DAVI I GILLI
autor MISS GREY

Minęła właśnie 20:00. John Steedman, student z Kalifornii stał obok swojego jeepa i starał się zachować zimną krew. Był gdzieś na drodze 79 w Arkanssas. Na środku pustyni, w jego komórce wyczerpały się baterie a za kilka godzin miał znaleźć się w Waszyngtonie DC na konwencie paranormalności.

"Niech cię szlag trafi Bill! Mówiłem, żebyś nalał do pełna! Cholera!" Wrzasną tracąc kontrolę i kopnął z całej siły w oponę samochodu. Z cichym sykiem uszło z niej trochę powietrza. John zwrócił twarz do gwiazd bezgłośnie klnąc głupotę swojego młodszego brata. A także po chwili namysłu swoją własną. Który normalny człowiek zamiast wygodnego lotu wybrał by się na Wschodnie Wybrzeże piętnastoletnim jeepem?

"Żaden!" Wrzasnął jakby ktokolwiek miałby go usłyszeć na tym pustkowiu. "Tylko taki idiota jak ja." Dokończył ciszej bezsilnie siadając na asfalcie i opierając plecy o samochód. Westchnął o spojrzał na gwiazdy świecące jasno jak nigdy. Pomimo dramatyczność tej sytuacji potrafił dostrzec ich piękno. Nagle jedna z nich rozbłysła jaśniej. Drgnęła i zaczęła się powiększać.

"Co jest do diabła?" Mruknął John wstając. Gwiazda rosła coraz bardziej a on powoli zdawał sobie sprawę, że to wcale nie jest gwiazda. To był jakiś obiekt, i najwidoczniej zbliżał się w jego kierunku z dużą szybkością. John otworzył usta ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Był zbyt zdębiały by cokolwiek mówić. Obiekt zawisł nieruchomo w powietrzu a w głowie Johna zaczęły pojawiać się urywki ze wszystkich filmów o bliskich spotkaniach jakie widział. Wiedział, że oto ma przed sobą najprawdziwsze UFO. Tyle razy marzył aby coś takiego zobaczyć a teraz to marzenie spełniało się.

Głośno przełknął ślinę i poprawił potargane włosy. UFO zaczęło lądować. Spod spodu wysunęły się trzy długie nogi i z cichym łum usiadło na piasku kilka metrów od niego. Zrobiło się całe ciemne.

Było jakieś dziwne. Nie zupełnie tak John wyobrażał sobie statek obcych. Był podobny do tych jakie występowały w filmach SF z lat pięćdziesiątych. Prawdziwy latający spodek od filiżanki. Miał nawet małą pół-przeźroczystą kopułę na górze. Zmrużył oczy by dojrzeć czy ktoś jest w środku. Pokręcił głową na własną głupotą. Oczywiście, że ktoś jest w środku! Ktoś musi nim przecież kierować.

Minęło pięć minut podczas których nic się nie zdarzyło. John zaczynał się już niecierpliwić. Wreszcie zdobył się na odwagę i zrobił kilka kroków w kierunku pojazdu. Kilka świateł zajarzyło się. Zrobił jeszcze kilka kroków i wtedy w spodzie UFO pojawiła się szczelina która powiększyła się i ze środka wysunął się trap z dziwnymi znakami narysowanymi na nim. John uznał je za napisy w języku kosmitów. (W rzeczywistości były to znaki ostrzegawcze: "Uważaj Ślisko!") Zatarł ręce. Teraz dopiero będzie miał co opowiadać na konwencie. Raźniejszym krokiem ruszył przed siebie. Lewą nogą wymacał trap. Wyglądało, że jest zrobiony z jakiegoś metalu, tyle, że przy stukaniu nie wydawał żadnego odgłosu dudnienia.

"Super. Kosmiczna technologia." Powiedział z podziwem i wszedł na trap. W środku spodku było ciemno. John poczuł się nieswojo. Nagle przypomniał sobie o tych wszystkich porwaniach i eksperymentach, które podobno kosmici przeprowadzają na ludziach. A jeśli i jego to spotka? Jeśli to podpucha a on zostanie zaraz pozbawiony przytomności, rozebrany do naga i przeniesiony na stół egzaminacyjny i... Wolał o tym nie myśleć. Już zaczął rozważać możliwość dyskretnego ulotnienia się z miejsca spotkania kiedy środek pojazdu rozjaśnił się delikatnym, uspokajającym światłem.

Wnętrze nie było wcale takie kosmiczne jak się tego spodziewał. Fotel w dziwacznym kształcie, paleta kontrolna z mnóstwem gałek, przycisków i światełek. Kopuła od środka dawała doskonały widok na okolicę czyli na drogę i jego samochód. Na podłodze walało się mnóstwo pudeł a na szafkach w ścianie (skoro statek był okrągły to nie mógł mieć więcej niż jednej ściany) były ciasno zapchane podobnymi pudłami.

Wbrew swej wyobraźni, która dawała mu jasną odpowiedź co do zawartości (bardzo krwawej...) pudeł John ukląkł obok jednego pudła i zajrzał do środka. Szczęka mu opadła kiedy zobaczył jego zawartość. Same płyty Elvisa i to nie byle jakie. Wyglądały na naprawdę stare, pewnie pierwsze wydania i mógłby przysiąc, że na jednej z nich był autentyczny autograf Króla.

"Elvis wiecznie żywy, co?" Mruknął rozglądając się wokoło. Nagle jego uwagę przykuła dość gruba teczka leżąca na panelu kontrolnym. Dziwne, że nie zauważył jej wcześniej. Wstał i podszedł bliżej. Po chwili wahania usiadł na fotelu i powiercił się. Był zdumiewająco miękki. Może kosmici mieli wrażliwe siedzenia? John uznał to za głupią myśl i chwycił teczkę. Na obwolucie dużymi drukowanymi literami napisane był Federalne Biuro Śledcze, Archiwum X.

"Nieźle. Zawsze wiedziałem, że oni wiedzą więcej niż się przyznają." Zaczął kartkować zawartość i gdzieś w połowie chwycił się za głowę. Chryste, to dopiero życie! Ten Mulder to dopiero szczęściarz. Kurcze, może praca dla rządu nie jest aż taka nudna? John zamknął teczkę i rozmarzył się.

Agent specjalny John Wilburn Steedman. No, może bez tego Wilburna.

John wstał i wzniósł zaciśniętą dłoń w powietrze.

"Strzeżcie się śmiecie oto nadchodzi Nietykalny Steedman!"

"Mógłbyś wymyśleć coś bardziej oryginalnego." Nagle usłyszał za sobą. Z przerażeniem w oczach odwrócił się i zamarł. W pierwszej chwili miał ochotę roześmiać się ale zaraz potem spoważniał. Stały tam dwie istoty. Obie w 100% ludzkie.

Ta pierwsza była seksowną rudą w czarnych skórzanych spodniach i skąpej bluzeczce koloru indygo. Przez ramię miała przerzuconą kurtkę. Całości dopełniały znoszone Martensy niedbale zawiązane. To właśnie ona odezwała się do niego a teraz uśmiechała się jak Mona Lisa swoimi czerwono krwistymi ustami.

John czuł jak temperatura w pojeździe podnosi się gwałtownie. A może to tylko on?

Gdyby John była, dajmy na to swoją siostrą zapewne bardziej zainteresowany drugą postacią. Był to mężczyzna. Wysoki, Ruda sięgała mu zaledwie do ramienia. Ubrany był w czarny garnitur od Armaniego, włoskie buty Brittiego i najdziwaczniejszy krawat jaki John w życiu widział. W jednej dłoni trzymał dużą papierową torbę z napisem Graceland'99 a drugą obejmował seksowną Rudą. Czarne okulary RayBana znacznie utrudniały rozpoznanie tego co myśli o bieżącej sytuacji.

Jedno było pewne. Elvis i Ruda na pewno nie byli małymi zielonymi ludzikami.

"Ja... eee... jakby to..." Zaczął się jąkać John desperacko szukając jakiegoś rozwiązania. "Cześć." Powiedział w końcu.

Ruda uniosła lekko prawą brew.

"Strasznie jesteś elokwentny. Zamierzasz tak stać czy w końcu ruszymy?" Spytała.

Jophn rzucił spłoszone spojrzenie na, jak przypuszczał, pulpit pilota. On miałby tym kierować?

"Zaraz.. ja tego..." Zaczął ale Elvis mu przerwał.

"Day maleńka. Nie widzisz, że on też jest tylko pasażerem? Takiego idioty by nam nie przysłali jako pilota."

"Ile razy mam ci mówić, żebyś nie nazywał mnie tym idiotycznym przezwiskiem." Skomentowała Ruda cały czas się uśmiechając się słodko. "Mamy wolne więc równie dobrze możesz nazywać mnie moim prawdziwym imieniem. Dobrze Davi?"

"OK, Gilli." Odpowiedział Elvis dając jej małego klapsa w tyłeczek. Gdyby jej spojrzenie mogło zabijać pół Arkanssas leżało by już w grobie. Ruda zmrużyła oczy.

"Panie IQ 150, ten statek to samo pilotujący się BG 459 a jeśli jeszcze raz klepniesz mnie w cztery litery na kabluje na ciebie Łysemu. A może nie pamiętasz paragrafu 57, ustęp 4 Regulaminu?"

"Wybacz maleń... Gilli. To co możemy już ruszać? Wolałbym po powrocie do DC znaleźć jeszcze trochę czasu na sen. W końcu idziemy do pracy na 8:00."

"Od kiedy to przejmujesz się punktualnością? Łysy jest już przyzwyczajony do tego a poza tym jutro jedziemy do Oregonu, pamiętasz? Sam nas tam wysłałeś."

"O kochanie, zrobiłem to dla nas. Ile w końcu można spędzić samotnych nocy. W DC nie daliby nam spokoju. Podsłuch w twoim mieszkaniu, stała obserwacja mojego a te rachunki za Hiltona dobijają mój budżet."

Ruda klasnęła rękoma i z podłogi wysunął się drugi fotel. Usiadła.

"Zaczynasz narzekać. Już ci się nie podobam?" Spytała robiąc smutną minę choć jej oczy zdradzały, że żartuje.

"Gili, dla ciebie wszystko. Zgodziłem się nawet nosić te idiotyczne okulary w pracy. Przecież wiesz, że moje oczy są w szczytem inżynierii genetycznej. Z kilometra zobaczył bym mrówkę."

"Nie przesadzaj, co najwyżej skunksa. No-og nie jest aż tak dobry a poza tym wyglądasz w nich tak słodko." Powiedziała zakładając nogę na nogę. Obydwoje John i Elvis jak na komendę spojrzeli na jej szczupłe nogi. John z fascynacją, Elvis z podziwem nad talentem No-oga.

"No dobra. Teraz chyba pora na oficjalną prezentację." Stwierdził Elvis stawiając torbę na podłodze i podając rękę Johnowi. "Davi a ta wredna kobieta to moja partnerka, Gilli."

John kiwną głową. "Tak, ja nazywam się John Steedman ale możecie do mnie mówić John."

"Dziwne, że upierasz się przy używaniu tych śmiesznych ziemskich imion. A poza tym, czy No-og nie mógł wymyśleć czegoś lepszego. Twoja forma jest mało ciekawa."

"Davi. Jest doskonała! Tylko geniusz takie jak No-og mógłby stworzyć tak doskonale nieforemne ciało, obdarzyć je takim skrzekliwym głosem i w dodatku te włosy! Genialne, musze pogratulować doktorowi na następnej odprawie."

W miarę jak Gilli opisywała Johna, ten robił się coraz bledszy. Zaczynał się martwić. Skoro ich ciała to nie ich ciała to czy zamierzają je opuścić po doleceniu na miejsce przeznaczenia? Jak wyglądają ich prawdziwe ciała i w końcu kim jest ten No-og?! I do diabła, on wcale nie jest nieforemny tylko krępej budowy! Jego głos jest podobny do głosu Briana Adamsa a włosy wcale nie przypominają strzechy siana!

"Słuchajcie..." Zaczął z chęcią wytłumaczenia im kilku rzeczy kiedy Ruda podniosła rękę.

"Lepiej siadaj. Ten model nie ma najlepszej niwelacji nadciążenia. Może ci się zakręcić w kree."

John usiadł posłusznie w fotelu pilota zastanawiając się czym u licha jest to kree. Ruda miała rację. Przez najbliższych kilka sekund jego żołądek był wszędzie tylko nie na swoim miejscu. Czuł go nawet w lewej stopie ale to musiało być złudzenie.

"Wszystko OK. Day?" Spytał Davi zza pleców Johna. "Nasz maanu nie wygląda za dobrze."

"Masz racje." Zgodziła się Gilli a John poczuł jak jego żołądek przemieszcza się do lewego oka. Zaciśnięte dłonie wbił w boki fotela.

"Gilli? Zaczynam się martwić, może to jakaś awaria?" Zaniepokoił się Davi. "Może lepiej polećmy na stacje orbitalną?"

"Nie mamy czasu. Przecież dziś wybierasz się na tą konferencje o której mi nie powiedziałeś."

"Przecież mówię ci o wszystkim, Day. Jak możesz we mnie wątpić?"

John poczuł jak przyciąganie w pojeździe, tak jak jego ciało wraca powoli do normy. Odważył się otworzyć oczy. Ruda i Elvis stali nad nim pochyleni, wyraz szczerej troski wypełniał ich twarze. Rozciągną wargi w uśmiechu.

"Widzisz? Wszystko OK. Za chwilę wylądujemy koło Dulles i maanu poczuje się lepiej." Powiedziała Ruda. John wyprostował się na fotelu. Czuł się lepiej więc odważył się spytać o coś.

"Ee. A co z moim samochodem?"

"Masz na myśli ten złom na drodze? Maanu, możesz mieć najnowszy model ferrari a upierasz się przy tym gruchocie? Chyba za bardzo wczułeś się w tą rolę. A tak w ogóle to co robisz?" Zagadną Elvis strzepując niewidzialny pyłek z rękawa jego marynarki.

Oo... John miał złe przeczucie. Widział taki ruch w "Gangsterskich porachunkach" i nie wróżył on nic dobrego. Wziął głęboki oddech i najbardziej obojętnych głosem na jaki było go stać powiedział.

"A, nic ciekawego. No wiesz, rutynowe obserwacje."

"Obszar 51." Ruda pokiwała swoją śliczną główką ze zrozumieniem. "Ci kowboje to dopiero mają pomysły. Słyszałeś jak wykorzystali napęd z modelu HG-9? Kuchenki mikrofalowe. To profanacja. Nasi uczeni pracowali nad tym wiele lat a ci troglodyci robią z tego sprzęt kuchenny. Skandal."

"Spokojnie Gili, obiecali, że już więcej nie wykorzystają naszych technologii bez pytanie." Pocieszył ją Elvis głaszcząc po ramieniu. "O, widzisz. Już lądujemy. Zaraz zabiorę cię do domu i zabawimy się w małe zaat'dee..."

"Przestań! Nie jesteśmy tu sami." Ruda zrobił się cała czerwona. "Maanu na pewno nie interesują nasze osobiste sprawy. Ma ciekawsze rzeczy. Prawda?"

John pokiwał głową zastanawiając się jak by wyglądało to zaat'dee zaadaptowane do ziemskich warunków. Nabrał nagłej pewności, że bardzo by mu się ono spodobało.

"Hej! Spójrzcie na te światła!" Krzyknął nagle wskazując na obiekt za szklaną kopułą.

"Co? O cholera! To ci dranie z Andromedy, już ja im pokaże." Warknął Elvis i rzucił się do pulpity ale Ruda powstrzymała go w ostatniej chwili.

"Coś ty, na ganu ci padło? Chcesz wywołać międzygalaktyczny konflikt? Mają umowę z ludźmi ze Stoneage. I zresztą nie mamy na to czasu. Zaraz lądujemy." Na głosie Rudej można by było ostrzyć noże. Elvis rzucił andromedanom nienawistne spojrzenie zza swych RayBanów i z powrotem usiadł na swoim siedzeniu.

Lądowanie było znacznie przyjemniejsze od startu. John nawet nie poczuł kiedy statek dotknął ziemi. Ruda westchnęła i wstała.

"Cóż, pora wracać do pracy. John, miło mi było cię poznać. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze. Davi zbieraj manatki. Wracamy do domu." Założyła kurtkę a ściana statku bezszelestnie się rozsunęła ukazując już wysunięty trap. Tanecznym ruchem zeszła po nim na ziemię.

"Powodzenia chłopie. Pozdrów No-oga." Rzucił Elvis i pobiegł za swoją przyjaciółka.

"No i co teraz geniuszu?" Mruknął do siebie John rozglądając się po statku. Nagle zrobiło się jakby mniej przyjemnie. Światło nie było już tak łagodne a lampki na pulpicie pobłyskiwały złowieszczo. Tchnięty nagłym przeczuciem John złapał jedno z pudeł i szybko wybiegł z pojazdu. Kiedy tylko postawił obie nogi na ziemi trap ekspresowo wsunął się, pojazd zawisnął na chwilę nad ziemię i z lekkim brzęczeniem odleciał.

John Steedman stał z otwartymi ustami na środku pola. Kilka kilometrów na wschód widział światła międzynarodowego lotniska w Dulles. W okolicy panowała cisza, no prawie, co jakiś czas na jego głową przelatywał jumbojet. Gdyby nie pudło które trzymał w rękach nie uwierzył by w to co się stało.

Nagle rzucił pudło na ziemię i zaczął gwałtownie przeszukiwać swoje kieszenie. W końcu w jednej z nich znalazł to czego szukał. Karta kredytowa ojca.

"Więc jednak Bóg istnieję..." Mruknął i chwytając pudło z aktami ruszył w kierunku lotniska.

KONIEC

Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey

Fox Mulder, Dana Scully i Archiwum X są własnością Chrisa Cartera, Ten-Thirteen Productions i Fox Broadcasting Corporation.