Jadwiga Grochowina
BUDYNEK FBI
WASZYNGTON DC
15 LIPCA 1999
10.14
-Scully mamy sprawę. Jutro o 9.00 lecimy do Afryki w sprawie dziwnych wiatrów, które porywają ludzi. W głosie Muldera słychać było podekscytowanie.
-Mulder pamiętaj, że za pięć dni mam urlop. Scully przypominała to swojemu partnerowi dość często, mimo iż on o tym dobrze pamiętał.
-Nie martw się w Afryce też sobie dobrze wypoczniesz. Poza tym załatwimy tą sprawę szybko. Mulder wcale tak nie myślał, wcale nie chciał załatwić tego szybko, lubił tego typu sprawy, pociągały go dziwne zjawiska i niezwłocznie chciał je rozwiązać.
-To do jutra Scully. Spotkamy się na lotnisku o 8.45. Tylko się nie spóźnij.
-W porządku, jutro o 8.45
LOTNISKO
16 LIPCA
8.50
-Nareszcie jesteś, miałaś się nie spóźnić. Zwrócił jej uwagę Mulder.
-Tak wiem, przepraszam. Wiesz dobrze jak nie znoszę latać.
Rzeczywiście Scully nie lubiła latać samolotem, wręcz się bała tego. Dwie godziny później siedzieli w samolocie. Pilotem był niejaki John. Przelatywali nad południową Afryką. Nagle jeden z silników zatrzymał się. Widać było dym unoszący się za samolotem. Pilot nakazał założyć im spadochrony co oboje szybko uczynili.
-Skaczcie, szybko, ja wyskakuje zaraz za wami.-nakazał im John.
-Czy to konieczne -Scully spojrzała w dół -chyba nie dam rady.
-Agentko Scully, jeśli chce pani dożyć swojego urlopu proszę nie zadawać głupich pytań. Pilot najwyraźniej się zdenerwował.
Mulder złapał Scully za rękę i pociągnął za sobą. Po chwili słychać było wybuch. Pilot nie zdążył wyskoczyć. Scully już spokojnie zlatywała na ziemię, a zaraz za nią Mulder.
POŁUDNIOWA AFRYKA
16 LIPCA
16.46
Scully i Mulder znaleźli się w środku dżungli.
-To chyba zły sen, Mulder uszczypnij mnie.-Scully nie mogła uwierzyć, w to co się stało. Nie znosiła latać, bała się latać, teraz wiedziała, że nigdy więcej nie wsiądzie do samolotu. Żałowała, że zrobiła to tym razem.
-Nie martw się Scully, Skinner już pewnie o wszystkim wie, i teraz śpieszy nam z pomocą. Mulder próbował ją pocieszyć, właściwie to nie tylko ją, ale i siebie.
Wiedział, że ich sytuacja nie jest za ciekawa -dwójka amerykańskich agentów w środku afrykańskiej dżungli. Miał tylko nadzieję, że Skinner zdąży na czas i wydostanie ich z tego pustkowia.
-Chodź Scully, poszukamy jakiegoś dobrego hotelu z restauracją, zdaje mi się, że Ci burczy w brzuchu.-zażartował Mulder, ale Scully wcale się nie śmiała.
Poszli w głąb dżungli w poszukiwaniu jedzenia i jakiegoś dogodnego miejsca do spania. Szli przez jakieś dwie godziny i zdążyli znaleźli tylko banany. Brakowało im tylko wody by ugasić pragnienia. W końcu znaleźli niewielkie jezioro. Na twarzy Scully pojawił się niewielki uśmiech, była wykończona.
Marzyła o tym by chwilkę odpocząć. W jaj oczach można było odnaleźć iskierkę zadowolenia.
-Tu będziemy nocować, trzeba rozpalić ognisko.-oświadczył Mulder.
-Pójdę poszukać jakiś gałęzi.-wyszeptała zmęczona Scully.
-Poczekaj pomogę Ci, we dwoje będzie szybciej- zaoferował się Mulder.
Oboje więc zbierali gałęzie do ogniska ale myślami byli gdzie indziej. Scully myślała nad tym, gdzie pojedzie na swój wymarzony urlop. Zastanawiała sie czy to będzie Hiszpania czy może Włochy, a może by tak zostać w domu. Rozważania te skończyła gdy zorientowała się, że leży poobijana w jakimś około dwu metrowym rowie. Na ratunek szybko przybiegł Mulder.
-Scully nic Ci nie jest? Jesteś cała? Gdzie ty masz oczy, że nie widziałaś takiego dołu?
-Mulder będziesz mi prawił kazanie czy łaskawie pomożesz mi się wydostać?
Podał jej ręke i wyciągnął z rowu.
-Dzięki-powiedziała niezbyt głośno Scully. Było to bardzo skromne podziękowanie, ale w głębi duszy chciała mu się rzucić na szyję. Nie wiedziała co by bez niego zrobiła, pewnie by siedziała w tym okropnym rowie i czekała aż jakieś dzikie zwierzę przyjdzie ją zjeść.
Wrócili do miejsca gdzie mieli sie rozbić na noc. Mulder rozpalił ognisko i po chwili siedzieli przy nim rozmyślając. Spojrzał na trzęsącą się z zimna Scully. Zdjął swoją marynarkę i okrył nią zmarzniętą partnerkę. Podziękowała mu ciepłym uśmiechem co z pewnością i jego trochę rozgrzało. Czuł się jak starszy brat, który musi zadbać o swoją małą siostrę. Pomyślał o Samanthcie, którą stracił gdy miał 12 lat, wiedział iż jeśli straci również Scully nigdy sobie tego nie wybaczy. Uświadomił sobie jak wiele dla niego znaczy. Dana Scully, jego partnerka, stała się jego wielką miłością. Wiedział, że była mu bliska ale że aż tak. Ta bliskość była miłością, kocha ją, nie od dziś, nie od wczoraj, od zawsze. Czuł jak miłość go rozgrzewa, chciałby wstać i krzyczeć, że kocha Danę Scully. Chciał jej to powiedzieć, ale czy ona odwzajemnia jego uczucie? Jeśli nie to się zbłaźnię - pomyślał Mulder. Postanowił zaryzykować.
-Scully, posłuchaj i nie przerywaj mi, proszę.
-Brzmi poważnie, słucham.
-Cały czas dążymy do prawdy więc nie mógłbym przed Tobą nic ukrywać. Scully, Dana ja... ja.. ty...ty wiele dla mnie znaczysz, kocham Cię.
-Mulder od dawna nie wiedziałam jak Ci to powiedzieć Scully uśmiechnęła się, kochała go równie mocno, obdarzyła go gorącym buziakiem i zasnęła bardzo zadowolona.
ŚRODEK DŻUNGLI
17 LIPCA
8.02
Mulder obudził się pierwszy i spostrzegł, iż na jego ramieniu spoczywa ruda głowa Scully. Chciał by ta chwila trwała wiecznie. Nagle pojawił się Skinner wraz z kilkoma ludźmi i zabrali zagubionych agentów do samolotu. Scully trochę się upierała, że nie wsiądzie, ale zrobiła to w końcu za namową Muldera. Czego się nie robi dla ukochanej osoby.
KONIEC
Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey
Fox Mulder, Dana Scully i Archiwum X są własnością Chrisa Cartera,
Ten-Thirteen Productions i Fox Broadcasting Corporation.
|