Na tej stronie, jak sama nazwa wskazuje znajdziesz artykuł na interesujący nas w konkretnym miesiacu temat. Będziecie mogli przeczytać opinie redakcji, ale przede wszystkim zależy nam na Waszym czynnym udziale. Piszcie do nas i wypowiadajcie się... Zamiescimy najciekawsze opinie na łamach tego działu... Czekamy !

Pozostałe tematy:

ORGIE POD PRYSZNICEM, CZYLI SEX PO STUDENCKU

O tej ważnej, miłej i nastręczającej często wielu kłopotów i zmartwień sferze ludzkiego życia, pisze i mówi się coraz więcej, a co najważniejsze - szczerzej.
Słowo seks nie jest już słowem zakazanym. Ba ...Nawet rzadko wywołuje rumieniec. Coraz częściej i chętniej zaglądamy pod kołdrę polityków, gwiazd muzycznych i filmowych.. My postanowiliśmy zajrzeć pod studencką kołderkę ... a właściwie pod prysznic.
Każdy przeciętnie rozgarnięty człek przyjął napływające zewsząd informacje, że seks to nie wszystko; że istotnie są warunki (nie tylko zewnętrzne), że nie wolno pobieżnie traktować tak subtelnej sfery - osobowości erotyczne - swojej lub partnera, że ... Ale jak śpiewa Piotr Bukartyk "każdy ma prawo do orgazmu". I niekiedy nie sposób wręcz go sobie odmówić tylko dlatego, że w sklepie nocnym nie ma świec, a współlokatorzy właśnie rozpoczęli tę część biesiady , gdy nie ważne co się pije i w jakiej tonacji śpiewa.
Mówiąc krótko: pokój jest zagospodarowany przez amatorów win i śpiewu, a dwie przyjazne sobie dusze (a przede wszystkim ciała) czują nieodpartą potrzebę uzgodnienia wzajemnego stosunku. Można to odłożyć, ale czy nie szkoda tego blasku, który razi wszystkie pruderyjne istoty znajdujące się w pobliżu? Oj żal! Skoro dokonało się już wyboru, że nie ważne "gdzie" ale "z kim" to pozostaje jedno: wziąć prysznic - oczywiście ciepły! Prysznic w "przeciętnym szanowanym' akademiku to miejsce znienawidzone przez czyścioszków, a uwielbiane przez różnogatunkowe insekty, które nawiedzają je znacznie częściej niż pan hydraulik i pani sprzątaczka.
W związku z powyższym nawet w momencie, gdy wyobrażenie tych chwil uniesień, które maja nastąpić zagłusza intelekt, ocieplanych, rozwagę itp. ... należy pamiętać nie tylko o mydle i ręczniku, bananowych, truskawkowych, wypustkowych, ocieplanych, wielofunkcyjnych - prezerwatywach lecz także o klapkach, które uchronią nie tyle przed niekontrolowanym poślizgiem co przed grzybicą ... stóp oczywiście.
Nie jest to jedyne rozwiązanie, jednak zdecydowanie najczęściej i najchętniej wykorzystywane nie tylko w sytuacjach podbramkowych, jaką jest biesiada współlokatorów. Wówczas nawet marzyć nie przystoi o wyrozumiałości i dobrej woli koleżanek i kolegów, która skłoniłaby ich do oddania do wyłącznej dyspozycji powiedzmy dwóch osób, całego pokoju. W takich sytuacjach nie ma na to szans. W innych tez są niewielkie i uzależnione od serdeczności, empatii współlokatora, albo od siły perswazji osoby zainteresowanej. Tutaj - jak sami wiecie - pole do popisu mają wrodzone zdolności psychologiczne, wyobraźnia o często urok osobisty. Sposobów - tych najbardziej rozpowszechnionych - jest kilka. Większość z nich skuteczna, ale na krótko. I tak: kupowanie biletów do kina traci na atrakcyjności bardzo szybko. Podobnie jest z jawnym "dogadywaniem się" polegającym na umowie, kogo kiedy ma nie być, no i oczywiście, jak długo. Poza tym trudno przewidzieć, kiedy pokój będzie potrzebny - zazwyczaj dzieje się to "już" i "teraz". Ogólnie nietrafione jest wysyłanie kolegi do takich miejsc jak: biblioteka, sklep samoobsługowy czy pizzeria - można być pewnym, że powróci w najmniej odpowiednim momencie i naiwnym pukaniem do drzwi doprowadzi do furii nawet najbardziej zrównoważonego człowieka.
Najpewniejszym sposobem jest delikatne przekupstwo. Pokój na trzy godziny dwa razy w tygodniu w zamian za napisanie pracy zaliczeniowej, udostępnienie unikatowego podręcznika poza kolejnością, dobre miejsca na koncert, darmowy karnet na basen itd... Wszystko zależy od możliwości i wnikliwości - trzeba wiedzieć, co będzie propozycją nie do odrzucenia i delikatnie wykorzystać konkretną słabość, zdradzając jak najmniej ze swoich planów i zamiarów. Niedyskrecja jest nie tylko źle postrzegana, ale w ostatecznym rozrachunku przynosi same szkody.
Może się jednak przytrafić mieszkanie we wspólnym pokoju z nietolerancyjnym ludzkim egzemplarzem, z którym niemożliwe jest porozumienie. Wtedy pozostaje łono natury, winda lub prysznic.
Najlepszym i najrozsądniejszym wyjściem jest tak zwany dobry układ z panami lub paniami. Którzy mogą wszystko, czyli akademickimi portierami. W każdej "zbiorówce" są "pokoje gościnne", które często albo mają stałych lokatorów, albo stoją niewykorzystane. Przy odrobinie szczęścia i umiejętnie ujętej wdzięczności mogą stać się waszą ostoją w razie potrzeby, a przy bardzo dobrych kontaktach mogą nawet przejść w ciche, nieoficjalne posiadanie. Wniosek nasuwa się prosty - myśląc o ciele trzeba wykorzystać wszystkie zalety umysłu. Zwłaszcza te, dzięki którym potrafimy bezbłędnie odgadnąć na co osoba, która może nam ułatwić lub uprzykrzyć życie, "da się złapać".
Dla studenta mieszkającego w społeczności akademickiej problem "gdzie" często nie jest łatwy do rozwiązania. Jednak o wiele gorszą przeszkodą, mimo że rzadziej spotykaną, jest sprawa "z kim". I wcale nie o to chodzi, że nie każdy ma z kim, albo mu się tak wydaje. Problem zaczyna być dręczący wówczas, gdy związek, w którym tkwi student, nie jest dobrze postrzegany przez ogół. Ma bowiem cechy inności - czyli jest na przykład związkiem homoseksualnym. I tu mężczyźni są zdecydowanie bardziej piętnowani niż kobiety. Lesbijki są w zasadzie tolerowane, a co istotniejsze, akceptowane. Jak mawiają znawcy - "to tak nie razi". Te, które zdecydują się ujawnić swój związek, robią to mniej ostentacyjnie i bardziej subtelnie. Poza tym panuje pogląd, że seks w wykonaniu dwóch pań jest miły dla oka i w związku z tym nie rani wyobraźni. Inaczej jest z mężczyznami... Często zarzuca się im wiele, a przede wszystkim chodzi o to, że "to takie niesmaczne". Jeśli są już jasne jego upodobania, to zaczyna pracować wyobraźnia. I niestety mniej istotne staje się to jakim jest człowiekiem, ważniejsze jest to, co "wyprawia" w intymnych sytuacjach. Środowisko studenckie nie jest pozbawione takiego sposobu myślenia. Na szczęście tolerancja kwitnie. Akademik to takie magiczne miejsce, gdzie nie można do końca kogoś lub czegoś odrzucić i czy komuś się to podoba czy nie, trzeba wiele zjawisk zaakceptować. Mieszkańcy akademika czują specyficzną więź która sprawia, że zachowania, które w neutralnym środowisku są nie do przyjęcia - tam są tolerowane. Zapewne dlatego homoseksualista z pierwszego piętra to gość w porządku, ale ten na ulicy to "ciota".
Inne "toksyczne" związki to takie, w których występuje atrakcyjna i w dodatku inteligentna blondynka oraz atletyczny Murzyn, albo (co gorsza), wyperfumowany Azjata. Ogólnie nie budzi to dłuższego i intensywnego zainteresowania. Koledzy blondynki są wprawdzie urażeni, że ta nie docenia rodzimych produktów, ale wkrótce przechodzą nad tym do porządku dziennego. Kiedy pierwsze fala ciekawskich spojrzeń i niezbyt cichych szeptów minie, "różnokolorowe związki" mogą sobie spokojnie żyć pamiętając o tym, że w przypadku zbyt wczesnego rozerwania więzi grozi im nawałnica złośliwych uśmiechów i komentarzy.
Teoretycznie otwarte środowisko akademickie jest w specyficzny sposób pruderyjne. Jest to bardzo ciekawe zjawisko, które, jak do tej pory, niewiedzieć czemu nie zainteresowało psychologów. Obok wspólnego oglądanie filmów porno, głośnego opowiadania swoich ostatnich przeżyć seksualnych, dzielenia się przeczytaną lub zdobyta wiedzą z dziedziny ars amandi, istnieje...cisza., wypełniona jedynie dowcipami i żartami. Dotyczy ona różnych "dziwnych" upodobań, nietypowych zachowań, które ogólnie uważane są za dewiacje, lub prawie dewiacje. Myślę tu o podglądactwie, ocieractwie, delikatnej formie fetyszyzmu, ekshibicjonizmu, jak i seksie trójkowym lub grupowym. To wszystko jest jakby poza linią uszu i oczu. O tym się zwyczajnie nie mówi, do tego głośno i oficjalnie nikt się nie przyznaje chociaż wiadomo, że takie zjawiska wśród studentów istnieją. W tej ciszy nie chodzi o dyskrecję, ale bardziej o zażenowanie, o społeczne nieakceptowanie takich form, które w wielu kręgach uchodzą za dewiacje. Przez studentów są wypróbowywane ze zwykłej ludzkiej ciekawości, albo są sposobem na erotyczna nudę.
Jeśli komuś jest bliska jakakolwiek "inność", to ogólnie rzecz ujmując środowisko studenckie nie będzie mu katem chyba, że zasłuży sobie czymś wyjątkowym, albo gdy chodzi o tak złożoną sprawę jak... niewinność i czystość. Tutaj student nie zna litości. W akademikach można się spotkać z całkowitym brakiem zrozumienia dla dziewic. Długotrwała wstrzemięźliwość seksualna też nie jest dobrze postrzegana. Jeśli więc nie działacie na niwie seksu, to przynajmniej mówcie, że "jak najbardziej i owszem"... będzie Wam lżej.
Czas studiów to z całą pewnością czas wzmożonej aktywności seksualnej W akademikach jest to bardziej widoczne, bo po prostu mieszka tam znaczna grupa studentów. Poza tym mając dwadzieścia parę lat atrakcją wydają się nieznośne niekiedy warunki i nie sposób oprzeć się pokusie , która czyha dookoła.
Każdy czas ma swoje prawa, a że prysznic to nie wymarzone miejsce dla romantyków...cóż, niekiedy warto z niego skorzystać, bo przecież za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, kiedy i siły już nie będą takie jak dawniej i chęci, warto mieć co wspominać. Póki co róbcie więc wszystko, aby te wspomnienia były miłe.

Katarzyna Kwiatek - Magazyn Studencki "DLACZEGO"

Czy mężczyźni lubią być uwodzeni?  
Jak pieścić mężczyznę?  
Dewiacje seksualne  
Erotyka przy stole...  
Ten pierwszy raz...  
Wszystko o pettingu  
Techniki całowania  
Kompleks krótkości  
Z Viagrą na szczyty  

Relacja z EROTICONU '98  
     
     

Skrzynka Tutaj możesz wrzucić swoją opinię na ten temat...  
 
Back  

Copyright Ars Amandi - Sztuka Kochania 1998