CZYTAJĄC POMIĘDZY WERSAMI
autor Jeannine Ackerson
tłumaczenie Miss Grey

"Nie mogę uwierzyć, że tego nie widziałaś!" Krzyknął Fox Mulder zirytowany brakiem otwartości umysłu u swojej partnerki. Po tych wszystkich latach, po tym wszystkim co widzieli ...

"A ja nie mogę uwierzyć, jak możesz ignorować te wszystkie dowody!" Odkrzyknęła Dana Scully zła na niego za te oskarżenia. Była tu przecież przez te wszystkie lata i również to wszystko widziała . . .

"Więc wytłumacz mi Scully. Jak ci ludzie mogli znaleźć się na drugim końcu kraju w dwie godziny po porwaniu? Jak pomimo tych wszystkich śladów i dowodów na porwanie przez obcych nie możesz przyznać że miało ono miejsce?" Zażądał chcąc ją zmusić do dania mu dobrego wytłumaczenia.

"Mulder, nie ma fizycznego dowodu na to, że ci ludzie zostali zabrani wbrew ich woli, i że cokolwiek im się stało nie mogli sami tego sobie zrobić. A co do ich przemieszczenia, jest technologicznie możliwe dostać się z San Diego do Dallas w dwie godziny przy pomocy publicznych lini lotniczych." Odpowiedziała mu z przekonaniem.

Wiedział, że mogła dać mu naukowe wytłumaczenie. Ale i tak spytał w nadzieii, że znajdzie w jej teorii jakąś lukę. Teraz mógł jedynie zmarszczyć brwii nad jej nieskazitelną logiką. Wiedział, że miała rację, ale to nie oznaczało, że musiało mu się podobać to co usłyszał.

Długa chwila ciszy zapadała a oni stali wpatrując się w siebie nawzajem. Obserwowali siebie nawzajem, oceniając nastawienie drugiego. Szukając skazy w rozumowaniu, którą mogli by wykorzystać do zwycięstwa. Jedyną jaką znaleźli zignorowali. Nie miała nic wspólnego z ich kłótnią.

Ta skaza miała jednak wszystko wspólne z nimi samymi.

Ich związek opierał się na wielu rzeczach, ale głównie był to szacunek względem swoich idei, kwalifikacji i charakterów. Ale pod tym wszystkim kryła się jedna, niezwykła rzecz. Więź, która wykracza poza rywalizację, która leży poza zasięgiem większości związków. Większości małżeństw. Więź nigdy nie wypróbowana w jeden sposób, która nigdy nie przekroczyła pewnej granicy, nigdy fizycznie spełniona.

Patrząc w oczy drugiego widzieli to. Cicha komunikacja. Więź. Związek. I wiedzieli, że gdzieś tam, w tym zmiennym brązie i pochmurnym błękicie mogą znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie. Pytanie, którego unikali przez lata. Czy była im pisana miłość kochanków? Miłość, która wytrzymałaby wszystko? Czy mogliby znaleźć szczęście w ramionach drugiego?

Wiedzieli, że wszystko co musieliby zrobić by poznać tą odpowiedź, to zadać właściwe pytanie, spojrzeć w oczy drugiego, i wsłuchać się w głos drugiego. Wystarczyło tylko czytać pomiędzy wersami.

Nagle cisza stała się zbyt wymowna, prawie nie do zniesienia. Jedno właściwe słowo lub jedno złe mogło by zniszczyć wszystko. Więc zamiast czekać aż on coś powie lub jej samej coś się przypadkowo wymsknie, Scully odwróciła się i skierowała w stronę drzwi. Jej reakcja wtrąciła go z odrętwienie w jakim był. Złapał ją za rękę gdy chwyciła za klamkę.

"Scully, gdzie idziesz?" Spytał nerwowo. Część jego samego obawiała się, że jeśli ona wyjdzie teraz przez te drzwi, nigdy już nie wróci. Jedną rzecz musiał również przyznać, że nie mógłby już żyć bez Dany Scully.

"Wychodzę. Przejść się. Chyba obydwoje potrzebujemy czasu na ochłoniecie zanim które kolwiek z nas powie coś czego potem może żałować." Wyjaśniła. Wiedziała, że jeżeli zostanie, to wtedy powie lub zrobi coś czego nie będzie mogła odwrócić. Coś co może ich zniszczyć.

Na chwilę złapała jego uporczywe spojrzenie. Mogliby zobaczyć tak wiele w swoich spojrzeniach. Ale nadal postępowali według utartej taktyki, by nigdy nie mówić o tym. By nigdy nie przekraczać granicy. Z biciem serca Scully przekręciła klamkę i ostrożnie oswobodziła swoją rękę. Wyszła zostawiając go samego.

**************************

Mulder stał wpatrując się w puste wyjście, i gdzieś w głębi duszy poczuł piekący ból.

Nie wiedział kiedy dokładnie przestał patrzeć na nią tylko jako na partnerkę w pracy a zaczął w niej widzieć partnerkę w życiu. Któregoś dnia po prostu stała się dla niego najważniejszą rzeczą w życiu. Ważniejszą od prawdy. Ważniejszą nawet od Samanthy.

Jego umysł zaczął mu podsuwać tyle przypadków, które tylko potwierdzały jego opinię. Tyle razy widział to spojrzenie w jej oczach, słowo lub gest potwierdzające, że czuje coś do niego. Coś pokrewnego do tego co on sam czuł do niej.

Kiedy myślał o swoich uczuciach do Scully, myślał o dwóch wspomnienia. Pierwszym był olśniewający uśmiech jakim go obnażyła kiedy obudził się na Alasce. Dało się go jedynie porównać z tym jaki mu podarowała po wyjściu ze śpiączki. Odwróciła głowę od okna i oczarował go tym uśmiechem. Każdy z nich wstrząsnął jego światem i miał trudność z wypowiedzeniem jakiegokolwiek słowa potem.

Były w końcu słowa, które na zawsze utknęła w jego umyśle i sercu. Jak kiedy siedział przed mieszkaniem Eugene'a Toomsa, a ona powiedziała coś, co napełniło jego słowa trwogą.

//"Nie zrobiłabym tego dla nikogo innego Mulder."//

Oczywiście chwilę przedtem próbowała mówić do niego Fox, ale szybko wymyślił coś by tego więcej nie robiła. Ten pierwszy raz wstrząsną nim wystarczająco. Za drugim razem, w szpitalu upomniała swoją mamę by nie nazywała go w ten sposób. Ale nawet wtedy, w głębi duszy chciał słyszeć swoje imię wymawiane przez Scully.

Nic porównywalnego nie usłyszał aż do czasu Nowego Meksyku, kiedy przeciągnęła go przez pół kraju do tego pokoju hotelowego. Po ty jak jasno określiła, że jest zdany na własną rękę, zaskoczyło go ryzyko jakie dla niego podjęła. To co potem powiedziała przeniknęło jego duszę.

//"Byłam pewna, że będą chcieli cię zabić Mulder."//

Tyle było emocji i znaczeń w tym prostym i cichym oświadczeniu, że nawet nie próbował ich zrozumieć.

Były czyny, które mówiły więcej niż słowa. Tysiące razy ocalała jego kark, narażając siebie samą na niebezpieczeństwo. Łamała prawo, ratowała go przed kongresem, narażała swoją karierę, stała się zbiegiem i nawet zaprzeczała swoim własnym przekonaniom dla niego, wszystko dla niego. Wiedział, że nigdy nie spłaci jej tego długu. Nigdy.

W świetle wszystkiego czego doświadczył, spojrzenie pełne troski znaczyło dla niego najwięcej. Czasami słowa tylko komplikują sytuację. Jak wtedy, gdy wymierzył w nią swoją broni, pod wpływem Modell'a. Strach i zaufanie zmieszane w jej oczach i samotna łza będąca ich jedynym wyzwoleniem. W tej rozdzielającej sekundzie wiedział co do niego czuje.

Uświadomili sobie to wtedy ale podświadomie zaprzeczyli temu.

Ale teraz . . . nie chciał zapomnieć. Nie chciał zaprzeczać.

Z nagłą potrzebą chwycił swój płaszcz i wybiegł.

Musi znaleźć Scully.

**************************

Szczęśliwie była już późna wiosna i pogoda pozwoliła jej na spacer bez płaszcza. Zostawiła go w biurze, kiedy z niego wybiegła ale nie chciała wracać po niego. Nie wiedziała jak długo zajmie jej odbudował swoich wewnętrznych murów. Za każdym razem gdy zbliżali się do *tej* granicy, coraz więcej czasu zajmowało jej nałożenie ochronnych barier na uczuciach.

Nie zwracając uwagi na kierunek w jakim zdąża minęła promenadę i Oczko Wodne. Ale kiedy podniosła wzrok i zobaczyła, że stoi przed ławką w parku na której tyle razy przesiadywała tyle razy z Mulderem, wiedziała że to podświadomość kierowała jej krokami. Z ciężkim westchnieniem usiadła, odchylając głowę i zamykając oczy.

Po tym wszystkim co przeżyła dochodziła do wniosku, że miłość i przeznaczenie przeplatają się nawzajem w przyszłości jej i Muldera. Prawie się uśmiechnęła na wspomnienie piwa korzennego podczas obserwacji Toomsa. Zawsze się zastanawiała co by było gdyby wtedy przyniosła mrożoną herbatę.

Wszystkie te półuśmieszki i marszczenia brwi wróciły do niej w kalejdoskopie wspomnień. Zawsze ją to zdumiewało jak one na nią działały. Miłość i pasja, poświęcenie i żarty. Tak łatwo było pozwolić wślizgnąć się mu do jej serca.

Gesty. Jak wtedy gdy położył rękę na jej policzku po śmierci jej ojca. Lub gdy pogłaskał ją po plecach lub przykrył jej rękę swoją. Albo gdy odsunął kosmyk włosów z jej twarzy lub gdy przytulił ją . . . tak jak wtedy gdy o mało co nie zginęła w Wisconsin lub po śmierci Mellisy.

I w końcu jego słowa. Zawsze były krótkie. Zduszony dźwięk jego głosu wołający jej imię gdy zmagał się z narzuconą wolą Modell'a. Zupełnie tak jakby słyszała głos samego boga. Te bezceremonialne komentarze. Zawsze ją zastanawiało co stoi za nimi.

//"Uważam, że jest całkiem możliwe, że ktoś może uważać ciebie za atrakcyjną."//

//"Scully . . . Co masz na sobie?//

Wszystkie one miały w sobie cząstkę prawdy. Coś z czego obydwoje doskonale zdawali sobie sprawę a jednocześnie temu zaprzeczali. i będą tego świadomym podjęli nieświadome decyzje by nigdy nie przyznać się do tej wiedzy.

Ale coraz trudniej przychodziło jej okłamywać go, okłamywać samą siebie. Czasami miała ochotę wsiąść go w ramiona i nigdy nie wypuścić. Powiedzieć mu o jej miłości i oddaniu i jej ukrytych snach o przyszłości. Przyszłości z nim.

Siedząc na ławce podniosła ponownie głowę, jej spojrzenie skoncentrowało się na wodzie. Boże, tak bardzo chciałaby znać teraz odpowiedzi.

Tak bardzo by chciała by Mulder był tu teraz.

**************************

Mulder wyszedł z biura i po chwili był już na promenadzie. Nie wiedział czy będzie tam, ale miał nadzieję że tam będzie. Kiedy wyszedł zza rogu, zobaczył rudą głowę opierającą się o oparcie ławki. Wolno podszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu zanim spojrzała w górę i zobaczyła jego twarz nad sobą.

Nie pytając o zdanie, obszedł ławkę i usiadł, spoglądając na nią. Ich spojrzenia spotkały się a ogień sprzed godziny wybuchł na nowo zupełnie jakby czas pomiędzy nie istniał.

Ponownie zapadł cisza a ich oczy oderwały się od siebie. Minęły długie sekundy i Mulder poczuł walenie w piesi. Nadal obawiał się tego, odpowiedzi ale tym razem wiedział, że musi je poznać. Musi ją o to spytać. Musi poznać prawdę raz na zawsze. Musi.

"Czy zabiłoby cię to gdybyś uwierzyła w jedną z moich teorii Scully?" Spytał nagle.

Mimo iż starał się ukryć to, usłyszała w jego głosie wahanie. Spojrzała w jego oczy i tam zobaczyła prawdziwe pytanie. Zaskoczyło ją a nawet zraniło, że w ogóle musi pytać o to, po tym wszystkim.

[Czy możesz choć raz uwierzyć we mnie?]

Obserwowała mężczyznę siedzącego obok niej i widziała emocja pojawiające się w jego oczach, wyraz jego twarzy. I wtedy zdała sobie sprawę co naprawdę miał na myśli mówiąc o wieże. Tu i teraz wiedziała, że musi znać prawdę. Zasługuje na nią. Oboje zasługują.

"Mulder, każdą z twoich teorii uważnie rozważam." Odpowiedziała. Na każde z jego pytań, to wypowiedziane i to nieme. W jakiś sposób wiedziała, że domyśli się.

Mulder zobaczył odpowiedź w jej oczach. Mimo iż mówiła to już wcześniej tym razem poruszyło go to bardziej niż kiedykolwiek. Tym razem podteksty w jej słowach znaczyły tak wiele. Głębokość uczuć, którą podejrzewał ale nigdy nie wyobrażał sobie zobaczyć ją.

[Zawsze w ciebie wieżę.]

Przysunęli się do siebie. Cała złość jaką w sobie nosili zniknęła bez śladu. Jej miejsce zajął teraz ogień w ich oczach. Rozpalony długo skrywaną tęsknota i pasją. W tej chwili, te małe iluzje, których tak się trzymali pękły.

Oboje wiedzieli, że była taka chwila gdy mogli jeszcze zawrócić. Zaprzeczyć wszystkiemu co zobaczyli, temu co sami czuli. Ale teraz było już za późno. Zaszli za daleko.

"Dana." Powiedział Mulder głosem ledwie głośniejszym od szeptu.

"Co Mulder?" Odpowiedziała wiedząc, że to jest to. Ich ostatnia szansa na odwrót. Ale żadne z nich nie cofnęło się.

"Dlaczego zachowujemy dystans pomiędzy nami? Nie tego bym chciał i myślę że ty również." Powiedział podnosząc głowę by spotkać jej spojrzenie.

"Ja . . . szczerze?" Spytała a Mulder kiwną głową by kontynuowała. "Nie, ja również tego nie chcę. Ale nie możemy przekroczyć granicy. Praca jest dla nas zbyt ważna by iść na ustępstwa z powodu niewłaściwych kroków."

"Niewłaściwych ? Nie uważasz, że udało by się?"

Scully opuściła głowę. Po raz pierwszy nie rozumieli się. Ale nie wiedziała jak mogła by wytłumaczyć mu nie używając słów, które ostatecznie naruszą granicę.

"Fox." Wyszeptała. Usłyszała jak zmienił się jego oddech, stał się krótki i gwałtowny. "Jestem pewna, że udałoby się, a nawet więcej. Ale nie ma sposobu byśmy mogli to ukryć. Nie ma sposobu byśmy mogli udawać, że nie istnieje to co do siebie czujemy. Dokąd nas to zaprowadzi? Rozdzielą nas a Archiwum X zamkną. Czy warto?"

"Nie wiem Dana, ale wiem jedno, że jeżeli chociaż nie spróbujemy, będziemy tego żałować. Jeśli nie dziś, to jutro albo pojutrze."

"Zawsze wiedziałam, że kiedyś do to się stanie ale sądziłam, że dopiero gdy nas rozdzielą ponownie . . . kiedy nie będzie już niebezpieczeństw. Zastanawiam się czy nie powinniśmy poczekać do tego czasu." Wyszeptała obawiając się bardziej własnych pragnień by nie czekać bardziej niż jego odpowiedzi.

"A co będzie jeśli jutro stracę cię Dana?" Spytał głosem rozedrganym od emocji. "Jeśli dzień kiedy będę mógł otwarcie przyznać się do moich uczuć nigdy nie nadejdzie? Jeśli coś mi ciebie zabierze? Spędzę resztę mojego życie żałując, że nie powiedziałem ci prawdy kiedy miałem taką szansę."

Już trzeci raz tego dnia zapadła martwa cisza. Wiedziała co miał na myśli. Czuła to samo. Ale ustąpić teraz . . . przyznać się . . . znaczyło podjąć ryzyko.

Ale wiedziała, że jeśli straciłaby go tu i teraz, żałowałaby każdego dnia swojego życia, zastanawiając się jakby to było.

"Wiesz, że cię kocham, prawda Fox?" Oświadczyła drżącym głosem.

Sięgnął po jej rękę i mocno ją chwycił.

"Wiem Dana. Ty również wiesz, że cię kocham, prawda? Że kocham cię od początku, od naszej pierwszej sprawy?" Odpowiedział głosem wzburzonym od uczuć.

Mogła się tylko uśmiechnąć. Ta okropna sprawa w Oregonie, kiedy była tak zielona i tak nastraszona przez "Nawiedzonego" Muldera, że pobiegła do jego pokoju by sprawdził ukąszenie komara na jej plecach. Nadal nie mogła uwierzyć, że przyszło jej do głowy, że to było to samo znamię jakie mieli uprowadzeni. Śmiechu warte.

"Zakochałeś się we mnie tylko dlatego, że nie wyśmiałam twoich teorii. I dlatego, że przyszłam do twojego pokoju w samej tylko bieliźnie." Drażniła się z nim.

"O tak. Miałem wtedy ogromną ochotę złamać zakaz Biura dotyczący stosunków seksualnych między partnerami."

Ponownie zapadła cisz, tym razem jednak pełna była nadziei i tęsknoty. W chwilę potem przerwał ją Mulder.

"Dana, chcę spróbować. Wiem, że nie będziemy mogli oficjalnie się do tego przyznać w Biurze, że będziemy musieli być ostrożni i dyskretni, ale chcę być z tobą. Chcę żebyśmy byli razem. Jako partnerzy w każdym tego słowa znaczeniu." Powiedział stanowczo mimo iż jego głos ledwie głośniejszy od szeptu.

"Więc niech tak będzie. Choć G-Man, idziemy." Dodała uśmiechając się teraz. Wstając chwyciła jego rękę i pociągnęła go za sobą.

Ręka w rękę wracali do budynku FBI, rozpoczynając tym samym nowy rozdział w swoim życiu. Oparty na *ich* prawdzie.



KONIEC

Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey

Fox Mulder, Dana Scully i Archiwum X są własnością Chrisa Cartera, Ten-Thirteen Productions i Fox Broadcasting Corporation.