FEROMONY
autor Mozaja

RICHMOND W STANIE VIRGINIA
21 listopad 1998
21:47

Mark Wathed właśnie szykował się do snu. Jego mieszkanie przepełnione było ciemnością. Lubił ciemność. Lubił ja za to, że dawała schronienie, schronienie przed oczami osób takich jak on. Codziennie wieczorem, przy użyciu lornetki, obserwował ludzi. Pasjonowało go ich życie, wiedział o której wracają do domu, co robią w wolnych chwilach, co lubią, a co ich drażni, jakie mają nawyki i upodobania. Najbardziej lubił obserwować tych samotnych, oni też zachowywali się najdziwniej.
Tego wieczoru postanowił zobaczyć co dzieje się u lokatorki mieszkającej w hotelu na przeciwko. Była to ładna blondynka o wysportowanej, szczupłej sylwetce. Mark lubił ją szczególnie, gdyż miała zwyczaj, po powrocie z pracy, przebierać się przy świetle, co niewątpliwie dodawało pikanterii jej, raczej nudnemu życiu. Tym razem było inaczej, kobieta po raz pierwszy przyszła z mężczyzną. Mark jeszcze nigdy nie widział jej ubranej w ten sposób, wolała raczej strój sportowy. "Pierwsza randka i już przyprowadzasz go do siebie" Powiedział pod nosem, a ton jego pomruku przybrał formę raczej zaczepki niż przestrogi. Mark był podekscytowany i miał nadzieję, że przez jeszcze jakiś czas pozostawią światło zapalone. Obserwował w milczeniu jak siedzą za stołem i rozmawiają, najwyraźniej o czymś przyjemnym, bo od czasu do czasu widać było uśmiech na ich twarzy. "Chyba dzisiaj pójdę spać nieco później." Pomyślał i usadowił się wygodniej. Para rozmawiała jeszcze przez około dwadzieścia minut, aż urocza blondynka zrobiła się senna, więc jej adorator kulturalnie opuścił mieszkanie. Mark jednak nie rezygnował, w dalszym ciągu spoglądał na siedzącą za stołem kobietę. "Kiedy wreszcie wstanie, kiedy zacznie się przebierać?" Myślał. Czekał...w końcu. Blondynka wstała, lecz zamiast skierować się w stronę sypialni, chwiejnym krokiem udała się na taras. "Chcesz się przewie... Co ?!? Ej! Nie!"
Ręce Marka zadrżały, a lornetka uderzyła o podłogę.

KWATERA GŁÓWNA FBI, WASHINGTON, DC
BIURO AGENTA FOXA MULDERA
23 listopad 1998
08:06

Suterena to właściwe słowo na określenie pomieszczenia, w którym znajdowało się biuro komórki X. Panował tam półmrok i bałagan co, wydaje się, pasowało do spraw, jakie prowadzili agenci zajmujący to pomieszczenie. Mulder podszedł do regału z aktami, przejrzał parę teczek, następnie sięgnął po tę leżącą na jego biurku. Zaczął czytać. Gdy do biura weszła jego partnerka, nawet nie oderwał wzroku od papierów.
- Cześć Scully - powiedział w dalszym ciągu tkwiąc nosem w teczce.
- Nawet nie spojrzałeś czy to ja, mógłby to być równie dobrze ktoś inny - lekko zdenerwowanym głosem odpowiedziała na przywitanie kolegi.
- Nikt inny tu nie przychodzi, a pyzatym poznałem Twoje perfumy – z dumą powiedział Mulder czekając na reakcje Scully.
Tak, niewątpliwie lubił czasami się z nią podrażnić. Scully była jednak już wystarczająco przyzwyczajona do komentarzy swojego partnera, więc kompletnie to zignorowała i zapytała o akta, które trzyma:
- Co to za sprawa, coś ciekawego?
- Z raportu wynika, że to zwykłe samobójstwo...
- ...ale - przerwała mu Scully, wiedząc, że Mulder może dopatrzyć się we wszystkim wszystkiego, nawet w zwykłym samobójstwie ingerencji UFO.
Mulder zajrzał w teczkę i zaczął wyliczać swoje wątpliwości:
- Ale coś mi tu nie pasuje, po co był tej kobiecie przyrząd do upuszczania krwi i dlaczego samobójstwo po wesołej randce... a w dodatku, ten jej adorator nie pokazał się ani na chwilę, jakby w ogóle nie był zainteresowany...
- Czekaj Mulder, nic nie rozumiem, po kolei - Scully przerwała ten potok słów.

Mulder podał koleżance dokumenty i spojrzał jej w oczy jakby chciał powiedzieć -Zobacz sama-. Czuł jednak, że właśnie skazał się na klęskę - doświadczenie mówiło mu, że Scully nie wyczyta tego co on. Nie pomylił się:
- Mulder, przecież to zwykłe samobójstwo, -upuszczanie krwi-? - widocznie chciała się wykrwawić, a potem przyszedł jej do głowy skok.
- A co powiesz na ową randkę i tego mężczyznę? - Mulder nie dawał za wygraną.
Scully odwróciła na chwilę głowę w geście -Nie wiem Mulder, ale na pewno jest jakieś rozsądne wytłumaczenie-. Mulder zrozumiał dokładnie jej ruch i z niepokojem czekał, aż Scully coś wymyśli. Podniosła głowę, spojrzała mu w oczy i racjonalnie powiedziała:
- Może wyznał, że ich związek nie ma przyszłości i kobieta załamała się? A do tego powiedział, że wyjeżdża i dlatego się więcej nie pokazał?
Mulder patrzał na nią, lubił patrzeć jak przedstawia mu swoje rozsądne, sceptyczne wytłumaczenia, zawsze w takich chwilach zauważał niesamowitą pasję w jej niebieskich oczach. Chwilę milczeli i Scully, po spojrzeniu Muldera, domyśliła się, że nie udało jej się go przekonać. -No cóż, nie pierwszy raz- pomyślała i zrezygnowanym głosem dodała:
- Przeprowadzę sekcję zwłok, a Ty porozmawiaj z tym Markiem Wathedem.
Mulder jedynie lekko się uśmiechnął, uwielbiał kiedy rozumieli się bez słów. Usłyszał jeszcze tylko trzask drzwi, -Scully nie jest zachwycona- pomyślał.

KWATERA GŁÓWNA FBI, WASHINGTON, DC
PROSEKTORIUM
23 listopad 1998
08:30

Miał rację, Scully nie lubiła takich spraw. -Strata czasu- pomyślała zakładając gumowe rękawiczki. Włączyła dyktafon, odkryła białe płótno przykrywające ciało i przystąpiła do przeprowadzania sekcji:
- 22 listopad 1998 roku, godzina 8.31. Sprawa numer 07159295. Angela Kastel - ciągnęła Agentka Scully dokładnie oglądając zwłoki, jednocześnie nie odsuwając dyktafonu od ust - Biała kobieta, lat 24. Czas zgonu 22.10 dnia poprzedniego. Śmierć nastąpiła w wyniku uderzenia, z dużą siłą, o ziemię. Liczne obrażenia. Złamany kręgosłup i podstawa czaszki. Połamanie nóg, kości miednicowej i lewej biodrowej. Silnie zmiażdżona lewa ręka, obojczyk i łopatka, z czego wnioskuję, że ciężar ciała przeniesiony był głównie na stronę lewą. W wyniku tak licznych obrażeń nastąpiło zablokowanie prawidłowego funkcjonowania układu autonomicznego, co spowodowało zatrzymanie akcji serca i oddechowej. Przystępuje do otwarcia klatki piersiowej.
Scully wyłączyła dyktafon i odłożyła go. Westchnęła na myśl o otwieraniu tak połamanych zwłok i o tym, jak bardzo rutynowe jest to, co musi zrobić. Po co? Jedynie po to, aby dostarczyć Mulderowi swoją profesjonalną opinię. Jednak, w gruncie rzeczy, Mulder wysoko cenił i szanował jej poglądy i opinie. Na tę ostatnią myśl, Scully poprawił się nieco humor, wzięła więc skalpel do ręki i zakładając maseczkę zaczęła rozcinać skórę na klatce piersiowej Angeli Kastel.

RICHMOND W STANIE VIRGINIA
MIESZKANIE MARKA WATHEDA
23 listopad 1998
10:40

- Agent Fox Mulder FBI - mówiąc to Mulder pokazał służbową legitymację.
- Proszę wejść - głos Marka Watheda przytłumiony był nieco przez odgłos otwierających się drzwi.
Mulder nie był przygotowany na to, że Mark Wathed to inwalida poruszający się na wózku, postarał się jednak ukryć swoje zdziwienie. Mark wskazał Mulderowi kanapę i zaczął mówić, zanim ten zdążył o cokolwiek zapytać.
- Powiedziałem już wszystko policji. Zacząłem obserwować tę kobietę o godzinie 21.50. Zazwyczaj wracała o tej porze. Zawsze wracała sama, lecz tym razem odprowadził ją jakiś facet, chyba byli na randce, bo byli strasznie wystrojeni...
- Jak wyglądał ten mężczyzna? - przerwał mu Mulder.
- Już mówiłem policji, że nie mam pojęcia, zwracałem uwagę jedynie na tę kobietę, gdybym wtedy wiedział...
- Nic pan nie zauważył? Przecież mówił pan, że byli elegancko ubrani, oboje. Musi pan pamiętać coś jeszcze.
- Tak był ubrany w ciemny garnitur i miał ciemne włosy i, chyba, nie miał ani brody, ani wąsów, przykro mi, nic więcej nie pamiętam. Ale po co panu właściwie informacje dotyczące tego faceta? Przecież to było samobójstwo.
- Tak, tak - powiedział niemrawo Mulder nie chcąc Markowi niczego wyjaśniać - Co było dalej, co ro...
Odgłos dźwięczącego telefonu wdarł się pomiędzy słowa agenta, Mulder podniósł się z kanapy i odszedł parę kroków dalej, aby go odebrać. Nie zdążył nawet się przedstawić, kiedy w słuchawce usłyszał głos Scully:
- Mulder, to ja. Godzinę temu skończyłam sekcję i właśnie dojeżdżam do Richmond. Jesteś jeszcze u Marka Watcheda?
- Tak.
- Dobrze, zaraz u Ciebie będę.
- Znalazłaś coś? - Mulder kontynuował rozmowę.
- Tak. Miałeś rację. To dziwna sprawa. Powiem Ci dokładniej jak się spotkamy.
Mulder chciał jeszcze podać Scully dokładny adres, aby nie błądziła zbyt długo, ale nie zdążył, usłyszał jedynie odgłos wyłączanego telefonu.
- Na czym skończyliśmy? - Mulder powrócił do rozmowy z Markiem Wathedem.
- Co było potem - odpowiedział pytany i ciągnął dalej - siedzieli przy stole przez jakieś dwadzieścia minut i miło rozmawiali, potem on wyszedł. Ona siedziała bez ruchu przez jakieś dziesięć minut, a potem wstała, wyszła na taras i po prostu skoczyła. To wszystko.
Mulder chciał jeszcze o coś zapytać, ale usłyszał dzwonek do drzwi.
- To pewnie moja partnerka, otworzę - powiedział Mulder i udał się w kierunku drzwi.
- Cześć Scully, szybko tu trafiłaś.
Scully posłała partnerowi pytające spojrzenie, była zdziwiona tym, że to on otwiera jej drzwi.
- Wathed jeździ na wózku - natychmiast wyszeptał jej do ucha pojmując o co -pytała- wzrokiem.

- Znam trochę Richmond - Scully, już głośno, odpowiedziała na poprzednie pytanie Muldera.
Weszli do pokoju i Mulder przedstawił swoją partnerkę:
- Agentka Specjalna Dana Scully.
Scully wyjęła swoją legitymację i pokazała Markowi, poczym podeszła do okna i przykładając do oczu lornetkę zapytała:
- To z tego okna obserwował pan Angele Kastel?
- Kogo? A, Tak - odpowiedział Mark i dodał - co to za sprawa? Czemu interesuje się nią aż FBI?
- Podczas tej rozmowy, nie zauważył pan nic dziwnego? - powrócił do poprzedniego dialogu Mulder ignorując zupełnie pytanie Marka.
- Dziwnego?
Scully odwróciła się z uśmiechem i napotkała wzrok Muldera, poczym odpowiedziała Wathedowi uprzedzając w tych słowach swojego partnera:
- Tak, coś dziwnego.
- Nie, po prostu rozmawiali, a gdy wyszedł, ona po prostu siedziała, nie robiąc nic dziwnego, poczym wstała, wyszła na taras i wyskoczyła, no i może to było odrobinę dziwne...
- Dlaczego? - podchwycił Mulder.
- Ta...Angela, jakby się chwiała na nogach.
- Jakby była pod wpływem alkoholu? - dopytywała się Scully.
- Nie... raczej się słaniała, jakby miała zemdleć.
Scully zacisnęła lekko usta i pokiwała głową jakby spodziewała się właśnie takiej odpowiedzi.
- Jeszcze jedno, czy ów mężczyzna... - zaczęła Scully.
- Nie, nie zachowywał się dziwnie, jeśli o to pani chodzi – przerwał jej Mark.
- Nie, chciałam zapytać, czy miał cokolwiek przy sobie, kiedy przyszedł, lub czy wyniósł coś z mieszkania Angeli Kastel?
- Nie...raczej nie...
- Dobrze to wszystko, dziękujemy uprzejmie za poświęcenie nam czasu - zakończył Mulder.
- Nie ma sprawy, mam go aż za dużo - pożegnał agentów Mark Wathed.
- Trafimy do drzwi - oznajmił Mulder puszczając Scully przodem.
- Skąd wiedziałaś, że mogła zemdleć? - zapytał Mulder już na schodach.
- Skąd wiedziałeś, że wiedziałam? - odpowiedziała mu pytaniem na pytanie.
- Już trochę się znamy partnerko - uśmiechając się Mulder spojrzał na Scully.
Scully odwzajemniła mu i spojrzenie, i uśmiech, natychmiast jednak spoważniała:
- Normalnie w organizmie człowieka znajduje się od pięciu do sześciu litrów krwi, u Angeli Kastel było jej zaledwie cztery. Dziwie się, że w ogóle doszła na ten taras.
- Tak. Przyrząd do upuszczania krwi był używany, wykryto na nim jej krew i jej odciski palców, ale przyjęto teorię, że na początku chciała się wykrwawić i potem zrezygnowała, nota bene teorię, na którą Ty też później wpadłaś - Mulder spojrzał na Scully i kontynuował - bo nie znaleziono śladów krwi w mieszkaniu. Nikt nie przypuszczał, że upuściła sobie tyle krwi. Ale co stało się z taką ilością świeżej krwi...Scully...
Mulder przystanął, Scully zrobiła to samo i spojrzała na niego z błaganiem w oczach, tak wiedziała, że za chwilę wysunie jakąś dziwną teorię.
- A może ona nie upuściła jej dla siebie, ale dla niego? - dokończył.
- Przecież słyszałeś, że mężczyzna nie miał niczego przy sobie kiedy wychodził - zaprotestowała Scully.
- A jeżeli wcale nie chciał jej wynieść? - Mulder zobaczył jak Scully unosi oczy ku górze, szybko więc uprzedził ją i dokończył, zanim zdążyła mu przerwać - poczekaj Scully, a jeżeli on ją najzwyczajniej w świecie spożył?
- Co ? Najzwyczajniej w świecie spożył dwa litry krwi?! Posłuchaj siebie
Mulder!
- No, może nie najzwyczajniej w świecie, ale wypił tę krew.
- Poprosił ją o upuszczenie dwóch litrów krwi, spożył, podziękował i wyszedł - szybkim, nerwowym tonem zaprzeczała słowom swojego partnera - wampir dżentelmen? - dokończyła nie zmieniając tonu.
- Masz lepsze wyjaśnienie? - Mulder chwycił się ostatniej deski ratunku.
- Nie, na razie nie - poddała się Scully - spróbujmy poszukać tego Twojego -Wampira Dżentelmena- zakończyła Scully ruszając w kierunku samochodu.
- -Wampir Dżentelmen- - powtórzyła Scully i otwierając drzwiczki swojego metalicznego Mercedesa, dodała - z Tobą nie można się nudzić Mulder.
- I vice versa Scully, w końcu to Ty go tak nazwałaś! – krzyknął ucieszony Mulder wsiadając już do swojego samochodu.

WASHINGTON, DC
MIESZKANIE AGENTKI DANY SCULLY
24 listopad 1998
02:50

Scully siedziała przy swoim komputerze i wyszukiwała czegokolwiek, co mogłoby pasować do tej sprawy. Nie brała oczywiście pod uwagę dosłownie -Wampira Dżentelmena-, ale zastanawiało ją tak silne wykrwawienie ofiary i brak jakichkolwiek śladów krwi w mieszkaniu, czy dużej jej ilości na miejscu wypadku. Jakby wyparowała...-Wampir dżentelmen- jeszcze teraz chciało jej się śmiać. Tylko Mulder mógł wymyślić tak niesamowitą teorię... przyłapała się jednak na tym, że nie przekreśla jej do końca, no, oczywiście nie w dosłownym słów brzmieniu, ale przyznaje, że coś w tym może być. -W końcu nie takie teorie Muldera prowadziły nas do prawdy- pomyślała i dalej zaczęła przeglądać zgromadzone raporty i dokumenty.
Zastanawiała się co robi Mulder, czy położył się już na swojej kanapie, czy wciąż jeszcze szuka? Brała jednak pod uwagę raczej tę drugą wersję. Zdjęła okulary i palcami rozmasowała oczy. Mulder, tak bez wątpienia, myślała teraz o nim, jakby nie mogła zbyt długo wytrzymać bez niego. Szkoda, że nie mogła poznać jego myśli, bo dowiedziałaby się, że on, właśnie w tej samej chwili, w ten sam sposób, myśli o niej.

RICHMOND W STANIE VIRGINIA
24 listopad 1998
03:14

Margaret była młodą, ładną dziewczyną, nikogo zatem nie powinno dziwić, że mężczyźni lubili ją. Nikogo też to nie dziwiło. Lokatorzy hotelu nie zwracali zbyt dużej uwagi na to, kogo i o której godzinie przyprowadza do pokoju.
- Może wejdziesz na kawę lub coś mocniejszego? - w korytarzu zabrzmiał słodki głos dziewczyny.
- Bardzo chętnie, dziękuję - odpowiedział mężczyzna, z którym Margaret szła po schodach.
Weszli ze śmiechem do mieszkania i kiedy dziewczyna skierowała się w stronę barku, mężczyzna powiedział:
- Dziękuję za coś do picia, lepiej usiądźmy i porozmawiajmy, mam mało czasu.
Margaret nie protestowała, jedynie uwiedzionym, miękkim spojrzeniem, patrzyła na swojego towarzysza. Ten wyciągnął z marynarki przyrząd do upuszczania krwi i podał jej. I tym razem dziewczyna nie opierała się, odpakowała go z woreczka, który zaraz schował mężczyzna i przystąpiła do upuszczania krwi. Zdawała się być przy tym całkowicie nieświadoma tego, co właśnie robi, w dalszym ciągu słodko rozmawiała z przybyszem, nie skąpiąc mu głębokich spojrzeń. Jakby kompletnie odurzona jego obecnością. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo Margaret zaczęła słabnąć. Mężczyzna więc odłączył swoją część aparatu, schował ją i wyszedł pozostawiając dziewczynę samą sobie. Margaret siedziała jeszcze przez jakiś czas, cały czas nieświadoma tego, co się przed chwilą wydarzyło. Jak gdyby nic się nie stało wstała i udała się do łazienki przygotować kąpiel. Rozebrała się i weszła do dużej, pięknej wanny, zanurzyła się...
I to zdziwiłoby wszystkich lokatorów. Margaret nie wynurzyła się już z wanny. O tym, co zaszło poinformowała jej przyjaciółka.

KWATERA GŁÓWNA FBI, WASHINGTON, DC
BIURO AGENTA FOXA MULDERA
25 listopad 1998
08:12

- Wreszcie jesteś - rzucił Mulder Scully na przywitanie.
- Ja też się cieszę, że Cię widzę - odgryzła się Scully i zmieniając ton głosu, dodała - znalazłeś coś?
- Parę spraw o wampirach, ale to nie to, nie pasują. Przemyślałem to, skoro ów -Wampir Dżentelmen- niczego nie wyniósł, ani, co również wynika z zeznań Marka Watheda, nie spożył na miejscu, to...
- To może za stołem, zza którego byli niewidoczni z okna Watheda, dokonał transfuzji? - ubiegła go Scully.
- Zaskakujesz mnie Scully - z podziwem przyznał Mulder i dodał - jest to całkiem możliwe, prawda?
- Tak, w wypadku zaawansowanej hemofilii, nontrombocytozy, czy anemii sierpowatej, przetaczanie krwi jest często stosowane, jednak myślę, że nie na własną rękę - Scully z łatwością przedstawiła Mulderowi medyczną stronę zagadnienia.
- Widocznie nasz wampir znalazł sposób aby robić to sam. Znalazłaś coś jeszcze?
- Nie, ale bardzo zastanawia mnie fakt, jak utrzymując tak ogromny spokój swój i, przede wszystkim, ofiary, ten człowiek tego dokonał. Zakładając oczywiście, że dla Watheda -miło rozmawiali- znaczy miło rozmawiali.
Scully spojrzała na Muldera z ogromną niewiadoma w oczach -Jak?- Jak bardzo Mulder chciałby jej teraz odpowiedzieć. Jednak nic mu nie przychodziło do głowy, oprócz teorii, którą wymyślił już wczoraj, ale na razie nie chciał jej Scully przedstawić. Odwrócił głowę i wymamrotał:
- Nie mam pojęcia Scully.
- Mulder? - zapytała podejrzliwie, miała przeczucie, że jej partner czegoś jej nie mówi.
- Co? - Mulder nieudacznie próbował coś ukryć.
Kiedy jednak Scully spojrzeniem ponowiła swoje pytanie, nieśmiało zaczął:
- Uważam, że ma on dziwną zdolność telepatii, hipnozy, czy coś w tym rodzaju. Dlatego ofiara, nie tylko nie protestowała, ale również, po jego wyjściu, popełniła samobójstwo...
Scully chciała mu przerwać, jednak ubiegł ją odgłos dzwoniącego telefonu Muldera. Jej partner szybkim ruchem wyjął mały aparat komórkowy i nie odchodząc rzucił do słuchawki:
- Mulder.
- Tak. - Scully słyszała jedynie monolog swojego partnera - Rozumiem. Zaraz tam będziemy.
- Co się stało? - zapytała zniecierpliwiona.
- Dzwonili z głównego posterunku policji w Richmond. Mają podobną sprawę i słyszeli, że się tym interesujemy - ostatnie słowa Mulder mówił już zakładając Scully płaszcz.
Agenci opuścili biuro i udali się na podziemny, samochodowy parking. Mulder siadł po stronie kierowcy. Scully nie protestowała. Mieli taką niepisaną umowę - kiedy się gdzieś spieszyli raczej prowadził jej partner, a kiedy jechali do biura, czy domu, zazwyczaj za kierownicą siadała ona. Mulder wiedział, że i Scully umie dobrze i szybko prowadzić, jednak wiedział również, że tego nie lubi. Oboje zatem zapieli pasy i ponad setką ruszyli do Richmond.

RICHMOND W STANIE VIRGINIA
HOTEL MAREL
25 listopad 1998
12:20

Agenci wyciągając, przez otwarte okna samochodu, służbowe legitymacje, bez przeszkód pokonali policyjne blokady pod hotelem. Kiedy wysiedli z samochodu od razu podbiegł do nich jakiś przystojny policjant i szybko się przedstawił:
- Zastępca szeryfa Klark Gibars.
Scully podchwyciła słowa policjanta i ubiegając Muldera przedstawiła ich.
- FBI, Agentka Scully, a to Agent Mulder - i nie zwalniając kroku dodała - co dokładnie wiadomo?
- Przyjaciółka ofiary przyszła do jej mieszkania i zastała ją martwą w wannie, niczego nie dotykając zawiadomiła policję. W mieszkaniu, oprócz zwłok, znaleziono przyrząd do upuszczania krwi z odciskami palców należącymi prawdopodobnie do ofiary, to jeszcze nie jest dokładnie potwierdzone - objaśnił policjant.
- Gdzie są zwłoki? - pytała dalej Scully.
- Jeszcze w hotelu, pokój 218, siódme piętro - odpowiedział przystojny funkcjonariusz i oddalił się posyłając Scully miłe spojrzenie.
- A taka byłaś niezainteresowana tą sprawą - Mulder posłał gorzkie słowa w stronę swojej partnerki.
Nie odpowiedziała. Wsiedli do windy i Scully zamyśliła się. Wiedziała, że gdyby te parę słów zamieniła z policjantką, a nie policjantem, Mulder w ogóle nie zwróciłby na to uwagi. Mulder również sobie to uświadomił i milczenie Scully wprawiło go w zakłopotanie. Kiedy opuścili windę, nadal panowała cisza, którą przerwał dopiero widok miejsca zbrodni.
- Porozmawiam z funkcjonariuszami, a Ty obejrzyj zwłoki – powiedział bez jakichkolwiek emocji Mulder.
Scully ruszyła w kierunku ciała znajdującego się jeszcze na podłodze w łazience. Już za pierwszym wglądem stwierdziła, że ofiara jest pozbawiona znacznej ilości krwi. Oglądając zwłoki, przyłapała się na tym, że jej umysł skupiony jest na czymś innym, czegoś poszukuje.... Złapała, to ten dziwny zapach, a raczej polot - resztka zapachu. Wtedy przypomniała sobie podrażniony nabłonek węchowy poprzedniej ofiary, nie zwróciła na to wtedy uwagi, gdyż takie podrażnienie może wywołać nawet intensywne wąchanie perfum czy kwiatów.
- Chciałabym przeprowadzić sekcję - zwróciła się do stojącego obok policjanta.
Tamten pokiwał głową:
- Przewieziemy pani zwłoki do prosektorium przy Szpitalu Medycyny Sądowej.
Scully kiwnęła głową w geście podziękowania, podeszła do Muldera i nie przerywając mu rozmowy z policjantem, wyszeptała do jego ucha:
- Spotkamy się w Szpitalu Medycyny Sądowej.

RICHMOND W STANIE VIRGINIA
SZPITAL MEDYCYNY SĄDOWEJ
25 listopad 1998
13:20

Scully właśnie skończyła sekcję zwłok i opuszczała prosektorium. Mulder zobaczył ją z daleka i zawołał.
- Dobrze, że tak szybko przyjechałeś, muszę powiedzieć Ci coś ważnego - ostatnie słowa Scully wymówiła prawie szeptem – sekcja wykazała utratę ponad pół litra krwi, tak jak w przypadku poprzedniej ofiary, ale jest jeszcze coś - Scully westchnęła, nie była pewna jak Mulder przyjmie jej teorię - u Angeli Kastel wykryłam silne podrażnienie nabłonka węchowego, nie wspominałam o tym, bo jest to spotykane przy intensywnym wąchaniu substancji lotnych. Jednak u Margaret jest identycznie. I... - Scully przerwała, teraz najważniejsze, spuściła wzrok do tej pory wpatrzony w oczy partnera.
- I... - powtórzył Mulder chcąc ośmielić Scully, domyślał się bowiem, że chce powiedzieć coś nietypowego dla niej.
- I sądzę, że to feromony.
- Co?
- Feromony, jest to do końca nie zbadany rodzaj zapachu, jest on różny dla każdego osobnika i podobno za pomocą właśnie tego zapachu, którego normalnie nie można wyczuć, ludzie są w stanie odnaleźć swoją drugą połowę.
- Scully mówisz poważnie, czy jesteś taką romantyczką? - zapytał z powagą i jednocześnie zdziwieniem Mulder.
- Mówię całkiem poważnie - taki również był ton jej głosu – i właśnie coś takiego, to znaczy resztkę tego, wyczułam w mieszkaniu Margaret. Myślę, że morderca wydziela feromony w nadmiarze i wpływa to na zachowanie ofiary. Staje się poddana mu. A Ty czego się dowiedziałeś – Zakończyła Scully jakby z obawą, że usłyszy komentarz.
Mulder nie odzywał się jeszcze przez chwilę, jakby układając wszystko w głowie, poczym wyszeptał do siebie:
- To by się zgadzało - i głośno odpowiedział spoglądając na Scully - Te same okoliczności zbrodni, przyrząd, hotel, myślę, że to nas naprowadza. Najważniejsze, że obie ofiary były ratowniczkami na hotelowych basenach. Zostały jeszcze dwa hotele w Richmond, kazałem je obstawić, ale, biorąc pod uwagę nowe okoliczności, myślę, że powinniśmy tam pojechać osobiście. Ja pojadę do "Riwiery", Ty zajmij się hotelem "Vestal".
Scully pokiwała głową, na znak, że się zgadza i odchodząc z uśmiechem dodała:
- Tylko nie ulegnij feromonom jakiejś ładnej ratowniczki.
Mulder pobiegł do samochodu. Zastanawiał się nad rolą feromonów w życiu człowieka, i nad tym, co powiedziała Scully o ratowniczce "Czyżby ona też czuła jakiś rodzaj zazdrości, z której nie zdawała sobie sprawy, tak jak on, dopóki nie przemyślał dzisiejszej sytuacji z policjantem?".

RICHMOND W STANIE VIRGINIA
HOTEL VESTAL
25 listopad 1998
14:20

Scully podjechała pod hotel i szybkim krokiem ruszyła w stronę basenu. Agentka poszła porozmawiać z ratowniczkami i dowiedziała się, że jest to druga zmiana i one zostały ostrzeżone. Jednak, nawet obecne ratowniczki, nie wiedzą co z dwoma poprzednimi dziewczynami. Scully zapytała się jeszcze o numery pokojów dziewczyn i ruszyła w tamtą stronę. Ucieszyła się kiedy zauważyła, że poznany już wcześniej zastępca szeryfa Klark Gibars, został przydzielony do patrolowania tego hotelu. Podeszła do niego z uśmiechem. Policjant, choć nerwowo, ale odwzajemnił uśmiech:
- Witam Agentko Scully.
- Proszę, mów mi Dana.
- Dziękuję Dana, jestem Klark.
- Zauważyliście coś podejrzanego? - Scully zapytała służbowo, jednak jej ton jej głosu nie przybrał do końca tej formy.
- Nie, nic takiego - Klark wydawał się być nerwowy, jakby się gdzieś spieszył.
- A byliście może u ratowniczek z poprzedniej zmiany? – Scully przypomniała sobie w jakim celu tędy przechodziła i spoważniała na myśl o obowiązkach.
- Tak, byłem tam jakieś piętnaście minut temu, a więc Dana, nie musisz już tam iść - powiedział Klark zachęcając Scully do wspólnego patrolowania.
- No, skoro już ostrzegliście te dziewczyny, to możemy iść zobaczyć, czy podejrzany nie kręci się na basenie, uwodząc obecne ratowniczki - podjęła zaproszenie Scully.
Gdyby Scully nie była tak bardzo zajęta rozmową z Klarkiem, może zauważyłaby, że zamiast na basen idą oni w kierunku radiowozu. Scully była jednak odurzona obecnością policjanta. Tak, nawet ona nie zdołała oprzeć się silnej lotnej substancji i woli jaką narzucał jej podświadomości Klark Gibars.
Tymczasem Mulder został poinformowany, że w hotelu "Vestal" dopuszczono się kolejnej zbrodni. Przyjechał jak najszybciej i już na miejscu powiedziano mu, że podejrzany widocznie nie dokończył tego, co zaczął, bo Ann nie popełniła samobójstwa, jest jednak w stanie krytycznym z powodu utraty ogromnej ilości krwi.
- Chce z nią porozmawiać. Czy jest przy niej moja partnerka? – Agent mówił w drodze do pokoju Ann, do policjanta, który mu nakreślił sytuację.
- Nie wiem - powiedział pytany funkcjonariusz i wskazał drzwi do pokoju.
Kiedy Mulder wszedł od razu policjant prowadzący akcję zwrócił się do Ann, leżącej już na noszach, aby ta opowiedziała Agentowi co się wydarzyło.
- Pamiętam tylko, że przyszłam z Klarkiem do pokoju - mówiła słabnąca dziewczyna - zaczęłam rozmawiać, cały czas rozmawialiśmy, ale nie pamiętam jak i o czym. Z tego amoku ocknęłam się dopierokiedy byłam już sama w pokoju, strasznie słaba. Nie wiedziałam co się stało więc zadzwoniłam po ochronę hotelową.
Mulder biegł przy noszach, jeszcze jedno, ostatnie:
- Jak on wyglądał?
- On? Normalnie. Jak większość znajdujących się tu policjantów - ostatnie słowa Mulder usłyszał już zza drzwi zamykającej się karetki.
-Policjantów? - Mulder pytał się w myślach - Klark... - Mulder zrozumiał. Z jego płuc wyrwało się głośne:
- Scully! Scully, jesteś gdzieś tu?! - krzyczał biegając po pokoju i korytarzu hotelowym - Nie ma - wyksztusił.
Wyciągnął telefon i wybrał numer jeden szybkiego wybierania. Sygnał.
- Scully odbierz - szeptał - Scully odbierz...
Scully była tak zajęta rozmową, że zdawała się w ogóle nie zauważać tego, że właśnie upuszcza sobie krew, a już tym bardziej tego, że jej telefon dzwoni. Wydawało jej się nawet, że coś w głowie mówił jej "...nie odbieraj Dana, nie odbieraj..." i kiedy zaczęła wsłuchiwać się w ów głos usłyszała ciche "... Scully odbierz ... To Mulder"
dotarły do niej resztki świadomości.
- Scully - odezwała się.
- Scully, to ja. Gdzie jesteś? - Mulder odetchną trochę, słysząc normalny głos swojej partnerki.
- Ja, w radio...na basenie, kończę - tym razem głos Scully był nieco dziwny.
Mulder ruszył w kierunku basenu, lecz po kilku krokach zatrzymał się "myśl...radiowóz!". Rozejrzał się i pobiegł w kierunku najdalej stojącego wozu policyjnego, po drodze zawiadamiając patrole. Dopadł drzwi i zobaczył Scully przykładającą sobie broń do głowy. Szybko wyrwał jej ją, w tym momencie jego partnerka zamknęła oczy i wstrzymała oddech. Mulder wsunął głowę w głąb samochodu aby ratować Scully. Teraz nawet on poczuł ten dziwny zapach. Natychmiast wziął Scully na ręce i wyniósł z auta, niósł jeszcze kawałek poczym położył na trawie. Scully otworzyła oczy. To był dziwny widok. W jej niebieskich oczach Mulder dostrzegł panikę i zarazem spokój. Wiedział, że Scully liczy na niego, ufa mu i wierzy, że on ją ocali. Chciał. Otworzył jej usta, jednak Scully nadal nie łapała oddechu. Chciał. Pochylił się nad nią aby wykonać sztuczne oddychanie. Nadjechał jednak ambulans, więc Mulder wziął swoją partnerkę na ręce i biegł do karetki. Chciał. O jak bardzo chciał ją uratować! Zdał sobie sprawę, że to właśnie ona jest najdroższą i najukochańszą osobą w jego życiu. Chciał... Nagle usłyszał, że Scully krztusi się. Chciał... mógł.
- Scully, oddychaj, słyszysz, oddychaj - krzyczał, w dalszym ciągu biegnąc do karetki.
Scully wyrwała się z amoku i poczuła, jak mimo otwartych ust, łapczywie wciąga powietrze nosem i czuje zapach, jego zapach.
Mulder dobiegł do karetki, gdy położył Scully na noszach, już spokojnie oddychała, lecz wciąż była strasznie słaba. Wsiadł z nią do ambulansu, chwycił za rękę, zauważył jeszcze, że chce mu coś powiedzieć, nachylił się:
- Feromony, twoje feromony, chyba je poczułam gdy mnie niosłeś do karetki...
Zrozumieli. To było najpiękniejsze spojrzenie jakie sobie podarowali, wyrażało ono wszystko i oboje umieli je odczytać.

KWATERA GŁÓWNA FBI, WASHINGTON, DC
BIURO DYREKTORA WALTERA SKINNERA
27 listopad 1998
09:00

Skinner wziął do ręki akta sprawy numer 07159295 i zaczął czytać:
- W dniach 21 - 25 listopada roku 1998 Agent Specjalny Fox Mulder wraz z piszącą ten raport Agentką Specjalną Daną Scully prowadzili dochodzenie, z ramienia Federalnego Biura Śledczego, dotyczące domniemanego samobójstwa Angeli Kastel. Przypadek ten okazał się morderstwem, jak inny dokonany na Margaret Hascet. Zbrodni dopuścił się funkcjonariusz policji stanowej w Virgini Klark Gibars, ponadto próbował powtórzyć swoje czyny w stosunku do Ann Ruth i Dany Scully. Podejrzany cierpiał na rzadką chorobę zwaną nontromokinezą, jest to upośledzenie szpiku kostnego w produkcji trombocytów, co powoduje zwiększenie podatności na wylewy podskórne i obniżoną krzepliwość krwi. Motywem mordów było pobieranie od ofiar krwi i jej transfuzja do własnego organizmu. Dlatego ofiarami były kolejno: ratowniczki i lekarz medycyny - osoby umiejące upuszczać krew. Pomimo, przyczyny zgonu były różne, prowadzący śledztwo wierzą, że dokonał ich podejrzany, za pomocą swych specyficznych zdolności. Podejrzany - funkcjonariusz policji stanowej w Virgini Klark Gibars, został zastrzelony podczas pościgu. Podpisano Agentka Specjalna Dana Scully.
Skiner wziął do ręki pióro podkreślił słowa – specyficznych zdolności - i w rubryce "stan sprawy" umieścił pieczątkę: NIE WYJAŚNIONE.

KONIEC

Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey

Fox Mulder, Dana Scully i Archiwum X są własnością Chrisa Cartera, Ten-Thirteen Productions i Fox Broadcasting Corporation.