STYCZEŃ, 1989
Miałem sen. Być może po tych wszystkich treningach jakie przeszedłem powinienem umieć go rozszyfrować ale po prostu nie umiałem. Zaczął się całkiem niewinnie ale każdej następnej nocy odkrywał przede mną następny poziom.
Pierwszej nocy byłem w pokoju przesłuchań z podejrzanym. Nie pamiętam o co był oskarżony - coś głupiego - jak porwanie swojej szkolnej ukochanej albo coś takiego - to nie ma znaczenia. W każdym razie zacząłem zadawać mu pytania a on mi przerwał.
"Agencie Mulder, czy spotyka się pan z kimś?"
Co jest do diabła, pomyślałem. "Nie, jakie to ma znaczenie?"
"Czysta ciekawość. Czy planuje pan ożenić się kiedyś?"
"Nie, dlaczego?"
Obudziłem się zanim usłyszałem jego odpowiedź. Następnej nocy sen rozpoczął się tam gdzie się skończył.
"Agencie Mulder, czy uwierzy mi pan, jeśli powiem panu że mam specjalny 'talent'?"
"Jaki, możesz jeść spaghetti przez nos?"
"Nie." Roześmiał się. "Mogę zobaczyć jaka będzie czyjaś przyszłość za 10 lat."
"Niezbyt ciekawa perspektywa dla tych wszystkich, którzy będą do tego czasu martwi."
"Wtedy widzę tylko pustkę."
"Doprawdy?" Odpowiedziałem sceptycznie. "Więc powiedz mi jaka będzie moja przyszłość."
"Jaką mamy dziś datę, 16 styczeń 1989? OK, 16 styczeń 1999. Widzę ...czy zna pan kobietę o nazwisku Scully, Dana Scully?"
I wtedy się obudziłem
Następnego poranka to nazwisko nadal tkwiło mi w głowie. Dana Scully. Nie, nie znałem żadnej, więc może po prostu wymyśliłem to nazwisko? Sprawdziłem NCIC i znalazłem dwie. Pierwsza miała 75 lat i mieszkała we wschodnim Wyoming, więc skreśliłem ją. Ta druga była bardziej interesująca. Miała 24 lata i studiowała medycynę na Uniwersytecie Maryland. Nigdy nie wyobrażałem sobie siebie na randce z lekarką, ale dziwniejsze rzeczy zdarzały się. I co teraz? Zadzwonić do niej i powiedzieć coś? "Cześć, nazywam się Fox Mulder, nie znasz mnie ale za 10 lat będziemy razem?" Okay, może nie jestem najnormalniejszym facetem na świecie ale nie upadłem jeszcze tak nisko. A może? Zanotowałem adres i wróciłem do pracy.
Szalony. Tak, musze być szalony. Nie wiem co mnie opętało żeby skończyć wcześniej i pojechać do Maryland, nie wiem ale jestem tu. Używając kontaktów (do diabła, pracuje w końcu w FBI), dowiedziałem się że pracuje wieczorami w restauracji niedaleko kampusu. Znalazłem miejsce na parkingu i wszedłem do środka.
Minęła właśnie 19:30 kiedy wszedłem do środka. Znalazłem wolne miejsce i czekałem. Moja kelnerka, Kristi jak przeczytałem na plakietce, przyjęła moje zamówienie, ale zanim odeszła musiałem zapytać.
"Hej, emm, czy Dana pracuje dziś wieczorem?" Wyjąkałem.
"Myślę, że przyjdzie później, około 20:00."
"O, dzięki."
Dwadzieścia minut później, kiedy przyniesiono mi posiłek i właśnie zacząłem go jeść kiedy drzwi zadzwoniły oznajmując czyjeś przyjście.
Dana Scully nigdy się nie spóźnia. Słyszałaś mnie? Nigdy! No cóż, z wyjątkiem dzisiejszego wieczoru, oczywiście. Poniedziałki są zawsze najgorsze. Mam zajęcia w laboratorium do 19:15, potem muszę znaleźć mój samochód, przebić się przez korki i ledwo zdążam do pracy na 20:00. Dziś nie było inaczej. Wpadłam o 19:58 zgodnie z moim zegarkiem i zastałam pełny lokal. I ja mam ich wszystkich obsłużyć. Wspaniale.
"Dana, świetnie że mogłaś do nas dołączyć dziś wieczór."
"Dzięki Kristi, wygląda na to że będę miała dziś niezłą zabawa."
"O właśnie, jakiś facet pytał o ciebie wcześniej."
"Naprawdę? Kto?"
"Siedzi przy tamtym stoliku. Całkiem milutki, jeśli chcesz znać moje zdanie. Znacznie lepszy od tych wszystkich facetów których tu przyprowadzałaś."
"Dzięki!" Odpowiedziałam patrząc na osobę będącą przedmiotem rozmowy.
Wyglądał jakby zbliżał się do 30, prawnik albo księgowy na oko. Był wysoki, milutki i całkiem bystry. Właściwie, chcąc opisać go lepiej, użyłaby określenia niezły w łóżku. Czy ja to powiedziałam? O tak Dana, zrobiłaś to. Przyznaj, z tymi okularami wygląda dokładnie na takiego. I co teraz zrobisz, podejdziesz do niego i powiesz, "Cześć, nazywam się Dana Scully i chciałabym mieć cię w moim łóżku?" Nie. Wracaj do pracy, Dana. Czas zejść z chmur.
"Oto pański rachunek."
"O, dzięki."
"A tak przy okazji, Dana już przyszła, jeśli chce pan z nią porozmawiać."
"O, tak, pewnie, świetnie."
Więc to była ona. Widziałem ją jak wpadła do środka, spóźniona a zapewne nie była osobą, która robi to często. Była piękną rudowłosą. Oto masz Mulder. Niewysoka, rudowłosa lekarka. To całkowita antyteza twojego typu. Więc dlaczego patrzysz na nią jakbyś nigdy więcej nie miał jej zobaczyć? Pewnie dlatego że to prawda. To tylko wymysł twojej wyobraźni, jej nazwisko, i powinnełeś dziękować przypadkowi, że istnieje. O, że w ogóle istnieje. Ile bym dał żeby robiła domowe wizyty. Uważaj Mulder, możesz stworzyć nową fantazję. Czy ona właśnie na mnie spojrzała? Pobożne życzenia Mulder. Skoro już ją zobaczyłeś, zbieraj się z tą zanim zrobisz z siebie idiotę.
Na szczęście, lub przez przypadek kiedy opuszczałem restaurację Dana wychodziła z kuchni z zamówieniem i musiała okręcić się wokół mnie by uniknąć katastrofy. Przystanęła.
"Przepraszam. Ktokolwiek projektował wnętrze tego budynku nie pomyślał o odpowiednich drzwiach." Powiedziała pośpiesznie Dana.
"Żaden problem. Powinnaś to chyba zanieść zanim wystygnie." Nie dość że gapiłem się na nią to jeszcze powiedziałem coś tak głupiego.
"A tak, chyba powinnam. Życzę miłej nocy." Dana nie mogła powstrzymać się od patrzenia na niego, na jego orzechowe oczy.
"Teraz na pewno tak będzie." Powiedziałem wychodząc z restauracji.
O tak, Mulder, zdecydowanie będziesz miał fantazje o niebieskookiej rudowłosej przez jakiś czas.
Pewnie myślicie że z takimi snami jak moje łatwo przychodzi mi zasnąć. Ha. Mimo wszystko kiedy jednak zasnąłem sen rozwinął się dalej.
"Więc ja przedstawia się moje życie z Daną Scully za 10 lat?"
"Wiesz, kobieta jest naprawdę piękna wtedy gdy możesz jak nazwać piękną gdy jest w ciąży."
"Dana jest w ciąży?" Jakoś nie mogłem sobie wyobrazić kobiety, którą dopiero co poznałem będącej w ciąży.
"Tak, jesteście wszyscy w domu. To małe miasto, ale wasz dom jest największy. Jest poranek, Dana jest w mniej więcej 7 miesiącu. Jest tam również mała dziewczynka, pięcioletnia, biegająca wokoło."
"Mamy dwoje dzieci?"
"Starsze jest Dany ale adoptowałeś je."
"Jak Dana i ja poznaliśmy się?"
"Nie mogę ci powiedzieć, mogę ci powiedzieć tylko co się dzieje tego dnia, albo co widzę."
"Okay, mów dalej."
"Zabawne, twoja żona nazywa cię tylko Mulder, nigdy nie po imieniu. Ta mała dziewczynka, ona jest cudowna. Po śniadaniu namawia cię żebyś zagrał z nią na komputerze zanim wyjdziesz do pracy, pomimo że jest sobota. Jej imię brzmi Emily, ale ty zawsze nazywasz ją Emmer. Dana normalnie również pracuje w soboty ale wyjaśniła ci, że skoro dziecko nie było poczęte w normalny sposób to Emily i dziecko są na pierwszym miejscu, nie praca. Ustąpiłeś jej, mam przeczucie że ona ma rację częściej niż ty w wielu rzeczach."
"Jak dziecko zostało poczęte?"
"Nie wiem. Mówiłem już że nie wiem wszystkiego."
"Czy nadal pracuję w Biurze?"
"Tak, jesteś w podziemiach rany, co za bałagan. Masz jakieś dziwne sprawy. Potworzy i takie tam. Naprawdę dziwaczne."
"Proszę, odpowiedź mi na to: czy wiem co się stało z moją siostrą, Samanthą?"
"Kto? Samantha? Niech sprawdzę. O tak, tak wiesz. Jest mężatką, masz zdjęcie jej i jej rodziny na swoim biurku. Zaraz obok zdjęcia twojej rodziny. Klan Mulderów musi być bardzo szczęśliwą paczką, sądząc po zdjęciach."
"Ha. Nie powiedziałbym."
I wtedy się obudziłem. Potem nie miałem już więcej tego snu. Ale miałem fantazje na temat niebieskookiej, rudowłosej lekarki ratującej mnie przed różnymi potworami i demonami.
6 MARZEC 1992
"Agent Mulder?"
"Tak?"
"Ehh." Młodszy agent nie wyglądał na, łagodnie mówiąc, zadowolonego z faktu iż był w biurze Nawiedzonego Muldera. "To jest od dyrektora Skinnera."
"Zostaw na biurku." Byłem właśnie zagrzebany w stercie teczek leżących na podłodze i nie miałem ochoty na zmierzenie się następną.
Kiedy w końcu dotarłem to tej teczki przekląłem sam siebie że nie spojrzałem na to wcześniej. Nawiedzony dostaje partnera. O cholera. Nie możliwe. O miłosierny Boże. Dana Scully. Powrót wielkiej niewiadomej. Chyba powinienem być wkurzony ale przypuszczam byłbym gdyby było to ktoś inny niż Dana.
Wtedy zapukano do drzwi.
16 STYCZEŃ 1999
8:00
Alarm budzika obudził mnie we właściwy sobie irytujący sposób. Miękkie ciało przytuliło się do mnie. Uśmiechnąłem się i obdarowałem ją burzą pocałunków. Dana uśmiechnęła się również i odnalazła mojej usta. To nasz poranny rytuał, drażnienie siebie dopóki jedno z nas nie zdecyduje się wstać albo zajść dalej. Nagle i ku jej rozczarowaniu usiadłem.
"Mulder, co jest?" Dana nagle zaczęła się martwić. Myślę że teraz to już jej nieświadomy odruch.
"Jaki dziś dzień?"
"Um, 16 chyba. Dlaczego?"
Uśmiech zakradł się na moją twarz a Dana rozluźniła się. "Czy znasz wagę dzisiejszego dnia?"
"Nie ale jestem pewna że zaraz mi powiesz."
"Tego dnia, 10 lat temu poznaliśmy się."
"Co? Mulder, zwariowałeś."
"Tylko na twoim punkcie." Pocałowałem ją i kontynuowałem. "W każdym bądź razie to było 10 lat temu. Miałem sen i powiedziano mi, że będę z pewną kobietą, Daną Scully. Więc sprawdziłem to i dowiedziałem się gdzie mieszkasz i gdzie pracujesz. Pojechałem tam - niezły obiad, tak przy okazji. Kiedy wychodziłem prawie na siebie wpadliśmy i odbyliśmy miłą, choć krótką pogawędkę. Od tego dnia miewałem fantazje o pewnej szczególnej rudowłosej pani doktor odwiedzającą mnie w domu." Dokończyłem z uśmieszkiem.
"To byłeś ty! Nie wierzę. Kiedy Kristi powiedział mi, że pytałeś o mnie myślałam, że ma halucynacje. To znaczy, nigdy nikt, nikt ... czy wiesz jak ciebie wtedy określiłam?"
"Szalony?"
"Nie, to było potem. Pomyślałam że byłbyś niezły w łóżku."
"Jestem Dana. Fox William Mulder do twojej dyspozycji."
Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey