[erg] - teksty


Oddaję głos autorowi: Wszyscy znaja mnie pod pseudonimem (nickiem) [erg] i niech tak juz zostanie. texty ktore wysylam sa czescia powstajacej ksiazki (nie wiem czy powiesci) na temat ludzi zwiazabych z IRC czyli taka usluga pozwalajaca na rozmowy poprzez internet w wiekszych skupisakch ludzkich. Nie bede dokladnie opisywal na czym to polega bo chyba nie o to chodzi - historyjki dotycza bardziej samych osob - IRC jest tylko pomostem. Jesli chodzi o mnie mam 29 lat, jestem informatykiem i dziennikarzem radiowym. Jak nietrudno sie domyslic jestem rowniez pasjonatem IRC i internetu wogole. Dodam ze w wersji oryginalnej calosc mojego pisania nie zawieraz polskich znakow - uzytkownicy IRC rowniez ich nie uzywaja. Stad tez w przeslanych tekstach pozostawilem odrobine slownictwa niezbyt naturalnego dla normalengo wyrazania mysli (ale polskie znaki wprowadzilem).
Dodam rowniez ze wieksze fragmenty powstajacej pozycji o nazwie IRC (jakzebyinaczej?!) mozna znalezc na stronie mojego przyajciela: http://www.optimus.szczecin.pl/adam/polska/ tam nalezy poszperac w menu ergopismo
.






MARTENS


Trzy lata sprzedawałem małolatom maryhę i inny gnój... Od godziny nie żyję...
<martens> re
<elza> hi martens
<> hejka
<krzysztof> :))
<martens> oooo
<martens> elza bezimienny - znowu gruchacie
<martens> może się już pobierzcie hehe
<martens> zrobimy wam wesele na ircu hehe
<elza> przestań marcin
<martens> :))))) hehehehehehe
<listek> jak zwykle złośliwy i radosny
<martens> taki już jestem dziecinko
IRC to przypadek, jak zarobiłem na prochach to sobie kupowałem rożne takie tam, co to ich bym nie miał gdyby nie cash z maluchów, kupiłem komputer, potem założyłem IRC i byłem... Zupełnie inny zresztą - nie mogłem przecież powiedzieć ze handluje. najpierw, bo się balem, ze ktoś z IRCa mnie sypnie, potem... bo mi wstyd po prostu cholera było...
<listek> jak to bierzesz martens - opanuj się!!!
<martens> bez przesady parę sztachów nikogo nie zabiło
<krzysztof> od tego się zaczyna
<martens> ty co ty wiesz młody jesteś
<krzystof> może tak ale straciłem kolegę - tez brał tylko troszkę
<martens> oj dobra odpuśćmy listek?
<listek> tia?
<martens> ładna z ciebie dupcia hehe
<listek> oj qrde z tobą nie można poważnie
<> to fakt z nim nie można :)))
<martens> takiego mnie kochacie hehe
No fakt takiego mnie kochali, a ja... poznałem listek. Nieee, nie ze zdjęcia - na żywo. Cholercia dziewczyna mieszkała dwa bloki dalej na tym samym osiedlu, pierniczona Warszawka - dwie ulice dalej, a ja musiałem laskę poznać przez serwer w stanach hehe. Agata - dobra i mila. zazdrościłem jej ułożenia i odpowiedzi na prawie każde pytanie - słusznej, odpowiedniej i tak kulturalnej, ze aż mnie w dołku ściskało. No i zakochałem się z IRCa, a mówią ze to bajka, ze takie sprawy się nie przytrafiają nikomu. widać ja jestem Nikim, bo mnie się udało...tyle, ze to był początek końca...miesiąc później już nie żyłem, a raczej nie żyje? AAAA co za różnica nie ma mnie po prostu, nawet w IRCu - choć to tez nie real, a virtual. Hehe fajnie by było mieć możliwość przenikania do realu... EEE znowu plotę głupoty. No
wiec tak. oczywiście zabili mnie. Nie tam jakiś durny wypadek, czy inne gówno. Strzał, parę pałek i ruskich i załatwione. Żal tylko Agaty - kochałem ja naprawdę. I przez nią nie żyje zresztą. Ehhhh życie - takie pokręcone.... cale życie miałem się za nikogo... aż do czasu kiedy poznałem Mirka a on zapoznał mnie z dragami... Ponieważ nie pasowało mi ich branie postanowiłem sprzedawać zgodnie z założeniem ze po co się truć jak inni mogą się truć podczas gdy ja będę zarabiał... Wredna świnia byłem po prostu i szczeniakiem który myślał tylko o kasie, a nie o ludziach... Aż do IRCa... Aż do listka... Aż do Agaty... Bo z tym ircem to całkiem dziwnie jest wiecie? ja naprawdę nigdy nie widziałem tych ludzi. Parę dup przysłało mi drutem zdjęcia... hehehe, niektóre niezłe nawet były... Ale ja nie o
tym. Nie znalem ich, a raczej znalem czasem lepiej niż świat dookoła, niż ojca pijaka i ta... matkę... jeeezuuu ja naprawdę nie wiem dlaczego tak to się stało. Przy nich byłem kimś innym, byłem lepszy, ciut prostak ale szlachetny na kanale, przyjaciel młodych lamerow itp itd - same zalety. Dużo mnie to kosztowało... czasem...w życiu chciałem... żeby było tak samo... żeby byli tacy ludzie... Oj qrde no żebym ja był taki jaki byłem tam......
<elza> martens z ciebie to się można ubawić
<martens> :)
<martens> ooooooooo kochasia się odezwała
<martens> bezimienny i ty jej pozwalasz jeszcze się za nią
wezmę hehe
<> nie ma szans martens - przy tobie zmarłaby ze śmiechu
...przy mnie mój drogi bezimienny ludzie umierali z innych powodów...
<martens> tiaaa na pewno
/nick śmiechu
<śmiechu> |o|
<> :))
<elza>
<listek> hejka :)))
<śmiechu> moja Agatka :))))))))))))
<listek> twoja?
<śmiechu> no pewnie a czyja
<> hehe znowu przyjarał
<śmiechu> bezimienny przestań nie prowokuj :(
<> sorki
<> ale to prawda
<śmiechu> już nie
<listek> naprawdę
<śmiechu> :)
<listek> Marcin?
<śmiechu> ?
<listek> cmok :))
<śmiechu> :))
...czy to był najpiękniejszy dzień w moim życiu? Chyba tak tym bardziej ze ostatni hehehe. Kiedy rozmawialiśmy, chodziliśmy na spacery - brzmi jakby latami, a to tylko 4 tygodnie - powtarzała zawsze Marcin nie musisz tego robić, jesteś mądry i dobry, tam na ircu nie udajesz, a raczej czasem nie udajesz. To tutaj się zgrywasz na kogoś innego, na mafioso czy co?! takiego cię nie chce... Chce cię tamtego - z IRCa... No pewnie ja tez...ale w tym świecie mnie już takiego być nie mogło... Już nie... I zupełnie nie wiem kiedy to się stało... kiedy umarł Marcin a ożył ten skurwysyn, którego potem zabiły inne skurwysyny... Marcin? Tak? Bierzesz? Nie Agata, już od dawna nie... To skąd to wszystko w szafie? Zaglądałaś do szafy? Po co? Nie sama się uchyliła - masz skopany zamek... Nie rozmawiajmy o tym Agata, nie chce żebyś
wiedziała na ten temat cokolwiek... Na jaki temat? Na żaden...okay?!?!?!?! Nie nie okay Marcin!!!!!!!!!! Sprzedajesz?! Tak... cisza... to było tydzień temu... wyszła bez słowa... wyszła wypruta ze wszystkiego, z uczuć, z wartości... Mówiła wcześniej - bierzesz? ja cię wyleczę... A ja....... zdrada... Nie kochanie nie biorę, zabijam innych. jestem za sprytny żeby zabijać siebie...Wyszła... nawet nie trzasnęły drzwi... Cały tydzień na IRCu próbowałem do niej zagadać... Na rożne sposoby... I właśnie dzisiaj nad ranem kiedy bezimienny powiedział ze przyjaralem ona zrozumiała co chce powiedzieć... ...już nie dla niej - koniec z dealerką, dla reszty wystarczy ze nie jaram...Gdybym żył powiedziałbym ze to była najlepsza decyzja w życiu... I...ehhh była...
<listek> cmok
query:
<śmiechu> przyjdę
<śmiechu> mogę?
<listek> szybko głuptasie :))
....nie zamknąłem kompa... biegnąc przez plac pomyślałem ze staruszkowie załatwią mnie za rachunek ale co tam... Agata...dla niej to warto... Ona i irc dali mi nowe życie... elza, bezimienny (za dwa dni jedzie do elzy hehe - jeszcze będzie z nich para), krzysztof i ... ehhhhh... oni wszyscy tromba, jacol, misska.. po co wymieniać... mój świat... Kiedy otworzyła drzwi, położyła mi palec na ustach, potem... potem usta na ustach, dłonie na dłoniach, słowa? nieee... słów nie było... Nie mów nic - wierze Agata... Nie mów... proszę. To nie był sex, po raz pierwszy w życiu to nie był qrde sex... miłość? Skąd ja znam takie słowa?! Ja twardy martens dealer... Ja nie wiem ile to było godzin... ja nie wiem ile to było chwil... Może wieczność? Może... Po prostu wiedziałem ze warto... ...Ze warto było nad ranem cały ten wór śmiecia
wywalić do kosza i podpalić... Wtedy płakałem i żałowałem ze już nigdy nie będę taki jak na IRCu, taki jakiego pokochała mnie Agata... ...To dla ciebie listek, to dla ciebie Elza, to dla ciebie bezimienny, to dla ciebie młody... masz racje nie powinienem... to dla ciebie martensie z IRCa... zazdroszczę ci ... Agaty, życia... ...spaliłem towar dla wieczności zaklętej w chwili w ramionach Agaty, żeby poczuć się ircowym martensem... Potem? potem musiałem zginąć... Mafia nie wybacza... Strzelili do mnie jak wracałem od Agaty... Była 23:00 Pomyślałem... dobrze ze nie wyłączyłem kompa mogę od razu wskoczyć na irc... listek tam już będzie... I to tyle...



SAM


... Sklerodermia... Choroba chyba najmniej znana na świecie, podstępna i brzydka... Zabiera w zasadzie tylko kobiety... Przez długi czas zabiera im to, co jest w pewnym sensie ich podstawa: urodę, pewność siebie i niezależność... Pod wpływem nieznanego czynnika skora twardnieje - najpierw na dłoniach, potem wyżej i wyżej... Przy odrobinie szczęścia może się zatrzymać, powodując po prostu... TYLKO - rozległy paraliż unieruchomiający człowieka w łóżku do końca życia... Jeśli nie zatrzyma się... Jeśli się nie zatrzyma tak samo skamieniałe staja się narządy wewnętrzne - przełyk, żołądek, jelita, płuca... wszystko... Nie kamienieje tylko umysł, nie kamienieje tylko wola walki każdego człowieka, wola życia w twardym, bezwładnym prawie całkiem ciele... ... Joanna pół leżąc spoglądała na ekran komputera. Dzisiaj była zbyt
słaba żeby uderzać w klawisze wiec tylko patrzyła... palce owinięte grubo bandażami, zgięte w nienaturalne szpony tylko lekko dotykały klawiatury... Miała im tyle do oddania, tyle do opowiedzenia i... coraz mniej czasu... Dwa lata temu siedząc w pracy nagle odczula skurcze - jakby zaczątki reumatyzmu. Ale skąd reumatyzm w wieku 25 lat? Poszła więc do lekarza. Jejku, co ci doktorzy nie wymyślali. Oczywiście zaczęło się od reumatyzmu, potem były nerwice, potem... Już nie pamięta co potem. Pamięta za to coraz większy ból i coraz bardziej zesztywniałe, opuchnięte ręce... Już po 4 miesiącach znalazł się nareszcie lekarz który powiedział - Sklerodermia... Inni go wyśmiali ale na krotko... W tym czasie Joanna zdarzyła spuchnąć na twarzy... Ten lekarz, ten odważny powiedział, ze dobrze jest ćwiczyć ręce.
Nie będzie od tego lepiej ale sprawność uda się jak tako zachować na dłużej... Może niech pani pisze na maszynie - powiedział... Krzysiek - jej młodszy brat - miał lepszy pomysł. Kupili komputer. Nieraz widziała jak Krzyś udający Krzysztofa przesiadywał przed ekranem rozmawiając z ludźmi... Trochę ja to zawsze dziwiło. widzisz - mówił do niej - Elza i Dominik poznali się na kanale. On mieszkał za granica. Przyjechał do niej o są razem... Super. Kiedy indziej: Armagedon znowu pije - ashanti jeszcze nie wróciła. Jezu ten człowiek się załamał, a na kanale bałagan... Uśmiechała się wyrozumiale myśląc, ze to bardziej wysublimowany rodzaj szczenięcej zabawy. Kiedy zachorowała, kiedy była coraz bardziej zależna od miejsca, a mniej od czasu, kiedy w końcu dano jej nadzieje, ze pukanie w klawisze pozwoli zachować jej
sprawność... naucz mnie Krzysiek. Chce robić to samo co ty... To było naprawdę łatwe, a rozmowy na IRC zabawniejsze od plotkowania przez telefon z koleżankami. Albo co gorsza wizyty koleżanek w domu. Przychodziły i niby nie patrząc patrzyły jak twardniejąca skóra obciąga jej czaszkę, brutalnie obnaża żeby i wygina palce podobnie jak w przedśmiertnym skurczu... wstydził się za nie - nie za siebie. Ona już znała nieuchronny wyrok... One - całkiem niepotrzebnie starały się udawać, ze to nieprawda... już zupełną przesada było mówienie - nieźle dziś wyglądasz, kiedy Joanna właśnie ledwie potrafiła opanować kolejne fale bólu i broniła się przed szaleństwem płynącym z silnych przeciwbólowych leków... Na IRC, na kanale tego nie było... Tam była SAM. Krzysiek obiecał, ze się nie przyzna ze to jego siostra,
a już bron boże nie powie co jej dolega. Dlatego całkiem prosto udało jej się podtrzymać wizerunek starej Joanny - tej sprzed choroby... Siedząc przed ekranem była taka jak dawniej: najzabawniejsza, najpogodniejsza i najbardziej wyrozumiała... To były długie dni, długie noce... Przegadane, a kiedy palce bolały, bolało cale ciało - przemilczane... Coraz częściej uciekała do tego świata. Przed współczującymi uśmiechami rodziców, brata, siostry, znajomych i przyjaciół. Przed słowami dziś lepiej, czujesz się lepiej, czy czujesz się lepiej??????..................... Nie... nie czuła się lepiej ale dla tych najbliższych kłamała, dawała im nadzieje... zawsze myślała - nie mogę umrzeć, bo oni się załamią. Miała jeszcze jedna siostrę... kiedy Aga miała 5 lat wpadła pod samochód... Joanna dobrze pamiętała co wtedy działo się w
domu... Nie! musiała wytrwać, musiała wierzyć, ze chorobę da się opanować, ze musi tylko wytrzymać aż ktoś w końcu wymyśli skuteczny lek... nie zawiedzie ludzi, których kocha... Ale jej ciało ja zawodziło... Uciekała wiec do dawnej Joanny pod postacią SAM...
<SAM> jejciu ale super dzionek dzisiaj miałam
<Elza> SAM nie przypominam sobie żebyś miała kiedyś zły
<Elza> tyle w tobie pogody nie wiem skąd to bierzesz...
<SAM> nie wiem
<SAM> to troszkę przez was
<SAM> no i dzień jest naprawdę piękny ehhhhhhh
<SAM> :-))))))
<Elza> pewnie masz racje to ze mnie już taka stara dupa ze tego nie widzę
<SAM> hihihihi stara dupa
<SAM> nio nio a kika z banem kcesz? ;-)
<Elza> niooooooo przydałby się hihihi
... Nie musiała mówić o niczym konkretnym. Wszyscy robili się weseli jak tylko się pojawiała. Różyczki, kwiatuszki, inne skrypty aż fruwały po ekranie dopóki ktoś nie podniósł buntu... I wszyscy wiedzieli, ze są takie dni, kiedy SAM milczy... Nie wiedzieli dlaczego... Ale zawsze dochodzili do wniosku, ze nawet najpogodniejsza SAM czasem może mieć słabe dni... Tylko Krzysztof wiedział i jak widział swoja siostrę - jej nicka - na ekranie: milczącego i dla niego najsmutniejszego... Wyłączał komputer i biegł z akademika do rodziców zobaczyć jak się czuje Joanna... Zawsze ja to denerwowało. Od razu robiła się żywa... Nie zważając na ból, drętwiejące ręce... Pisała, zagadywała. Dla niego, dla brata, żeby nie widzieć jego zaniepokojenia... czuje się dobrze - mówiła - naprawdę. Uśmiechała się naciągniętą bolącą twarzą i pukała
w klawisze starając się nie myśleć jak to boli... Tak mijały miesiące... Choroba nie zatrzymała się na bardziej optymistycznym etapie. Zaatakowala nogi, klatkę piersiowa, wszystko... teraz ból towarzyszył równie? oddechowi, teraz ból towarzyszył wszystkiemu... Nadal powtarzała sobie, ze nie może, ze dla nich musi wytrwać i widziała ojca i matkę po śmierci siostry... Powinna się nimi zająć na starość, nie może ich opuścić... Wiec jak mówili, ze wygląda dziś lepiej potakiwała, uśmiechała się i żartowała z nimi... Ale miała dość...
<armagedon> z czego się tak cieszysz
<SAM> nie wiem
<SAM> bez powodu
<SAM> powody są niepotrzebne czasem
<armagedon> tak pewnie masz racje
<SAM> a ty?
<armagedon> co ja?
<armagedon> mnie nie ma
Z jakiegoś powodu opowiedział jej cala historie życia, a przede wszystkim opowiedział jej o Ashanti - ostatniej desce ratunku, która była tylko ułudą. Nie da się kimś naprawić własnych błędów...
<SAM> tak masz racje swoje błędy musisz naprawiać sam
<SAM> przecież możesz przestać pić
<SAM> popatrz ludzie tutaj maja do ciebie szacunek
<SAM> możesz
<armagedon> co mogę?
Chciała mu napisać możesz im udowodnić, ze jeszcze jesteś, ze kanał cię nie odsunął... ale choroba jej nie pozwoliła. Potem długo już nie mogła rozmawiać ani z armagedonem ani z nikim innym bo wylądowała w szpitalu... Zaksztusiła się herbata, której przełyk nie potrafił przełknąć... Kiedy znów wróciła na kanał była naszpikowana kroplówkami, lekami i takimi tam... Ale dalej mówiła, ze będzie lepiej, ze daje rade. Choć w głębi duszy wiedziała, ze to nieprawda...To był ostatni raz... Ostatni raz kiedy jeszcze miała sile wystukać kilka słów... Potem poprosiła krzyska żeby pisał za nią... musiała tak zrobić...
<SAM> armagedon nie wiem czemu ale
<SAM> powiem ci prawdę
<SAM> po prostu musze komuś powiedzieć a ty jesteś chyba najmniej odpowiedni
<SAM> najbardziej oderwany wiec...
<SAM> wiec będzie ci wszystko jedno
<armagedon> wow ciekawy rodzaj zaufania SAM
<SAM> armagedon
<SAM> ja umieram
...
...
...
...
...
...
<armagedon> żartujesz
<SAM> nie uwierz ahhhhhhh nie mogę pisać
<SAM> poczekaj
... Krzysztof nie wiedział jak zareagować na jej propozycje ale zgodził się w końcu, bo wiedział, ze jak tego nie zrobi jego siostra będzie pisać sama, a wbrew ciągłym pocieszeniom z serii dziś jest lepiej wiedział, ze to nieprawda... Kochał siostrę i nie mógł sobie wyobrazić, ze jej nie będzie... Wiec napisał to, co mu podyktowała. Cala opowieść w ciszy armagedona. Pisał i myślał, ze on po prostu się zapił i już i tak nie czyta.... ..nie mam już sil na nic. Nie mam sil pisać, nie mogę pisać, nie mogę mówić, a kropla wody może mnie zabić... Staram się wytrwać dla krzyska, dla rodziców... ale sama straciłam już nadzieje... Krzysiek skończył. Spojrzał na Joannę.
Naprawdę? - nigdy mi tego nie powiedziałaś. A jemu tak...
Tak Krzysiu - jemu tak. Bo jemu i tak wszystko jedno, a wam nie... tylko nie mów rodzicom. Obiecaj!
......Dobrze......
<armagedon> po co?
<SAM> co po co?
<armagedon> posluchaj!!!!!
<armagedon> po co to robisz.
Czy naprawdę myślisz ze w ten sposób im pomagasz ze pomagasz sobie przede wszystkim nawet jeśli to rodzina nawet jeśli to najgłębsze rodzinne uczucie nie sadze żeby oni byli zadowoleni z tego ze cierpisz ze umierasz cierpiąc bo przecież śmierci i tak już nie ominiesz
<armagedon> wybacz
<armagedon> sorki zapędziłem się ale...
<armagedon> ale to nie ma sensu czy naprawdę sadzisz ze to ze oni się pocieszają ty ich pocieszasz a oni ciebie ze to wszystko cos zmienia
<armagedon> SAM qrrrrde Joanna ty cierpisz
<armagedon> jeszcze wczoraj uważałem ze moja rana jest bolesna ze... głupi jestem rozumiesz a ty jesteś wielka ale... nie pomagasz im nie pomagasz sobie
<armagedon> Krzysztof sorki
<Krzysztof> Nie armagedon masz racje
Krzysiek płakał. Ale właśnie teraz uświadomił sobie czego on, czego oni wszyscy oczekiwali od Joanny. Chcieli żeby oszukała śmierć, żeby wykonała niemożliwe... Zadawali jej ból... w imię miłości do niej... Kiedy wieczorem przyszli rodzice. Kiedy wieczorem przyszli rodzice... ona jest zmęczona... musicie jej pozwolić... ... synku, co ty mówisz?! Pozwólcie jej odejść Pomóżcie jej odejść... Tego już nie zmienicie, a ona żyje, nie!! cierpi dla was, dla mnie, dla nas wszystkich. Nie rozumiecie????? To już nie jest silna i wesoła Joanna... ...co ty mówisz... ona walczy bo jest uparta... synku... Nie mamo ona udaje dla nas bo jest uparta... pozwólcie jej odejść... Cisza była ... cicha... Krzysiek płakał... ale wiedział, ze robi słusznie. Te kilka słów od armagedona, od sławka - człowieka, któremu nigdy nic
nie wyszło pokazały mu jakim człowiek może być egoista nawet w obliczu śmierci najbliższej mu osoby. Nie martwili się ze Joanna cierpi, martwili się co zrobią bez niej... pijany armagedon widział jej cierpienie lepiej, choć tak na dobra sprawę Joanny nie widział wcale... Milczenie... Cisza... To trwało długo... potem matka wstała i poszła do pokoju Joanny. Krzysiek jeszcze raz w uchylonych drzwiach zobaczył dłoń... Ale zapamiętał ta inna sprzed wielu miesięcy... gestykulująca i żywa... Trzy dni później wszedł na kanał i napisał do armagedona...
<Krzysztof> SAM już nie cierpi...
...
...
...
<armagedon> o boże...






Aby przeczytać komentarze dotyczące powyższych tekstów, należy kliknąć tutaj.

Teksty pochodzą ze strony 5000słów.
Prawa autorów wszystkich tekstów na stronach 5000słów zastrzeżone (kopiowanie, publikacja, publiczne odczyty w całości lub fragmentach tylko za zgodą autorów)


Czas utworzenia pliku: piątek, 12 listopada 1999 roku. Godzina 11:03:33.