|
ZAPROSZENIE Klucz w zamku. Scully odłożyła pocztę na stolik i rozebrała się. Była zmęczona. Zaparzyła sobie kawę i zabrała się do pisania raportu z zakończonej właśnie sprawy. Była jednak zbyt znużona dzisiejszą pracą w biurze aby kontynuować tę czynność. Wyłączyła i odłożyła swojego laptopa. Przypomniało jej się, że nie przejrzała poczty. "Może Mulder przerzucił się na tradycyjny sposób i napisał coś"- pomyślała z nadzieją, jednocześnie nie wierząc w to w ogóle. Zaczęła przekładać koperty: rachunek za kablówkę, oferta firmy "Felter", zaproszenie... Scully zatrzymała się przy ostatniej; ku jej zaskoczeniu było to zaproszenie na...ślub. Właśnie wychodziła za mąż jej przyjaciółka z Akademii Medycznej. Zaczęła powracać myślami do czasów nauki aby przypomnieć sobie czy zna Waltera Scotta...nie, chyba nie. Zrobiła sobie lekką kolację, usiadła na kanapie i włączyła telewizor. Niestety o tej porze w piątkowy wieczór można było zobaczyć jedynie horrory, które dla Scully wydawały się raczej śmieszne i filmy, które, właściwie tak jak i te pierwsze, przypominały jej Muldera. Znużona wyłączyła więc telewizor. Jeszcze raz podniosła kartkę z zaproszeniem. Ucieszyła się na myśl o niesamowitym szczęściu swojej przyjaciółki. Kiedy były jeszcze studentkami razem z Reachel, Angelą i Deby zastanawiały się, która z nich wyjdzie za mąż pierwsza. Uśmiechnęła się na myśl, że wszystkie stawiały na Reachel, która teraz wychodzi za mąż jako ostatnia..."Przed ostatnia - poprawiła się Scully – jeszcze ty Dana". Jej twarz posmutniała. Uświadomiła sobie, że to nie jedynie ciężka praca w FBI powoduje jej zmęczenie, ale przede wszystkim uporczywa, przytłaczająca - samotność. Od kiedy przenieśli Muldera uczucie to staje się coraz bardziej nie do zniesienia. "Jest piątkowy wieczór, z ty siedzisz sama w domu i nie masz ochoty nawet oglądać telewizji. Coś jest nie tak, Dana" To nie tylko samotność, przecież jest inteligentną, piękną kobietą, która jest pożądana przez wielu mężczyzn... To brak chęci do życia towarzyskiego... To ogromna tęsknota za Mulderem. Już od dwóch miesięcy się nie widzieli... "Tęsknisz za tym człowiekiem. Zależy Ci na nim, martwisz się o niego, a co najgorsze cieszysz się, z tego, że jego obecnym partnerem jest mężczyzna, a nie jakaś ładna Agentka..." Lubiła o nim myśleć, a jeszcze bardziej lubiła z nim rozmawiać. Wzięła słuchawkę telefonu i wystukała jego numer. - Mulder, to ja, nie przeszkadzam? - Nie jestem akurat w domu. Cieszę się, że dzwonisz. - Zwiozłeś już wszystkie graty z mieszkania w Washingtonie? - Nie, jeszcze parę drobiazgów zostało i w mieszkaniu i w biurze, głównie te związane z Archiwum X. - Tam nie masz takich ciekawych spraw? - Nie, same seryjne morderstwa i porwania. W jednym doszukałem się co prawda Wyjadacza Mózgów, ale wszyscy potraktowali to jedynak jako zachowanie patologiczne. Teraz mam ciekawą sprawę porwania. Porywacz porywa dzieci, które po jakimś czasie po prostu znikają. Sam jest w ogóle nieuchwytny, kontaktuje się z nami przez Internet. - Może powinieneś wziąć pod uwagę Sztuczną Inteligencję? - Ha, ha, ha. Brakowało mi twojego ironicznego głosu. - Tylko głosu? – zapytała zaczepnie. - Pewnie chciałabyś usłyszeć, że w ogóle Ciebie? - Dziękuje, usłyszałam – odpowiedziała z satysfakcją i poważnie dodała – A jak Twój nowy partner? - Jest całkiem w porządku. Pamiętasz jak mówiłem Ci o tym wypadku z bronią? - Tak. - To okazało się, że to nie on ją pożyczył, została zwrócona i wszystko się już w wyjaśniło. A co u Ciebie, nadal pracujesz z tym "Gryzi – piórkiem"? - Tak, ale Skinner powiedział, że od przyszłego miesiąca dostanę inny przydział. - Skinner wyszedł już ze szpitala? - Tak, dwa dni temu wrócił do biura. - Scully przyjedź do mnie – Mulder nie wytrzymał. - Niestety nie mogę. Akurat w ten weekend jadę do Wyoming na ślub mojej przyjaciółki z Akademii Medycznej – odpowiedziała lekko zaskoczona Scully – muszę się trochę przygotować, więc będę już kończyć...Do usłyszenia Mulder. - Do usłyszenia Scully. - Pa – Scully nie chciała jeszcze odkładać słuchawki. - Pa – Mulder też nie. Jednak po chwili milczenia usłyszał sygnał. Leżał na kanapie z komórką w ręku. Był szczęśliwy, że mógł chociaż usłyszeć głos Scully. Tęsknił tak samo jak ona. Chciał niemalże w tej chwili wystukać jej numer i ponownie usłyszeć jej głos. Opanował się jednak, odłożył telefon i ułożył się wygodnie. Zamknął oczy i zaczął wyobrażać sobie, że Scully jednak do niego przyjechała.
Ubrana inaczej niż zwykle, bo mniej "służbowo" Scully ruszyła do samochodu. Prezent i kwiaty ułożyła na tylnim siedzeniu. Miała naprawdę dobry humor: "To będzie wspaniały ślub" – myślała. W samochodzie włączyła radio i niemalże ze śpiewem ruszyła w drogę. Kiedy jednak była już na przedmieściach Washingtonu zaczęła żałować, że nie wybrała się samolotem. Droga zaczynała się jej dłużyć. Od czasu kiedy nie pracuje już z Mulderem nie wybrała się jeszcze w tak daleką podróż, brakowało jej towarzysza, choćby miał on nawet wymyślać najbardziej nierealne historie. Przypomniała jej się stara piosenka, nawet nie pamiętała kto ją śpiewał, wiedziała jedynie, że to smutna ballada: "The long and winding road", zanuciła: "...Many times I've been the lone and many times I've cried Jej droga była równie długa, i do tego niesamowicie pusta. Jedno tylko się nie zgadzało: samotna szosa w piosence miała chociaż zakręty, a tu nic, ani żywej duszy, ani nawet nadziei, że może ujrzy się ją za zakrętem... "You left me standing here a long, long time ago
Nagle Scully zobaczyła coś w oddali. W miarę jak zbliżała się do obiektu dostrzegła szczegóły. W końcu rozpoznała blokadę policyjną zorganizowaną wokół starego domu. Podjechała bliżej, blokada jednak obejmowała również szosę. Wysiadła. Z lewej kieszeni płaszcza wyciągnęła legitymacje. Natychmiast zainteresował się nią szeryf. - Co Pani tu robi? Nie wzywaliśmy dodatkowych posiłków z FBI. - Dodatkowych, co tu się słało? Policjant niechętnie, ale zaczął Scully tłumaczyć szczegóły akcji. Scully jednak przestała słuchać już po paru słowach...zauważyła znajomą jej postać. "Mulder?" pomyślała i upewniła się dopiero w momencie kiedy i on ją dostrzegł. Nie biegli, chociaż tak długi czas jaki się nie widzieli mocno pchał ich ku temu. Było to bardzo dziwne uczucie, szli, chociaż coś ze środka wyrywało się by biec, szli, nie słysząc i nie widząc nic poza uśmiechniętą twarzą drugiego Agenta. - Cześć Scully, to na mój ślub przyjechałaś? - Ja też się cieszę, że Cię widzę, Mulder. Nie wiedzieli co powiedzieć, po prostu stali z ogromną chęcią uściskania się...i ten uśmiech wyrażający nieopisaną radość ze spotkania. Po chwili Scully spostrzegła, że Mulder ubrany jest w czarną kamizelkę kuloodporną, do czapki ma przymocowaną kamerę, a od ucha do ust ciągnie mu się miniaturowy mikrofonik. - Niech zgadnę, znowu jesteś kozłem ofiarnym i wchodzisz do środka? Otworzył usta aby jej odpowiedzieć, ale przerwał mu krzyczący głos: - Nie ma czasu na pogawędki Fox, wchodzisz! Podszedł do nich Agent FBI, Mulder natychmiast przedstawił go Scully: - To mój partner, Agent Duncer, a to moja była partnerka Agentka Dana Scully. Agenci podali sobie ręce. Mulder skorzystał z okazji i udał się w kierunku wozu z urządzeniami monitorującymi. Scully została poinformowana o obecnej akcji: w budynku jest uzbrojony porywacz wraz z porwanym chłopcem – Matem. Podeszli również do wozu, złapali jeszcze Muldera, którego Scully prawie szeptem zdążyła ostrzec: - Uważaj na siebie Mulder. Ten skinął głową i udał się sam w stronę budynku. Teraz cała uwaga Scully, Duncera i jeszcze kilku policjantów skupiła się na małym ekranie. - Wchodzę do budynku. Jest stary, jak widzicie, i chyba dawno tu nikt nie sprzątał. Jestem w sa...ie... - Fox?- nie słyszę Cię – mówił do słuchawki Duncer. Mulder przystanął, poprawił mikrofon, co wywołało złowieszcze szumy. Mówił dalej. - Wchodzę na g...ę. Nic w....dz... - Fox jest coraz gorzej. Kamera na moment odwróciła się w stronę schodów...można było dostrzec porywacza wraz z chłopcem. - Widzę chłopca. Sch...dzę ...Prawd...do...nie s... .... Połączenie z Mulderem zostało utracone. Jednak kamera nadal wszystko rejestrowała. Po chwili również to zaczęło szwankować i na ekranie pojawiły się śnieżne paski sygnalizujące, że przekaz audio może w każdej chwili zostać przerwany. Scully jednak nie mogła odejść od małego telewizorka. Słyszała krzyczącą policję: - Będzie się ewakuował, przygotować posiłki... Wszyscy odsunęli się od urządzenia monitorującego, zastała tylko Scully i Agent Duncer. Obydwoje stali niesłychanie skupieni, byli pochłonięci strategią. Nagle partner Muldera rozpoznał jego zachowanie i ruszył biegiem w stronę policji przeprowadzającej akcję: - On nie wyjdzie dopóki nie odzyska chłopca! Trzeba posłać tam patrole... Szybko przejął dowodzenie nad akcją. Jednak Scully nadal nie była pewna zachowania Muldera. Podeszła do sąsiedniego ekranu, na którym transmisja była już tylko odtwarzana. W dalszym ciągu co jakiś czas spoglądając na właściwy ekran, cofnęła taśmę do momentu, w którym Mulder twierdził, że widzi chłopca. Na monitorze wyraźnie widać było nie tylko chłopca, ale i porywacza. Scully jeszcze raz przyjrzała się ujęciu, podeszła do właściwego ekranu. Wydawało się jakby coś zrozumiała..."Mój Boże Mulder" wyszeptała... obraz zatrzymał się – Mulder przystanął...jakby czegoś nadsłuchiwał... - Mulder, słyszysz mnie? – zapytała już głośno. Obraz z kamery przytaknął. Scully nie była w stanie słyszeć Muldera, ale on doskonale słyszał ją. Nagle na monitorze ukazały się dwa palce Muldera skrzyżowane w znaku X... - Mulder nie widzisz porywacza? Mulder przytaknął. - Słuchaj mnie, on jest cały czas przy chłopcu, kiedy zobaczysz Mata, porywacz będzie z nim. Jakiś policjant zauważył rozmowę Scully. Podbiegło kilku funkcjonariuszy, Duncer wyrwał jej mikrofon. - Co ty robisz!? – krzyknęła zdenerwowanym głosem. - Fox, wycofuj się, słyszysz! Porywacz prawdopodobnie jest uzbrojony w ładunek wybuchowy! - On nie widzi porywacza! – Scully krzyknęła Duncerowi do ucha. - Co?! – Agent wreszcie zwrócił na nią uwagę, lecz nadal nie chciał jej oddać mikrofonu. - To skomplikowany przypadek Agnozji. Duncer otworzył szeroko oczy nie pojmując zupełnie o czym Scully mówi. Dopiero gdy na monitorze zobaczyli chłopca, a Mulder celował w przestrzeń obok niego, zdezorientowany Agent oddał Scully mikrofon. - Mulder to ja, podejrzany opuścił chłopca. Nie ma go w polu widzenia, odwróć się. Jej były partner natychmiast wykonał polecenie. Scully ujrzała na ekranie znikającego za framugą drzwi salonu porywacza. Przekazała to Mulderowi. Ten ustawił się po prawej stronie wyjścia. Był sparaliżowany strachem. Musiał ukazać się w drzwiach, za którymi jest podejrzany, którego on jednak nie jest w stanie dostrzec. Mógł liczyć jedynie na Scully. Ta jednak była równie przerażona jak on. Zwilżyła usta i stanęła przygotowana. Teraz patrzyła oczami Muldera i całkowicie odpowiadała za jego życie. Mulder odetchnął głęboko i ruchem głowy odliczał: Raz...Dwa...Trzy! - Piętnaście po dwunastej, mój wzrost! Mulder błyskawicznie nakierował broń. Strzał. Kamera lekko drgnęła. Mulder podszedł do widzianego już porywacza. Leżał martwy z bronią w ręku. Sprawdził mu jeszcze puls aby upewnić się, że nie żyje, po chwili z chłopcem opuścił budynek. Natychmiast wlały się do niego dziesiątki funkcjonariuszy, z Agentem Duncerem na czele, aby zaopiekować się martwym ciałem porywacza. Pogotowie zajęło się chłopcem. Mulder odszukał wzrokiem Scully, ręką dał lekarzom do zrozumienia, że nie chce pomocy i ruszył w kierunku również zbliżającej się Scully. Podeszli do siebie z widocznym uśmiechem ulgi. - Dzięki Ty moja była partnerko, po raz kolejny Twoja wiara w Archiwum X uratowała mi życie - śmiał się. - Po pierwsze, nie w Archiwum X, tylko w Ciebie, a po drugie, wcale nie jestem przekonana, że go nie widziałeś, myślę, że go po prostu nieDOwidziałeś –ironizowała Scully. Mulder spoważniał: - Jak to jest Scully, że jesteś zawsze kiedy Cię potrzebuję? Scully przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć jedynie wpatrywała się w oczy Muldera. - Może po prostu to ja przynoszę Ci pecha? – zażartowała. - Od kiedy to wierzysz w pecha? Rozmowa toczyła się jeszcze parę minut do póki Scully nie przypomniała sobie, że musi jechać na ślub. Pożegnali się i Scully ruszyła dalej. Mulder został sam. Po krótkiej rozmowie z Agentem Duncerem udał się swoim samochodem do domu. Jadąc nie mógł pozbyć się wrażenia, że Scully jest jego Aniołem Stróżem. "Jest zawsze wtedy kiedy jej potrzebuję" – myślał. Jednocześni dobrze wiedział, że nie potrzebuje jej tylko w chwili zagrożenia życia... potrzebuje jej przez całe życie. "Tylko ona uwierzy we wszystkie najdziwniejsze historie jakie wymyślam i będzie gotowa mi pomóc. Tylko ona jest tak dobranym partnerem dla mnie...oj, przestań sentymentalizować Mulder..."
Scully stała w kościele, była szczęśliwa. Już prawie zapomniała o tym, co wydarzyło się kilka godzin temu. Była teraz całkowicie pochłonięta uroczystością, nie słyszała nawet wchodzących, spóźnionych ludzi. Ktoś zajął miejsce tuż obok niej. - Czy tacy grzesznicy jak ja mają w ogóle wstęp do kościoła? – wyszeptał. - Mulder jak mnie znalazłeś? - To jeden z dwóch kościołów w Wyoming, w którym jest dzisiaj ślub. - Objechałeś całe Wyoming? - No, prawie. Zbliżyła się najważniejsza część uroczystości. Kapłan przytoczył cytat z Pierwszego Listu do Koryntian Świętego Pawła; fragment Hymnu do Miłości: "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, Mulder i Scully słuchali w skupieniu. - Czy Ty, Walterze Scott, bierzesz sobie tę, oto Reachel Emers za żonę... Mulder spojrzał na Scully, stała wpatrzona w pannę młodą, była niemalże tak samo wzruszona jak ona. Mulderowi myśli podyktowały "TAK", odwrócił głowę... -...i przyrzekasz, że go nie opuścisz aż do śmierci? Scully patrzała na przyrzekającą wierność i miłość przyjaciółkę, a w sercu przyrzekała to samo Mulderowi "I że Cię nie opuszczę aż do śmierci" Teraz stali i wpatrywali się w parę nakładającą sobie obrączki. Ich wzrok był jednak nieco dziwny, rozmyty. Serca biły też jakoś szybciej. Nawet powietrze, które wdychali, było inne, jak gdyby wiedziało, że teraz musi dać z siebie wszystko aby pomóc Chwili... Mulder wyszeptał: - Chciałbym aby nasza znajomość miała też taki finał. Scully spojrzała mu w oczy. - Myślę, że tak się stanie. I słowa kapłana zabrzmiały inaczej... - Ogłaszam Was mężem i żoną. Pan młody może pocałować pannę młodą. Ich powieki, które przez sześć lat czekały na ten właśnie moment, powoli opadły, spragnione siebie usta splotły się w czułym pocałunku. Nie znajdowali się już w Wyoming, nie byli już nawet w kościele – byli nigdzie, byli wszędzie - byli sami w całym wszechświecie, a dookoła nich jedynie ogromna, otulająca ich swoim ciepłem, MIŁOŚĆ.
KONIEC
Opowiadanie zostało skopiowane ze strony Miss Grey : http://www.aci.pl/~missgrey
|