PANI NAWIEDZONA
autor Ary
tłumaczenie Miss Grey

Wiem o tym przezwisku. Do diabła, trudno nie słyszeć tego wśród krążących plotek. Wszyscy próbują zgadnąć charakter mojego związku z Scully i jak na razie nikt nie zbliżył się do prawdy ... nawet ja nie znam jej ... ale to zabawne przyglądać się ich dociekaniom.

Dzisiejszego ranka podsłuchałem na parkingu rozmowę trzech sekretarek:

"Mówię ci, oni to robią."

"Nie jestem pewna czy Skinner zaakceptuje to ..."

"Więc mówisz, że są tylko partnerami?"

"A co jest złego w zachowaniu zawodowych stosunków?"

"Z facetem takim jak on? Chryste, spójrz na niego! Połowa maszynistek na niego leci ... a ONA miałaby trzymać ręce przy sobie? Nie sądzę."

"A może ona jest ... no wiesz ... lesbijką ..."

" Lesbijką?"

"Albo oziębła ... wiesz, nazywają ją 'Królową Lodu'..."

"Och! Chciałabym mieć takie przezwisko!"

"Chciałabym mieć takiego partnera!"

"Więc ... pieprzą się ze sobą?"

"Zawsze musisz być taka dosłowna ..."

"Ja tylko ..."

Resztę rozmowy została odcięta przez drzwi od windy. Nie wiedziałem czy się śmieć się czy się wkurzyć. Jak one śmiały tak mówić o Scully! Ona nie jest wcale królową lodu, nie do końca ... Westchnąłem. Jestem prawdopodobnie jedyną ludzką istotą, która wie jaka troskliwą i kochającą osobą może być Dana Scully.

Rozbawił mnie fakt, że mam tak wysokie notowania u kobiet. Nie zrozumcie mnie źle. Od kiedy skończyłem 16 lat wiem, że kobiety uważają mnie za atrakcyjnego ... ha, nigdy mi to nie przeszkadzało. Jestem bezwstydnym flirciarzem, nic na to nie poradzę. Flirtuję nawet z nią ... ale jak zwykle w ciągu ostatnich 5 lat, nie wiem czy bawią ją to czy nie.

Czy podobam się jej? Chyba tak. Taką przynajmniej mam nadzieję. Ale z "tajemniczą" dr. Scully nigdy nic nie wiadomo. Podobnie jest z przezwiskiem i plotkami. Widzicie, ja NIE WIEM co ona o tym myśli. Bawi ją to? Chyba raczej nie. Mnie by nie bawiło. Wkurza ją to? Nie mogę tego powiedzieć na pewno. Czy zrobi coś z tym? Kto? Scully? Czyżbym postradał rozum? Jej wewnętrzne mury są tak mocne, że łatwiej było by zburzyć Wielki Mur Chiński ... niż żeby zniszczyło je coś tak ... tak dziecinnego ... jak biurowe plotki.

Nie, dopóki nie zniszczy to jej wizerunku zawodowego lub zagrozi spokojowi wewnętrznemu ... w tym wypadku, niech Bóg ma w opiece tego którego uzna za wroga. Widziałem ją już taką. Nie jest zrobiona z lodu lecz ze stali. A stal potrzebuje ognia by stać się mocną. Wiem. Sparzyłem się tym ogniem więcej niż tylko jeden raz ... to jedna z biliona rzeczy za które ją kocham.

Miłość. Łącznie z "na zawsze" i "wiecznie". Łącznie z "żyjmy razem do końca naszych dni". "Małżeństwo? Pewnie, wszystko tylko mnie nie opuszczaj." Ale wtedy bolesna rzeczywistość powróciła. Jestem zakochany w niej ... szaleńczo i bezgranicznie zakochany w Danie Katherine Scully, ale jej tego nie powiem. Głupota? Tak. Ale to jedyna rozsądna rzecz jaką mogę zrobić. Jeżeli chcę ją ochraniać, muszę trzymać moje uczucia na wodzy, inaczej ... Cholera! Kogo ja oszukuję. Nie mówię jej tego ponieważ jestem przeklętym tchórzem. Proste.

K zbliżyłem się do kafeterii na drugim piętrze usłyszałem czyjeś głosy. Normalnie nie przyszedłbym tu ale skończyła nam się kawa w biurze a wolałbym raczej umrzeć niż spróbować tej czarnej trucizny na pierwszym.

Głosy mówiły o nas. Postacie. Trzech, młodych mężczyzn. Kiedy rozpoznałem jednego z nich zakląłem. Tom Colton. Cóż za niespodzianka. Oparłem się o framugę drzwi, które były lekko uchylone i przysłuchiwałem się jak plotkują. Byli rozbawieni. Dobrze. Nie się bawią póki mogą. Jestem już zmęczony tym wszystkim i kusi mnie skończyć to co zacząłem cztery lata temu z tym draniem Coltonem.

Przygotuj się Colton, Nawiedzony Mulder wrócił.

Zerknąłem przez drzwi. Taak, to Colton. Obok niego stoją Sanders i Perkins. Odpowiednia widownia dla poniżenia Coltona.

" ... więc Skinner wrzeszczał na niego, że albo zaprzestanie tego albo ten definitywnie zamknie Archiwum X." Mówił Colton.

Uśmiechnąłem się do niego. Żadną nowość. Skinner straszy nas tym od czasu gdy przynieśliśmy mu nasz pierwszy raport o wydatkach.

"Więc myślisz, że złapał ich na robieniu tego w biurze?'

"Kogo? Królową Lodu? Daj skopuj ..."

"Mogę wam powiedzieć z własnego doświadczenia, że wcale nie jest taka zimna ..."

Poczułem jak wzrasta we mnie złość kiedy usłyszałem ton jakim powiedział to Colton .... co on u diabła insynuuje? Jakby w odpowiedzi usłyszałem pytanie Sandersa.

"Co masz na myśli?'

"Cóż. W ostatnią sobotę zaprosiłem Dane na randkę. Nic poważnego, wiecie ... film i kolacja. Kiedy odwiozłem ją do domu, była całkiem miła, jeśli wiecie co mam na myśli ... "

Tego już za wiele. Wkraczam. Jeżeli ten dupek myśli, że może zniszczyć reputację Scully tymi swoimi FANTAZJAMI to się myli. I to BARDZO.

Kiedy wszedłem do pokoju zobaczyłem jak Coltonowi rzednie mina. Perkins głośno przełkną a Sandersa nagle szalenie zainteresowały jego buty. Spokojnie Mulder ... nie zabij go ... po prostu okalecz go ... trwale. Podszedłem do stołu na którym stał ekspres do kawy z uśmiechem "kota, który złapał mysz" na twarzy. Mam nadzieję, że jesteś ubezpieczony Colton.

"Witam panowie."

"Um, ah, och ... dzień dobry Mulder."

Kiedy napełniałem kubek zobaczyłem jak Colton nerwowo spoglądającego w moim kierunku. Nawet nie zobaczysz co cię uderzyło, kolego, kiedy z tobą skończę. Ruszyłem w stronę drzwi i za nim je otworzyłem ...

"Och, Colton?"

"Tak, Mulder?"

"Prze przypadek usłyszałem jak opisujesz swój weekend i ..."

Moje zamierzone wahanie dodało Coltonowi odwagi. Biedny idiota.

"Zazdrość, Nawiedzony?"

"Może ... może byłbym dla ciebie groźnym rywalem ale nie zgadza się jeden mały szczegół ... w ostatnią sobotę Scully pojechała do swojej matki by tam spędzić weekend."

Widzę jak Sanders stara się ze wszystkich sił nie roześmiać się na głos. Colton na chwilę zamilkł ale szybko odzyskał mowę.

"Doprawdy?"

"Tak."

"A niby skąd ty to wiesz? Jeżeli Dana skłamała żeby oszczędzić tobie upokorzenia ..."

"Och. Scully nic mi nie mówiła ..."

"Więc?"

"Wiem, ponieważ pojechałem tam razem z nią."

Sanders stracił panowanie nad sobą. Śmiał się tak mocno, że łzy spływały mu po policzkach. Perkins spoglądał rozbawiony na Coltona a ten ... o mój Boże, królestwo za kamerę! Jego twarz zmieniła się w czerwoną świecącą kulę i zawstydzony zaczął coś dukać.

"Cóż, uh ... to dlatego ... musiałem pomylić daty ..."

"Zapomnij o tym Colton. Scully nigdy się z tobą nie umówi."

"Och? Jesteś tego pewien?"

"Nie jesteś po prostu w jej typie."

"Wnioskuję z tego, że ty tak."

"Nie będę czynił żadnych wniosków na temat preferencji dr. Scully."

"Jesteś takim arogantem ... dlaczego nie pozwolisz jej odejść? Ona NIE jest panią Nawiedzoną ..."

"Uważam, że powinniśmy pozwolić samej jej o tym zadecydować."

Colton stracił swój ostatni argument i wiedział o tym. Perkins i Sanders również zdali sobie z tego sprawę i spoglądali na Coltona pogardliwie. Został pokonany, ośmieszony i poniżony. Powinienem na tym pozostać ale nie mogłem się powstrzymać i na zakończenie dodałem:

"Ale jeśli chcesz znać moją opinię, lepiej jest chyba być posądzaną o związek z Nawiedzonym niż z Nieudacznikiem ..."

Usłyszałem wściekły krzyk Coltona. Poczułem jego ręce na moim ramieniu i zdaje się, że poczułem jak framuga drzwi uderza w moją głowę. A potem poczułem już tylko ciemność.

Następną rzeczą jaką sobie przypomniałem to najpiękniejsze błękitne oczy jakie kiedykolwiek widziałem wpatrujące się we mnie. To Scully klęczała obok mnie badając moją głowę. Słyszałem również jak Skinner rzuca dokoła rozkazy ..."

"Colton jest zawieszony na tydzień! Nie obchodzi mnie czy został sprowokowany! Pobił człowiek, który odwrócił się do niego plecami. Scully, jak on się czuje?"

"Sądzę, że przeżyje, sir."

"Agencie Mulder, nie uważa pan, że jest pan już trochę za stary na takie sceny? Proszę zejść do gabinetu pielęgniarki i zwolnić się na resztę dnia. Jutro, punkt 9 rano zamelduje się pan w moim biurze z pełnym i LOGICZNYM raportem na temat dzisiejszego zajścia. Czy wyrażam się jasno, agencie Mulder?"

"Tak sir."

Byłem zbyt oszołomiony by spierać się ze Skinnerem. Z resztą, wzięcie wolnego na dziś to najlepsza rzecz jakiej mógłbym sobie teraz życzyć. Słowa Coltona otworzyły mi oczy ... bardzo szeroko.

"Scully."

"Tak Mulder?"

Nie muszę nic mówić. Ona również nie musi nic mówić. Spojrzałem w bezkresny ocean jej oczu szukając śladu. Zagubiłem się w jej duszy i znalazłem odpowiedź jakiej szukałem. W każdym bądź razie mam taką nadzieję.

Po odwiedzinach w gabinecie lekarza opuściłem budynek. Zamiast pojechać prosto do mojego mieszkania skręciłem na przedmieścia DC. Tam, na narożniku stał od ponad trzydziestu lat sklep którego teraz szukałem.

Było już późno. Ale znalazłem to czego szukałem prawie natychmiast. Moje konto jest na debecie i pewnie będzie jeszcze takie przez kawał czasu ale moje serce i dusza śpiewają.

Spędziłem całe popołudnie szukając właściwego sposobu, właściwych słów i właściwego czasu. To będzie trudniejsze niż myślałem. Poproszenie mojej matki o radę nie jest dobrym pomysłem. Może powinienem zadzwonić do pani Scully. Ale z drugiej strony jeśli zadzwonię a potem stchórzę znienawidzi mnie do końca swego życia. Do diabła, znienawidzę SIEBIE do końca MOJEGO życia.

Usłyszałem pukanie do drzwi. Spojrzałem na zegarek. Tylko Scully mogłaby przyjść o tej porze. Wpuściłem ją do środka i zauważyłem, że jest zdenerwowana. Nawet więcej, wściekła. Mam nadzieję, że nie na mnie. To tylko skomplikuje coś co i tak jest trudne.

"Scully? Wszystko w porządku?"

"Tak ... cholera nie! Nie! Jestem wściekła!"

Poczekałem aż dokończy. 5 lat doświadczeń trochę mnie nauczyło.

"Znasz Laure Stevens, sekretarkę z Sekcji 9? Potrudziła się schodząc do naszego biura i opowiedziała mi szczegóły twojej bójki z Coltonem. Jak on śmiał? Jak ty śmiałeś, i to z takiego powodu? Nie chcę twojej opieki, Mulder! Chcę twojego szacunku! A jeśli będziesz skakał do gardła każdemu facetowi, który będzie o mnie plotkował, ja ... ja ..."

Nie mogła dokończyć. Usiadła na sofie i zakryła twarz rękoma. Po chwili usłyszałem ciche szlochanie. Stałem nie ruszając się z miejsca, choć chciałem ją pocieszyć. Wiedziałem jednak, że nie zgodzi się na to. Przynajmniej nie dziś wieczorem. Po chwili się uspokoiła się i spojrzała na mnie.

"Przepraszam Mulder. Właściwie to nie jestem zła na ciebie. To dlatego, że ... jestem zmęczona słuchaniem ludzi dyskutujących o moim prywatnym życiu jak by ono było własnością publiczną. Nie zrozum mnie źle. Wiem, że nie jestem piękną kobietą, ale ... słuchać ich rozmawiających o tym, pewnie myślisz, że powinnam być wdzięczna za te plotki... to nic osobistego, Mulder ale ... ja ... my ... o mój Boże, co ja mówię ... "

Wyglądała na zmieszaną, zranioną. Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, żebym dał jej kubek herbaty, pocieszającą pogawędkę i ramię do przytulenia a potem odesłał ją do domu i samemu zapomniał o wszystkim.

Ale z drugiej strony zdrowy rozsądek i ja nigdy nie mieliśmy ze sobą dużo wspólnego.

"Czy to ci przeszkadza?" Spytałem delikatnie.

"Co?"

"Czy przeszkadza ci bycie nazywaną panią Nawiedzoną?"

"Właściwie to nie, ... chodzi o to ... te implikacje, że ty i ja ... to nie profesjonalne ..."

Dotknąłem jej policzka ręką. Muszę raz jeszczcze spojrzeć w te oczy zanim do końca stracę odwagę. To co w nich zobaczyłem dodało mi tyle odwagi ile potrzebowałem. Zabrałem moją rękę i sięgnąłem po aksamitne pudełeczko, które wetknąłem pod jedną z poduszek na kanapie.

"Scully ... Dana ... Chyba byłaś już nazywana panią Nawiedzoną wystarczająco długo i ..."

Spojrzała na mnie z tysiącem pytań w oczach.

"Uważam, że przyszła pora by zmienić to na panią Mulder..."

Otworzyłem pudełeczko i czekałem na odpowiedź. Otworzyła usta ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Po prostu patrzyła się na obrączkę mieszczącą się w środku. Z niepokojem czekałem aż powie coś, cokolwiek ...

I wtedy spojrzała na mnie.

Nie musiałem słyszeć odpowiedzi. Zobaczyłem ją w jej oczach.

To chyba koniec legendy o Królowej Lodu.



KONIEC

Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey

Fox Mulder, Dana Scully i Archiwum X są własnością Chrisa Cartera, Ten-Thirteen Productions i Fox Broadcasting Corporation.