|
|
Małgorzata REMISIEWICZ
Businessman Magazine
mremisiewicz@businessman.com.pl
Ile zarabia prezes
Na wynagrodzeniach kadry zarządzającej nie warto oszczędzać. Oczywiście pod warunkiem, że to jej wyjątkowe umiejętności przesądzają o sukcesie rynkowym firmy.
Zatrudnienie skutecznego menedżera jest najważniejszą decyzją, jaka stoi przed właścicielami firmy. Tymczasem okazuje się, że mimo wzrostu umiejętności kadry zarządzającej, nie jest to łatwa sztuka.
- Praktyka pokazuje, że wpadek w procesie rekrutacji menedżerów najwyższego szczebla jest zadziwiająco dużo, ale z oczywistych powodów ani firma, ani jej rada nadzorcza, ani tym bardziej headhunterzy nie mówią o tym głośno - twierdzi Tomasz P. Sankowski, dyrektor Kanadyjskiego Instytutu Zarządzania.
- Tymczasem w Polsce panuje w tym względzie duża niefrasobliwość. Gdyby rozumiano, jakie koszty wiążą się z błędną rekrutacją, nikt nie byłby tak nieroztropny.
A te koszty są ogromne. Wynagrodzenie (nierzadko astronomicznie wysokie) jest tylko niewinną igraszką w porównaniu z wielomilionowymi stratami, jakie mogłaby ponieść firma, gdyby tę funkcję piastował ktoś o niższych kompetencjach.
- Dana osoba jest bowiem początkiem łańcuszka, pod który podwieszone są kolejne "kosztogenne" stanowiska; jeśli pierwsze ogniwo nie jest najwyższej próby, jego błędne decyzje pociągają za sobą zwiększone, nietrafione wydatki na niższych szczeblach - tłumaczy Sankowski. Powołuje się na wyniki badań przeprowadzonych wśród 4 tys. amerykańskich firm: obliczono, że "chybiony" dyrektor firmy otrzymujący 168 tys. dolarów rocznie podstawowej pensji, po roku i dziewięciu miesiącach urzędowania może narazić firmę na straty w wysokości 4,7 mld dolarów, czyli 28-krotności swojej rocznej pensji.
Właśnie dlatego wybitny menedżer wart jest każdych pieniędzy.
- Wyjątkowy zestaw odpowiednich kompetencji, wiedzy i talentów, jak każdy towar rzadki (tym bardziej w Polsce), ma swoją cenę. Dlatego płacenie bardzo wysokich wynagrodzeń jest nieuniknione. Inna sprawa, że dziewięciu na dziesięciu polskich menedżerów nie potrafi wycenić swoich umiejętności - zauważa Krzysztof Mężykowski, dyrektor firmy doradztwa personalnego Neumann International. Oczywiste, że zarobki szefów największych spółek nigdy nie przestaną szokować, ale warto spojrzeć na nie z innej strony:
- W USA przez lata żywe emocje wzbudzała kwestia zarobków Lee Iacocki, długoletniego szefa Chryslera, który zarabiał 20 mln USA rocznie. Mało kto wiedział, że gdyby Chrysler, jedna z największych firm w USA, się zawalił (a gdyby nie geniusz Iacocki, była to całkiem realna groźba), doszłoby do poważnej zapaści znacznej części amerykańskiej gospodarki. 20 mln USD dla jednej osoby to niewielka suma w porównaniu z efektem ewentualnych kłopotów gospodarczych Stanów Zjednoczonych - mówi Sankowski.
W Polsce najwięcej zarabiają szefowie banków. Rekordziści, ośmioosobowy zarząd BIG Banku Gdańskiego zainkasował w ubiegłym roku prawie 20 mln zł, sześciu członków zarządu Handlowego zarobiło łącznie 13,7 mln zł.
- Szefowie banków mają tak skonstruowane wynagrodzenia, że ludziom z zewnątrz bardzo trudno oszacować ich wysokość. Udział w zyskach firmy, wynagrodzenie brutto, udział w licznych radach nadzorczych, ubezpieczenie, samochód, dom - w większości wypadków cały ten pakiet miesięcznie przekracza kwotę 100 tys. zł - mówi Agnieszka Maciejewska z Emst & Young. Uważa, że tak wysokie wynagrodzenia są sprawiedliwe, jeśli firma przynosi zyski i płaci podatki. Dużo trudniej zaakceptować sposób nagradzania menedżerów w firmach państwowych. Zarząd KGHM, trzeci pod względem wysokości kosztów utrzymania kadry zarządzającej wśród spółek giełdowych, zarobił w ubiegłym roku prawie 11,4 mln zł. To jednocześnie genialny przykład, jak można obejść ustawę kominową (prezesi firm, w których skarb państwa ma powyżej 50% udziałów, nie mogą zarabiać więcej niż sześciokrotność miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw). Wprawdzie skarb państwa posiada zaledwie 44,28%, ale przez pozostałe podmioty - PKO BP i WSK PZL Świdnik - kontroluje kolejne 7,98%, czyli razem 52,26%. Mimo to szefowie Polskiej Miedzi nie są objęci ustawą kominową.
- W firmach państwowych z ogromną nonszalancją podchodzi się do wielu spraw, zwłaszcza rekrutacyjnych; kryterium ekonomiczne przy obsadzie stanowisk w ogóle nie jest brane pod uwagę. I dlatego mają takie wyniki, jakie mają - kwituje Mężykowski.
Strona 1
Strona 2
|