HIT & RUN
autor: Christina
tłumaczenie: Miss Grey

Dana Scully, śmiertelnie znudzona wolno sączyła swojego drinka, wódkę z limoną. To Mulder przekonał ją do przyjścia tutaj. Ktoś miał olśniewający pomysł by olać regulamin Biura i ... Właściwie to Scully nie pamiętał już jak to się zaczęło. Osuszyła swoją szklankę i pozwoliła barmanowi napełnić ją jeszcze raz. Spojrzała chyłkiem na Muldera, który gadał z jakąś blondyną, zdumiewająco podobną do Langley'a. Scully zmieniła tor myśli. *Do diabła z Mulderem!*. Obiecał zostać z nią dziś wieczór i znów ją wystawił. Przez jakąś durną blondynę, która wylała właśnie poncz na swoje buty, Scully utknęła w kiczowatym barze z okropną muzyką i tanim alkoholem. "Pieprzyć to wszystko." Pomyślała Scully. Stanowczym ruchem wypiła resztę drinka, wstała i wyszła

Wyszła na parking i nie troszcząc się o mżący deszcz zaczęła się rozglądać za swoim samochodem. Kiedy wreszcie go znalazła jedyne co mogła zrobić to porządnie zakląć. Ktoś zatarasował jej wyjazd. W końcu zdecydowała się przejechać przez trawnik. Zapuściła silnik i ruszyła. "Cholera!" Zaklęła kiedy uderzyła w krzaki. Samochód na chwilę zamilkł ale chwilę potem znów ruszył. "Co jeszcze mnie dziś spotka?" Spytała samą siebie jadą do domu.

Dom. To słowo jeszcze nigdy nie brzmiało tak wygodnie. Scully weszła do mieszkanie myśląc o gorącym prysznicu i ciepłym łóżku. *Nie, Dana.* Poprawiła się w myślach. *Zimnym, pustym łóżku.* Powiedziała swoim myślom, żeby poszły do diabła i zaczęła zdejmować buty, biżuterię, małą czarną sukienkę, przygotowując się do prysznicu.
Scully wyszła z łazienki ociekając wodą. Zaczęła się właśnie wycierać kiedy zadzwonił telefon. Kto do diabła dzwonił o pierwszej w nocy? Okręciła wokół siebie ręcznik i zostawiając na dywanie mokre ślady weszła do sypialni. Starając się by jej głos zabrzmiał w miarę cywilizowanie dla tego głupca, który przerwał jej prysznic podniosła słuchawkę.
"Tak?"
"Hm, Agentka Scully?" Spytał miły baryton. "Tu mówi Pat Neale z Johns Hopkin's Trauma Center. Dziesięć minut temu przyjęliśmy Agenta Muldera." Scully poczuła jak ogarnia ją panika. "Został potrącony przez samochód. Jest w krytycznym stanie. Czy może pani przyjechać?"
"Będę za kwadrans." Odpowiedziała Scully i już w połowie ubrana odłożyła słuchawkę.

"Gdzie jest Agent Fox Mulder?"
"Pokój 218. Ale jeśli nie jest pani krewną musi pani spytać dr. Levengold o pozwolenie." Odpowiedziała recepcjonistka i wskazała ręką kobietę stojącą parę metrów dalej.
"Jestem Dana Scully." Przedstawiła się, przerywając rozmowę, w którą zaangażowana była lekarka. "Chciałabym zobaczyć się z Foxem Mulderem."
"Przykro mi pani Scully, to nie moż ..."
"Dr. Scully. Jestem lekarzem i partnerem Muldera. W jakim jest stanie?"
Lekarka wzięła głęboki oddech i spojrzała przepraszająco na osobę, z którą przed chwilą rozmawiała. "Dość złym." Powiedziała ale natychmiast dodała. "Prawdopodobnie wyjdzie z tego."
"Jaki jest rozmiar jego obrażeń?" Spytała Scully z łatwością dostosowując się do lekarskiego żargonu, w sercu obawiając się zwrotu 'prawdopodobnie'. Kobieta spojrzała na kartę. "Zobaczmy. Ma złamaną prawą rękę i nadłamaną piszczel. Cztery złamane żebra, numer 3, 4, 7, i 8. Numer 4 przebiło prawe płuco. Proces oddychanie został przerwany i to nadwerężyło wątrobę." Dr. Levengold kontynuowała wyliczanie obrażeń Muldera, nie zauważając, że Scully robi się coraz bardziej blada. "Poważnie uderzył się w głowę ..." Przerwała na chwilę i spojrzała Scully w oczy. "Był nie przytomny kiedy go tu przywieziono i do teraz nie obudził się. Dopóki to się nie stanie ... nic więcej nie można powiedzieć."
Nie czekając na więcej, Scully odwróciła się i zaczęła biec w poszukiwaniu pokoju 218. Kiedy go w końcu znalazła, weszła nie zważając na dziwne spojrzenie pielęgniarek i dyżurnych.

Stanęła na progu sparaliżowana widokiem. Mulder leżał w bezruchu wśród plątaniny rurek i przewodów. Jedynym dźwiękiem przerywającym ciszę było brzęczenie urządzeń monitorujących jego stan. "O mój Boże." Wyszeptała a cała złość za dzisiejszy wieczór zniknęła. Cicho usiadła na krześle po lewej stronie lego łóżka. Wiedziała śmierć niezliczoną ilość razy, widziała poprzednie obrażenia Muldera ale nigdy *takie*. Wszystkie lata spędzone na autopsjach o egzaminach nie przygotowały jej na bladość jego skóry i płytkość jego oddechu.
"O mój Boże." Wyszeptała ostrożnie kładąc głowę na brzegu łóżka. Nieświadomie powtórzyła zachowanie Muldera, który zaledwie parę miesięcy temu był w takiej samej sytuacji kiedy leżała osłabiona rakiem. Scully modliła się, błagając siły wyższe, kimkolwiek czy czymkolwiek one były, by pozwoliły jemu żyć.
"Nie umieraj, Mulder. O, Boże, nie pozwól mu umrzeć. Nie teraz. Nie zanim nie skończy, zanim nie znajdzie swojej siostry. Boże, nie pozwól mu umrzeć." Nie była pewna czy wypowiedziała to na głos ale po kilku sekundach nie miało to już znaczenia.

"Czuwasz? Jestem wzruszony." Przerwał jej cichy głos.
"Mulder? O mój Boże, jak ... jak się czujesz?"
"Jak ktoś potrącony przez samochód." Chciał się zaśmiać ale skończyło się na grymasie bólu. "Cholera, co się stało? I dlaczego nie dali mi czegoś na ból?"
"Uderzyłeś się w głowę, Mulder, między innymi. Nie mogli ci nic podać dopóki nie określą w jakim stanie jest twoje głowa." Scully zauważyła w swoim głosie szpitalną ton i znienawidziła się za to. "Mój Boże. Tak się o ciebie martwiłam." Powiedziała cicho. "Tak bardzo." Dodała szeptem.
"Wszystko będzie dobrze." Zapewnił ją Mulder. "Nie pierwszy raz jestem w szpitalu."
Scully zorientowała się, ż to on pociesza ją. "Co się stało? Pamiętasz? Nikt mi nie powiedział .."
"Kiedy zauważyłem, że cię nie ma wybiegłem na parking ale twojego samochodu już nie było. Chciałem wrócić do środka i wtedy ... bam!" Scully zamarła i ścisnęła rękę, którą nie wiedząc o tym trzymała. Krzaki...! To nie były krzaki, to był Mulder! O mój Boże! O mój Boże!
"Scully?" Głos Muldera przywołał ją z powrotem do szpitala. "Wszystko w porządku?"
"Tak, tak." Wyszeptała i zmusiła się do bladego uśmiechu. "Po prostu ... wyobraziłam sobie to..."
"Hej, jesteś przemoczona!" Zauważył dotykając jej mokrych włosów. "Wracaj do domu. Przecież nigdzie się nie wybieram."
"Ja również." Uparła się Scully.
"Dobrze, jeśli nalegasz." Odpowiedział i spojrzał na pielęgniarkę, która właśnie weszła do pokoju. "Dlaczego nie podano mi jakiś leków przeciwbólowych?" Spytał przyglądając się jak podaje mu jakiś zastrzyk. Po chwili zasną.

Scully obudziła się czując czyjąś obecność w pokoju. To był Skinner. Wymotała się z koca, którym ktoś troskliwie okrył ją w nocy.
"Sir?" Spytała mężczyznę stojącego tuż obok łóżka Muldera w niemal ojcowski sposób.
"Oh, obudziłaś się. Dzień dobry Agentko Scully." I uprzedzając jej niewypowiedziane pytanie dodał. "Mulder czuje się dobrze."
"Uh, dzień dobry sir. Czy mogę się dowiedzieć jak pan się tu dostał? Pokrewieństwo ..." Przerwała przypominając sobie, że ona również nie jest rodziną Muldera. Skinner uśmiechnął się.
"W ten sam sposób co ty, a poza tym nie mieli by chyba serca wyrzucając nas stąd, zwłaszcza, że jego matka się nie pokazała." Zastępca dyrektora starał się by w jego głosie nie było złości, która w nim wrzała z tego powodu. Spojrzał na kobietę stojącą przed nim, na jej włosy skręcone w nastroszone loki, będące dużym kontrastem do jej zwykle idealnego uczesanie, na ciemne smugi pod oczami. "Idź do domu, Dana." Powiedział. "Zostanę tu jeszcze jakiś czas. Zjedz jakieś śniadanie i prześpij się." Chciała zaprotestować ale Skinner udając surowość powiedział. "To rozkaz. A teraz idź." I na koniec dodał bardziej delikatnym tonem. "Wszystko będzie dobrze." Widząc, że nie zdoła przekonać Skinnera wyszła rzucając niewyraźne słowa na pożegnanie.

Zanim się zorientowała jechała już autostradą. Potrąciła Muldera. O mało go nie zabiła. Boże! I co teraz ma zrobić. Jej palce zbielały od ściskania kierownicy. Nie mogła mu tego powiedzieć. Ale nie mogła również mu nie powiedzieć. Jak zareaguje na to? Co zrobi? Nie może mu przecież powiedzieć: "Przykro mi kolego, ale to ja cię potrąciła i o mało nie zabiłam. Nadal jesteśmy przyjaciółmi?"

Wzięła głęboki oddech próbując się uspokoić, ale poskutkowało to jedynie przegapieniem jej zjazdu. Zjechała z autostrady na następnym zjeździe i nadrobiła straconą drogę. *Myśl Dana. Rozsądek. Tego ci potrzeba.* Jednak jej umysł daremnie szukał rozwiązania.
Scully starała się wyobrazić reakcję Muldera. Czy wybuchnie gniewem? Zbędzie to dowcipem? Ucichnie i zaduma się? Znała go tak dobrze a nie mogła przewidzieć jego reakcji. Do diabła, nie wie nawet jak ona sama zareagowałaby na jego miejscu.

Nagle Scully poczuła, że wcale nie ma ochoty wracać do domu i zamiast tego zatrzymała się obok małej piekarni. Nie jadła śniadania, nie mówiąc już o wczorajszej kolacji. Była bardzo głodna. Szybko poprawiła potargane włosy i rozmazany makijaż zanim wysiadła z samochodu.
Kiedy weszła do sklepu odkryła z ulgą, że nie było tam innych klientów. Nie miała ochoty czekać dziś w kolejkach. Podeszła do kasy, przy której stała miła starsza kobieta. Na plakietce przypiętej do uniformu napisane było 'Angela'.
"Dzień dobry. Poproszę kanapkę z jasnego chleba z serem i małą ... nie, dużą kawę. Na wynos."
"Oczywiście." Sprzedawczyni przygotowała kanapkę i kawę. Podczas wydawania reszty jej spojrzenie spoczęło na złotym krzyżyku jaki Scully miała na szyi.
"Jan 8:32." Powiedziała.
"Słucham?"
"Jan 8:32. Życzę miłego dnia." Angela uśmiechnęła się i zniknęła na zapleczu. Zapominając o swoim dylemacie Scully starała się przypomnieć jak brzmiał ten cytat. Nauczyła się ich tyle w Szkole Katolickiej. Co to było...? *Cóż, kiedy wszystko inne zawodzi, zadzwoń do mamy.* Scully wyciągnęła telefon komórkowy i nacisnęła przycisk nr 2 szybkiego wybierania.
"Część Mamo, to ja."
"Witaj kochanie! Jak się czujesz?" Ciepły głos matki uspokoił Scully.
"Dobrze, Mamo." Ton jej głosu zaprzeczał temu ale Maggie Scully postanowiła zignorować to. "Czy nie pamiętasz przypadkiem co to jest za cytat, Jan 8:32?"
"Dana, jestem zdziwiona, że nie pamiętasz, uwielbiałaś go: 'I wtedy poznasz prawdę, a ona cię wyzwoli'" Scully o mało co nie upuściła telefonu. Skąd sprzedawczyni wiedziała? Scully przypomniała sobie, że kiedyś nazwała ten cytat najwyższą prawdą zawartą w Biblii. Musi mu powiedzieć ...
"Dana? Kochanie, jesteś tam jeszcze?""O, tak mamo. Jestem." "Jesteś pewna, że wszystko w porządku? Co u Foxa?" Niespodziewanie Scully wybuchła płaczem."O, Mamo. Został potrącony przez samochód, nie wiem co robić ... "
"Jak się czuje?" Spytała Maggie. Wiedziała jak bardzo jej córce zależy na Foxie, i na odwrót. Oni siebie potrzebowali. Fakt, że Dana teraz płacze potwierdzał tylko ten fakt.
"Chyba dobrze. To znaczy na pewno. Mam nadzieję. Nadaj nie są pewni, a ja się wiem co robić!" Scully czuła jak część jej samej każe jej się uspokoić i przestać płakać jak idiotka a druga część chciała po prostu siedzieć i pozwolić mamie wszystko naprawić.
"Kochanie, pozwól lekarzom zając się Foxem, wiesz że zrobią wszystko co w ich mocy. Twój Fox wyzdrowieję szybko." Scully chciała zakwestionować 'twój' ale zaniechała, wiedząc że będzie to bezskuteczne. "Nie musisz nic robić. Tym razem kochanie, nie jesteś lekarzem. Po prostu bądź tam." Maggie była zaintrygowana. Dana nie płakała by tak jak teraz, chyba że Fox byłby poważnie ranny, może nawet śmiertelnie ... "Prawda cię wyzwoli, Dana. Powiedz mu." Poczym Maggie rozłączyła się.
Drażniący ucho dźwięk jeszcze przez chwilę wydobywał się z telefonu zanim Scully nacisnęła przycisk 'end'. Skąd wiedziała? Scully przypomniała sobie zadziwiającą umiejętność mamy do wyciągania wniosków z minimalnej ilości faktów.*Już dwa razy, ktoś poradził ci, żebyś mu powiedziała. Zabawisz się w 'do-trzech-razy-sztuka' czy zdecydujesz się teraz?*Scully zapaliła silnik i skierowała się na autosradę. Zamierza powiedzieć mu to, zanim straci odwagę.
Scully wbiegała po pokonując dwa stopnie za jednym razem - niełatwa rzecz dla kogoś o tak krótkich nogach. Przez całą jazdę próbowała znaleźć odpowiednie słowa jednak nadal nic nie wymyśliła. Zatrzymała się na chwilę biorąc głęboki oddech zanim weszła do pokoju."Mulder, nie wiem jak ..." Kto to jest do diabła? Starsza kobieta - Scully oceniła ją na przynajmniej dziewięćdziesiąt lat - leżała w łóżku, o którym Scully zaczęła myśleć jako o łóżku Muldera. Najwidoczniej, już nim nie jest. Scully odwróciła się i wpadła wprost na pielęgniarkę niosącą pusty (na szczęście) basen. Rzucając szybkie przeprosiny zapytała. "Gdzie został przeniesiony Fox Mulder? Był w tym pokoju jeszcze dziś rano."
"Pokój 820." Kobieta nieufnie spojrzała na Scully. "Powinna pani bardziej uważać ..."
"Dziękuję." Powiedziała Scully szybko i ruszyła w stronę windy, na poszukiwania pokoju 820.
Scully stojąc przed drzwiami pokoju 820 próbowała zebrać w sobie odwagę. Miała nadzieję, że stłumione głosy, które słyszała ze środka dochodzą z TV. Nie mogła czekać aż goście wyjdą, drugi raz nie zdobędzie się na taką odwagę.
Otworzyła drzwi i odgłosy zmieniły się w słowa. "... i wtedy wyszła z basenu mając na sobie tylko dół skąpego bikini a ..." Frohicke odwrócił głowę i stanął oko w oko z obiektem swojego pożądania. "Witaj Scully." Powiedział i rzucił jej swoje najlepsze, taką przynajmniej miał nadzieję, uwodzące spojrzenie. "Właśnie opowiadałem Mulderowi fragment filmu."
*Niech zgadnę jakiego.* Pomyślała Scully i przyjrzała się Trzech Muszkieterów. Langley grzebał coś przy telewizorze -- "Daj mi parę minut Mulder, a będziesz miał kablówkę z dostępem do Internetu." -- Byers próbował ... roztopić tackę z jedzeniem? Scully czuła nadchodzący ból głowy. Była pewna, że ta trójka nie wyjdzie stąd z własnej woli.
"Chłopaki? Przechodząc obok Psychiatrii widziałam jak ktoś krzyczał, że znalazł nowe dowody na poparcie teorii "Myszy są szpiegami" Pomyślałam, że może będziecie zainteresowani ...." Cała trójka była już praktycznie za drzwiami kiedy dotarła do 'Psychiatrii', rzucając przez ramię do widzenie i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia.
"Jak pozbyć się konspiratorów w trzydzieści sekund i mniej." Zażartował Mulder. "Hej, Scully."
"Hej. Lepiej się czujesz?"
"Przypuszczam, że tak. Wreszcie się zdecydowali, że nie umrę jeśli dadzą mi Tylenol, więc jestem teraz na lekach przeciwbólowych." Wskazał na kroplówkę. "Co jest w środku pani doktor? Tylko nie mów mi, że karmią mnie przez tą rurkę?" Zdecydowała się przestać kręcić i powiedzieć wreszcie to do czego się przygotowywała.
"Mulder, muszę cię za coś przeprosić. A nawet więcej." Zagryzła nerwowo dolną wargę. "To ja byłam tym kierowcą, który ciebie potrącił." I zanim zdążył zareagować przyspieszyła. "Tak bardzo mi przykro, Mulder. Myślałam, że uderzyłam w krzaki. Nie zdawałam sobie sprawy, że to był człowiek, a tym bardziej TY. Przepraszam, Mulder. Mój Boże, tak bardzo mi przykro. Zrobię wszystko, tylko wybacz mi!"
Mulder był ... zamroczony. Tak, to było to słowo. *Studia w Oxfordzie są całkiem przydatne.* Nie mógłby być wściekły na Scully, nie po tym wszystkim co przeszła dla niego i dla Archiwum X. Właściwie to spodziewał się czegoś takiego. Nie zrobiła tego specjalnie ale gdyby był na jej miejscu zrobiłby to już dawno temu. Bóg raczy wiedzieć jak bardzo na to zasługiwał. A swoją drogą te przeprosiny mogą być całkiem zabawne.
"Wszystko, Scully?" Spojrzał na nią z ukosa.
"Wszystko." Potwierdziła. Nie cofnie swoich słów, ale ciekawe w co się wpakowała?
"Cóż, zawsze lubiłem bicze i kajdanki."
Scully zatkało. A nawet więcej. Stała krztusząc się i próbując uspokoić oddech, podczas gdy oczy Muldera śmiały się.
"Przepraszam." Powiedziała pomiędzy dwoma wdechami. "Coś musiała dostać się do tchawicy."
Mulder bawił się świetnie, ale nie mógł tak bardzo niepokoić jej. Wiedział, że zrobiłaby to. Kiedy Dana Scully coś obiecuje, dotrzymuje słowa, cokolwiek by się stało. W rzeczywistości Mulderowi nie zależało *tak bardzo*. Chciał czegoś bardziej wyrafinowanego, i nie miał chciał by następnym krokiem w ich związku były przeprosiny, tym razem jego.
"Cóż. Widząc jak gwałtowną niechęcią zapałałaś do tego pomysłu, zapomnijmy o tym i lepiej przynieś brązową papierową torbę z mojego ... Hej, gdzie właściwie jest mój samochód?"

"Na parkingu przed szpitalem." Odpowiedział ciepły głos a Maggie Scully stanęła w progu. "Pan Skinner zadzwonił do mnie i spytał czy nie mogłabym odebrać samochodu Foxa z policyjnego parkingu. Oh, przepraszam kochani ale musiałam powiedzieć, że jestem twoją teściową. Chyba nie masz nic przeciwko temu?"
"Absolutnie nic, Pani Scully. To całkiem prawdopodobny scenariusz." Mulder uśmiechnął się szyderczo do Scully. "Chcesz pójść teraz po tą torbę? Masz chyba kluczyki do mojego samochodu?"
"Tak, mam." Scully wyszła z pokoju tak szybko jak to było możliwe. Jak dużo usłyszała jej matka? Jeżeli myśli, że ona i Mulder sypiają ze sobą, i że on zwierzał się jej ze swoich dzikich fantazji ...?! Co za wstyd. Wyjęła torbę z bagażnika powstrzymując się przed chęcią zajrzenia. Miała przeczucie, że nie spodoba jej się to co jest w środku. Kiedy wróciła do pokoju jej matki już nie było.

"Gdzie poszła mama?" Spytała rzucając torbę w objęcia Muldera. Podniósł się do prawie siedzącej pozycji. Scully była pewna, że nie jest to dla niego dobre, ale nie powiedziała ani słowa. I tak by jej nie posłuchał..
"Do sklepu z prezentami." Mulder, uśmiechając się szeroko przypominał dziecko w bożonarodzeniowy poranek.
"Po pierwsze, myślę, że to będzie znakomicie pasować do zderzaka twojego samochodu." Wyciągnął czarną nalepkę z odblaskowo-zielonym napisem "OBCY JUŻ WYLĄDOWALI!" Napis był po obu stronach ozdobiony twarzami obcych w odblaskowej zieleni. Scully jęknęła ale przyjęła nalepkę. Może powinna się jednak zgodzić na kajdanki i bicze?
"Po drugie., chcę żebyś nosiła tą plakietkę do końca moje rekonwalescencji i cztery tygodnie po niej. Codziennie."
'TEGO JUŻ ZA WIELE! WRACAM NA STATEK-MATKĘ!' Przeczytała. *O, nie. Już gorzej być nie może!"
"A na koniec, chcę żebyś używała tego breloczku do kluczyków, tak samo długo jak plakietkę." Breloczek do kluczy miał ten samo kolor co nalepka na zderzak a napis głosił: "KLUCZYKI DO STATKU-MATKI." Mulder wyszczerzył zęby. "Podoba ci się?"
"Są wspaniałe, Mulder. Jestem wzruszona. Dokładnie czegoś takiego potrzebowałam." Patrzyła na jego radość kiedy przypinała plakietkę do bluzki, strasznie wymiętej po nocy spędzonej w szpitalu. Mulder spojrzał na nią w oczekiwaniu na następny ruch. Wyjęła kluczyki z torebki i przyczepiła do breloczka. Miała ochotę znaleźć jakąś głęboką i ciemną dziurę i zaszyć się w niej. Kiedy tak patrzyli na siebie, Mulder uśmiechnięty a Scully nachmurzona, wróciła Pani Scully.

"Spotkałam dziwaczne trio w sklepie. Ten niższy, starszy spytał mnie czy jestem naprawdę spokrewniona z Daną a hipis z długimi, blond włosami spytał mnie czy chcę darmową kablówkę. To było naprawdę dziwaczne." Scully i Mulder spojrzeli na siebie i zanieśli się śmiechem.
"Wynoszę z tego, że ich znacie?" Maggie domyśliła się, że to musi być jakiś ich prywatny żart.
"Tak, Mamo. To przyjaciele Mulder. Frohicke, ten niski, jest we mnie zakochany."
Wypowiedzenie tego na głos było dla Scully bolesne. Jej myśli o Frohicke ograniczały się do jednego wielkiego EWW! "Langley to ten blondyn." Scully pomyślała krótko o blondynie, który znalazł Muldera poprzedniej nocy. "A co robił Byers? Wspominałaś o trio?"
"Tak. Ślęczał nad jednym z tych palmtopów i okazjonalnie mówił coś do pozostałej dwójki. Coś w rodzaju: Numer 1013 odwołał spotkanie. Obawia się Konsorcjum." Maggie spojrzała zakłopotana na Muldera. "Fox, kochanie, gdzieś ty ich poznał?"
"To długa historia, Pani Scully. Zajęło by to w przybliżeniu 44 minuty, i to bardziej ich historia niż moja. Nazywają siebie Samotnym Strzelcem." Wyjaśnił Mulder. "Wydają magazyn pod tym samym tytułem."
"To miło. Nie przypominam sobie, żebym to kiedyś czytała." Maggie złapała zdumione spojrzenie córki i (miejmy nadzieję) przyszłego zięcia. Zorientowała się, że coś przegapiła i zmieniła temat. "Przyniosłam wam coś ze sklepu z pamiątkami." Podała Mulderowi misia ubranego jak pan młody a córce podała magazyn "Panna Młoda".

"Mamo! Nie zamierzam wyjść za mąż w najbliższym czasie więc przestań!"
"Oh, nie byłbym tego taki pewnie, Scully. Może spotkasz kogoś wysokiego, przystojnego i ciemnowłosego, kto zwali ciebie z nóg?" Scully szybko odwróciła głowę by zobaczyć czy mówił serio czy też żartował. Bo dlaczego miałby użyć określenia tak bardzo do niego pasującego? Jedno spojrzenie upewniło ją, że Mulder żartował jednak znalazła w jego oczach coś jeszcze. Nadzieję. "Ciekawe czy utrzymałabyś się na białym rumaku odjeżdżając w stronę zachodzącego słońca?"

Chory czy nie, Scully rzuciła w Muldera poduszką uderzając go prosto w głowę. Nawet nie zauważyli jak Maggie cicho wyszła z pokoju, zostawiając ich sam na sam.



KONIEC

Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey

Fox Mulder, Dana Scully i Archiwum X są własnością Chrisa Cartera, Ten-Thirteen Productions i Fox Broadcasting Corporation.