










 |
WRESZCIE
COŚ Z NIMI ZRÓBCIE
Życie - 16.08.1997rA propos inicjatywy radomskiej policji -
obiecuję informować.
Nie wiem jak Państwo, ale ja żyję
w Polsce w poczuciu nieustannego zagrożenia. W pierwszej
kolejności zagrażają bandyci, chuligani i zwykłe
jołopy, które w poczuciu całkowitej właściwie
bezkarności powielają wzory zaczerpnięte z telewizji.
Mieszkanie, rower, zegarek, wreszcie nos i szczęka
stają się wyzwaniem dla hołoty. Bardzo zamożni nasi
rodacy odgradzają się przeto od żuli prywatnymi
ochroniarzami, superalarmami i wydzielonymi strefami
(osiedlami) bezpieczeństwa.
Cóż jednak mają zrobić ci,
którzy mogą liczyć co najwyżej na ochronę
państwowej policji i - ewentualnie - życzliwość
przechodniów, sąsiadów? Ci, którzy nie należą ani
do świata wybrańców fortuny, ani do świata
przestępczego?
Otóż, pozornie, nic nie mogą.
Podatki zapłacił. Sugerować, by z bronią w ręku
stanęli przeciw przestępcom, niczym Jack Nicolson albo
Charles Bronson - co, zdaje się, jest marzeniem
zwolenników powszechnego posiadania broni - to fantazja.
Jedyną szansą zwykłych ludzi jest donos.
To tradycja obca polskiej kulturze.
Porządny kolega z pracy nie kabluje na kolegów,
kierowca na kierowców, dzieci na rodziców. Są kraje,
gdzie donoszą, owszem. U nas nie. I tej tradycji
narodowej porzucać nie chcę!
Ja tylko proszę o wyjątek.
Donośny, bez krztyny wyrzutu sumienia, na
przedstawicieli najgroźniejszego naszego wroga, tych
Tatarów III Rzeczypospolitej, morderców i złodziei.
Żebym mógł chodzić po ulicach bez strachu.
JAN WRÓBEL
|