"Życie po życiu"
czyli istota wieczności człowieka
Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka Raymonda A. Moody'ego "Życie po życiu". Jako że tytuł jest elektryzująco ciekawy dla poszukiwacza dowodów na paranormalne aspekty egzystencji człowieka, więc z zapartym tchem zacząłem ją czytać. Na początku spodziewałem się naukowego, zwięzłego i co najważniejsze obiektywnego wykładu o zjawiskach towarzyszących śmierci człowieka, bo właśnie publikacje tego typu wydają się najbardziej wiarygodne i mogą stanowić punk
t do dalszego rozszerzania tematu w oparciu o własne zdanie czy doświadczenia. Niestety autor już we wstępie zaznacza, że mimo iż z całych sił starał się być obiektywny to nie może tego zagwarantować. I rzeczywiście tej książki do obiektywnych nie można zaliczyć. Ale najpierw trochę o samym autorze. Raymond A. Moody przyznaje się do tego iż w momencie pisania książki nie miał znaczących kontaktów z literaturą dotycząca zjawisk paranormalnych czy okultystycznych, oraz do tego, że nigdy sam nie otarł się o śmierć, więc własnych doświadczeń w tej mierze nie ma. Dodatkowo autor wyjaśnia swoje poglądy religijne i informuje czytelników, że należy do Kościoła metodystów i że w domu rodzinnym od małego wpajano mu wyższe wartości chrześcijańskie, które uważa za słuszne i szlachetne.Ciekawą rzeczą jest również podziękowanie na początku książki skierowane do kilkunastu osób, które jak stwierdza sam autor "zachęciły", "skłoniły" go do zajęcia się sprawami zjawisk z pogranicza śmierci i stopniowo "popychały" go w kolejnych etapach prac. Ja gdybym odkrył coś równie fascynującego to chyba bym po nocach nie spał tylko szukał dowodów i świadków, bez oglądania się na to czy inni mi pomagają czy nie. Ale w końcu ja jestem tylko skromnym pasjonatem paranauk...
Co do samych opisów
zjawisk towarzyszących śmierci autor książki na początku przedstawił jakby modelowy przykład takiego doznania. Został on oparty o piętnaście elementów, z których każdy powtarzał się w pewnej części przypadków:"(...)Człowiek umiera i kiedy znajduje się w momencie największego cierpienia fizycznego, dochodzi do niego głos lekarza oznajmiającego jego śmierć. Wtedy zaczyna słyszeć przykry hałas, głośne dzwonienie albo szum, i w tej samej chwili czuje, że bardzo szybko porusza się w długim ciemnym tunelu. Pot
em nagle spostrzega, iż znajduje się poza swoim fizycznym ciałem, ale nadal przebywa w fizycznym bezpośrednim otoczeniu i widzi swoje ciało z pewnej odległości - jak widz w teatrze. Oszołomiony, zmieszany obserwuje nadal zabiegi reanimacyjne. Po chwili odzyskuje panowanie nad sobą i jakby przyzwyczaja się do tej przedziwnej sytuacji. Spostrzega, że nadal ma "ciało", ale bardzo rózne od dotychczasowego i obdarzone innymi możliwościami niż to fizyczne, które zostawił. Wkrótce zaczynają się dziać niezwykłe rzeczy: Pojawiają się inni, żeby mu pomóc. Widzi duchy krewnych i przyjaciół, którzy zmarli wcześniej i pojawia się przed nim pełen miłości, promieniujący ciepłem duch, którego nigdy dotąd nie spotkał, jakaś świetlista istota. Zwraca się ona do niego bez słów, żeby dokonał oceny swego życia, i pomaga mu w tym, ukazując natychmiast panoramę minionych ważniejszych wydarzeń. W pewnej chwili zdaje sobie sprawę, że zbliża się do jakiejś bariery, czy granicy - zapewne granicy pomiędzy życiem ziemskim i przyszłym. A jednak wie, że musi wrócić do doczesności, że czas jego śmierci jeszcze nie nadszedł. Nie chce tego, gdyż pogrążony w uczuciu niezwykle intensywnie przeżywanej radości, miłości i spokoju jest zachwycony tym, co się z nim dzieje. Pomimo to łączy się jakoś ponownie ze swym fizycznym ciałem i żyje nadal.(...)"Powyższy fragment to przykład braku obiektywizmu autora, gdyż w ewidentny sposób uogólnił on kilkadziesiąt, czy kilkaset różnych przypadków, w których wiele z piętnastu powyżej zawartych elementów nie występuje, we wzór, który wygląda na zaczerpnięty z Biblii.
Ponad to Raymond A. Moody nie podaje nazwisk, ani innych personalnych szczegółów osób, których zetknięcia ze śmiercią są opisane w książce. Tłumaczy, że jest to spowodowane chęcią ochrony osób, o których pisze. To w porządku wobec nich, ale nie bardzo wobec innych. Mając dane osobowe tych ludzi można byłoby określić z jakich warstw społecznych pochodzą, z jakich kultur, środowisk i wtedy dokładnie określić skąd biorą się wspomnienia ze "śmierci" podo
bne do Biblijnych.Jednakże pomimo braku konkretnych danych osobowych pozwoliłem sobie na wytypowanie na podstawie zawartych w książce informacji "modelowej" osoby opowiadającej o swojej "śmierci" doktorowi Moody'emu. Wiemy, że autor książki studiował filozofię, etykę i teologię oraz że ze swoimi wykładami o przeżyciach z pogranicza śmierci pojawiał się w paru uniwersytetach Stanów Zjednoczonych. Wtedy to podobno przychodziło do niego najwięcej osób chcąc
zwierzyć mu się ze swoich przeżyć. Mamy więc do dyspozycji w większości ludzi o wyższym wykształceniu humanistycznym, filozoficznym, teologicznym i historycznym, bo najprawdopodobniej do takiej grupy społecznej trafiał doktor Moody. Większość z nich był również najprawdopodobniej chrześcijanami. Stąd moim zdaniem większość opisanych w książce przeżyć to prawie hagiograficzne historie.Nie chcę tu umniejszać znaczenia obserwacji doktora Moody'ego. Pragnę jedynie wykazać brak szerszego spojrzenia na sprawę i oczywisty brak obiektywizmu. Autor książki nie zastanawia się dlaczego w wielu przypadkach śmierci klinicznej ludzie nic nie pamiętają, albo czemu pewna skromna część opisanych w książce przypadków zupełnie nie pasuje do "modelowego" przeżycia. Sądzę, że gdyby wybrać z ludności świata dziesięć osób pochodzą
cych z różnych kultur, środowisk, warstw społecznych i rejonów globu ziemskiego, to każda z nich miałaby zupełnie różne przeżycie z pogranicza śmierci. Dowodzi to tylko tego, że żadna z nich nie miałaby racji. Dowodziło by to tego, że podczas odłączenia się od ciała fizycznego nasza energetyczna "dusza" przechodzi jakby w inny stan bytu. Stan, w którym ma nieograniczoną możliwość poznania i odczuwania. Sprawia to, że po powrocie do ciała z powodu niskich możliwości interpretacyjnych nasz mózg stara się przerobić wspomnienie z "bycia martwym" na coś "strawnego" dla świadomości, jakby chroniąc się przed niezrozumiałą i zbyt potężną wiedzą jakiej doświadczyła energetyczna świadomość, stąd wizje jakby “pobrane” z zestawu naszych wyobrażeń o śmierci zdobytych podczas życia z religii, wychowania czy środowiska. W książce "Życie po życiu" zawarte są również próby wyjaśnienia przez autora swoich obserwacji. Pierwszą jest wyjaśnienie nadnaturalne, jako jedyne uznane za możliwe i bardziej prawdopodobne niż wyjaśnienia farmakologiczne, fizjologiczne, neurologiczne czy psychologiczne. Z tym się w pełni zgadzam.Podsumowując, radzę przeczytać tę książkę, bo warto. Moje własne przemyślenia o istocie przeżyć z pogranicza śmierci są jedynie w opozycji do jednostronnego spojrzenia autora, ale opisane w książce przypadki są bogatym źródłem wiedzy.
Każdą osobę pragnącą podzielić się ze mną swoimi opiniami o sprawie lub książce proszę o przesłanie ich na
albert@neti.pl .