|
Dama i Pirat
autor Quetzel
tłumaczenie Miss Grey
Jest rok 1789, Samantha Mulder wbrew swej woli ma zostać poślubiona Richardowi Matkinsonowi \synowi Rakowatego\. Ucieka jednak razem ze swoim bratem-piratem, Błyskawicą AKA Foxem Mulderem a jej najlepsza przyjaciółka, Dana Scully zostaje w to mimo woli wplątana.
Razem ukrywają się przed żądnym zemsty Jamesem Matkinsem \Rakowatym\.
----------------------
Samantha spojrzała raz jeszcze na zegar. "Dana, jeśli się spóźnimy Madame Rachel udusi nas!"
"Zaczekaj jeszcze sekundę! Miałaś więcej czasu na przygotowanie, wiedziałaś o tym spotkaniu wczoraj! Daj mi szansę bym wyglądała przyzwoicie!"
Samantha przewróciła oczami. "Dobrze, chyba masz racje. Wiesz, mężczyźni nie mają nawet połowy tylu kłopotów przygotowując się na spotkanie jak kobiety."
Chwilę później Dana zaszła w dół po schodach mając na sobie zieloną suknię z wysokim kołnierzykiem, koronkowymi rękawami i wytworne buty. "To dlatego, że są mężczyznami! Mężczyźni nie muszą nosić sukni, nie muszą spędzić dobrej godziny układając włosy i robiąc makijaż. Myślę, że mężczyźni chcą byśmy ubierały się w ten sposób aby mieć nas pod kontrolą. To nie ma nić wspólnego z tradycją..."
Samantha roześmiała się. "Gdybyś mogła ubierać się wedle własnej woli, chodziłabyś całe dnie w spodniach! Choć, nie czas na narzekanie, powóz na nas czeka!"
Rzucił kielichem przez kabinę. "FROHIKE! Jesteś mi potrzebny!"
Frohike wbiegł do kabiny. "Tak Fox?"
Rzucił mu piorunujące spojrzenie. "ILE razy mam ci mówić abyś NIE nazywał mnie Fox? Mów mi Błyskawica! Albo przynajmniej Mulder!"
"Ale tak naprawdę to nie są twoje imiona..." Zaczął Frohike.
"Mulder to moje nazwisko!" Zripostował.
Frohike był jedynym spośród członków jego załogi, który miał odwagę odpowiadać mu w tak impertynencki sposób. Robił to jednak tylko dlatego, że Mulder pozwalał mu na to. Innym nie uszło by to na sucho.
"Otrzymałem wiadomość od mojej siostry." Powiedział napełniając następny kielich.
"Samanthy? Co u niej słychać?" Frohike usiadł na krześle przy drzwiach kabiny.
"Wychodzi za mąż za Richarda Matkinsa. Syna tego palącego sukinsyna..."
"...Jamesa Matkinsa." Frohike dokończył zdanie i opuścił głową. Sama myśl o tym, że delikatna Samantha Mulder ma wyjść za mąż za tego potwora przyprawiała go o dreszcze.
"Chcę zabrać moją siostrę dlatego musimy opuścić Francje i udać się do Anglii"
"RICHARD MATKINS? Wychodzisz za mąż za Richarda? To straszne!" Wykrzyknęła Dana.
Samantha skinęła głową, ocierając łzy z policzków. "Moja Ciocia zaaranżowała to wszystko. Nie chcę go! Każdego innego tylko nie jego!"
Dana otoczyła ramieniem przyjaciółkę. "Spokojnie, nie musisz za niego wychodzić. Zaprotestuj. Zrób coś!"
"Mama i Ciocia podjęły już decyzję! Próbowałam z nimi rozmawiać, sprawić by zmieniły zdani i nic. Ciocia wyraża się o nim bardzo wysoko."
"Proszę cię! Oni są wmieszani w przemyt, kradzieże, konspiracje i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze! Może mogłybyśmy otruć Richarda..."
"Dana, nie jesteś śmieszna" Odgryzła się Samantha.
Dana westchnęła. "Przepraszam, to była tylko myśl, życzenie. Czy nie ma nikogo kto mógłby cię uratować przed Richardem?" Podała Samancie chusteczkę, którą ta raz jeszcze wytarła oczy. "Mój brat przybędzie po mnie. Ucieknę razem z nim i jego załogą. On mnie ochroni..."
Dana uniosła brew. "Twój brat? Nie wiedziałam, że on jeszcze żyje."
"Jeśli ci coś powiem, przyrzekniesz nie wspominać o tym więcej?" Wyszeptała Samantha. Dana skinęła głową, kochając sekrety i mając nadzieję, że wyjaśni to coś.
"Tak. Przyrzekam na moje dobre imię."
Samantha wyprostowała się. "Mój brat to pirat Błyskawica."
"Czy to jakiś żart, Samantho?"
"Nie. Klnę się, że to on. Fox William Mulder to pirat Błyskawica. Czasem używa również imienia Fox Błyskawica. Jest kapitanem statku, który nazwał 'Prawda'. Przysięgam."
"Znam wszystkie jego przezwiska i wiem, że jest kapitanem 'Prawdy'! Moja mama i ojciec opowiadali mi tyle historii o nim chcąc odwieść mnie od robienia nieodpowiednich rzeczy! Cena za jego głowę..."
"On nie jest zły. Mój brat to dobry człowiek, nie znasz go Dana!"
Dana westchnęła. "A co z twoją rodziną tutaj i przyjaciółmi?"
"Coś trzeba poświęcić." Wyszeptała opuszczając głowę.
Dana zamknęła oczy. "Wszystko w porządku. Cokolwiek postanowiłaś, będzie to dla ciebie najlepsze wyjście. Będę za tobą bardzo tęsknić."
Dwie dziewczyny przytuliły się do siebie, łzy zaczęły płynąć. "Dana, kiedy będę wyjeżdżać, odprowadzisz mnie do doków?"
Dana skinęła głową. "Oczywiście, obiecujesz napisać kiedy będziesz mogła?"
"Co tydzień!"
"Nie boisz się?"
"Ufam Foxowi. Polubiłabyś go Dana."
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Dom był pogrążony w ciszy. Dana wyślizgnęła się z pokoju i schodząc po schodach skierowała się do drzwi. Zaczekała nasłuchując jej rodziców czy kogoś ze służby. Jak dotąd nikt jej nie usłyszał. Po raz pierwszy wykradała się po kryjomu z domu w środku nocy, była oszołomiona. Wreszcie wyszła na ulicę gdzie czekał na nią powóz.
Woźnica, mężczyzna o nazwisku Langley zwrócił się do niej. "Przysłał mnie Błyskawica. Samantha jest w środku." Pomógł jej wsiąść.
Samntha rzeczywiście czekała wewnątrz powozu. Ubrana była w niebieską suknię. Na głowie miała czepek a jej ciemne włosy w lokach spływały na ramiona. "Dana, cieszę się że ci się udało." Sięgnęła po jej rękę.
Dana westchnęła. "Oto jestem."
"Woźnica odwiezie cię do domu jak tylko odpłynę. Tak będzie najlepiej."
Dana skinęła głową. "Oczywiście. Zrobiłabym to samo gdybym musiała poślubić Richarda Matkinsa i stać się częścią tej wyklętej rodziny."
"Żałuje, że nie będę mogła być z tobą kiedy wreszcie wyjdziesz za mąż."
"Nie dojdzie do tego jeszcze przez jakiś czas!" Roześmiała się Dana kiedy powóz ruszył.
Richard zaczął niespokojnie chodzić. Jeden ze służących, których umieścił w domu Mulderów przekazał mu, że Samantha planuje uciec do swojego brata, pirata.
"Synu, jesteś gotowy?" Richard podniósł wzrok i ujrzał swego ojca w drzwiach. W jednej dłoni trzymał jak zawsze cygaro.
"Tak ojcze."
"Dobrze. Ludzie czekają już w dokach z pistoletami. Nie ma sposobu aby ta dziewczyna wydostała się z Anglii."
Richard westchnął. "A co ze świadkami, ojcze?"
"Zabijemy ich." Uśmiechnął się wkładając do ust cygaro.
Frohike czekał cierpliwie kiedy Fox kręcił się niespokojnie. "Jeszcze jej nie ma. Została złapana. Cholera! Kogo wysłałeś aby je przejął?"
"Wysłałem Langley'a, Fox."
"LANGLEY'A! No to już się na pewno zgubili! Ten człowiek nie ma za grosz poczucia kierunku!"
"Mylisz się, Mulder. Oto powóz." Wskazał na ulicę.
"Załatwiłeś kogoś aby odwiózł jej przyjaciółkę do domu?" Spytał Fox sprawdzając w zwierciadle swoje odbicie, odsuwając ciemne włosy znad oczu.
"Tak. Chociaż musiałem zapłacić mu 10 funtów aby to zrobił!"
"To nic, Frohike. Mamy ich dużo. Weź potem pieniądze z mojej szkatułki. Choć. Poznasz moją siostrę." Razem dwaj mężczyźni zeszli po rampie. Księżyc był w pełni a niebo czyste.
Wszystko szło tak jak zaplanowano. Pierwsza z powozu wysiadła rudowłosa dziewczyna ubrana w kremową suknię. Za nią inna, jej włosy były ciemne a suknia niebieska.
"Samantha." Wyszeptał Fox .
"Jej przyjaciółka jest śliczna." Zauważył Frohike, spoglądając na Foxa. Ten jednak pospieszył już na ulicę, Samantha rzuciła się w jego ramiona.
"Fox! Tak się cieszę, że po mnie przypłynąłeś."
Gładził jej ciemne oczy. "Nie mógłbym zostawić mojej jedynej siostry w łapach Richarda Matkinsa i jego ojca." Pocałował czubek jej głowy.
Samantha odsunęła się. "Fox, to moja najlepsza przyjaciółka, Dana Scully." Przedstawiła Dane.
Nazwisko wydało mu się znajome. "Dana Scully? Jakieś pokrewieństwo z generałem Williamem Scully z Marynarki Królewskiej?"
Dana skinęła głową a rude loki otoczyły jej twarz. "To mój ojciec."
JEJ OJCIEC! Samantha przypuszczała, że teraz paranoja Foxa przejmie kontrolę. Dla niego mogła być szpiegiem. Ale jeśli ufał osądowi siostry na razie nie będzie wątpił w Dane.
Dana obejrzała dokładnie mężczyznę stojącego przed nią. Nosił jedwabną koszulę i czarne brydżesy. Miał tajemnicze oczy i opis: wysoki - ciemny – przystojny, doskonale do niego pasował. Jego opalona skóra jarzyła się w blasku księżyca sprawiając, iż poczuła dreszcz wzdłuż kręgosłupa.
Ukłonił się z gracją. "Witaj Dano."
Właśnie miała mu odpowiedzieć kiedy odgłos strzału zadźwięczał w pewnej odległości. Fox złapał ją za rękę i pociągnął na ziemię. "NIE PODNOŚ SIE!" Krzyknął.
Grupa mężczyzn ukazała się za nimi, jeden z nich krzyczał: "PODDAJ SIĘ BŁYSKAWICA!"
Dana zobaczyła pistolet w dłoni Foxa, pomógł jej wstać. "NA STATEK!" Krzyknął na nią.
Dana została wciągnięta przez wir wydarzeń i zanim zorientowała się co się dzieje, Samantha ciągnęła ją na pokład. "Dana, choć! Postrzelą cię!"
"PÓŚĆ CÓRKĘ GENERAŁA!" Krzyknął jeden z ludzi na ulicy. Fox wypalił z pistoletu i wbiegł na statek. "ODPŁYWAMY FROHIKE! NATYCHMIAST!"
Richard zaklął. "Uciekli!" Obserwował jak statek z Samanthą i córką generała Scully na pokładzie odpływa.
"Nie martw się, dostaniemy ich wcześniej czy później." Powiedział jego ojciec.
"CO?"
"Cierpliwości chłopcze, to zawsze się opłaca."
"Moja narzeczona zniknęła a ty mi każesz być cierpliwym?"
Zaczynało go denerwować zachowanie syna. "Zamknij się Richard!"
Richard cofnął się mając jeszcze w pamięci razy jakie ojciec zwykł mu sprawiać.
"Dobrze. W końcu dostaniesz Smanthe, Richarda. Obiecuję."
Samantha stoją na pokładzie zakręciła się wokoło. "UDAŁO SIĘ!"
Fox spojrzał na Danę. "Przykro mi, że zostałaś w to wciągnięta ale nie mogłem zostawić cię z nimi."
"Ale to byli ludzie z Królewskiej Straży, nieprawdaż?"
"Tak twierdzili." Odpowiedział i zaczął się przechadzać po pokładzie.
Samantha wzięła Danę za rękę. "Nie martw się, wkrótce wrócisz do domu. Gotowa na przygodę?"
"Samantha, musisz być niespełna rozumu. Nie mogę płynąć z tobą."
"Czemu nie?"
"Ja... moja rodzina!"
Samantha skinęła głową, zdając sobie sprawę, że Dana obawia się tego, iż Fox jest piratem i nie jest dla niej dobrze że podróżuje z mężczyzną poszukiwanym przez prawo. "Och, no cóż... Nie jestem pewna co innego mogliśmy zrobić."
Dana zamknęła oczy, pozwalając zimnemu wiatru owiewać jej twarz. "I co teraz?"
"Popłyniesz z nami." Powiedziała Samantha z uśmiechem.
"Dokąd?" Spytała.
"Fox, dokąd zmierzamy?" Odwróciła się do brata.
"Mam zadanie do wykonania we Francji, Samantho. Obawiam się, że będziecie musiały udać się tam razem ze mną."
"FRANCJA?" Dana mało co nie podskoczyła.
"Dana, wszystko będzie w porządku." Samantha położyła rękę na jej ramieniu.
"Sugerowałbym abyście udały się pod pokład. Będziecie musiały dzielić jedną, dużą kabinę. Mam nadzieje, że nie będzie wam to przeszkadzać."
"W żadnym bądź razie, Fox. Bardzo dziękuję." Pocałowała brata na dobranoc i wycofała się pod pokład.
Fox patrząc jak odchodzą, pozwolił sobie na westchnięcie. W co oni wpakowali Dana Scully? Generał będzie wściekły kiedy się dowie.
Minęło pięć dni i Dana zaczęła się przyzwyczajać.
Samantha była podniecona.
"Nareszcie jesteśmy wolne, Dana!"
"To lekkomyślność! Szaleństwo! Jeśli nas złapią ty wrócisz do Richarda a mój ojciec nigdy m tego nie wybaczy! Moi rodzice muszą być przerażeni!"
Fox pojawił się w drzwiach. "Samantha, Frohike chce ci coś pokazać na pokładzie."
Samantha wstała. "Choć Dana..."
"Czy mógłbym z nią porozmawiać?" Spytał.
Dana poczuła jak w ustach robi się jej sucho. "Czy możemy wyjść na pokład? Zrobiło się tu trochę duszo."
Skinął głową. Razem w trójkę skierowali się do schodów a Fox pomógł im wejść się na pokład. Samantha natychmiast podeszła do relingu i obserwowała jak statek rozpruwa wodę.
Fox wziął głęboki. "Dana, przepraszam cię za to, że jesteś zmuszona być tu z nami. Przyrzekam, że wrócisz do bezpiecznie do domu tak szybko jak to będzie możliwe."
Dana spojrzała na niego. "Dobrze."
"Mam nadzieję, że rozumiesz iż pięć nocy temu myślałem, że zabranie cię z nami było dobrym pomysłem... że nie było innego sposobu na bezpieczne dostarczenie cię do domu."
"Ale kim byli tamci ludzie?"
"Wyglądali na ludzi Maykinsa. Przypuszczam, że Richard dowiedział się, o planowanej ucieczce Samanthy."
Dana zagryzła wargę. "Wszystko będzie w porządku jeśli tylko szybko wrócę do domu."
"Jak tylko będzie to możliwe." Obiecał.
Margaret Scully rzuciła poduszkę na podłogę. "WILLIAM! Nasza jedyna córka znikła jak kamfora a ty jesteś spokojny! Czy ona uciekła? Dlaczego moje kochanie miałoby uciec w ten sposób?"
"Nie sądzę, że uciekła." Skończył czytać list, który trzymał w ręce.
"Od kogo to jest?" Spytała podchodząc.
"Fox Mulder. Dana jest z nim."
"Mulder? Czy on jest krewnym Samanthy Mulder? Co nasza córka robi z Foxem Mulderem? Kim on jest?" Podniosła głos.
"Jestem pewien, że zatroszczy się o Danę, nie martw się za bardzo."
"KIM JEST FOX MULDER?"
"Tylko cię to zdenerwuje..."
"Jak śmiesz ukrywać to przede mną Williamie? To także moja córka, mam prawo wiedzieć gdzie jest i co się z nią dzieje!"
"Fox Mulder jest szpiegiem w służbie Króla."
"SZPIEG? Nasza córka jest ze szpiegiem?"
"Udaje pirata, Błyskawicę. Nie jest niebezpieczny. Jest pod moją komendą, Margaret."
"Szpieg?" Margaret otworzyła szeroko oczy.
"Nie martw się, Dana czuje się dobrze. Napisał tak w swojej wiadomości. Matkins i jego ludzie pojawili się, nie było sposobu aby dostarczyć ją bezpiecznie do domu więc wziął ją ze sobą. Mówiłem mu żeby zaczekał z zabraniem Samanthy... ale on nigdy nie słucha!"
"Nigdy nie słucha? Czy Dana aby na pewno jest tam bezpieczna? Czy on jest rozważny?"
"Nie obawiaj się. Jest silny, ma pełno ludzi i broni. Jest z nim całkowicie bezpieczna."
"Jest sama z nieznajomym a ty mi mówisz żebym się nie martwiła?
"Samantha jest z nią."
"Dlaczego?"
"Postanowił uchronić swoją siostrę przed małżeństwem z Richardem Matkinsem więc przypłynął po nią."
Margaret opadła na krzesło. "Moja biedna Dana. Dlaczego to musiało ją spotkać. Mam nadzieję, że nic jej nie jest. Ciekawa jestem co teraz robi. Prawdopodobnie jest śmiertelnie przerażona."
Była noc i Dana Scully była prawie pijana. Wyzwała właśnie Foxa na pojedynek.
"Jakiego rodzaju pojedynek?" Spytał z uśmiechem.
"Ty wybierz." Zachichotała.
Samantha poszła do łóżka dawno temu ale Dana nie była jeszcze zmęczona. Kabina Foxa połączona była z jadalnią i to właśnie tam teraz siedzieli.
"W jedzeniu ostryg?" Zaproponował uśmiechając się z afektacją.
"Ostrygi. Chyba może być." Nalała sobie jeszcze trochę wina.
"John, przynieś proszę trochę ostryg i więcej wina." Powiedział z szerokim uśmiechem. John był młodzieńcem niewiele starszym od Dany, miał blond włosy i oczy w kolorze głębokiej zieleni.
"Tak jest Błyskawico." Szybko wrócił z wiadrem ostryg i wyłożył je na stół. Dana zobaczyła, że ostrygi są surowe. "Fox, one nie są ugotowane." Wskazała.
Jego uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej. "Oczywiście, że nie."
Dana z przerażeniem zorientowała się, że on planuję zmusić ja do zjedzenia surowych ostryg! "To obrzydliwe."
"Rezygnujesz więc, nie jestem zdziwiony. Jesteś w końcu kobietą." Chciał wstać.
"CO? Podejmuje wyzwanie, siadaj!"
Usiadł ponownie na swoim krześle na przeciw niej i podał jej nóż. "Dalej."
Każdą surową ostrygę popijała łykiem wina. W końcu zrobiło się jej niedobrze i zaczęło zbierać na wymioty. Dostała również zawrotów głowy i upadła na podłogę. Fox podskoczył i delikatnie uniósł ją w swoich ramionach. "Dana, przepraszam. Nie chciałem żebyś się rozchorowała! Nie sądziłem, że będziesz tak głupia i zrobisz to." Zaniósł ją do swojej kabiny i ostrożnie położył na łóżku.
Oparła głowę na atłasowej poduszce. "Czuję się okropnie..."
Pogładził jej włosy. "Cii. Odpoczywaj. Wkrótce poczujesz się lepiej."
Dana czuła się upokorzona faktem, że rozchorowała się na oczach Foxa. Przeklinała samą siebie za głupotę i za to, że pozwoliła sobie na upicie się. Chwilę później wrócił z zupą. "Przygotowałem to dla ciebie. Zjedź a poczujesz się znacznie lepiej."
Poczuła torsje na sam widok jedzenia. "Obawiam się, że to niemożliwe, kapitanie."
"Nakarmię cię sam jeśli będzie to konieczne." Zagroził jej z uśmiechem.
Dana usiadła na łóżku, trzymając się kurczowo satynowego prześcieradła. "Tylko trochę."
W końcu nakarmił ją całą zawartością miseczki. "Leż spokojnie, poczujesz się lepiej."
Opadła ponownie na poduszki. "Przepraszam Fox. Nie chciałam... pochorować się."
"Ty przepraszasz mnie? To JA powinienem błagać cię o wybaczenie! To moja wina. Myślałem, że żadna kobieta przy zdrowych zmysłach nie podejmie takiego wyzwania."
"Nie byłam dokładnie sobą." Wskazała na butelkę wina. Uśmiechnął się.
"Masz rację."
"Nigdy przedtem nie upokorzyłam się tak bardzo." Zaczerwieniła się.
"A ja nigdy przedtem nie miałem w łóżku kobiety z którą wcześniej się nie kochałem." Powiedział spoglądając na nią z ukosa.
Jej niewinne oczy szeroko się otworzyły z zdziwienia i przerażenia. "Ja..."
"Czy wiesz, że planowałem uwieść ciebie?" Uśmiechnął się do niej szeroko.
Wyskoczyła z łóżka. "Nie śmiałbyś!"
Złapał jej nadgarstek i pociągnął z powrotem. "Nie zrobię tego!" Roześmiał się. Dana zaczerwieniła się a on roześmiał się raz jeszcze. "Żartowałem, Dana. To był tylko żart. Uśmiechnij się. Jestem pewien, że masz narzeczonego w Anglii". Pomógł jej wrócić do łóżka. Potrząsnęła głową.
"Staram się unikać mężczyzn."
Miał właśnie odpowiedzieć na jej komentarz kiedy Samantha weszła. Zobaczyła Dane na łóżku i Foxa siedzącego na krawędzi. "Och, Dana..."
Dana usiadła. "Samantha, rozchorowałam się..."
Samantha potrząsnęła głową, mylnie interpretując scenę którą właśnie zobaczyła. "Nie... Fox, jak mogłeś?!"
Zaczął się śmiać. "Wyzwałem ją na pojedynek w jedzeniu ostryg. Trochę się rozchorowała. To była moja wina, że zmusiłem ją do zjedzenia tych przeklętych mięczaków."
Dana wstała z łóżka i wsunęła na nogi buty. "Idę na pokład zaczerpną trochę świeżego powietrza." Jak tylko wyszła Samantha usiadła obok swojego brata. "Co tak naprawdę się tu zdarzyło?"
"Tylko to co ci powiedziałem, Sam. Przyrzekam. Nigdy nie skrzywdziłbym tak młodej dziewczyny jak Dana. Generał Scully wytropił by mnie za to i osobiście zabił!"
Samantha westchnęła z ulgą i oparła głowę o ramię brata. "Jestem wykończona. Dana znosi to wszystko znacznie lepiej ode mnie."
"Jest silną dziewczyną, dowiedziałem się tego dziś wieczór." Spojrzał na butelkę wina i ostrygi.
"Nie mogę uwierzyć, że zmusiłeś moją najlepszą przyjaciółkę do zjedzenia surowych ostryg, Fox! Powinieneś to przewidzieć!"
Wzruszył ramionami. "Była pijana a ja nie byłem pewien czy to zrobi. Następnym razem będę o tym pamiętać."
"Nie będzie żadnego następnego razu. Chcę zwrócić ją jej ojcu w jednym zdrowym kawałku. Zrozumiano?"
"Zrobię wszystko co w mojej mocy by dostarczyć ją do domu bezpiecznie." Odpowiedział poważnie.
James Matkins zwrócił się do generała Scully. "Przykro mi z powodu pańskiej córki, sir."
"Dana? A co pan o niej wie?" Spytał zjadliwie.
"No cóż... wiem, że została wzięta do niewoli przez Pirata Błyskawicę, generale. Myślałem, że wie pan..."
"Moja córka zniknęła sześć dni temu, wszystko co mi powiedziano to, to że uciekła. Co na Boga ma pan na myśli mówiąc, że jest przetrzymywana przez Błyskawicę?!"
James wziął głęboki oddech. "Sir, sześć dni temu poinformowano nas, że Pirat będzie w dokach więc udaliśmy się tam aby go aresztować. Z jakiegoś nieznanego nam powodu była tam również pańska córka i jego ludzie wciągnęli ją na pokład statku i zabrali. Razem z Samanthą Mulder. Zamierzała uciec razem z nimi."
"Kto was o tym poinformował?"
"To była anonimowa wiadomość, sir."
Generał Scully nie uwierzył oczywiście w żadne jego słowo. Matkins nie wiedział, że Fox był pod jego rozkazami i pracował dla Króla jako szpieg.
"Moi ludzie przeczesują już morze, sir." Powiedział Matkins.
"CO? Dlaczego nie poinformowano mnie o tym?"
"Pańska córka może wkrótce stracić życie, sir..."
"Chcę żeby wróciła do domu w jednym kawałki, zrozumiano?"
"Oczywiście." Matkins ukłonił się i wycofał, uśmiech pojawił się na jego twarzy. Dana Scully wróci oczywiście do domu cała i zdrowa, w przeciwieństwie do Błyskawicy.
Musieli się zatrzymać w Niemczech i załadować zapasy. "Fox, czy możemy przejść się trochę po okolicy? Strasznie się tu nudzę i jestem pewna, że Dana również." Błagała Samantha.
Zbadał wzrokiem dwie dziewczyny stojące przed nim. "Dobrze. Ale weźcie Frohike'a i Byersa ze sobą." Obrócił się i zawołał dwóch mężczyzn. "Chcę żebyście poobserwowali je jak jastrzębie, zrozumiano?" Wyszeptał.
Frohike kiwną głową. "Oczywiście Fox."
"BŁYSKAWICO!" Odwarknął do niego odwracając się i odchodząc do swojej kabiny.
"Frohike, dlaczego tak do niego mówisz, to go tylko denerwuje!" Byers zabrał płaszcz i ruszył za dziewczętami.
"Właśnie dlatego to robię, bo go to denerwuje!" Parsknął Frohike.
Matkins wiedział, że Błyskawica będzie musiał zatrzymać się gdzieś w Niemczech. Przypuszczał, że w Amsterdamie i miał szczęście. "Ładują zapasy, chcę aby pańscy ludzie otoczyli okręt." Zwrócił się do kapitana. Jego rozkazy zostały wykonane co do joty. "Na mój znak."
Richard zakrztusił się. "Tam jest Samantha!"
Odwrócili głowy i ujrzeli Samanthe i młodą Dane Scully idące wzdłuż ulicy, eskortowane przez dwóch ludzi. "Przypuszczam, że Błyskawica pozwolił im przejść się trochę. Richard, weź Degroota i pójdź za nimi. Jeśli zdołamy je powstrzymać przed powrotem na pokład statku znacznie ułatwi to nam życie."
Richard skinął głową u poszedł za dwoma dziewczętami i ich eskortą.
W końcu weszły na obszar rynku. "Samantho, uważam że powinnyśmy już wracać." Przemówił Frohike.
"Ale my chcemy jeszcze trochę się rozejrzeć. Proszę Frohike! Dni na statku są takie nużące."
Frohike uniósł ręce we frustracji. "Jeszcze tylko pół godziny, Samantho. Potem wracamy."
Skinęła głową. "Oczywiście, oczywiście."
Dana przyglądała się koralowemu naszyjnikowi. "Ładny."
"Prawdopodobnie kradziony." Powiedział Byers.
Odłożyła naszyjnik. "Nie jest aż tak ładny."
Frohike złapał ramię Samanthy. "Jesteśmy śledzeni."
Zdrętwiała. "Przez kogo?"
"Dwóch mężczyzn, Richard Matkins jest jednym z nich."
Strach szeroko otworzył oczy Dany. "On jest tutaj? Musimy wracać na statek!" Syknęła. Byers wziął ją za ramię. "Nie. James Matkins nie posłał by za nami tylko dwóch ludzi, on chce dostać Błyskawicę i jego załogę. Musi mieć zgromadzoną małą armię wokół statku. Musimy ich ostrzec."
Dana spojrzała na Samanthe. "Co teraz robimy?"
"Ja wrócę na statek a ty Frohike weź je stąd." Powiedział Byers i zniknął.
Frohike pociągnął obie w duży tłum ludzi. "Masz, włóż to na siebie." Podał Danie swój płaszcz. Włożyła go na siebie, wsunęła kaptur na głowę kryjąc płomienne włosy. "A teraz co?" Spytała.
Samantha złapała ich za ręce i poprowadziła ich w głąb małej alejki. "Po prostu tu poczekamy."
Frohike wyciągnął sakiewkę. "Musimy się przebrać. Poszukam czegoś a wy tu na mnie zaczekacie. Tylko nie ważcie się stąd ruszać." Szybko zniknął w tłumie.
Dana oparła się o ceglany mur. "Boże, jeśli wyciągniesz nas z tego będę ci dozgonnie wdzięczna."
Samantha uniosła brew. "Zwracasz się do Boga? Jeszcze nie potrzebujemy jego pomocy, Dana."
Frohike wrócił z dwoma brązowymi płaszczami, jednym dla siebie a drugim dla Samanthy. "Sam, zaciągnij kaptur i możemy wyjść." W tych przebraniach wyślizgnęli się z alejki i skierowali w stronę doków. Frohike zlustrował okolicę. "Nikt nas nie śledził. Zgubiliśmy ich." Uśmiechnął się.
Ręka owinęła się wokół nadgarstka Samanthy i pociągnęła ją do tyłu. "AH!" Zakrzyknęła.
Richard położył rękę na jej ustach. "Zamilknij, spryciaro!"
Dana obróciła się. "Samantha!"
Frohike wyciągnął pistolet i wycelował go. "Puść ją."
"Nawet nie myśl o strzelaniu do mnie ty marna namiastko człowieka." Richard uśmiechnął się z afektacją. Oczy Samanthy były szeroko otwarte ze strachu, Dana zaczęła iść w jego kierunku.
"Nie rób tego Richard. Wiesz, że to złe."
"Chciała ode mnie uciec, więc teraz dam jej nauczkę." Rzekł z pogardą.
Fox usłyszał krzyki na podkładzie. Założył koszulę i przyspieszył kroki. "Co u diabła wy tam..." Poczuł ból przeszywający jego głowę. Został czymś uderzony. Ostatnią rzeczą jaką usłyszał zanim osunął się w nieświadomość było: "Mam Samanthe i Dane Scully!"
Samantha i Dana zostały wprowadzone do kabiny na pokładzie innego statku. Jeden z umundurowanych ludzi przemówił do Richarda Matkinsa. "Obawiam się, że większość załogi zbiegła ale mamy Błyskawicę."
"Tylko on się liczy, nieprawdaż?"
Samantha pozwoliła spłynąć łzie. "Mają Foxa...?"
Dana chciałaby objąć ramieniem swoją przyjaciółkę ale ręce miała związane za plecami. "Samantha, co oni zrobią?"
Richard odwiązał ręce Dany i pchnął ją na krzesło. "Nie ruszaj się bo w przeciwnym razie zastrzelę cię." Rozkazał.
Rozwiązał Samanthe, obrócił w ramionach i oparł czoło o jej czoło. "Co powiesz o weselu we wrześniu?"
Spoliczkowała go. "Ty draniu! Nienawidzę cię! Prędzej umrę niż za ciebie wyjdę!"
"Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie." Unieruchomił jej ręce z tyłu i pchnął na ścianę. Jęknęła i osunęła się na podłogę. Dana podbiegła do niej.
"Samantha? Sam?" Jej oczy otworzyły się i obserwowała jak Richard wychodzi.
"Do diabła z nim! Kiedy Fox się o tym dowie zabije go gołymi rękoma!"
Dana wbiła wzrok w ziemię. "KIEDY Fox się o tym dowie?"
Fox został ponownie kopnięty i skrzywił się z bólu ale nie pozwolił sobie na krzyknięcie. Był przetrzymywany gdzieś na statku ale nie wiedział gdzie dokładnie. Dowiedział się również, że większości jego załogi udało się uciec ale nie pocieszało go to. Miał nadzieje, że Samantha nie zrobi niczego głupiego i nie wpakuje się w żadne kłopoty. Miała charakter podobny do brata i kiedy była zła robiła różne głupie rzeczy. Tak jak jej brat. Fox wyprostował się. "Gdzie jest Samantha?"
"Nic jej nie jest." James Matkins zaciągnął się cygarem.
"A Dana Scully?"
"Czemuż na Boga Dana Scully miała by się znajdować w kręgu twoich zainteresowań? Czy to nie ty trzymałeś jej w niewoli przez tyle dni?"
"Nie trzymałem jej w niewoli!"
"Co jej zrobiłeś kiedy była na twoim statku? Trzymałeś w kabinie przez cały czas? Zgwałciłeś? Torturowałeś?" Włożył cygaro do ust.
"NIGDY BYM JEJ CZEGOŚ TAKIEGO NIE ZROBIŁ!" Jego troska o Dane wzrastała. Mogło jej się udać uciec, mogła zostać zabita.... nie wiedział. Nie bał się kary generała Scully za brak troski o jego córkę, to nie było to. On naprawdę się martwił o jej bezpieczeństwo.
"Obawiam się, że twoje oczy nigdy już nie ujrzą Dany Scully. Ślicznotka z niej, nieprawdaż?"
Fox nie spojrzał na niego. "Czego od nas chcesz?"
"No cóż, twoja siostra bez wątpienia poślubi mojego syna. Słyszałem plotki, że szpiegujesz dla Francuzów... czy to prawda?"
"Nie jestem niczyim szpiegiem!" Skłamał.
"O, wręcz przeciwnie. Szpiegujesz dla Francuzów. Sprzedajesz brytyjskie sekrety wrogowi. Zdradziłeś swojego Króla."
"Łapy precz!" Krzyknął mężczyzna w drzwiach. Strażnik wepchnął go do kabiny, upadł na podłogę.
"A, Walter Skinner. Cieszę się, że nareszcie cię znaleźli. Czy wiesz dlaczego tu jesteś?"
Fox mało co się nie zakrztusił. Walter Skinner był jednym ze szpiegów pod rozkazami generała Scully. Dwoje mężczyzn spotkało się już kilka razy.
Po przesłuchaniu Skinnera Matkins znudził się i zostawił ich samych.
"Co na Boga tu robisz, Błyskawica?" Wyrzucił z siebie Skinner.
"Wydaje przyjęcie, a jak ci się wydaje?!"
Skinner wykończony upadł na ziemie. "Próbowałem uciec ale było za dużo ludzi. To była moja ostatnia misja i zostałem złapany!"
Fox roześmiał się. "Czy to nie ironia losu?"
"Słyszałem jak ktoś mówił, że twoja siostra jest na statku."
"Mnie również to powiedzieli ale nie wiem gdzie. Dana Scully również może być gdzieś w pobliżu."
"Córka generała Scully! Co na Boga miałaby tu robić?"
Fox wyjaśnił sytuacje swojemu koledze po fachu. "A teraz jesteśmy tutaj. Większość mojej załogi uciekła. czy mogę zadać ci pytanie?'
"Oczywiście." Walter spojrzał na niego.
"Za kim jest Matkins?" Starł krew z wargi.
Walter zniżył swój głos do szeptu. "Matkins szpieguje dla Francuzów, a dokładnie mówiąc jest jedynym szpiegiem któremu ufa rząd Francuzki. Prowadził śledztwo w twojej sprawie, podejrzewa że zdradziłeś Francuzów."
"Bo zdradziłem." Wyszeptał Fox.
Walter wywrócił oczyma. "Ja to wiem, ty to wiesz... ale nie możemy pozwolić aby Matkins się dowiedział!" Oparł się o ścianę. "Jeśli coś się stanie mojej siostrze zabije Matkinsa i wszystkich jego ludzi."
"Jeśli coś się stanie Danie Scully, generał Scully zabije CIEBIE!"
Fox ukrył twarz w dłoniach. "Modlę się o to by była cała i zdrowa."
Jeden ze strażników rozdzielił Danę od Samanthy. Dana została wywleczona z kabiny i dalej na pokład. Kopała i krzyczała ale na nic to się zdało. "PRZESTAŃCIE! PUŚCIE MNIE!"
James Matkins wkroczył na pokład. "Uwolnij ją."
Strażnik natychmiast puścił ją i Dana o mało co nie upadla do przodu.
Matkins uśmiechnął się do niej. "Cóż panno Scully, wygląda na to że wpadła pani w złe towarzystwo. Pani ojciec stanowczo by potępił pani ucieczkę z piratem."
"Gdzie on jest?" Spytała śmiało.
"To moja droga, nie powinno cię to interesować. Sugerowałbym wybić sobie z głowy myśli o szukaniu go. To duży statek i jest tu wiele miejsc gdzie można go wepchnąć. Co ci powiedział?"
"O czym?"
Spojrzał na cierpliwie. "Proszę, zaprowadźcie ją do jadalni. Tam porozmawiamy." Wskazał jej drogę.
Dana obejrzała dokładnie kabinę. Schludnie zastawiony stół stał na środku. Obiad składał się z homarów i krabów. Dana przełknęła ślinę, myśląc o truciźnie, która może się znajdować się w jedzeniu.
"Proszę panno Scully, Pani miejsce." Odsunął dla niej krzesło. Usiadła z rękoma na kolanach.
"Czego ode mnie chcesz?"
"Nic panno Scully. Zawracam cię twojemu ojcu. Zakładam, że oboje jesteśmy lojalni względem niego, nieprawdaż?'
"Ja na pewno tak." Wyrzuciła z siebie Dana.
"A, jacy jesteśmy odważni. PANI nie jest moim więźniem. Nie będzie pani zamknięta w kabinie w czasie rejsu do Anglii. Wolno pani poruszać się po pokładzie jak długo nie będzie pani sprawiać kłopotów."
Dana uniosła brew. "A co z Samanthą?"
Odłożył widelec. "Samantha to zupełnie inna sprawa. Jest lojalna wobec Błyskawicy i nie ufam jej na tyle by pozwolić jej chodzić po statku wolno."
"Nie możesz jej pan zmusić do poślubienia pańskiego syna!" Krzyknęła Dana. Oparł się o krzesło. "A co pani o tym wie?"
"Samantha uciekła by uniknąć małżeństwa z Richardem"
"Czy mój syn jest taki straszny?"
Wyprostowała się. "Chcę się zobaczyć z Błyskawicą."
"Nie." Powiedział stanowczo.
"Proszę, niech mi pan pozwoli się z nim zobaczyć żebym chociaż mogła uspokoić Samanthe!"
Słaby uśmiech pojawił się na krańcach ust Jamesa Matkinsa. "Przypuszczam, że sam fakt zobaczenia się z nim nie zaszkodzi. Wieczorem."
Fox i Walter usłyszeli otwieranie drzwi i Matkins wszedł do środka a tuż za nim jego syn. Razem z nimi weszło również czterech strażników.
"Chcę zobaczyć Błyskawicę? Czemu?" Spytał Richard.
"By uspokoić Samanthe, tak powiedziała." Odpowiedział Matkins.
"Kto chce się ze mną zobaczyć?" Fox był trochę oszołomiony.
"Któż jak nie Dana Scully? Powiedź mi piracie, dlaczego taka dama jak ona chciałaby się zobaczyć z tobą. Co jej powiedziałeś. Jakie informacje przez nią przekazujesz?" James Matkins przechadzał się przed nimi.
"Dana nie wie o niczym! Nie waz się jej tknąć!" Spróbował się podnieś ale strażnik pchnął go z powrotem na ziemie kopiąc w żebra. Jękną z bólu, Walter pośpieszył mu z pomocą.
Matkins potrząsnął głową. "Nie jestem pewien. Ona RÓWNIEŻ może być szpiegiem tak jak ty. Ale wątpię by generał Scully wysłałby swoje jedyne dziecko na linię ognia. Musiałeś ją uwieść i..."
"Nic takiego nie zrobiłem!" Żachnął się Fox.
Strażnik uderzył go w twarz, potoczył się do tyłu.
"Jesteś tego pewien Błyskawica? Powiedz mi prawdę, jesteś lojalnym szpiegiem Francji czy Anglii?"
"Nie jestem szpiegiem!" Upierał się.
Następne uderzenie w twarz.
"Czy Dana Scully pracuje razem z tobą?"
"OCZYWIŚĆIE, ŻE NIE! Dlaczego miałaby to robić? Jest ze mną tylko przez przypadek idioto..."
Następny kopniak w żebra.
Zanim przesłuchanie dobiegło końca Fox został poważnie poturbowany.
"To powinno podnieść na duchu pannę Scully." Wymamrotał do siebie Matkins kiedy wyszli.
Później tej samej nocy Dana została zaprowadzona do kabiny przez Richarda Matkinsa. "Jest w środku."
"Czy wie, że przyjdę?" Spytała nieśmiało.
"Ktoś mógł mu o tym wspomnieć." Richard przytrzymał drzwi otwarte i wpuścił ją.
Kabina była nie umeblowana. Ściany były nagie a mały lufcik wychodził na morze. W pokoju było strasznie gorąco. W rogu pokoju leżał Fox, cały w ranach i siniakach.
"O mój Boże!" Podbiegła do niego chwytając krawędź sukni by jej nie przeszkadzała. Uklękła obok niego nie troszcząc się o to że krew ubrudzi jej suknie jak zrobiły by to inne dziewczęta.
"Fox, słyszysz mnie?" Odsunęła zabłąkany lok ciemnych włosów z jego czoła. Jego oczy otworzyły się, dwie ciemne gwiazdy.
"Dana? Jak się czujesz? Czy z Sam wszystko w porządku?"
Skinęła głową. "Jesteśmy całe, w przeciwieństwie do ciebie. Co oni z tobą zrobili?"
"Przesłuchanie." Skrzywił się jak wymówił to słowo.
Dana odwróciła się by zobaczyć czy Richard obserwował ich, wyszedł już z kabiny. Odwróciła się z powrotem. "O co cię pytali?"
"Dana, czy oni skrzywdzili cię w jakikolwiek sposób?" Spytał nagle.
"Nie, dlaczego mieli by? Jak dotąd, James Matkins traktował mnie bardzo uprzejmie. Nie jestem nawet zamykana w kabinie..."
"Myślą, że jesteś szpiegiem."
"Szpiegiem? Ja? Ja nie jestem szpiegiem! Kto podsunął im ten pomysł?"
Szybko spojrzał na drzwi, widział cień Richarda stojącego na korytarzu. "Ja jestem szpiegiem i oni myślą, że pracuje z tobą."
"Jesteś szpiegiem? Dla kogo pracujesz."
"Dla Francuzów." Powiedział głośno i wyraźnie, starając się zabrzmieć przekonywująco.
Dana natychmiast się wyprostowała. "FRANCJA! Jesteś francuskim szpiegiem? Czy Samantha wie..."
"Nie, nie wie i nie możesz jej o tym powiedzieć!" Z trudem stanął na nogach i sięgnął po jej rękę.
Dana odsunęła się. "Jak mogłeś? Samantha tak dobrze o tobie myśli, jej jedyny brat!" Twarz Dany była zarumieniona. Odwróciła się do drzwi kabiny i stanęła w progu. "Czy było warto?"
Opuściła pomieszczenie wściekła. Fox oparł się o ścianę zadowolony, że jego plan się powiódł. Dana wykonała pokaz jakiego się po niej spodziewał. Może jej słowa przekonają Matkinsa, że jest lojalny wobec Francji. Oczywiście jeśli kiedykolwiek uda mu się z tego wykaraskać wyjaśni Danie, że tak naprawdę jest brytyjskim szpiegiem, że Matkins pracował dla Francuzów i sprzedawał angielskie sekrety. Fox wyda go wkrótce jeśli wcześniej Matkins nie wyda go francuskiemu rządowi.
Walter powrócił do kabiny. "Co się stało?" Spytał pocierając ramię w miejscu gdzie trzymał go strażnik.
"Myślę, że przekonałem ich, że jestem lojalny wobec Francji." Uśmiechnął się.
Kiedy statek zatrzymał się w Irlandii by odebrać zapasy i cargo które mieli dostarczyć, Matkins otrzymał wiadomość od lojalnego francuskiego szpiega. Pirat Błyskawica jednak pracował dla Brytyjczyków. "WIEDZIAŁEM!" Uderzył pięścią o reling powodując, że jego syn podskoczył.
"Co się stało?"
"Musimy go zabić, Richardzie. I to szybko."
"Co z Samanthą?" Spytał pełen niepokoju.
"Możesz ją mieć jeśli chcesz. Nie musimy też zabijać Dany Scully. Nie wie nic. Błyskawica powiedział jej, że jest francuskim szpiegiem."
"A jeśli czegoś się domyśli?" Spytał Richard.
"Wyrzuć ją za burtę, powiem generałowi Scully, że upiła się i wyskoczyła."
"Czy uwierzy w to?"
"Richard, wiele rzeczy może się zdarzyć na statku. To nie byłby pierwszy raz kiedy ktoś się upił i zrobił coś głupiego."
Frohike i reszta załogi dotarli do Irlandii. Kiedy usłyszeli od przyjaciela, że Matkins jest tutaj natychmiast ustawili kurs.
"Czy wszyscy mają pistolety?" Spytał Byers kiedy w nocy cicho wkradali się na pokład. Jedyny odgłosem który słyszeli były fale rozbijające się w oddali. Ich własny statek stał w trochę dalej na nabrzeżu. Mężczyzna, który powinien czuwać na warcie zasnął. John związał go i zakneblował zostawiając w koncie. "Zachowaj ciszę." Uśmiechnął się do niego głupawo i odszedł w poszukiwaniu innych. W ciągu dwudziestu minut związali i zakneblowali większość członków załogi. Frohike odkaszlnąć. "Panowie, sugerowałbym abyśmy udali się na poszukiwania Błyskawicy i dwóch dam. Założę się, że Błyskawica jest trzymany gdzieś na dole."
James Matkins został wytrącony ze swojej drzemki przed od odgłos krzyków. Szybko chwycił swoje ubranie, pistolet i wybiegł ze swojej kabiny i wyżej na pokład. To co zobaczył było prawdziwą wojną. Jego ludzie przeciwko małej armii. Zaklął pod nosem i zbiegł pod pokład by znaleźć syna.
"Richard! Choć tu natychmiast! Wstawaj ty idioto!" Wpadł do kabiny swojego syna i zobaczył go związanego i zakneblowanego. Matkins szybko przeciął więzy nożem do papieru i razem, ojciec i syn pobiegli do szalup. Ale zanim odpłynęli James zabrał Dane Scully mocno trzymając ją za ramię.
"Dokąd mnie zabieracie." Spytała ze strachem w głosie.
"Z dala od tego bałaganu!" Matkins wepchnął ją do łodzi.
W tym samym czasie na drugim końcu statku Frohike wpadł do kabiny gdzie Fox i Walter Skinner byli przetrzymywani. "FROHIKE!" Fox podskoczył na nogi i natychmiast tego pożałował z powodu bólu jaki przeszył jego poobijane żebra.
Frohike i Walter pomogli mu wstać i wolno wyszli przez drzwi.
"Znaleźliście Samanthe i Dane?" Spytał Fox krzywiąc się od bólu.
Frohike potrząsną głową. "O ile mi wiadomo to nie. Masz jakiś pomysł gdzie mogą je trzymać?"
"Nie. Musimy przeszukać wszystkie pomieszczenia dopóki ich nie znajdziemy."
W końcu Samantha została znaleziona sama w jednej z kabin.
"Co stało się z Daną?" Spytał Fox lustrując pomieszczenie.
Samantha zapłakana potrząsnęła głową,. "Powiedziano mi, że została wyrzucona za burtę! Zabrali ją siłą, kopała i krzyczała a potem widziałam ją tylko raz. Powiedziała mi, że widziała ciebie i że żyjesz ale zostałeś pobity. Nie wiem co się z nią stało!"
Fox przytulił siostrę by ją pocieszyć. "Chodźcie musimy się stąd wydostać."
Zebrali swoją załogę i wycofali się zostawiając Matkinsa i jego ludzi w kiepskiej formie. Jak tylko wszyscy zeszli na ląd, pojawił się Richard Maykins. "MAM DANE SCULLY!"
Samantha wciągnęła głośno powietrze. "Richard, nie rób jej krzywdy!"
Pomimo dużej odległości Fox mógł zobaczyć złowieszczy uśmiech na jego ustach. "Co dostanę w zamian za nią!
Fox wystąpił do przodu. "Zrobię wszystko co powiesz jak tylko zwrócisz ją na mój statek. Ale najpierw daj mi dowód, że ją masz!"
Jeden z członków załogi wciągnął Dane na mostek, jej suknia była lekko rozdarta a potargane włosy spływały na ramiona.
Fox zagryzł wargę i odwrócił się do Frohike. "Masz jakiś pomysł?"
Frohike potrząsnął głową. "Nie myślę dobrze pod presją! Po prostu zastrzel drania!" Wysyczał wyjmując broń z połów swego płaszcza. Bardzo wolno Fox przesunął się za swoją siostrę i kiedy zasłaniała widok Richardowi wziął pistolet od Frohike. Kiedy Samantha zaszła z drogi Fox wystrzelił trafiając Richarda w ramię. Zarówno Richard jak i Dana krzyknęli kiedy ten upadał. Teraz Dana sama stała na mostku. Pomimo, że nadal czół ból Fox pospieszył do niej. Była w częściowym szoku, po prostu stała patrząc na Richarda jak krwawił. Fox i Frohike pomogli jej zejść z pokładu i podążyli do miejsca gdzie stała reszta ich załogi. Większość ludzi Matkinsa była albo związana albo ranna. Samantha otoczyła ramionami Dane. "O mój Boże. Tak mi ulżyło!"
Langley odkaszlnął. "Panie, żal mi przerywać ten czuły moment ale jeśli szybko stąd nie znikniemy, władze wrzucą nas do więzienia!"
Fox wziął rękę Dany w swoją prawą a Samanthy w lewą, zaprowadził obie dziewczyny na 'Prawdę' i rozkazał udać się do ich kabiny. Walter Skinner również dostał swoją gdzie mógł odpocząć przez noc.
Frohike westchnął patrząc jak odchodzą. "Jesteś bardzo dobrym strzelcem, mogłeś trafić pannę Scully."
"Bogu dzięki, że tak się nie stało." Spojrzał w górę na niebo, bezgłośnie dziękując temu kto nosił dziś jego kule.
Dana była przerażona i wyczerpana, on był szczęśliwy że tylko tyle. Jeśli zostałaby ranna nie wiedział jak mógłby to sobie kiedykolwiek wybaczyć.
Dana stała oparta o reling wsłuchując się w fale rozbijające się o burtę statku. Nazwał swój statek 'Prawda' a to coś mówiło o jego charakterze. Mógł ją 'wziąć' w swojej kabinie kilka nocy temu kiedy się rozchorowała od ostryg, była pijana i w jego łóżku. Ale nie zrobił tego. Westchnęła. Fox Mulder, znany tez jako Błyskawica był dla niej tajemnicą. Nie był jak inni mężczyźni.
Westchnęła ponownie, czując zimny wiatr na twarzy. Ktoś za nią otoczył płaszczem jej ramiona. "Zmarznie pani tutaj, panno Scully."
Obróciła się i zobaczyła Foxa stojącego za nią. "Och, nie jest mi zimno."
"Robi się późno i załoga musi zająć się okrętem. Myślę, że będzie ci wygodniej w kabinie. Samantha już tam jest."
Scully skinęła głową. "Oczywiście. Była bardzo zmęczona." Dana odwróciła oczy od jego spojrzenia i spojrzała na morze.
Fox pochylił się nad relingiem. "Spędziłem ostatnich pięć lat mojego życia żeglując po morzach, spotykając ludzi, zyskując przyjaciół jak również wrogów."
"Założę się, że sprawiłeś przez ten czas mnóstwo kłopotów." Uśmiechnęła się.
Zaśmiał się cicho. "Muszę przyznać, że mam więcej wrogów niż przyjaciół."
Dana odwróciła się do niego. "Jeszcze ci nie podziękowałam za uratowanie mnie. Była strasznie głupia sądząc, że James Matkins zabierze mnie do domu, do rodziców. Mój ojciec musi się strasznie martwić."
Fox chciał jej powiedzieć, że posłał już list do jej ojca ale im mniej wiedziała o jego szpiegowskiej działalności tym lepiej. Mimo to nie chciał również by myślała, że był francuskim szpiegiem.
Oderwała się od relingu. "Dobranoc, idę się położyć."
Skinął głową. "Słodkich snów."
Matkins był wściekły. Zebrał załogę i opuścili Irlandię. "Będą zmierzać do Anglii. Błyskawica wie, że pracujemy dla Francuzów, musimy go powstrzymać. Jego i pannę Scully"
Rana Richarda nie była poważna. Mimo to jego ramie spoczywało na temblaku. Ojciec odwrócił się do niego.
"Nawet jeśli dogonimy ich, to co dalej? Widziałeś co jego załoga zrobiła z naszymi ludźmi!"
"WIEM TY IDIOTO! Musimy wywabić Błyskawicę i Dane Scully ze statku. Samanthe również." Twarz Richarda poszarzała.
"Ale myślałem..."
"Richard, Samantha jest ryzykiem. Znajdziesz sobie jakąś jakąś inną dziewczynę. Przestań jęczeć i skoncentruj się na zadaniu do wykonania."
"Jakim zadaniu?" Richard wyglądał jak dziecko, które pozbawiono obiecanej nagrody.
"Pozbyciu się dowodów. Jeśli stracimy naszą przykrywkę zanim wykonamy misję rząd francuski będzie wściekły! Umieszczenie następnego agenta tak wysoko jak my zajmie im następny rok."
Richard żałośnie westchnął. "Dobrze. Zrobię co rozkażesz. Jak to zrobimy?"
"Trzech naszych ludzi jest ukrytych na ich statku. Musisz po prostu dopilnować aby żadna z tych informacji nie wydostanie się. Oni zajmą się resztą. Musimy zabić wszystkich na pokładzie 'Prawdy' zanim dopłynął do Anglii.
Dopłynęli do portu o świcie, Dana stała na pokładzie i obserwowała jak wstaje słońce. Fox pojawił się za nią. "Dlaczego zawsze tu jesteś?"
"Lubię świeże powietrze." Powiedziała sucho.
Uśmiechnął się. "Tak jak ja, ale siedzisz tu znacznie dłużej ode mnie."
Bardzo się starała nie dotykać go, zachować dystans przynajmniej jednaj stopy między nimi. Zauważył to i pochylił się. "Czy czymś cię uraziłem?"
Potrząsnęła głową, dla Foxa jej odpowiedz była trochę za szybka. "Nie, nie. Ja... po prostu tęsknię za rodzicami."
Skinął głową. "Już niedługo wrócisz do nich."
Odwróciła głowę by obserwować fale. "Dziękuję." Jej głos był przyciszony. Zapewniał ją o tym tysiące razy ale nie to ją martwiło. Słowa 'francuski szpieg' wciąż krążyły w jej myślach. Pomimo iż ją ocalił, nadal nie mogła przejść do porządku nad faktem, że pracował do Francuzów. Kilka razy próbował rozpocząć z nią rozmowę ale ona zawsze ucinała mu w połowie. Samantha byłaby załamana wiedząc, że jej brat szpieguje dla Francuzów. Pomimo tego Fox Mulder wyglądał na dobrego człowieka. Był dla niej uprzejmy, zawsze się upewniał, że jest jej wygodnie... no i był bardzo czarujący. Dana uśmiechnęła się do siebie kiedy przypomniała sobie jego uśmiech. Szybko jednak starła ten uśmiech z twarzy. Był oczywiście bardzo atrakcyjnym mężczyzną... ale nie mogła - NIE POWINNA robić niczego by zdobyć jego przychylność. Nie chciała mieć nic wspólnego z francuskim szpiegiem.
\Jestem taka zagubiona.\
David Higgins, Jason Lawrey i Alan Ports siedzieli razem w ładowni głęboko pod pokładem. Złożone było tu całe piwo i cargo. Higgins wstał i wyprostował nogi. "No chłopaki, chyba czas się pokazać. Co?" Powiedział z londyńskim akcentem, jego język i gramatyka nie były najlepsze.
Lawrey cierpiał siedząc tu i będąc zmuszonym słuchać go ale znosił obecność starego, ponieważ warte było to pieniędzy jakie dostał.
Allan skinął głową wyjmując pistolet. "Jaki masz plan?"
"Brać pannę Scully i Samanthe Mulder, którą z nich znajdziemy szybciej. Zatrzymamy je jako ubezpieczenie, zrozumiano mnie?"
"Jak już zdobędziemy nasze zabezpieczenie, to co potem?" Ports usiadł na beczce, prostując swoje muskularne ramię.
"Poleziemy za Błyskawicą. Jesteśmy jeszcze w porcie, łatwo się wyślizgniemy. Pamiętajcie, Błyskawica i te dwie damulki. Matkins udusi nas jeśli nie wykonamy naszej roboty dobrze."
Ports kiwnął głową, podając swemu partnerowi pistolet. "Za panem, panie Higgins." Zakpił.
Mężczyzn opuścili ładownię i szli na pokład.
Samantha stała razem z bratem na pokładzie obserwując fale. "Fox, coś złego dzieje się z Daną, coś ją martwi. Zauważyłeś?"
Skinął głową. "Zauważyłem. Myślę, że to ma coś wspólnego ze mną." Pochylił głowę.
"A czemuż to? Fox! Co jej powiedziałeś?" Samantha patrzyła na niego oskarżycielsko.
"Nie wiem!" Wiedział. To była ta cała sprawa z szpiegowaniem dla Francuzów. Nie chciał by czuła się niemiło w trakcie pobytu na pokładzie jego statku i w końcu BYŁA też córką Williama Scully, jego oficera zwierzchniego. \Poprawie jej humor i wyjawię prawdę.\
Miał właśnie powiedzieć coś do swojej siostry kiedy usłyszał jej krzyk. "FOX!"
Obrócił się by spojrzeć jaki był tego powód. Trzech mężczyzn stało po drugiej stronie mostku, jeden z nich trzymał Dane na muszce. "Chcesz dziewczynę Błyskawica?" Krzyknął mężczyzna, wiatr rozwiewał ciemne włosy z jego twarzy dając Foxowi możliwość dobrego przyjrzenia się jego rysom.
Fox czuł kulę w gardle, zaczął się denerwować. Bez wahania wyciągnął pistolet i wycelował w mężczyznę. "Nie zawaham się strzelić!" Zawołał.
Samantha cofnęła się o krok i zbiegła na dół by zwołać załogę. Ludzie, którzy byli na pokładzie mieli już pistolety wyciągnięte w razie gdyby musieli ich użyć.
Fox dokonał szybkich kalkulacji. Do brzegu było mniej niż milę, silnemu pływakowi udało by się dopłynąć. Fox spojrzał na Frohike'a, Langleya i Byersa, którzy stanęli niezauważeni za trzema obcymi. Frohike miał w dłoni kij, Langley trzymał deskę a Byers drąg. Fox mało co się nie uśmiechnął kiedy domyślił się do czego zmierzali... ale wtedy strach, który zobaczył na twarzy Dany przywrócił go do rzeczywistości. Stał sztywno. "PUŚCIE DANE! Nic wam nie zrobiła!"
"Nie chcemy jej, Błyskawica, chcemy ciebie." Powiedział ciemnowłosy.
"Dlaczego?" Zawołał,
"Sprawiasz więcej kłopotów niż jesteś tego wart. Za kilka minut ta dziewczyna będzie cierpiała za twoje błędy, chyba że się poddasz. Co wybierasz?"
Fox położył pistolet na pokładzie i podniósł ręce. "Zrobię wszystko co chcecie tylko puście ją."
Trzech mężczyzn pchnęło Danę na reling. Jęknęła potykając się i uderzając bokiem o barierkę. Powoli jej drobne ciało zaczęło się osuwać na podłogę ale jeden z mężczyzn szarpnięciem postawił ją ponownie na nogi. "Choć tu."
Fox, mając nadal podniesione ręce zrobił to co mu kazali. Ci mężczyźni zdawali się czerpać przyjemność z tego że mieli kontrolę. W tym samym czasie reszta załogi stała cicho, obserwując jak ich kapitan poddaje się.
Dopiero wtedy Frohike, Langley i Byers zaatakowali obcych. Każdy z nich uderzył nieznajomych w głowę ale mężczyzna który miał Dane na celowniku, ten którego uderzył Langley nie oberwał wystarczająco mocno. Zaklął i pociągnął Dane do barierki, uniósł ją i wyskoczył za burtę razem z nią. Fox słyszał jej krzyk jak spadała.
Dana uderzyła w zimną wodę i zaczęła wolno tonąć. Kiedy zdała sobie sprawę co się dzieje wypchnęła się ku powierzchni. Dopiero teraz rozumiała jak cenne jest powietrze, którym oddychała! Para silnych rąk zacisnęły się wokół jej ramienia. "Dziękuję..." Wykrztusiła łapiąc powietrze. Ale kiedy odwróciła się zobaczyła, że to jeden obcych. "Pozwól, że się przedstawię panienko. Nazywam się David Higgins i jestem tym szczęściarzem który cię zabije." Wepchnął jej głowę pod wodę, walcząc z jej wymachującymi ramionami. Dana kopała go ale suknia skutecznie jej w tym przeszkadzała. Wreszcie jej mięśnie stały się tak sztywne i słabe....
Fox skoczył przez reling bez namysłu. Jedyne co miał teraz w głowie to to, że musi uratować Dane Scully. Był w szoku kiedy jego ciało uderzyło o lodowatą wodę oceanu ale zmusił się do płynięcia. Rozejrzał się dookoła szaleńczo, obawiając się, czy nie jest już za późno wiedząc, że w takim wypadku nigdy by sobie tego nie wybaczył. Wreszcie ujrzał fragment kremowej sukni Dany. Mężczyzna trzymał ją pod wodą! Fox podpłynął do niego od tyłu złapał za kark i odciągnął pozwalając Danie wypłynąć na powierzchnię.
"KIM U DIABŁA JESTEŚ!" Wrzasnął na niego wściekły.
Mężczyzna wyglądał na oszołomionego.
"ODPOWIADAJ, CHOLERA! Czemu chciałeś wyrządzić nam krzywdę?"
Mężczyzna nadal nie odpowiadał.
"KTO CIĘ NASŁAŁ?"
"Matkins!" Odpowiedział wreszcie próbując odpłynąć
Byers i John płynęli w jednej z łodzi ratunkowych przebijając się przez rozbryzgujące się fale. Wciągnęli obcego do szalupy podczas gdy Fox znów szukał Dany.
Zobaczył jej ciało jak unosiło się oddalone o niecały jard ale dla niego było to jak mila. Dopingowany przez strach o jej bezpieczeństwo dopłynął wreszcie do niej i oplótł ją swoimi ramionami. "Dana? DANA?" Zawołał. Nie widział jak unosi się jej pierś, wiedział że nie oddychała. Szybko wyciągnęli ją na statek, kładąc delikatnie na pokładzie. Podczas gdy Samantha i załoga obserwowała ich w ciszy, próbował ją ratować.
\Proszę nie umieraj. Nie umieraj, Dana. Boże, nie pozwól jej umrzeć! Nie przeżyłbym tego.\
Wreszcie zaczęła się krztusić, woda wypływała z jej ust. Fox pomógł jej usiąść. "Dana? Wszystko w porządku?"
Skinęła głową, jej przemoknięte rude włosy przylgnęły do twarzy, żeby szczękały a ona sama cała drżała. "Choć, musisz się przebrać zanim nabawisz się gorączki." Bardzo delikatnie podniósł ją na nogi. Jak tylko puścił jej ramię, poślizgnęła się. Złapał ją nim upadła. Samantha pospieszyła ku jej stronie. "Dana? Co mogę zrobić by ci pomóc?"
"Przygotuj jakieś świeże ubranie dla niej." Odpowiedział Fox. "I nie zapomnij o ciepłych kocach."
Samantha pospieszyła by przynieść rzeczy o które prosił. Fox, zdając sobie sprawę, że Dana będzie miała kłopoty z samodzielnym chodzeniem uniósł jej kruchą postać i zniósł do jej kabiny. Otoczyła rękoma jego ramiona, nadal drżąc. Samantha przygotowywała ubranie. "Dziękuję Fox. Teraz ja się nią zajmę." Pomogli Danie pozbyć się wierzchniej warstwy jej sukni, zostawiając tylko halkę.
Fox starał się nie koncentrować na fakcie, że leży teraz przed nim prawie naga. Zamiast tego odwrócił się i podniósł suknię, którą przygotowała Samantha. Była w jasnym odcieniu zieleni. \Będzie w tym wyglądać wspaniale.\ Uśmiechnął się do siebie.
Jego myśli rozproszyła Samantha kiedy wzięła suknie z jego dłoni. "Czemu się uśmiechasz?"
Potrząsnął głową. "Jestem porostu wdzięczny, że nie utonęła."
Dana zaczęła kaszleć. "Zamarzam."
Samantha szybko nałożyła suknię na Danę. "Tak już lepiej." Złapała ręcznik i zaczęła suszyć włosy Dany. Cook przygotował dla niej gorący bulion, który zjadła z wdzięcznością. Wreszcie Dana zapadła w głęboki sen.
Sam odwróciła się do brata. "Co stało się z tamtymi ludźmi?"
Fox wzruszył ramionami. "Jesteś pewna, że z Daną wszystko w porządku?" Nie chciał jej opuszczać dokupi nie będzie tego pewien.
Samantha skinęła głową. "Przynajmniej na razie. Wątpię aby wywiązała się gorączka, ogrzaliśmy ją dość szybko."
Kiwnął głową i wyszedł na pokład.
Frohike, Langley i Byers stali oparci o reling czekając na swojego kapitana. Kiedy zjawił się Fox cała trójka zasalutowała mu z uśmiechem na twarzach. Fox zaśmiał się cicho. "Chciałbym wam podziękować za pomoc. Gdyby was tam nie było, Dana mogłaby..."
"Nic nie mów." Odpowiedział Frohike. "Wszystko dla uroczej panny Scully."
Fox nagle stał się bardziej poważny. "Co stało się z tamtą trójką?"
"Przyznali się, że przysłał ich Matkins. Nazywają się David Higgins, Jason Lawrey i Alan Ports. Ich zadaniem było zabić ciebie, pannę Scully i Samanthe."
Cień opadł na oczy Foxa. "Zabije Matkinsa!"
Langley wystąpił do przodu. "Czy panna Scully czuje się dobrze?"
Skinął głową. "Na ile możemy powiedzieć nie zagraża jej już bezpośrednie niebezpieczeństwo. Nadal jesteśmy blisko wybrzeża, czy powinniśmy zawrócić?"
Frohike spojrzał na swój podręczny zegarek. "Mamy napięty plan, Fox. Ale ci trzej mogą stanowić dla nas niebezpieczeństwo jeśli zabierzemy ich ze sobą. Myślę, że powinniśmy załatwić im transport do Londynu na innym statku. W ten sposób nie przysporzą nam już kłopotów."
Fox kiwnął głową. "Dobra, wracamy do portu. Przyrzekłem odwieść Dane Scully szybko do domu i nienawidzę łamać moich obietnic. Uporajcie się z tym szybko!"
James Matkins uśmiechną się do siebie obserwując jak zachodzi słońce. Czekał na Williama Scully w jego bibliotece. Dana Scully i Fox a także Samantha byli już prawdopodobnie martwi. Był lojalny wobec Francji, wykonał swoje zadanie. Nikt nie wiedział, że był przeciwko Brytyjczykom, zarówno Król jak i generał Scully. Może go spokojnie poinformować śmierci jego córki.
Kiedy ten wreszcie zszedł Matkins wstał. "Sir, mam niepomyślne wieści."
Generał Scully uniósł brew. "Jakie?"
"Mulder zabił pańską córkę topiąc ją. Usłyszeliśmy to od świadka, który teraz też nie żyje."
Scully szeroko otworzył usta. "Dana? Nie żyje? To nie może być prawdą!"
Matkins skinął głową. "Przykro mi sir."
"Co stało się ze świadkiem?"
"Podejrzewam, że Mulder zabił również jego."
Scully odwrócił się tyłem do Matkinsa. "Znajdź Muldera i przyprowadź go do mnie żywego."
Matkins zaczynał się denerwować. Generał Scully nie może porozmawiać z Mulderem. "Spróbuję sprowadzić go żywego jeśli mi się to uda."
Byli w drodze powrotnej do Anglii, sztorm zmierzał w ich kierunku. Fox stanął prze relingu z Langleyem, Frohikem i Byersem. "Kapitanie, obawiam się że złapie nas ten sztorm jeśli się nie pospieszymy." Skomentował Byers.
"Myślałem dokładnie o tym samym." Odpowiedział Fox.
Zostawili ludzi Matkinsa w więzieniu w Irlandii. Dana dostała lekkiej gorączki ale była pod dobrą opieką. czuł dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa za każdym razem gdy myślał i jej tonięciu. \Dzięki Bogu, że jest cała.\
"Fox, Dana cię prosi." Powiedziała Samantha zza ich pleców.
Fox odwrócił się biorąc głęboki oddech. "Już idę."
Niebo było szare a fale wysokie. Odważny kapitan 'Prawdy' miął na sobie czarny płaszcz jednak zimno, które go ogarniało pochodziło z niego samego. Zobaczył Dane, leżącą na łóżku, z wypiekami owiniętą w koce. Usiadło obok niej. Samantha zniknęła w sąsiedniej kabinie. "Dana? Czujesz się lepiej?"
"W porządku Mulder." Ledwo ją słyszał.
Potrząsnął głową. "Właśnie mnie pani okłamała, panno Scully." Dotknął jej policzka, był rozpalony. "Tak mi przykro, że to spotkało ciebie."
Przewrócił oczami. "Jakby to była twoja wina! Oczywiście, że nie. To ja zawiniłam, byłam w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie."
Wziął jej małą dłoń w swoje i pocałował. "Byers zaproponował, żebyśmy zatrzymali się gdzieś i znaleźli tobie medyka."
"Medyka? Ryzykujesz, że cię złapią..."
Pochylił się nad nią. "Myślisz, że jestem francuskim szpiegiem?"
"Sam mi to powiedziałeś na statku Matkinsa." Zaczęła.
"Szpieguje dla Brytyjczyków." Wyszeptał jej do ucha.
Otworzyła szeroko oczy. "Dla Króla?"
"Dokładniej mówiąc twój ojciec jest moim bezpośrednim przełożonym."
Dana uniosła brew. "Mój ojciec?"
Kiwnął głową.
Wyraz ulgi jaki przemknął po jej twarzy sprawił, że poczuł się lepiej. "Przepraszam, że musiałem cię okłamać ale Matkins podsłuchiwał, musiałem sprawić by mi uwierzył. Czy wierzysz w to co ci właśnie powiedziałem?"
Skinęła głową. "Chcę uwierzyć."
Pocałował jej dłoń ponownie. "Odpocznij trochę. Zobaczymy się za kilka godzin."
"Kiedy przybijemy do brzegu?"
"Jak już mówiłem, chcę sprowadzić dla ciebie medyka jak najszybciej. Potem zabierzemy cię do domu."
Spojrzał w dwa głębokie oceany, którymi był jej oczy. Pocałował delikatnie jej usta. "Idź spać."
Nieśmiały uśmiech był na jej twarzy kiedy wyszedł delikatnie zamykając delikatnie drzwi za sobą.
Jeden ze szpiegów Matkinsa przysłał mu list kilka dni później. "Przeczytaj mi list, synu." Matkins powiedział podczas gdy sam nalewał sobie drogiego francuskiego wina.
Richard otworzył list i w dramatyczny sposób odkaszlnął. "To od Blaina ojcze. Jest w Dublinie."
"Irlandia? Jeszcze tam? Czemu?"
Richard spojrzał na papier i zaczął czytać. "Sir Matkinsie, mam bardzo niepomyślne wieści. Dowiedziałem się mniej niż godzinę temu o porażce trzech pańskich ludzi. David Higgins, Jason Lawrey i Alan Ports zostali złapani przez Błyskawice, wrzuceni do więzienia i oczekują teraz na proces. Przykro mi pana poinformować, że Błyskawica i jego towarzysze nadal żyją i z wyjątkiem panny Scully są prze dobrym zdrowiu. Zdołałem porozmawiać z Portsem. Powiedział mi, że Dana Scully została wyrzucona za burtę do oceanu. Uratowano ją ale ma postępującą gorączkę i Błyskawica zabrał ją do miejscowego medyka nazwiskiem Pendrell. W danej chwili nie wiadomo czy przeżyje, czy też nie."
Richard spojrzał na ojca, który upuścił cygaro a jego twarz wyraźnie poszarzała.
"Oni nadal żyją?"
"Nie możemy posłać więcej ludzi do Irlandii, nie zdążylibyśmy znaleźć ich na czas."
Matkins zaczął się przechadzać. "Masz racje chłopcze." Richard poczuł się niezwykle dumny. "Przechwycimy ich przed powrotem do Anglii. Mogą minąć dni a nawet tygodnie zanim się zjawia. Musimy umieścić statki na morzu. Nie możemy pozwolić im wrócić do Anglii. Wszyscy na tym statku muszą zginąć."
Fox zaniósł Dane do lecznicy Pendrella. "Zabierz ją na górę do pierwszego pokoju po prawej." Pouczył go Pendrell podnosząc swoją lekarską torbę i zmierzając za nim.
Samantha obserwowała jak brat delikatnie położył jej najlepszą przyjaciółkę odsuwając rude loki z twarzy. "Czy wyzdrowieje?" Głos Samanthy drżał.
Pendrell położył dłoń na czole Dany. "Obawiam się, że gorączka panny Scully jest trochę silniejsza."
"Nie potrzeba lekarza by do tego dojść!" Odgryzł się Frohike od strony drzwi.
Pendrell zagryzł wargę. "Dobrze. Panno Samantho, czy miałaby pani coś przeciwko byciu pielęgniarką przez chwilę?"
Zgodziła się pomóc w jakikolwiek sposób.
"Dobrze. W szafie są ręczniki. Zamocz je w zimnej wodzie. Najpierw musimy zbić jej gorączkę. To może zająć kilka dni. Co dokładnie jej się przytrafiło?"
"Wypadła ze statku do oceanu." Powiedział niskim głosem Fox siadając na brzegu łóżka Dany i biorąc do ręki jej gorejącą dłoń.
Doktor Pendrell obserwował go. "Czy to pańska żona?"
Fox spojrzał na niego potrząsając głową. "Nie."
"Siostra?"
"To przyjaciółka." Warknął Frohike.
Samantha przygotowała ręczniki dla Dany. "Panowie, czy mogli byście wyjść z pokoju i pozwolić nam pracować?"
Frohike przewrócił oczami i wyszedł z pokoju ciężko stąpając. Ale Fox odmówił odejścia od jej łóżka.
"Ja zostaje." Oświadczył.
Pendrell westchnął. "No dobrze. Panno Samantho, musimy wydostać ją z tej sukni i zawinąć w ręczniki."
Fox szeroko otworzył oczy. Samantha stała z ręcznikami w rękach. "Fox, po prostu wyjdź na chwilę. Za chwilę możesz wrócić."
Wstał i opuścił pokój, kierując się do holu. Frohike, Langley i Byers już tam stali. Walter był przy drzwiach. "Czy wyzdrowieje?" Skinner wyglądał na zatroskanego.
"Nie wiem. Czy możemy ufać Pendrelowi?"
Skinner kiwnął głową. "Jest tu jedynym lekarzem, któremu można zaufać."
Frohike zaczął się przechadzać. "Zdaje się, że berdzo polubiłeś pannę Scully."
Fox wzruszył ramionami. "Po prostu chcę żeby wyzdrowiała."
PÓŹNIEJ TEJ SAMEJ NOCY
Dana zaczęła się wiercić i obracać. Fox był natychmiast przy jej boku. "Dana? Dana? Proszę obudź się!"
Miała na sobie długą koszulę z ręcznikami owiniętymi wokół jej ciała. Jej rude włosy były zlepione na czole i mówiła przez sen. "Każ im przestać! Uciekaj! Schowaj się!"
Samantha, która zasnęła na krześle, nagle usiadła.
"Dana?" Pendrell zaczął zdejmować ręczniki, wyrzynać je a potem ponownie obłożył nimi Dane. Wreszcie uspokoiła się i zapadła w spokojniejszy sen. Fox westchnął, oparł czoło o ramię. Jej skóra była rozpalona. \Boże, pozwól jej wyzdrowieć.\
Fox zasnął u jej boku, opierając głowę o jej ramię. Został wyrwany ze snu kiedy poczuł chłodną rękę gładzącą jego policzek. "Fox? Obudź się!"
Usiadł czekając aż jego wzrok stanie się wyraźny. Wtedy ją zobaczył. Dana była całkowicie przytomna. Wyglądała blado ale lepiej niż w nocy. "Lepiej się czujesz?" Spytał szeptem.
Uśmiechnęła się. "Co się stało?"
"Miałaś silną gorączkę, przynieśliśmy się tutaj, do doktora Pendrella. Nadal jesteśmy w Irlandii."
Dana odwróciła się do Samanthy. "Kiedy odpływamy?"
"Jak tylko odzyskasz siły."
"Czy nie powinniśmy opuścić tego miejsca?"
"Nie. Nie chcę abyś znów się rozchorowała... generał Scully zażądałby wtedy mojej głowy." Zaśmiał się.
Dana usadowiła się ponownie na łóżku zawijając się w pościel. "Gdzie jest doktor?"
"Cieszę się, że jest już się pani obudziła, panno Scully." Powiedział głos od strony drzwi.
Stal w nich Pendrell. Wziął dłoń Dany i złożył na niej pocałunek. "Nieźle nas pani ostatniej nocy nastraszyła."
Zaczerwieniła się. "Chyba tak."
Przyniósł jej miseczkę zupy. "Chcę żaby zjadła pani wszystko... to... to postawi panią na nogi." Nie mógł oderwać on niej oczu.
Fox zobaczył to i odebrał mu miseczkę dla Dany. "Zajmę się nią doktorze Pendrell, Niech pan pójdzie odpocząć."
Pendrell spojrzał na Dane. "Dla... czy będzie mnie pani jeszcze potrzebowała?"
Dana uśmiechnął się do niego. "Bardzo dziękuję za okazaną pomoc, myślę że teraz będzie ze mną lepiej. Dziękuje."
Wyglądał na rozczarowanego, że go więcej nie potrzebuje. Ale zebrał swoją torbę medyczna i wyszedł do holu. "Będę w pokoju obok jeśli będzie mnie pani potrzebować." Zawołał.
Samantha zaczęła chichotać. "Dana, myślę, że mu się podobasz." Wyszeptała.
Dana potrząsnęła głową. "Ja? Nie, musiał żartować."
"Nie musiał być aż TAK uprzejmy." Mruknął Fox pod nosem.
Dwie dziewczyny spojrzały na niego. "Słucham?" Spytała Samantha z uśmieszkiem na ustach.
Fox posłał swojej siostrze spojrzenie sugerując by zamilkła. Uśmiechnęła i zaczęła zawijać Dane w więcej kocy. "Myślę, że wpierw powinniśmy cię nakarmić a potem ubrać."
Dana zarumieniła się kiedy zdała sobie sprawę jak niewiele miała na sobie. Fox wstał. "Pójdę powiedzieć innym, że czujesz się już lepiej. Przygotujemy statek na twoje przybycie."
Wyszedł a Dana nadal się rumieniła. "Jak mogłaś go tu wpuścić?" Syknęła.
Samantha przewróciła oczami. "Był przy twoim boku całą noc, Dana. Nie opuszczał cię. I nie sądzę, że zauważył czy wyglądałaś przyzwoicie czy nie." Samantha podała danie zieloną suknię z plisami wokół pasa. Dana westchnęła wstając z łóżka. "Nie mogę się doczekać powrotu do domu."
Sam zmarszczyła brwi. "Co się stanie kiedy wrócimy? Ty wrócisz do swoich rodziców. Fox prawdopodobnie znów będzie musiał uciekać skoro jest poszukiwany a ja chyba będę razem z nim."
"Chcesz z nim zostać? Samantho, to nie jest życie dla damy."
"Prędzej się rzucę do oceanu niż wyjdę za mąż za Richarda Matkinsa."
"Sam, byłam tam. Jest gorszy niż na to wygląda." Dana powiedziała z uśmiechem.
Samantha otoczyła ramieniem przyjaciółkę. "Dana, nie chcę wracać do tamtego życia."
"Wątpię byś mogła. Wszyscy wiemy za dużo."
"Co masz na myśli?"
Dana zagryzła wargę. "Nie jestem pewna czy powinnam ci to mówić. Matkins próbuje nas zabić. Jesteśmy świadkami, wątpię żeby chciał by żyło którekolwiek z nas. Będziesz musiała ukryć się. A ja wrócę do ojca i wtedy Matkins zostanie uwięziony."
Oczy Samanthy były szeroko otwarte. "Ubieraj się. Musimy porozmawiać z Foxem."
Fox został zmuszony do wyjawienia wszystkiego. "No dobrze. Jestem podwójnym szpiegiem i pracuje dla Brytyjczyków. Matkins też tylko, że on jest lojalny wobec Francuzów. Został przysłany by upewnić się, że jestem lojalny i wygląda na to, że dowiedział się, że tak nie jest. Chciał by Samantha poślubiła Richarda ale teraz obie się w to wplątałyście i teraz chce śmierci nas wszystkich. To dlatego posłał za nami tamtych trzech mężczyzn. By upewnić się, że nie wrócimy żywi. Dana, wątpię czy pozycja twojego ojca coś tu zmieni."
Dana jęknęła. "No dobrze, w takim razie... wróćmy do Anglii. Fox, po prostu powiedź Królowi o Matkinsie a zostanie uwięziony. Wtedy Samantha nie będzie musiała wyjść za Richarda a ja będę mogła wrócić na łono rodziny. A ty być może będziesz mógł gdzieś osiąść, ożenić się, mieć rodzinę i żyć jak porządny człowiek!"
Fox roześmiał się. "Ja? Żona i rodzina? Wątpię. Kobiety przestają mnie lubić kiedy poznają mnie bliżej. Teraz po prostu wykonam tę misję a potem poczekam aż przydzielą mnie do następnej."
"Więc to tak? Razem z załogą przechodzisz od jednej misji do drugiej i nigdzie nie zostajesz na dłużej?" Głos Dany lekko drżał.
Fox skrzyżował ramiona na piersi. "Panno Scully, jest moim obowiązkiem dostarczyć panią do domu całą i zdrową. I to właśnie planuje teraz zrobić i doceniłbym gdyby nie przysparzała mi pani więcej kłopotów."
Dana westchnęła. "W takim razie wracajmy do domu."
Generał Scully dowiedział się, że Matkins rozkazał wysłać okręty. "James, co to jest?" Zwrócił się do niego podając mu rozkazy.
"Co jest czym, sir?"
"TO! Dlaczego trzy okręty zostały wysłane w morze?"
"By znaleźć pirata Błyskawicę oczywiście."
Generał Scully poczuł jak krew się w nim zagotowała. "Nikt mnie o tym nie poinformował."
"Przykro mi sir, to musi być jakieś niedopatrzenie. Próbuje tylko odnaleźć pańską córkę."
"Jeśli moja córka nie wróci szybko Matkins zapłacisz mi za to głową."
W tym momencie Matkins zdał sobie z czegoś sprawę. Generał Scully wcale nie martwił się tak bardzo o swoją córkę. \Ponieważ wiedział, że jest z Foxem Mulderem... brytyjskim szpiegiem. Scully o tym wiedział!\ Generał pewien był, że Mulder zwróci mu jego córkę całą i zdrową bo ufał mu. Jak dotąd Scully nie wiedział, że Matkins pracował dla Francji i ten był bezpieczny chyba, że Mulderowi uda się wrócić. Raz jeszcze znaczenie uniemożliwienia 'Prawdzie' powrotu do Anglii uderzyła go. Zagryzł wargę koncentrując się. "Richard! Choć tu chłopcze."
Richard wyszedł z pokoju salonu. "Tak ojcze?"
"Udaję się na wyprawę. Zabierzemy dwa statki. Konsorcjum i Cartera."
"Co będziesz robił?"
"Naszym zadaniem jest zatopić 'Prawdę' i wrócić do domu."
Skinner, Fox i Frohike stali razem przy relingu. Nareszcie zmierzali do domu. "Jesteś pewien, że rozsądnym jest zabieranie panny Scully tak wcześnie? Czy nie powinna zebrać sił?" Spytał Skinner.
"Nie chciała czekać ani sekundy dłużej. Chcę również uwolnić ją od tego całego zamętu jak najszybciej, od Matkinsa i pozwolić cieszyć się życiem." Fox wpatrywał się w fale.
Skinner spojrzał na niego kątem oka. "I nigdy więcej jej nie zobaczyć."
Fox nie odpowiedział.
Frohike oczyścił gardło. "Nachodzi następny dzień, Fox. Weźmiesz swoją starą załogę na następną misje?"
"Tych wszystkich którzy zechcą." Odpowiedział mu Fox.
"Następna misja? Czy nie masz już dość? Jesteś jeszcze młody! Król jest twoim dłużnikiem! Nie chcesz skończyć z szpiegostwem?" Skinner pochylił się nad balustradą.
Fox odwrócił się do niego. "I co robić? Prowadzić samotny i nużący żywot. W wielki pustym domu? Dlaczegóż miałbym porzucić życie pełne przygód dla nudy?"
"Nie chciałbyś się w takim razie ożenić?"
"Dlaczego wszyscy dręczą mnie wspominając o ożenku? Nie chce żony! Jestem zadowolony służąc mojemu kraju."
"Myślisz, że będziesz mógł się tym zajmować wiecznie, Mulder? Kiedyś w końcu nastąpi pokój między Anglią i Francją."
"Wtedy będę szpiegować kogoś innego." Zaczął.
"A co zrobisz kiedy będziesz już za stary by być jednym z nas? Wtedy będzie już za późno na wzięcie sobie żony i założenie rodziny."
"Walter... do tego czasu będę już najprawdopodobniej martwy."
Frohike potrząsną głową. "Mów co chcesz, Fox. Idę się położyć. Dobranoc panowie."
Skinner spojrzał na podręczny zegarek. "Myślę, że ja również udam się na spoczynek. Dobranoc Mulder. Mam nadzieję, że do jutra wieczór dotrzemy do domu."
"Dobranoc Walter." Mulder westchnął.
Było już ciemno, jedyne światło pochodziło od księżyca. Czuł się jakby był we śnie. Dana, Skinner i Frohike. Wszyscy oni mówili o jego ożenku i przyszłej rodzinie. Ale Dana nie wiedziała, że to ona była tą jedyną której pragnął. A Skinner i Frohike wiedzieli aż za dobrze.
Mulder westchnął ponownie spoglądając w górę na księżyc w pełni. Mieć Dane Scully za żonę byłoby spełnieniem snów.
Matkins był na pokładzie Konsorcjum i przetrząsał morza w poszukiwaniu statku Muldera. "TAM! Na północy, sir!" Zawołał jeden z ludzi.
Matkins odwrócił spojrzenie w kierunku z którego zawołał mężczyzna. I tam też byli.
"Przygotować działa!"
Frohike złapał ramię Muldera. "Człowiek z wachty wypatrzył statki w tamtym kierunku. Dwa z nich są z Królewskiej Marynarki."
Mulder zesztywniał. "A niech to! Przygotuj się do walki, Frohike! To musi być Matkins ale nie strzelajcie dopóki oni tego nie uczynią!"
Matkins pierwszy wystrzelił. Pociski przebiły pokład. Mulder pobiegł do Samanthy i Dany. Samantha wyszła po schodach. "FOX? Co się dzieje?"
"Zostaliśmy zaatakowani!" Powiedział i popchnął ją z powrotem na dół dla jej bezpieczeństwa.
Frohike wydał rozkaz strzelania. "NA MOJĄ KOMENDĘ!"
Fox wrócił do Langleya i Byersa. "Chcę żebyście spuścili jedną z szalup i zabrali je stąd."
Oczy Byersa szeroko się otworzyły. "Ale..."
"Nie, ja zajmę tamtych. Zabierzcie je stąd. Brzeg nie jest daleko stąd. Jestem pewien, że wam się uda. Będą zbyt zajęci by was zaatakować. DALEJ!"
Dana została zaprowadzona do łódki. "FOX?"
Odwrócił się by spojrzeć na jej przestraszoną twarz.
"Bądź ostrożny."
"Ty również."
Statki Matkinsa były w takich samych kłopotach jak 'Prawda' i nie mieli dużo czasu. "CHCĘ ICH MARTWYCH!" Wrzeszczał.
Zanim zorientował się co się dzieje, na jego statku nastąpił abordaż. Mulder prowadził swoich ludzi.
Matkins otworzył oczy szeroko w przerażeniu. \Jak to możliwe? Jest nas przecież więcej!\
Jednak ludzie Matkinsa byli niedoświadczeni. Muldera, zaś byli wytrawnymi żeglarzami. Działa i pistolety strzelały. Padali ludzie. Spojrzenie Muldera padło na niego. Matkins Matkinsa. Ten szybko obrócił się na pięcie i skierował się do szalup. Mulder pobiegł za nim i rzucił go na deski. "ZDRAJCA!"
Po raz pierwszy w całym swoim życiu James Matkins poczuł prawdziwy strach. Sromotnie przegrali. Zanim zdążył powiedzieć cokolwiek Walter Skinner pojawił się za Mulderem. "Fox, pozwól Królowi się z nim rozprawić. Naszym zadaniem jest dostarczyć go przed oblicze sądu."
Uchwyt Muldera zacisnął się. "On nasłał ludzi by zabili Dane i Samanthe!"
"I sąd go za to skaże. Jeśli go zabijesz nie będziesz wcale od niego lepszy." Mulder podniósł Matkinsa i oddal go pod opiekę Skinnera. "Zamknij go pod pokładem."
"Ale tam jest pełno wody..." Przerwał mu jedne z ludzi ale natychmiast się uśmiechnął. "A, rozumiem. Zamknąć go na dole!"
Dana szybko znalazła się w domu. Była śmiertelnie zmęczona. Jej matka mocno ją przytuliła.
"KOCHANIE! Nie wiedziałam czy jeszcze kiedykolwiek cię zobaczę.! Moje biedne kochanie! Co oni tobie zrobili?"
Dana wyglądała mizernie i chorowicie.
William Scully pocałował jej czoło. "Czy Mulder dobrze się tobą zajmował kochanie?"
Zaczęła szlochać. "On może już nie żyć! Matkins zaatakował statek."
William Scully kiwnął głową. "Wiem Dana. Wysłałem już okręty. Nie martw się o niego. Twoim jedynym zmartwieniem powinno być teraz dojście do siebie. Choć, pozwól matce zabrać cię na górę. Po kąpieli i odrobinie snu poczujesz się lepiej."
Dana zniknęła na górze razem z matką i pokojówką. Generał Scully zamknął oczy i westchnął. \Lepiej abyś z tego wyszedł Mulder chłopcze. Albo moja córka będzie cierpieć jeszcze bardziej.\
Fox doprowadził się do porządku przygotowując na spotkanie z generałem. Walter Skinner zrobił to samo. Razem wkroczyli do biblioteki Williama Scully. "A, Mulder! Skinner! Dzięki Bogu jesteście cali i zdrowi!"
Ujął swoich starych przyjaciół za ręce i objął ich. Fox od razu ujawnił swój niepokój. "Czy z Daną wszystko w porządku?"
Generał Scully skinął głową. "Moja córka czuje się dobrze. Jest wykończona ale czuje się dobrze. Mulder, wiedziałem, że dotrzymasz obietnicy i zwrócisz ją nam bezpiecznie."
"Obawiam się, że dużo ucierpiała w trakcie rejsu." Mulder usiadł na krześle przyjmując zaoferowaną mu filiżankę herbaty.
Skinner spojrzał na nich. "Czy na pewno czuje się dobrze?"
Generał Scully kiwnął głową. "Moja dziewczynka jest twarda. To moja krew, wyjdzie z tego."
Do pokoju weszła Margaret Scully ubrana w karmazynową suknię z plisą wokół talii.
"Ach, panowie, moja żona. Margaret. Kochanie oto Fox Mulder i Walter Skinner."
Uprzejmie skinęła głową. "Więc to pan jest tym mężczyzną, który ochraniał moją córkę, kiedy była... daleko."
"Ależ ja..." Foxowi przerwano.
"Nie, proszę. Chcę podziękować panu odpowiednio. Jeśli jest coś co możemy dla pana zrobić niech pan nie waha się o to prosić. Jesteśmy pańskimi dozgonnymi dłużnikami."
\No cóż, równie dobrze mogę spróbować.\ Pomyślał. "Jest coś..."
"Nazwij to." Odpowiedziała Margaret.
"Pozwolenie o staranie się o rękę państwa córki." Uśmiechnął się.
Margaret szeroko otworzyła oczy. "Jej rękę? To Dana powinna zadecydować, nie mogłabym podjąć decyzji za nią..."
"On pyta czy może ją o to poprosić, Margaret. Masz moje błogosławieństwo Fox. Ale pamiętaj, Dana musi sama podjąć decyzję."
Margaret wzięła oddech. "Moje pozwolenie ma pan również."
NASTĘPNEGO DNIA
Dana wcześnie rano wymknęła się na spacer. Było zimno ale słońce świecił jasno. Wszystko wyglądało tak żywo i radośnie. \Bogu dziękuję, że jeszcze żyję i mogę się tym cieszyć!\ Zdała sobie sprawę za jaką oczywistość brała to wszystko. Jej zdrowie. Rodziców. Dom. Życie. "Co tu robisz tak wcześnie?" Spytał mężczyzna zza jej pleców.
Odwróciła się i uśmiechnęła się widząc Foxa. "Rozmyślam."
"O czym?"
"Jak bardzo tęskniłam za drobnostkami. Za śpiewem ptaków. Solidnym gruntem pod nogami! Domem! A raczej domem moich rodziców."
Mulder zbliżył się do niej. Na ramiona miął zarzucony czarny płaszcz. "Czy teraz czujesz się lepiej?"
Kiwnęła głową. "Widzę się po raz pierwszy od kiedy opuściłam statek. Co dokładnie się stało?"
Spojrzał w niebo uśmiechając się. "Weszliśmy na pokład statku Matkinsa. A kiedy przybyła przysłana przez twojego ojca flota wszystko było już właściwie pod kontrolą."
"Gdzie jest Matkins. Richard?"
"Zarówno ojciec jak i syn są w więzieniu Tower i czekając na proces. Muszę powiedzieć, że najprawdopodobniej zawisną."
Dana drgnęła. "Nie będę tego oglądać."
"Naprawdę? Myślę, że Samantha będzie chciała."
"Jak się czuje."
"Jest w domu. Bezpieczna. Również odpoczywa po podróży. Wątpię czy moja mała siostrzyczka będzie miała ochotę na więcej takich przygód."
Dana uniosła brew. "A ty?"
"Czy wrócę do świata szpiegów? To zależy."
"Od czego?"
"Poznałem pewną dziewczynę, którą naprawdę podziwiam. Jeśli przyjmie moje oświadczyny, osiądę z nią."
"A kim jest ta szczęśliwa dama?" Dana odwróciła się kryjąc przed nim twarz.
Położył dłoń na jej ramieniu. "Ty."
Okręciła się "Słucham?"
"Dobrze słyszałaś. Proszę panią, panno Scully by została pani moją żoną."
"Jesteś tego pewien?"
"Całkowicie" Uśmiechnął się do niej.
"Ja... nie wiem co powiedzieć!" Zaczęła iść w kierunku lasu.
Szybko podążył za nią. "Większość młodych dam powiedziała by tak albo nie."
Obróciła się. "Dlaczego ja?"
"Ponieważ... sprawiłaś, że chcę osiąść. Porzucę może szpiegowskie życie dla możliwości bycia z tobą. By spędzić z tobą resztę życia."
"Nie mogę cię o to prosić."
"Nie musisz, ja tego chcę."
"Czemu?"
"Nie mogę mieć obydwu rzeczy. Ciebie i szpiegowania. Więc musze się na coś zdecydować, prawda? Bez wahania oddam moje szalone wyprawy."
"Ale czy to nie to co czyni cię sobą?"
"Robiłem to tylko dlatego, że nie miałem nic do stracenia. i myślałem, że równie dobrze mogę służyć mojemu kraju..."
"Takie życzenie śmierci?"
Wzruszył ramionami. "Coś w tym stylu."
"I nie masz jeszcze jednego?"
"Nie pozwolę ci poślubić mnie z litości, Dana. Kiedy kilka dni temu zostałaś zepchnięta ze statku poczułem, że jeśli stanie ci się cokolwiek, umrę."
Spojrzała na niego. "Tak."
"Tak co?"
Zaśmiała się. "Tak, poślubię cię."
Ucałował jej dłoń. "Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym spośród żyjących."
Uśmiechnęła się. "Doprawdy?"
"Musze ci powiedzieć coś jeszcze." Powiedział poważnie.
Jej uśmiech zniknął. "Co takiego?"
Pochylił się i wyszeptał jej do ucha. "Kocham panią, panno Scully."
Jej twarz pojaśniała. "Pirat? Toż to skandal!"
"Ten ex-pirat rzucił wszystko dla swojej damy."
KONIEC
Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey
Fox Mulder, Dana Scully i Archiwum X są własnością Chrisa Cartera,
Ten-Thirteen Productions i Fox Broadcasting Corporation.
|