Ameryka w Radomiu

10.01.1998

Crime Stoppers - zasada jest prosta: dzwonisz i przyczyniasz się do ujęcia przestępcy.

     Mieszkańcy wsi ze zdumieniem przecierali oczy, gdy zauważyli pędzące policyjne radiowozy. Jak świat światem, nikt tu nie pamiętał wizyty policjantów, a co dopiero całego plutonu. Policjanci zatrzymali się przed jedną ze stodół. Stały w niej eleganckie samochody. W chwilę później zatrzymano gospodarza podejrzewanego o udział w kradzieży aut. "Ktoś go musiał sypnąć" - poszła wieść po wsi.
     Tadeusz Kaczmarek, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu może o Crime Stoppers mówić godzinami. Termin z języka angielskiego jest nieprzetłumaczalny. Jak wyjaśnić, że chodzi tu o ścisłą współpracę społeczeństwa z policją? Może lepiej powiedzieć, że chodzi o telefoniczne donosicielstwo. Osoba, która zadzwoni na policję i przyczyni się do złapania bandziora, może liczyć na nagrodę pieniężną. Akcję policyjną we wsi niedaleko Radomia, gdzie znaleziono kradzione samochody zapoczątkowała informacja od anonimowego informatora.
     Rzecznik opowiada o Crime Stoppers, jednocześnie przegląda informacje w Internecie, by od razu pokazać, o co tu chodzi.
     - O jest! Strona internetowa Crime Stoppers w Kansas City. Szczegółowe wyjaśnienia: co to jest, kto płaci, za co. Wszystko, co chcemy wiedzieć, nawet zdjęcia poszukiwanych, najgroźniejszych zabójców - pokazuje rzecznik na monitorze komputera.
     W USA akcję wymyślił Greg MacAleese w 1976 roku, szeregowy policjant z wydziału prewencji stanu Nowy Meksyk. Zasada jest prosta: dzwonisz i przyczyniasz się do ujęcia łobuza.
     - Wielokrotnie badano, dlaczego świadkowie przestępstw nie chcą współpracować z policją. Okazało się, że ludzie albo boją się zemsty, albo też zwyczajnie im się nie chce - dodaje rzecznik.
     Wymyślono jednak sposób, by ochronić świadka przed zemstą. Wprowadzono zasadę pełnej anonimowości. ten, kto dzwoni, nie musi się przedstawiać. Po skończonej rozmowie funkcjonariusz nadaje informatorowi kod cyfrowy. Gdy następnym razem zadzwoni, powołuje się tylko na ten numer.
     Jeśli okaże się później, że jego informacje były na tyle cenne, że przyczyniły się do złapania przestępcy, może liczyć na pieniądze.
     Pieniądze są lekarstwem na bierność ludzi, za informację można otrzymać w USA 1000 USD. Taka suma jest nie do pogardzenia i skusiła już nie jedną osobę. Dodać trzeba, że za szczególnie groźne sprawy, jak morderstwa, podpalenia, krwawe rozboje, można dostać jeszcze więcej. Pozostaje pytanie, jak bezpiecznie przekazać pieniądze. I na to znaleziono sposób, informator podaje numer konta w banku. Bank jest zobowiązany do przestrzegania tajemnicy. Zresztą konto nie musi być na nazwisko informatora, a na członka jego rodziny czy znajomego. Pieniądze z puli policji trafiają właśnie na takie konto. Od początku do końca policjanci nie wiedzą nawet, kim był informator. Nie widzieli jego twarzy, a słyszeli tylko głos w słuchawce telefonu. Korzyści ma też policja: przestępca siedzi za kratkami, a kulisy zbrodni są wyjaśnione.

Cennik przestępstw
     Policja radomska powieliła amerykański model współpracy mieszkańców ze stróżami porządku. 20 sierpnia tego roku rozpoczął działanie radomski telefon Crime Stoppers. Dla potrzeb tej akcji wykorzystano działający od prawie 3 lat policyjny telefon zaufania. Pod numer 45-25-25 zaczęły spływać pierwsze informacje.

"Dzień dobry. Dzwonię z Radomia. Przyjrzyjcie się hurtowni z ulicy (...). Każdej nocy podjeżdżają tam dziwne transporty. Gdy nikt już nie pracuje, tam młodzi faceci szybko i sprawnie rozładowują i załadowują towar".

"Cześć. Wiem, kto napadł na sklep z ul (...). Nazywa się (...), ale wszyscy w dzielnicy znają go z pseudonimu (...). Znajdziecie go w melinie (...).

"Mój sąsiad, młody szczyl, to złodziej. Często nie ma go całą noc, wraca z kolesiami dopiero nad ranem. Siedzą, piją, dzielą łupy".

     - To nie jest odkrycie Ameryki, że tyle wiemy, ile się dowiemy. Nie traktujcie tego jak donosicielstwa, ale obywatelski obowiązek. W województwie mamy kilka nie wykrytych zabójstw. Plagą są kradzieże samochodów, napady na przechodniów. Bez informacji nic nie wskóramy - powiedział tuż po rozpoczęciu eksperymentu inspektor mgr inż. Zdzisław Marcinkowski, szef Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.
     Pieniądze na nagrody ufundował samorząd Radomia. Prezydent Kazimierz Wlazło przekazał 5 tys. zł. Kolejne obiecał wojewoda radomski. Lista ofiarodawców na tym się kończy - policja czuła na wszelkie podejrzenia o przyjmowanie "prezentów" nie chce, by pochodziły one od firm czy osób prywatnych.
     Sponsor akcji, czyli prezydent Radomia, ma wpływ na nagradzanie informatorów. Zastrzegł, że w interesie władz miasta leży powstrzymanie fali wandalizmu: niszczenia przystanków autobusowych, mienia komunalnego, ławek w parku, wybijania szyb. Prezydent zapowiedział, że informatorzy, którzy wskażą rabusiów specjalizujących się w wyrywaniu kobietom torebek, będą traktowani priorytetowo.
     Nie powstał żaden "cennik" radomskiego Crime Stoppers. Wiadomo, że policji zależy na rozwikłaniu każdego przestępstwa: od takich incydentów, jak rozbijanie wystaw sklepowych, poprzez włamania, po najcięższe sprawy. Sam komendant KWP będzie oceniał, ile trzeba dać pieniędzy za konkretną sprawę. Wszystko zależy od wagi informacji.

Darmowi informatorzy
     Do końca listopada tego roku, po trzech miesiącach działania telefonu, policja w Radomiu otrzymała blisko 200 telefonów z ciekawymi informacjami. Na ich podstawie wszczęto wiele postępowań lub też zatrzymano przestępców. Dzięki CS rozbito ponad 20 gangów zajmujących się przemytem i rozlewaniem alkoholu, odzyskano kilka skradzionych samochodów, złapano kilku złodziei aut. Wielu spraw nie można jeszcze ujawnić, trwa "rozpracowywanie" przestępców.
     Co ciekawe, po artykułach w gazetach ogólnopolskich, gdzie zamieszczono radomski numer telefonu, zaczęły spływać informacje nie tylko z województwa radomskiego. Dzwonili np. ludzie ze Szczecina, którzy wskazali przemytników szmuglujących towar do Niemiec, inny sygnał pochodził ze wschodniej granicy Polski, gdzie w przemyt zamieszana była spora grupa osób. Telefonowali ludzie ze Śląska... Te informacje przekazano z Radomia do Komendy Głównej Policji.
     Inną ciekawostką programu jest to, że pula 5 tys. zł jest do dziś nienaruszona.
     - Okazało się, że ludzie nie chcą pieniędzy. W kilku przypadkach proponowaliśmy nawet nagrodę, ale ludzie byli wręcz obrażeni na tę propozycję. Mówili, że dzwonią na policję z przyczyn etycznych, a nie materialnych - stwierdził rzecznik Tadeusz Kaczmarek.
     Niemniej w zeszycie policjanta dyżurującego przy telefonie jest wpisanych kilka kodów cyfrowych. Otrzymali je informatorzy drobnych spraw, mniej istotnych dla policji.
     - Na szczęście w ostatnim czasie nie mieliśmy też poważnych przestępstw - dodał T. Kaczmarek.
     Wydarzeniem ostatnich dni był fałszywy alarm o podłożeniu bomby na radomskim dworcu kolejowym. Głupi żart nieodpowiedzialnej osoby zdezorganizował pracę PKP na kilka godzin. Pociągi z Warszawy, Krakowa, Lublina przejeżdżające przez Radom musiały zatrzymywać się poza stacją. W akcji sprawdzania uczestniczyło wielu policjantów i strażaków. Dwie tajemnicze paczki - jak się okazało fałszywe bomby, znalezione w tunelu dworca - musiała rozbrajać brygada pirotechniczna ściągnięta do Radomia z Warszawy. Koszt pracy brygady wyceniono na 10 tys. zł. Po zakończeniu alarmu komendant wojewódzki wyznaczył wysoką nagrodę dla osoby, która wskaże żartownisia. Na razie nie ma ani jednego sygnału w tej sprawie.

Rozmowy nagrywane
     Opiekę nad telefonem CS sprawuje nadkomisarz Grzegorz Lelejko, naczelnik Inspektoratu Komendanta Wojewódzkiego Policji w Radomiu. Telefon jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 8 - 10, a w poniedziałki dodatkowo od 14 do 18. Gdy naczelnik wychodzi, włącza automatyczną sekretarkę. Przez popołudnie i wieczór zawsze nagrywa się na nią kilka rozmów.
     - Nie wszystkie dotyczą przestępstw. Trzeba pamiętać, że numer 45-25-25 służy też od trzech lat jako telefon zaufania. Ale po ogłoszeniu Crime Stoppers liczba rozmów podwoiła się - mówi G. Lelejko.
     Codziennie naczelnik odbiera kilka, kilkanaście telefonów. W poniedziałki sygnałów jest jeszcze więcej. To zrozumiałe. W czasie weekendu ludzie więcej podróżują, odwiedzają znajomych, więcej rozmawiają o przestępstwach. Gdy coś zauważą - dzwonią na policję. Okazało się, że często informatorami są porzucone dziewczyny bandziorów. Dosłownie wykopał mnie z łóżka i poszedł spać z tą dziwką - ochoczo donoszą byłe kochanki bandytów. Gdy już kobiety wyleją żale, mówią, skąd ich facet bierze pieniądze, jakim procederem się zajmuje i co ma na sumieniu.
     - Trzeba być psychologiem i dobrym praktykiem, wiedzieć, jak pokierować rozmową. Zawsze powtarzam informatorom, że żadna krzywda im się nie stanie. I tak jest. Gdyby po Radomiu rozeszła się wieść, że któryś z informatorów ucierpiał, ludzie nie dzwoniliby - potwierdza naczelnik G. Lelejko.
     Rzecznikowi T. Kaczmarkowi marzy się prawdziwa instytucja Crime Stoppers, jak w Stanach.
      - To nie jest zwykłe 997, jak u nas. To cała instytucja - dodaje T. Kaczmarek.
     Ludzie w USA wiedzą, że bezpieczeństwo nie polega tylko na pracy policji, ale zależy też od każdego obywatela. Ludzie wstępują do CS, tworząc szeroki blok poparcia społecznego. Organizacja potrafi zjednać ludzi o dużym autorytecie społecznym. Apelują oni o datki na nagrody, sami przekazują okrągłe sumy. W skład grupy wchodzą miejscowi społecznicy, psychologowie, socjologowie, a także przedstawiciele mediów. Ci ostatni dostają wiadomości od policji o konkretnych sprawach, np. szukamy groźnego zabójcy. Drukowane są podobizny morderców. Informacje o bezpłatnym numerze CS (zaczynającym się na 0-800) widnieją na plakatach, bilbordach, w metrze i na ulicy. W całych Stanach Zjednoczonych jest 1100 ognisk CS i 61 stron w Internecie. Zaglądamy na jedną z nich. Przy zdjęciu z brodatym facetem czytamy: Szukamy Franka Fontany, sprawcy morderstwa i podpalenia domu. Specjalna nagroda - 21.000 USD".

ANTONI SOKOŁOWSKI

 

         TopNet Radom       Fabryka Reklamy