Porównanie
z
Nadwozie:
Zewnętrzne różnice pomiędzy tymi modelami widać na zdjęciu powyżej, ale wersji dziewięćsetki
jest kilka i który komu się podoba to jego sprawa. Różnice wpływające na
komfort i przyjemność z jazdy odkryłem dopiero w środku.
Wnętrze:
Pierwsze co wywołało uśmiech na mojej twarzy w "sportowej" wersji "pięćsety"
to skóra na kierownicy (skóra jest także na lewarku zmiany biegów), ale
nie to jest głównym powodem radości z posiadania żółtego (nie koniecznie)
"dragstera". Powodem są fotele, może nie typowo sportowe, ale dużo, dużo
wygodniejsze od standardowych (podpierają ciało tam gdzie trzeba). Niestety
nie będą z nich zadowoleni kierowcy o "poważnych" gabarytach (szerokość).
W dziewięćsetce, przy większych prędkościach na zakrętach trzeba się mocno
trzymać kierownicy, ponieważ fotele mają fatalne trzymanie (nie tylko boczne).
Jeszcze jeden przydatny (dla mnie bardzo) element to obrotomierz. Jest
jeszcze dodatkowa półeczka na środku, ale mnie osobiście ani razu się nie
przydała. Takie dodatkowe drobiazgi jak dziurkowany pedał gazu, czerwone
pasy, czy ładny (rzecz gustu) kolor tapicerki nie wpływają znacząco na
praktyczność auta. Ostatnią zaletą wnętrza Sportinga są seryjnie montowane
uchylne tylne szybki (dużo lepsze przewietrzanie), ale są one dostępne
również (jak nie seryjnie to za dopłatą) w wersji czterdziestokonnej.
 Wnętrze sportinga |

Wnętrze CC 900 |

Zegary - sporting |

Zegary - CC900 |

Siedzenia - Sporting |

Siedzenia w CC900 |
Silnik i skrzynka:
Jak wszystkim wiadomo różnica mocy silników tych modeli wynosi 15 KM.
Jednak nie tylko dzięki silnikowi, dynamika Sportinga jest wyraźnie lepsza.
Spore różnice widać w skrzyniach biegów, są zupełnie inaczej zestopniowane.
"Jedynka" w obydwu przypadkach jest bardzo krótka, ale od drugiego biegu
do czwartego widać, że 900-ka nie została stworzona do ścigania się lecz
do oszczędzania paliwa. Na "trójce" już praktycznie nie czuć przyspieszenia,
a "czwórka" jest na tyle długa, że możemy na niej osiągnąć podawaną przez
producenta prędkość max. 140 km/h i nie sprzyja to elastyczności. W Sportingu
jest nieco inaczej. Pierwsze cztery biegi pozwalają na całkiem przyjemne
przyspieszanie, a w szczególności "czwórka", niezastąpiona przy wyprzedzaniu
poza miastem. Wadą tego jest większy hałas, ale z drugiej strony "sound"
silnika jest bardzo przyjemny (typowy sportowy bas) i dopiero po długiej
podróży staje się uciążliwy. "Piątka" w Sportingu jak i w 900-ce jest bardzo,
bardzo długa co w obydwu przypadkach pozwala zmniejszyć hałas, zużycie
paliwa, a przy sprzyjającym wietrze i ukształtowaniu terenu osiągnąć naprawdę
imponujące (jak na takie autko) prędkości: odpowiednio 165 i 155 km/h (moje
"licznikowe" doświadczenia) i da się szybciej, ale lepiej nie ryzykować.
Problemem z jadnostką napędową 900-ki jest wyższa awaryjność (hydrauliczne
popychacze), jest to bowiem silnik już trochę podstarzały (wałek rozrządu
w korpusie- napęd łańcuchem), a także pojawiają się problemy z przełączaniem
biegów. Podobnych kłopotów w mocniejszej wersji nie zauważyłem. Lecz nie
można do końca krytykować SZCZĘŚLIWY-ch, SX-ów, S-ów czy SOLEIL-ów jak
również WANIEN. Ich podstawową (i chyba jedyną) zaletą, a może zaletą ich
silników jest mniejsze zużycie paliwa, a to właśnie dla niektórych może
być argument numer 1, który przemawia za CC900.
 Silnik - Sporting |

Silnik - CC900 |
Układ jezdny:
Z założenia Cinquecento jest samochodem typowo miejskim i w takich
warunkach trudniej dostrzec różnice w zawieszeniu w opisywanych przeze
mnie modelach. Spróbujmy jednak pojechać gdzieś dalej. I pewna różnica
się pojawia - KOLOSALNA różnica. Pierwszą na przejażdżkę boirę 900-kę. Na
prostej drodze, poniżej "setki" wszystko w porządku, następnie ok. 120 km/h
i pofałdowana droga - od razu czuć, że zawieszenie jest miękkie, zbyt miękkie,
kołysanie jest rzeczywiście dość silne. Wracam na równą drogę (autostrada
A-4) i nawet przy 140 jest w miarę spokojnie. Teraz pojeździjmy po zakrętach
(trasa Kraków - Myślenice - Rabka). Powyżej 100 to juz nie "sielanka",
trzeba uważać, próbujemy jeszcze szybciej, 120 na liczniku i zakręt. Właśnie
teraz ujawnia się brak stabilizatora, auto nie chce jechać swoim torem,
ostro się przechyla i nie trudno usłyszeć popiskiwanie opon. Czuć wyraźnie
(szczególnie na dłuższym łuku) jak tył lekko ucieka i wraca, uczieka i
wraca na swój tor (zjawisko to potęgowane było słabymi już amortyzatorami).
Wiadomo, nie jest to samochód do takiej jazdy, czego nie mogę powiedzieć
o Sportingu. Trasa "testu" Kraków - Kudowa Zdrój no i z powrotem. Na trasie
dużo zakrętów i raczej wąskie drogi. Jazda sprawiła mi naprawdę wiele radości
i przyjemności (nie, nie jechałem z dziewczyną :). Przed każdym zakrętem,
aż się chce przyspieszyć. Autko idealnie trzyma się drogi i zostawia w
tyle większe bryki. Aktywnego zawieszenia może nie ma i nadwozie też się
przechyla, ale w mniejszym stopniu. Problem pojawił się w drodze powrotnej
- zaczęło padać. Powód - opony, rzeczywiście tanie i znośne na suchej drodze,
ale podczas deszczu (nie mówiąc o śniegu, kiedy auto prawie nie reaguje
na ruchy kierownicą) zmieniają auto nie do poznania. Trzeba zwolnić i jechać
dużo ostrożniej. Spotkałem się już z kilkoma bardzo nagatywnymi opiniami
o VIVO. Na oponach jakie montowane są w eksportowych egzemplarzach Sportinga
(Pirelli 165/55R13) auto chyba trzyma się drogi jak gokart. Podczas jazdy
autostradowej odkryłem, że twardsze zawieszenie nie oznacza mniej komfortowego.
Chodzi w szególności o poprzeczne pofałdowania, które nie powodują tak
dużego kołysania przy większych prędkościach jak w 900-ce. Ogólnie, w tej
kategorii można przyznać Sportingowi stuprocentową przewagę.
Ceny:
Cena nowej podstawowej wersji 900-ki o nazwie "Happy" wynosi 23500
zł. Za lepiej wyposażone wersje trzeba dopłacić:
SX - 1550 zł więcej (25050 zł) - ma dodatkowo el. szyby (dlaczego nie
centralny zamek???!!!) , lakierowane zderzaki i kilka drobiazgów, Suite
ma klimę, zamek centr., el. szyby i wszystko w kolorze nadwozia, ale trzeba
dać 29300 zł. Standardowy Sporting pochłania z portfela 27300 zł czyli
3800 więcej od Happy i tylko 2295 więcej niż SX. Za tyle samo możemy zafundować
sobie 900-kę z dziurą w dachu czyli model "Soleil" ( dla chcących opalać
się podczas jazdy ).
Podsumowanie:
Argumenty popierające wybór Sportinga to przede wszystkim bardzo dobry,dynamiczny
układ napędowy (również jego mniejsza awaryjność), o "niebo" lepsze, prawie
sportowe zawieszenie (także bezpieczniejsze), i kilka umilających podróż
gadżetów we wnętrzu. Za dziewięćsetką przemawia mniejsze zużycie paliwa,
no i oczywiście niższa cena zakupu, ale zdecydowanie warto dołożyć trochę
grosza za DUŻO, DUŻO większą przyjemność z jazdy.
Powyższe porównanie zrodziło się po okresie czasu, w którym
to miałem okazję jeździć i bliżej zapoznać się z dwoma różnymi modelami
Cinquecento. Powodem jego powstania była chęć podzielenia się wrażeniami
z eksploatacji tych aut jak również zdecydowana sympatia do jednego z nich.
Starałem się jednak być obiektywny :-)
Testowane egzemplarze:
FIAT Cinquecento Sporting - rok prod.
1997, przegieg - 14000km, kolor żółty
FIAT Cinquecento 899i WANNA (kupiony jako VAN) - rok
prod. 1995, przebieg - 45000km, kolor biały
Wojtek Gruskoś
http://cinquecento.supermedia.pl