GAZETĄ W PRZESTĘPCÓW

12.09.1997 r.

Z Tadeuszem Kaczmarkiem, rzecznikiem Komendy Wojewódzkiej w Radomiu rozmawia Arkadiusz Kutkowski.

- Często można usłyszeć opinię, że prasa poszukując sensacji przyczynia się do brutalizacji życia społecznego. Czy pan, obserwując nasz rynek prasowy podziela te opinie?
- Tak. Jeśli podsuwa się czytelnikowi pewne tematy, na przykład opisy mordów czy gwałtów i równocześnie pomija się działania policji nakierowane na ujęcie ich sprawców, to wytwarza się rodzaj psychozy, że jest niebezpiecznie, że na naszych ulicach panuje prawdziwy terror. Równocześnie rozzuchwala to samych przestępców, którzy też przecież czytają gazety i dowiadują się, że policja jest bezsilna, prokuratura łaskawa, a sądy nierychliwe.
- To surowa ocena. Może pan podać jakiś przykład?

- W ubiegłą niedzielę wytypowałem do kroniki policyjnej rozsyłanej do mediów 9 informacji. Siedem z nich było bardzo optymistycznych: o skutecznych działaniach policji i ujęciu kilku przestępców. Dwa traktowały o przypadkach gwałtownej śmierci: zabójstwie i postrzeleniu się. Proszę zgadnąć - które znalazły się nazajutrz w gazetach w tym waszej?
- Podejrzewam, że te o zabójstwie i postrzeleniu.

- No właśnie. W ten sposób kreuje się pogląd nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością.
- Dziennikarze są jednak pod presją czytelników, którzy domagają się sensacji. Gazeta, która zastosowałaby się do wskazanych przez pana reguł, przegrałaby w konkurencji z innymi.

- To nie jest wcale takie pewne. Jeśli ciągle podsuwa się publiczności określone danie, to siłą rzeczy zwiększa się na nie apetyt. Tak jest właśnie z informacjami negatywnymi i pozytywnymi. Podejrzewam, że to dziennikarze wyrobili w czytelnikach takie, a nie inne gusta, na które teraz tak narzekają.
- Zna pan sposób na zmianę takiego stanu rzeczy?

- Prostej recepty na pewno nie ma. Ale ja jestem pod wrażeniem z francuskim kompozytorem, któremu niedawno ukradziono w Radomiu samochód i nasi policjanci go odzyskali. Otóż ten Francuz powiedział, że media w jego kraju powoli przestają epatować odbiorców okrucieństwami i przemocą, bo to przyczyniło się do wzrostu przestępczości. Teraz widać tam zgoła odmienną tendencję - do informowania, że ludzie potrafią się bronić, i że wymiar sprawiedliwości jest skuteczny. W Polsce też zapewne dojdzie do podobnej ewolucji. Zresztą tragiczny wypadek księżnej Diany powinien dać wszystkim do myślenia.
- Prasa bywa także sojusznikiem policji. Na Zachodzie czy w USA prowadzone są wspólne działania, których celem jest zwalczanie przestępczości. Mówię tu choćby o akcjach typu "crime stoppers"...

- No właśnie. Tworzy się tam mniej czy bardziej formalne organizacje chcące walczyć z wszelkimi patologiami w dystrykcie, okręgu czy prowincji. W skład takiej grupy wchodzą miejscowi społecznicy, psychologowie, socjologowie, a także przedstawiciele mediów i policji. System działa w ten sposób, że policja daje "tematy do rozpracowania", media je upowszechniają, a władze lokalne fundują nagrody dla osób, które przekażą jakieś ważne informacje na zadany temat. Każda ze stron odnosi korzyści. Policja ma dane na temat przestępców, władze więcej porządku i bezpieczeństwa, prasa tematy do publikacji.
- "Poszkodowani" są tylko przestępcy...

- To szczególnie ważne, aby osoba naruszająca prawo odniosła wrażenie, że jest osaczona. Po prostu "czuje" na sobie spojrzenia innych i nie może być pewna, czy ktoś, kto ją przypadkowo obserwuje, nie będzie informatorem policji - i to informatorem anonimowym. Przestępcy są rzeczywiście w potrzasku.
- "Crime stoppers" funkcjonuje również w Radomiu - jako w pierwszym mieście w Polsce. Jakie są dotychczasowe efekty?

- Działamy od miesiąca Pieniądze na nagrody dają prezydent Radomia i wojewoda. Uzyskaliśmy dotąd około 50 informacji zakwalifikowanych jako bardzo ważne. Niektóre pochodziły aż ze Szczecina i Śląska. Szczegółów oczywiście nigdy nie ujawnię, powiem tylko, że chodzi o takie sprawy jak kradzieże samochodów, przebijanie numerów silnika, czy nielegalne rozlewnie alkoholu. Start systemu oceniamy jako wyjątkowo dobry. Zresztą inne komendy w Polsce, chociażby w Poznaniu, chcą kupić nasz pomysł.
- Na jakie nagrody mogą liczyć osoby informujące policję?

- Są to kwoty od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Wszystko zależy od wagi informacji. Np. w USA obywatel, który przyczynił się do ujęcia sprawców napadu na bank, dostał około 2 tys dolarów.
- Wypłaciliście już komuś pieniądze?

- Otóż - ciekawa sprawa - nikt się tego nie domagał! Niektórzy czuli się wręcz obrażeni propozycją wynagrodzenia. Mówili, że dzwonią na policję z przyczyn etycznych, a nie materialnych!
- Na jakich informacjach najbardziej wam zależy?

- Dotyczących najbardziej uciążliwych przestępstw. A więc wspomnianych już kradzieży samochodów, napadów na kobiety, wyrywania im torebek, wypadków samochodowych. Nasi sponsorzy ucieszyliby się, gdyby udało się ustalić wandali niszczących mienie komunalne i przystanki MPK. Oczywiście nie wykluczamy, że w jakiś specjalnych, drastycznych sprawach wystosujemy oddzielny apel za pośrednictwem mediów.
- Może przypomnijmy numer telefonu "crime stoppers".

- 45-25-25. Czynny jest codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 8-10, a w poniedziałki dodatkowo od 14 do 18. Można też korzystać z całodobowej "automatycznej sekretarki". Przypomnę, że informator nie przedstawia się, a oficer po drugiej stronie linii telefonicznej podaje mu jedynie kodowany numer. Jeżeli informacja okaże się ważna, ogłasza się za pośrednictwem prasy tylko część tego kodowanego numeru. Wtedy właśnie informator może po raz kolejny skontaktować się z policją, podać pełny numer swojego kodu oraz konto bankowe, na które wpłynie nagroda.
- Dziękuję za rozmowę.

 

         TopNet Radom       Fabryka Reklamy