To był wspaniały sen. Zasnąłem po piętnastu minutach wykładu z fizyki w audytorium, podpierając brodę rękoma. W znajomej tylko mi scenerii mknąłęm drogą oroczoną starymi drewami, za którymi rozpościerały się zielone łąki pokryte kwiatami polnymi. Siedziałem za kółkiem Warszawy 223 całkowicie pomalowanej na czarno, z dużą ilością chomów na karoserii, czarną skórzaną tapicerką i przyciemnianymi szybami. Widziałem z zewnątrz jak auto pokonuje płynnie zakręty - słońce lśni w krągłosciach jej karoserii, auto płynie dostojnie drogą.