Wojtek Kuśmierski ma 25 lat, jest z Warszawy i kończy studia. Pisze od jakiegoś roku - prozę. Adres kontaktowy: alkichke@hotmail.com.
Wszystko zaczęło się zwyczajnie. Chodziliśmy po ulicach Warszawy bez
bliżej sprecyzowanego celu.
Święta Wielkanocne rozkwitały w ten wielko-sobotnio-piątkowo-niedzielny
wieczór. Pogoda wreszcie się wyklarowała. Ciężkie burzowe chmury oddaliły
się w niewiadomym kierunku, pozostawiając po sobie wspaniały granat
wieczornego nieba. Od czasu do czasu zrywał się mocny, zimny wiatr,
skutecznie mrożący pierwsze, przedwcześnie zakochane pary. Mimo to,
wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że wiosna nadciąga
wielkimi krokami.
Nie zwracając większej uwagi na romantykę pejzaży i szczegóły meteorologiczne
dotarliśmy na Starówkę. Tutaj, jednomyślnie postanowiliśmy odpocząć
nad szklanką mocnej i lekko słodkiej warusi. Skierowaliśmy swe kroki
na ulicę Podwale, prosto do kawiarni o niewiele mówiącej nazwie
Marcinek". Nie był to zwyczajny lokal. Miejsce to w pewien sposób
wyróżniało się od setek innych piwnych przybytków. Wprawdzie wystrój
i lokalizacja nie należały do specjalnie ciekawych. Marcinek" leżał
raczej na uboczu, z dala od głównych szlaków Starówki. Jakby trochę
zamaskowany przed wycieczkami zagranicznych turystów i podochoconymi
brygadami złotej młodzieży. Wnętrze tego lokalu też nie należało do
wielkich rewelacji. Stoły z sztuczno-marmurowymi blatami, niewielki
barek na dole, wąskie schodki do górnej salki oraz toalety koedukacyjnej
(o ścianach upstrzonych gryzmołami różnorakiej treści). Nad barem dawno
temu ktoś umieścił wielki, obrzydliwie pomarańczowy napis :
SAMOOBSŁUGA-SELF SERVICE". Do tego dodajcie sobie zawieszony pod
sufitem wiatrak rodem ze sklepu mięsnego, krypto artystyczne bohomazy
na ścianach i ceny alkoholi nie odbiegające od przysłowiowej średniej
warszawskiej. Sami widzicie - nic nadzwyczajnego. Było tu jednak coś,
czego w innych knajpach nie uświadczysz - KLIMAT. Powiecie, nic
wielkiego, każda knajpa ma jakiś charakter, nastrój i specyfikę.
To prawda, ale zapewniam was, że żaden znany nam lokal nie dorównywał
pod tym względem Marcinkowi". Pewnie był to efekt ludzi odwiedzających
to miejsce. Nie wiem dlaczego, ale zawsze było tam pełno jakiś muzyków,
malarzy, pisarzy, poetów, aktorów czy też innego typu oszołomów, świrów,
oszustów, blagierów i seksocholików. Na koniec oczywiście nie można
zapomnieć o pewnej grupce krypto degeneratów. Mam tu na myśli moją
bardzo skromną osobę, milczkowatego kolegę J.W. oraz impulsywnego
osobnika o inicjałach BK..
Trudno stwierdzić czy byliśmy przyjaciółmi, czy też tylko znajomkami
od kieliszka i szalonych eskapad. Łączyło nas kilka wspólnych zamiłowań
i wspomnień. Dzieliły nas wykonywane prace i kobiety.
Lecz ponad tym wszystkim był Marcinek". To miejsce znaliśmy na pamięć.
Azyl i świątynia męskich ucieczek od codzienności i idiotycznych
problemów. Praktycznie nie było tygodnia bez jakiegoś piwka lub czegoś
mocniejszego" w Marcinku". Wiadomo jak wyglądają początki alkoholizmu.
Miłe towarzystwo, dowcipne rozmowy, spore zasoby pozornie wolnego czasu
i do tego jeszcze odpowiednie, przyjemne miejsce. Czy w takich
warunkach można się nie napić ? A jeżeli takie spotkania wydają się
jedyną sensowną alternatywą spędzania czasu, to dlaczego nie robić ich
jak najczęściej ? Rezultat tego mógł być tylko jeden. Zaczęto uznawać
nas za starych bywalców. Z upływem czasu, w mniejszym lub większym
stopniu poznaliśmy się z całą obsługą kawiarni. Dogłębna analiza rozmów
mogła by nawet wykazać istnienie pewnej nici sympatii pomiędzy naszą
paczką a towarzystwem marcinkowców". Mimo to, podejrzewaliśmy
najgorsze - byliśmy lubiani jedynie za wysokie spożycie alkoholu i
terminowość regulowania należności.
Tego wieczoru kawiarnia jak zwykle tętniła życiem i promieniała ciepłem.
Zapach tytoniu podniecająco mieszał się z ledwie zauważalnym aromatem
piwa i innych alkoholi. Po krótkim polowaniu na wolne miejsce dla
trzech osób, znaleźliśmy stolik w tak zwanej dolnej sali". Myślę, że
mieliśmy dużo szczęścia. W piątkowo-sobotnio-niedzielne wieczory z wolnym
miejscem w Marcinku" zawsze były problemy. Zadowoleni z siebie
rozsiedliśmy się ze szklanicami w dłoniach. Ciepło lokalu ogarnęło nasze
ciała. Poczuliśmy falę lenistwa i z całych sił zanurzyliśmy się w te
wolno płynące nurty błogostanu. Z głośników sączyła się przyjemna muzyka.
Szklanki pełne piwa i ogniki papierosów z leniwą nonszalancją wspierały
alkoholowe konwersacje, plotkowania i romantyczne wyznania. Nasz stolik
powoli wtopił się w ten rozgadany strumień. Zaczęliśmy typową, banalną,
kawiarnianą rozmowę, mającą na celu tylko i wyłącznie zamordowanie
przeraźliwie wolnego czasu. Można więc uczciwie stwierdzić, że nic się
nie działo. Czas z przewrotną miną dawał się mordować a my z całkowitą
premedytacją, wlewaliśmy w siebie złocisty trunek. Po pierwszym piwku
jak jeden mąż wezwaliśmy na odsiecz drugie. Nikt się nie ociągał.
Wiadomo,stara gwardia jak pije to pije.
Po pewnym czasie BK zaczął opowiadać historię swojego ostatniego tripa.
Ot, taka tam próba rozbawienia towarzystwa. Niektórzy uwielbiają zasłuchiwać
się w niesamowitych opowieściach dotyczących deformowania rzeczywistości.
Czasami faktycznie narkotyki wplątują ludzi w bardzo zabawne sytuacje.
Jednak tego wieczoru miałem dosyć grzebania się w jakiś skrzywionych
klimatach. Każdy temat kiedyś się kończy. Poza tym BK posiada wspaniały
antytalent do opowiadania śmiesznych historii. Zawsze zastanawiało mnie,
jak to jest możliwe, że ten w sumie inteligentny i oczytany koleś, potrafi
spieprzyć każdą anegdotę i każdy kawał opowiadany w towarzystwie.
Przeczuwając nadciągającą skuchę, z lekkim znudzeniem, wyjrzałem za okno.
No i wtedy się zaczęło. Jakaś niewytłumaczalna i potworna siła chwyciła
mnie za wnętrzności. Serce zwariowało i zaczęło bić w rytmie japońskiego
jazzu eksperymentalnego. Żołądek podskoczył zobaczyć co słychać u grdyki
a o jelitach to już nawet nie wspomnę. W każdym bądź razie moje ciało
całkowicie znieruchomiało. Marcinek" i nasz przytulny stolik zawirowały
w moim mózgu. Cudem utrzymałem się na krześle. Rzeczywistość zaczęła
drgać i falować. Zamykając oczy czułem jak krew odpływa z mojej twarzy.
Równocześnie mój kark stał się sztywny i pokrył się zimnym potem.
Po paru niemiłosiernie długich chwilach otworzyłem oczy. Coś się uspokoiło.
Wnętrze kawiarni przestało falować. Za to zniknęła muzyka i wszelkie hałasy.
Zapanowała wielka cisza. Z przerażeniem stwierdziłem, że rzeczywistość
zwolniła obroty. Zupełnie jak w tych tandetnych amerykańskich filmach sf.
Spojrzałem na moich kumpli. BK bezgłośnie i niemal niewidocznie poruszał
wargami. J.W. w całkowicie abstrakcyjny sposób unosił szklankę z piwem do
ust. Był to ruch praktycznie niezauważalny, coś jakby obserwować minutową
wskazówkę w zegarku. Przerażony i roztrzęsiony rozejrzałem się po kawiarni.
Otaczało mnie zbiorowisko makabrycznych manekinów. Stało się coś
niezrozumiałego i niepojętego. Zupełnie jakby jakiś tajemniczy dowcipniś
dosypał piachu prosto w naoliwione tryby tej wielkiej maszynerii,
którą określamy mianem rzeczywistości.
Z rosnącym przerażeniem wyjrzałem przez okno, żeby sprawdzić jak
wygląda sytuacja na zewnątrz. I wtedy zobaczyłem ją po raz pierwszy.
Przed kawiarnią, niedaleko pomnika Małego Powstańca", stała, spoglądając
w moją stronę, czarnowłosa dziewczyna. Nie byłem pewien, ale odniosłem
wrażenie, że nieznajoma uśmiecha się do mnie. Nagle, bez żadnego realnego
powodu, zostałem opanowany przez potworny strach. Postać dziewczyny przed
Marcinkiem" poruszyła głową. W tym samym momencie poczułem jak coś
okropnie lodowatego prześlizgnęło się po moim ciele. Z całych sił zacisnąłem
powieki. Uczucie przenikliwego chłodu stało się nie do zniesienia.
Skuliłem się, dotykając brodą własnej piersi i podciągając kolana jak
najwyżej. Nagle coś chwyciło moje ramię i potrząsnęło mną. Już drugi
raz tego wieczoru z ledwością utrzymałem się w krześle. Równocześnie
usłyszałem głos BK.
- Stary ! Co ci jest ! Ej !
Uczucie lodowatego zimna ustało tak nagle jak się pojawiło.
Otworzyłem oczy. J.W. i BK z wielką uwagą wpatrywali się we mnie.
Ich twarze wyrażały niepokój graniczący z przerażeniem.
- O Chryste ! Ale on ma spojrzenie ! Zupełnie jak jakiś szaleniec.
- Wymamrotał J.W.
BK spojrzał na niego.
- Zamknij się !
Mimo ostrego tonu w głosie BK wyraźnie wyczuwało się zdenerwowanie.
Zamilkłszy, rozejrzał się po sali. Kilka osób spoglądało w naszą
stronę z nachalnym zaciekawieniem. Mocno speszony opuściłem stopy.
Spróbowałem odprężyć się i wygodnie usadowić w krześle. Najwidoczniej
jednak byłem zbyt zszokowany by doświadczyć dobrodziejstw relaksacji.
BK wlepił we mnie swój przenikliwy wzrok. Nie powiem, żeby mi to jakoś pomogło.
- No , dobrze... Przynajmniej siedzisz już w miarę normalnie.
Możesz powiedzieć jak się czujesz ?
Spojrzałem na kumpli, zebrałem całą siłę woli i przezwyciężając
fizyczny opór języka, wydukałem:
- Chybaa już całkiem dobrze ... - Na więcej nie było mnie stać.
J.W. z roztargnieniem pociągnął piwa. BK sięgnął po fajki.
- Chcesz zapalić ? - Jego głos lekko drżał.
Zupełnie nie miałem ochoty na papierosa.
- Dzięki, może nie teraz...
Czułem, że powoli powracam do formy. Tylko te ich pytające
spojrzenia... Były nie do zniesienia. Zaraz zacznie się przesłuchanie,
pomyślałem mym rozdygotanym mózgiem. Nie myliłem się. Lawina
spiętrzyła się i runęła w dół. Zaczął J.W.
- Słuchaj... Nie wiem czy to nie zabrzmi tendencyjnie, ale
czy przypadkiem nie jesteś na coś chory ? No wiesz jakieś
sprawy typu padaczka albo coś ...Coś z głową ??
- A może wziąłeś coś przed przyjściem tutaj ? Wprawdzie
nie wypiliśmy zbyt wiele, ale wiesz stary, dragi z alkoholem
raczej kiepsko się komponują.
BK najwyraźniej zaczynał już mieć obsesję na punkcie narkotyków.
Nie ma co, trzeba przyznać, że mam świetnych kumpli.
Jeden posądza mnie o chorobę umysłową, drugi dla odmiany uważa mnie
za ekstremalnego ćpuna. Z drugiej strony, sam chciałbym wiedzieć
co mogło by być przyczyną tego dziwacznego stanu psychofizycznego
Kto wie, może J.W. miał rację ? Chyba powinienem wybrać się do jakiegoś
psychiatry. Najgorsze jednak było to, że, za cholerę, nie miałem
pojęcia jak zaspokoić, tak wygłodniałą ciekawość moich wiernych kameraden.
Rozpaczliwie wytężyłem swą wrodzoną pomysłowość i rozpocząłem
poszukiwania jakiś sensownych wyjaśnień, które dodały by mi otuchy
i rozwiały niezdrowe zainteresowanie kumpli moją osobą. Bezskutecznie.
Byłem jeszcze zbyt roztrzęsiony tym niecodziennym przeżyciem,
które mnie dotknęło. Wybawienie nadeszło z najmniej oczekiwanej strony.
Zza moich pleców rozległ się słodki kobiecy głos:
- Przepraszam bardzo, mogę się dosiąść ?
Chłopaki odwrócili spojrzenia. Ich zainteresowanie przykuła
właścicielka słodkiego głosu. Pierwszy, jak zwykle w takich sytuacjach,
zareagował BK.
- Tak, oczywiście zapraszamy. Wprawdzie kolega chyba nie
czuje się najlepiej, ale myślę, że takie urozmaicenie naszej kompanii na
pewno wpłynie pozytywnie na jego zdrowie i samopoczucie.
Krótki dźwięczny śmiech zza moich pleców był odpowiedzią na żart i
zawarty w nim komplement. BK był urodzonym podrywaczem. Tak mu się
przynajmniej wydawało. Niestety, jego życie osobiste nie potwierdzało
w praktyce tych wszystkich wyobrażeń.
Dyskretnie wziąłem głęboki oddech. Powoli odwróciłem głowę.
Wolne do tej pory krzesło z mojej lewej strony zapełniło się czarnowłosą dziewczyną,
z której wzrokiem miałem już przyjemność obcować.
Momentalnie poczułem nadciągającą falę niepewności i irracjonalnego strachu.
Przecież to właśnie jej osoba zdawała się być w centrum tego całego spowolnionego
świata. Sprawczyni moich obecnych kłopotów siedziała jakieś pięćdziesiąt
centymetrów ode mnie. Nie miałem pojęcia co może to oznaczać.
W każdym razie, postanowiłem wziąć się w garść. Muszę działać
jakby nic się nie stało, takie było moje pierwsze, konstruktywne
postanowienie w tej odrobinę, dziwacznej sytuacji. Podstępnie
wykorzystałem niespodziewaną gadatliwość chłopaków i dokładnie
przyjrzałem się nieznajomej. Jedno było pewne - była piękna.
Na widok długich, prostych, czarnych włosów, luźno otaczających
twarz o delikatnych rysach i lekko ciemnej cerze, poczułem mocny
przypływ pozytywnej energii. Ubrana była w czerń. Wełnianą, krótką
kurtkę oraz obcisłe spodnie, jakiejś znanej i drogiej zachodniej
firmy, wymownie podkreślające figurę. ( A faktycznie, było co podkreślać.)
Jednak nie to przykuło moją uwagę. Najbardziej niesamowite były oczy.
Piwne, z malutkimi plamkami w oszałamiającym odcieniu cytrynowej żółci.
Nigdy w życiu nie widziałem tak zmysłowych oczu.
Ech ta dzisiejsza technika... Szkła kontaktowe i ta cała moda techno.
MTV robi wprawdzie wodę z mózgów, ale za to kobiety...
No po prostu powalają swoim wyglądem. Nie wszystkie oczywiście, ale ...
No nie istotne... Myślę, że większość facetów mnie rozumnie.
Zastanowiłem się, szkła kontaktowe, szkłami kontaktowymi,
niczego nie wyjaśniają. Co było prawdziwą przyczyną moich
traumatycznych przeżyć ? Czyżbym faktycznie zaczynał fiksować ?
Czy to wynika z nadmiaru narkotyków ? Nigdy wcześniej nie miałem
flash backów. Jedno jest pewne - jest niedobrze.
Najwyraźniej muszę profilaktycznie ograniczyć wszelkie ciężkie rozrywki.
I to od dzisiaj. Choroba psychiczna i silne używki.
To się aż za dobrze komponuje. W przyszłym tygodniu muszę obowiązkowo
udać się do lekarza. Takich akcji nie można lekceważyć.
Po tym stanowczym postanowieniu zacząłem wsłuchiwać się w
rodzącą się konwersację. Tymczasem sytuacja przy stole rozwijała
się dosyć standardowo. BK wziął na siebie obowiązki
majordomusa i przedstawiał naszą paczkę pięknej nieznajomej.
Właśnie doszedł do mojej skromnej osoby.
- A to jest ... Zaczął BK, wskazując na mnie,
lecz piękność mu przerwała.
- Tego pana już znam. - W jej głosie zabrzmiała
nutka słabo ukrywanej nonszalancji.
Na twarzach BK i J.W. pojawiło się ogromne zdumienie.
Na mojej pewnie też. Mimo zaskoczenia udało mi się niepewnym
głosem przełamać milczenie.
- Przepraszam, ale hmm... Nie przypominam sobie
byśmy się kiedykolwiek wcześniej spotkali.
Na pewno bym zapamiętał takie spotkanie - dodałem
do samego siebie w myślach.
Dziewczyna popatrzyła przeze mnie. Poczułem się nieswojo.
Niedostrzeganie rozmówcy z odległości pół metra dobitnie
świadczy o znaczeniu jakie słuchacz przywiązuje do właśnie
co wypowiedzianej kwestii. Nagle przed kawiarnią ostro zapiszczały hamulce.
Sekundę później odezwały się jakieś podniesione, gniewne głosy.
Przy naszym stoliku zapanowała irytująca cisza.
W napięciu czekaliśmy na wyjaśnienia ze strony zapatrzonej w oknie nieznajomej.
Nagle przerwała milczenie.
- Widzieliście ?
Nie widzieliśmy. Gapiliśmy się na nią a nie w okno.
Wypadki na ulicach to nic ciekawego, zdarzają się codziennie.
Za to znajomość kogoś takiego jak ja, z kimś takim jak ta atrakcyjno-czarnowłosa
dziewczyna... No dla BK i J.W. musiała to być niezła sensacja.
O sobie nie będę wspominał. Najwyraźniej w trakcie wcześniejszego spotkania z
piękną nieznajomą byłem w mocno-odmiennym stanie świadomości.
Tymczasem dziewczyna kontynuowała:
- Bardzo niewiele brakowało a byśmy mieli wypadek przed oknem.
Naprawdę niczego nie widzieliście ? Tak ... Mieszkańcy miast są wyjątkowo
znieczuleni na wszelkie obrazy nieszczęść i tragedii.
Oczy BK mówiły, że jego myśli są dalekie od obrazów nieszczęść i tragedii.
Spoglądał to na mnie, to na dziewczynę. Już ja się domyślałem,
co on tam sobie kombinował w tym swoim robaczywym umyśle. Nagle obiekt
naszych domysłów zorientował się, że wszyscy czekamy na jej wyjaśnienia.
- A tak... O co właściwie pytałeś ? O, już wiem ! - uprzedziła moje
przypomnienie kiwnięciem ręki.
- Wracając do naszej rozmowy, wcale nie powiedziałam, że się znamy,
czy też, że się poznaliśmy. Lecz mimo to i tak znam cię drogi...
W tym miejscu padło moje imię i nazwisko. Poczułem atak całkowicie
uzasadnionej ciekawości.
- No tak ... Czy mógłbym wiedzieć skąd znasz moje personalia ?
Kątem oka widziałem zdumione twarze BK i J.W. Nie wyglądały
inteligentnie. Wcale im się nie dziwię. Sam byłem nielicho
zaskoczony wypowiedzią dziewczyny. Niby skąd mogła znać moje
imię i nazwisko? Była agentką wywiadu, czy co?
- Umówmy się, że będzie to taka malutka tajemnica.
Uśmiechnęła się i spojrzała prosto w moje oczy. Opuściłem
wzrok strategicznie zapalając papierosa. Zaciągnąłem się,
wypuściłem chmurę dymu i zaatakowałem.
- Nie podoba mi się takie stawianie sprawy. Nie rozumiem
dlaczego nie chcesz powiedzieć skąd znasz moje imię i nazwisko.
Takie sekrety po prostu nie uchodzą w cywilizowanym towarzystwie.
BK wlepił we mnie swoje ślepia. Najwyraźniej zagubił się w domysłach
i oczekiwał natychmiastowego wyjaśnienia całej sytuacji.
(Ze szczególnym uwzględnieniem relacji ja-nieznajoma) Tymczasem
J.W. nie odrywał oczu od dziewczyny. Też musiał się zagubić.
Najwyraźniej jednak nie w domysłach, lecz raczej w jakiś sennych
marzeniach. Sytuacja zaczynała być irytująca. Nieznajoma
wstrząsnęła włosami i wdzięcznie roześmiała się. Kiedy się trochę uspokoiła,
pochyliła się w moim kierunku i zapytała z rozbawieniem w głosie.
- Możesz dać mi papierosa ? Powiadasz, że takie sekrety nie uchodzą
w cywilizowanym towarzystwie. Czuję się wzruszona !
Powiedziałeś to takim obrażonym tonem, że nie mogłam się powstrzymać.
Ech ci współcześni mężczyźni... Biedaczku dlaczego jesteś taki spięty i blady
jak wykrochmalone prześcieradło ? Nie bój się malutki, nie zrobię ci nic złego.
Może kiedyś wyjawię ci tę słodką tajemnicę. Zadowolony jesteś ?
Dasz mi tego fajka czy nie ?
Nie wiem dlaczego, ale poczułem się odrobinę głupio.
Poczęstowałem ją papierosem i podałem ognia. Cały czas świdrowała
mnie rozbawionym wzrokiem. BK przerwał krępującą ciszę. Chyba znalazł
sposób by zakończyć drążenie tego drażliwego tematu.
- No dobra. Skoro nie chcesz powiedzieć skąd go znasz, niech i
tak zostanie. Chciałbym jednak wiedzieć jak mamy się zwracać do
ciebie. Masz chyba jakieś imię ?
Spojrzała w jego stronę i posłała mu jeden z najsłodszych
uśmiechów jakie kiedykolwiek widziałem w swoim krótkim życiu.
- Możecie mówić mi Nadja. Zadowoleni ?
Bez przekonania kiwnęliśmy głowami. BK w trakcie
potakiwania niechcący odkrył suche dno swojej szklanki.
- Słuchajcie no, my tu gadu-gadu a szklanki suchością grzeszą.
Skoro już się znamy, to proponuję toast za spotkanie.
Nadju, czego się napijesz ?
BK zrobił się trochę bardziej uprzejmy niż zwykle.
Niestety tylko w stosunku do pięknej nieznajomej.
Do nas zwrócił się całkowicie normalnie.
- Idę do barku. Jeśli ktoś z was chce jeszcze jedno piwo,
niech wykłada kasę. Pani wybaczy lecz kondycja finansowa
tych dżentelmenów wymusza na mnie takie postępowanie.
Dziewczyna z wyrozumiałym uśmiechem przyjęła wyjaśnienie i obdarzyła
BK kolejnym zabójczym uśmiechem.
- No skoro tak, to poproszę o belfasta, mam ochotę na coś czarnego.
BK wyszczerzył zęby w odpowiedzi i zwrócił się w moją stronę.
- Dla was chłopaki, to co przedtem ?
Razem z J.W. bez entuzjazmu kiwnęliśmy potakująco głowami.
BK nie musiał wspominać o naszej kondycji finansowej.
Sam nie był od nas lepszy. Wyrachowany sknera i hipokryta.
Wymieniliśmy znaczące spojrzenia i bardzo powoli zaczęliśmy
wysupływać złocisze. Zauważyłem, że gęba naszego etatowego
bawidamka zaczęła jakoś podejrzanie promienieć. Takie mogły być
efekty przedawkowania czarownych uśmiechów.
BK zainkasował naszą gotówkę, podszedł do barku i stanął w kolejce
za jakąś niską blondynką. J.W. wykorzystał rozprężenie atmosfery
i powściągliwie przepraszając udał się do toalety.
Zostałem z nią sam na sam. Siedzieliśmy w milczeniu i paliliśmy
papierosy. Awantura na ulicy umilkła definitywnie.
Samochód powoli odjechał spod okien Marcinka".
Drzwi kawiarni otworzyły się i stanął w nich lekko zaczerwieniony,
młody mężczyzna. Nadja przerwała milczenie.
- Oho, oto niesamowity szczęściarz. Zdaje się, że właśnie przed
chwilą uniknął czegoś bardzo groźnego. Kto wie,
może od dzisiaj jego życie ulegnie całkowitej przemianie.
Stał się bogatszy o nowe i niezapomniane doświadczenie.
To powinno zaprocentować.
Zaciągnęła się papierosem, nie spuszczając oczu z nowo przybyłego.
- Mmm, naprawdę tak uważasz ?
Bez przekonania przyjrzałem się przybyszowi.
Według mnie wyglądał na typowego, trochę już zawianego studenta.
- O to bardzo łatwo poznać. Tacy ludzie aż rzucają się w oczy.
Mocne przeżycia zawsze pozostawiają ślad na ludzkim życiu i,
co za tym idzie, na zachowaniu. Nie patrz tak na mnie.
Ty też w pewnym sensie jesteś szczęściarzem i twoje życie też się zmieni.
Spojrzała z uśmiechem prosto w moje oczy. Oczywiście,
odpowiedziałem w myślach, żebyś wiedziała. Pojutrze zamkną mnie w szpitalu
wariatów. Jednak powstrzymałem się od zwierzeń tego typu.
Spróbowałem zażartować.
- A z tym się nie zgodzę. Muszę wypić kilka browarów więcej,
żeby wyglądać tak jak ten koleś. A mówiąc trochę poważniej -
mogłabyś jakoś to wyjaśnić ? Mam na myśli te twoje przewidywania
dotyczące przyszłych zmian mego życia. Czy może przypadkiem jesteś wróżką?
Dziewczyna głęboko zaciągnęła się papierosem.
Zapadło krótkotrwałe milczenie. Niesamowity Szczęściarz"
zajął miejsce w kolejce do barku. Najwidoczniej rozpoczynał
życie alkoholika. Wcześniej pewnie był abstynento-wegetarianinem.
Niezła zmiana. Los nikogo nie oszczędza. Nadja wypuściła imponującą
chmurę dymu i z lekką ironią spojrzała mi prosto w oczy.
- Ale żartowniś z ciebie. Oczywiście, że mogę ci wszystko wyjaśnić.
Twój problem polega na tym, że tego nie zrobię. Przynajmniej nie teraz.
Na wszystko przychodzi odpowiedni czas i miejsce.
Gdybym teraz spróbowała cię oświecić, najprawdopodobniej,
najzwyczajniej w świecie puknął byś się w czoło i umarł ze śmiechu.
A wróżką nie jestem. Co za idiotyczne pytanie ! Pozwól, że teraz ja
o coś zapytam: czy jakiś czas temu nie przeżyłeś czegoś niezwyczajnego ?
Zagryzłem wargi. Moje żarty wydały mi się głupie i banalne. Mimo to coś osiągnąłem.
Miałem pewność, że Nadja wiedziała dużo więcej ode mnie. Dodatkowo,
instynktownie przeczuwałem, że w jakiś nieokreślony sposób była odpowiedzialna
za moje dzisiejsze paranoiczne przeżycia. Znowu poczułem na ustach lekki
posmak nieuzasadnionego strachu. Straciłem z trudem odzyskaną pewność siebie.
Tymczasem BK z namaszczeniem załadował szklanki z piwem na tackę.
Ze zdenerwowaniem zgasiłem papierosa.
- Eee ten tego... No więc, skoro już się tak rozgadaliśmy, to faktycznie
muszę wyznać, że dzisiaj przeżyłem coś, jakby to powiedzieć, niespotykanego...
Czy gdybym opowiedział ci co się wydarzyło, to czy... pomogłabyś wyjaśnić mi
przyczyny tego hm... zjawiska ?
Z ostrożnością podniosłem oczy znad popielniczki. Nie było niczego
interesującego w namiętnym ugniataniu kiepa. Zdawało mi się, że pułapka została
zastawiona po mistrzowsku. Czekałem tylko na zwierzynę. Złapie się, czy nie ?
Tymczasem dzielny BK ostrożnie minął Niesamowitego Szczęściarza" i powoli zbliżał
się niosąc tacę z czterema szklankami piwa. Dziewczyna odrzuciła włosy do tyłu.
Teraz ja zostałem obdarzony boskim uśmiechem".
- Błędne założenie, po pierwsze - nie jestem tutaj by ci w czymkolwiek pomagać i
cokolwiek ułatwiać. To, że przysiadłam się do waszego stolika to nic innego jak
wyrachowana kontrola moich własnych, egoistycznych interesów. Po drugie - sam się
przyznałeś, że faktycznie miałeś jakieś dziwaczne przeżycie, a to tylko potwierdziło
moje przypuszczenia wysnute na podstawie twojego wyglądu i zachowania. Mogę
tylko dodać, że moje przeczucia mówią mi, że najlepsze jest dopiero przed tobą.
To jedno mogę ci teraz powiedzieć. A po trzecie, mój kochany, masz całkowitą rację
- rozgadaliśmy się. Na mnie już pora. Późno się zrobiło.
Zgasiła niedopałek, wstała i zaczęła zapinać kurtkę. Zaskoczony BK dotarł do nas
balansując tacą na boki.
- Co się tu dzieje ? Nadja co ty wyrabiasz ? Dopiero co przyniosłem piwo. Zostań
jeszcze. No chociaż napij się z nami. No co ty ? Z nami się nie napijesz ?
Dziewczyna spojrzała na niego z widocznym rozbawieniem. Jego rozpaczliwe prośby
nie miały szans powodzenia.
- Wypijcie tego Belfasta na zdrowie. Mi ochota na piwko przeszła. Poza tym muszę
już lecieć. Pozdrówcie tego trzeciego. Do zobaczenia. Miło było was poznać. Szczególnie
ciebie.
To ostatnie zdanie było skierowane do mnie. Roześmiała się dźwięcznym głosem i ruszyła
do wyjścia. Energicznie minęła Niesamowitego Szczęściarza", który właśnie co unosił do
ust kieliszek z wódką. W drzwiach, zatrzymała się. Zwróciła się w naszą stronę i
kiwnęła nam dłonią na pożegnanie. Musieliśmy mieć kosmicznie głupie mimy. Szczególnie ja.
- Stary coś ty jej powiedział ?
BK usiadł zdegustowany i rozczarowany przedwczesnym finałem tak obiecującego
wieczoru. Najwidoczniej ucierpiała jego męska duma. Gdyby spojrzenie mogło zabijać - już
bym nie żył.
- O rany nie patrz się tak na mnie. Niczego złego jej nie powiedziałem.
To była jakaś cholerna wariatka. Ile ona tu siedziała ? Pięć minut ?
Sam też byłem zaskoczony przebiegiem rozmowy. Najgorsze było jednak to,
że nic mi się nie wyjaśniło. Nawet bym powiedział, że nieźle się wszystko pochrzaniło.
Miałem w mej skołatanej głowie solidny mętlik.
Dziewczyna na pewno coś wiedziała i skrywała. Chyba, że wszystko tylko mi
się wydawało. I do tego jeszcze te, nie ukrywajmy, dziwaczne zachowanie.
Pierwszy raz w życiu do naszego stolika niespodziewanie przysiadła się atrakcyjna kobieta.
Kto wie, może była to jakaś pacjentka szpitala specjalnej troski" ?
Możliwe też, że dziewczyna po prostu wzięła za dużo LSD. Pojebać się każdy może.
Tylko dlaczego, u licha, sprawiała wrażenie, że wie o tym co widziałem i czułem ?
Chyba, że ja naprawdę potrzebuję pomocy psychiatry. Paranoja wszystko ci wytłumaczy,
jak mawiał mój dobry znajomy. I w ten to sposób, już drugi raz tego wieczoru,
postanowiłem oddać się w ręce specjalistów w białych fartuchach.
Tymczasem czas musiał płynąć dalej. Stopniowo zrezygnowałem z dalszych domysłów.
Siedzieliśmy w milczeniu. BK pogrążył się w zadumie. W trakcie tego ciężkiego
milczenia powrócił J.W. Minął Niesamowitego Szczęściarza", zaczynającego całkowicie
nowe życie z całkowicie nowym i pełnym kieliszkiem wódki. Mina J.W. wyrażała
jedynie zdziwienie. BK zniechęconym głosem ubiegł jego pytania i lakonicznie
opowiedział mu jak to ja (Główny Winowajca) przepędziłem rozmową ten, jakże
smakowity dla naszych męskich chuci, kąsek.
Reszta wieczoru minęła pod znakiem samczego picia piwa". Niesamowity Szczęściarz"
wytoczył się z Marcinka" zalany w przysłowiowe cztery dupy (oto jak niektórzy
zaczynają nowe życie). My zaś, opuściliśmy lokal godzinę po nim. Standardowo
skończyły nam się pieniądze i papierosy. BK zgorzkniał i miał do mnie wielki żal.
J.W. zamilkł na dobre. Ja czułem się średnio pijany. I bardzo dobrze.
Piwo całkowicie uleczyło moje niepokoje i gonitwy myśli. Postanowiłem
nie zwracać uwagi na rozmowę, którą odbyłem z Nadją. Mało to w dzisiejszych
czasach narkomanów i świrów. Nie można ufać nikomu. Narkoman lub świr może
wyglądać jak każdy z nas. Z takim przekonaniem wracałem samotnie nocnym autobusem.
Wysiadłem tam gdzie zawsze. Na tak zwanym Cholernym Przystanku".
(Jeszcze nigdy nie widziałem go w świetle dziennym) Od ciepłego łóżka dzieliło
mnie jakieś 150-200 metrów i jedna dosyć szeroka ulica do przejścia.
Zamyślony nad losem i znaczeniem współczesnych świrów i narkomanów,
odważnie wkroczyłem na przejście dla pieszych. Dokładnie trzy kroki dalej
usłyszałem rozrywający uszy pisk hamulców. Kiedy uniosłem wzrok,
zostałem oślepiony światłami reflektorów. To już jest koniec, przebiegło
mi przez głowę. Z rosnącym przerażeniem obserwowałem zbliżający się
kształt maski bliżej nieokreślonego, niebieskiego samochodu. Zamknąłem
oczy. Nagle pisk hamulców ucichł. Poczułem jak coś delikatnie dotyka
moich nóg. Powoli... Bardzo powoli otworzyłem oczy. Samochód stał
przede mną. Słyszałem jego ciepło mruczący silnik. Chłodnica dotykała
moich nóg na wysokości kolan. Ujrzałem też potwornie wykrzywioną twarz
kierowcy, która po sekundzie eksplodowała stekiem przekleństw.
Z nadmiaru wrażeń zakręciło mi się w głowie i prawie udało by się
zemdleć, gdyby nie twardy i zdecydowany dotyk rąk, które chwyciły
mnie pod pachami. Obróciłem głowę i spotkałem się z ... oczami Nadii.
- Co ty ... co ja ... co się tu ...
Ze zdenerwowania nie dałem rady złożyć całego zdania.
Całe moje ciało opanowały makabryczne dreszcze. Zacząłem trząść
się jak galareta. Nadja uśmiechnęła się.
- Dasz radę zejść z ulicy ?
W jej głosie zabrzmiała nuta ciepła i czegoś jakby czułości.
- Taaak...
Jak to bywa z prawdziwymi mężczyznami, przeliczyłem się z siłami.
Wprawdzie w pewnym stopniu udało mi się opanować dreszcze.
Jednak gdyby nie pomoc dziewczyny, dotarcie do tego Cholernego Przystanku"
zajęło by mi całą wieczność. Wreszcie usiedliśmy na twardej ławeczce.
Niebieski samochód powoli odjechał. Z jego wnętrza dobiegały nie kończące
się klątwy i przekleństwa dotyczące mojej osoby.
- Nie masz może papierosa ?
Zapytałem po bardzo długim milczeniu, mając ogromną nadzieję na pozytywną odpowiedź.
- Nie, nie mam.
Z rozczarowania aż westchnąłem. Zapadła krótka cisza, którą Nadja przerwała pytaniem.
- Dobrze się już czujesz ?
Potaknąłem głową. Ślina zaschła mi w gardle i ograniczyłem się jedynie do gestów.
- To dobrze. To bardzo dobrze. Chodźmy stąd. Nadszedł czas by wszystko ci
wyjaśnić. Nie cieszysz się panie ciekawski ?
Spojrzałem na nią kiedy mówiła do mnie. Jej głos w jakiś sposób się zmienił.
Brzmiał ciepło i mniej pewnie, całkowicie inaczej niż podczas spotkania w Marcinku".
- No ten , tego ... Chyba się cieszę.
Powiedzmy, że byłem zbyt zaskoczony, żeby okazywać radość. Poza tym straciłem do reszty i
tak już uszczuploną przez piwo zdolność do racjonalnego myślenia. Za to bardzo dobrze
zrozumiałem Niesamowitego Szczęściarza" - gwałtownie zapragnąłem napić się wódki.
Niestety przeczuwałem, że będzie to raczej niemożliwe do zrealizowania w najbliższym czasie.
Dziewczyna podniosła się i z szerokim uśmiechem spojrzała wyczekująco w moim kierunku.
Powoli powstałem. Dopiero teraz poczułem, że jestem cały mokry od potu.
Podmuch wiatru paskudnie oziębił całe moje ciało. Znowu zadygotałem. Spojrzała
na mnie z uwagą.
- Coś ci się stało? Zbladłeś i szczękasz zębami. Dobrze się czujesz ?
- To tylko z zimna. Ten wiatr jest cholernie zimny. Strasznie się spociłem z tych nerwów.
Mimo przejmujących podmuchów wiatru udało mi się opanować odruchy. Powoli zaczynałem czuć
się nieco lepiej. Nadja ciągle przypatrywała mi się z wytężoną uwagą.
- Wytrzymaj, to niedaleko, zaraz będziemy na miejscu. Możemy już iść ?
Przytaknąłem głową, odwróciła się i ruszyła w kierunku całkowicie przeciwnym niż
mój dom. Podreptałem za nią. Dookoła nas sterczały śpiące bloki. Osiedle nocą wyglądało
na wymarłe. Przyglądając się mijanym miejscom starałem się myśleć nad wydarzeniami dzisiejszego
wieczoru. Najpierw rzeczywistość w zwolnionym tempie. Choroba psychiczna albo jakiś
flash back". Później przysiada się ta piękna dziewczyna. Zdarzenie przed kawiarnią,
cholernie podobne do tego co przed chwilą przeżyłem. O co tu chodzi ? Cudem uniknąłem
śmierci i idę teraz za właścicielką cholernie zgrabnego tyłka, w całkowicie
niewiadomym kierunku. A tak właściwie to skąd się wzięła tak nagle ? Przecież nikt
oprócz mnie nie jechał tym autobusem. Na Cholernym Przystanku" też było pusto.
W pierwszej kolejności trzeba będzie się zapytać właśnie o to. O bogowie...
Ale bym zapalił papierosa !! Zaczynam mieć dosyć. Jestem zmęczony dzisiejszym dniem.
Ale trzeba się skupić. Nie ma lekko... Teraz Nadja ma mi wszystko wyjaśnić.
To będzie ciekawe. Tylko... Zdaje się, że mówiła, że najlepsze dopiero przede mną.
Czy coś w tym stylu ? Pewnie chodzi jej o seks. Tylko dlaczego ja ? Nimfomanka ?
Może chce mieć dziecko bez faceta. Jeden numerek. Żadnych zobowiązań.
Teraz to chyba jest popularne. Te no, kobiety wyzwolone i samodzielne.
W sumie to nie miałbym nic przeciwko. Trochę jestem zmęczony i pijany, ale
obowiązki wobec natury to rzecz święta. A może... Idę za jakąś naszprycowaną,
cholernie groźną wariatką. Psychopatka ! Ktoś ją kiedyś zgwałcił a ona teraz
morduje losowo wybranych kolesi. Z drugiej strony skąd ona wiedziała, że miałem
jakieś ciężkie jazdy w tym cholernym Marcinku". No nie no, mówiła, że wyglądałem
wyjątkowo nieciekawie. Tak na marginesie trochę szkoda, że nikt tu nie chodzi o tej
porze. Poczułbym się trochę pewniej. Bo jeśli to psychopatka to... No dobra nie ma
sensu tego ciągnąć. Zaraz się zatrzymamy, ona wszystko wyjaśni a ja spokojnie sobie
wrócę do cieplutkiego łóżeczka. No chyba, że obowiązki wobec natury trochę mnie zatrzymają...
Mój wspaniały plan pokrzyżowała nagła fala dreszczy, która z siłą bomby atomowej
wstrząsnęła moim ciałem. Zazgrzytały zęby. Tysiące drobniutkich szpilek pokryło
mój kark. W żołądku czułem rosnący ciężar. Najgorsze jednak było to, że przyczyną
tych reakcji organizmu nie był wiatr, lecz atak irracjonalnego strachu. Wokół
nas coś dziwnego zaczynało dziać się z powietrzem. Miliony maleńkich drobinek
pojawiło się znikąd i zaczęło krążyć wokół dziewczyny. Nadja zatrzymała się i
obróciła w moją stronę.
- To już tutaj. Znowu drżysz ?
Ledwo ją zrozumiałem. Jej głos był straszny. Poszczególne dźwięki bardziej
przypominały mi charkot zdychającego na wściekliznę psa, niż ludzką artykulację.
Z dziewczyną najwyraźniej zaczynało się coś dziać. Otaczające ją powietrze
iskrzyło od jakiejś niepojętej energii. Poczułem jak moje nogi zaczynają dygotać.
Pojawiła się nieznośna suchość w gardle i z całych sił zapragnąłem jak najszybciej
znaleźć się w ciepłym i bezpiecznym łóżku. Mimo tego, zmusiłem się by po raz ostatni
spojrzeć w twarz dziewczyny. Od razu pożałowałem tej żałosnej odwagi. Na moich oczach
Nadja przeobrażała się. Tęczówki jej oczu stawały się coraz bardziej cytrynowe.
Zrozumiałem swą pomyłkę. To na pewno nie były szkła kontaktowe.
Twarz dziewczyny straciła delikatność rysów i stawała się potwornie pociągła.
Wszystko działo się w całkowitej ciszy i w błyskawicznym tempie. Zamarłem przed nią,
sparaliżowany jakimś niezrozumiałym bezwładem wszystkich kończyn.
Moje mięśnie stężały i nie byłem w stanie nic zrobić. Powoli, z wielkim wysiłkiem,
przełknąłem ślinę i dygocząc ze strachu wyszczękałem odpowiedź.
- Tuutaj ? Jużż ? Taaak blissko ? Eee too tyllko... No wieszsz ...
Taaki drugipowiewwiiiaterka...
Niestety wiedziałem, że w mojej obecnej sytuacji nie pomoże nawet najlepsze kłamstwo.
Nie miałem pewności, ale domyślałem się dalszego przebiegu wydarzeń.
Mój umysł uciekł tak daleko, jak było to tylko możliwe. Ciało pozostało,
bezradnie rozglądając się w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy.
Ocknąłem się o świcie. Leżałem na tym Cholernym Przystanku".
(Pierwszy raz obejrzałem go w promieniach słońca.) O dziwo nie byłem
zmarznięty. Czułem się za to potwornie wyczerpany. W głowie huczało mi
od odgłosów nielicznych, porannych samochodów. Szyja piekła mnie żywym ogniem.
Powoli i niezdarnie wstałem i wróciłem do domu, gdzie od razu padłem na łóżko
i zasnąłem. Obudziłem się dopiero późnym wieczorem. Ze zdziwieniem stwierdziłem,
że czuję się świetnie. Nic mnie nie bolało, przepełniała mnie energia i chęć
działania. Nie zastanawiając się narzuciłem kurtkę i wybiegłem z domu.
Miasto wyglądało przepięknie. Zachwycało dźwiękami i kolorami.
Zachłysnąłem się nimi i roześmiałem ze wszystkich sił. Mijający mnie
ludzie spoglądali z przestrachem i stukali się palcami w czoła. Nie zwracałem
na nich uwagi. Moje życie uległo całkowitej przemianie. Stałem się kimś
zupełnie innym. To było wspaniale uczucie. Faktycznie, najlepsze było
dopiero przede mną...
KONIEC HAPPY END itd. itp.
Aby przeczytać komentarze dotyczące powyższych tekstów, należy kliknąć tutaj.
Teksty pochodzą ze strony 5000słów.
Prawa autorów wszystkich tekstów na stronach 5000słów zastrzeżone (kopiowanie, publikacja, publiczne odczyty w całości lub fragmentach tylko za zgodą autorów)
Czas utworzenia pliku: sobota, 30 października 1999 roku. Godzina 10:36:36.