Aniołek zrobiony dla Diany

Śmierć Diany

W nocy z 30 na 31 sierpnia 1997 tragicznie zginęła Diana, księżna Walii. Nie chcę tutaj zagłębiać się w okolicznośći tego najbardziej chyba znanego wypadku samochodowego, ani w szczegóły z prywatnego życia Diany. Chcę jedynie pokazać to wydarzenie z mojego, subiektywnego punktu widzenia: a więc jakby z zewnątrz. Byłem w tym czasie w Londynie, opisuję więc to co widziałem oraz zamieszczam kilka spośród dziesiątków zdjęć jakie zrobiłem w dzień pogrzebu Diany.

O wypadku dowiedziałem się w czasie niedzielnej mszy w polskim kościele na Putney. Ksiądz w czasie modlitwy powszechnej powiedział: "Módlmy się także za duszę zmarłej tragicznie ostatniej nocy Księżnej Diany" i zdałem sobie sprawę, że chyba jestem świadkiem jednego z ważniejszych "przełomów" w publicznym życiu Brytyjczyków w ostatnich latach. Diana była nieodłącznym tematem pierwszych stron gazet - zarówno poważnych (quality press) jak i brukowców (tabloids), ale też tematem codziennych rozmów Brytyjczyków. Była osobą publiczną w zdaje się najpełniejszym tego słowa znaczeniu: życia prywatnego prawie nie miała, wiecznie ścigana samochodami i motorami tzw. paparazzi - niezwiązanych z żadną firmą fotografów żądnych skandalicznych, pikantnych lub po prostu nowych zdjęć. Bardzo prawdopodobne, że to właśnie ci freelance photographers doprowadzili do tragicznego w skutkach wypadku we Francji.

Po wyjściu z kościoła kupiliśmy gazetę, w której było tylko napisane, że był wypadek i że stan księżnej jest krytyczny. Stoisko z gazetami. Na okładkach twarz Diany.Tutaj właśnie widać przewagę telewizji, która bez bagażu całego procesu składania, drukowania i kolportażu od razu serwowała najświeższe doniesienia: że był wypadek, że stan krytyczny, że nie żyje, że być może winni paparazzi, że nie udzielili pierwszej pomocy, że Diana była z przyjacielem... Od tej pory przez wiele dni telewizja, radio i wreszcie gazety po prostu w ogóle nie zajmowały się innymi tematami - tylko o wypadku i o przygotowaniach do pogrzebu. Gazety prześcigały się w specjalnych dodatkach: o jej życiu, o jej miłościach, o jej śmierci. Przodowały brukowce (a przecież głównie dla nich ganiali za Dianą paparazzi!) - posuwały się nawet do patetycznych stron całych zadrukowanych na czarno z jednym słowem "Diana" pośrodku. A potem zaczęło się już istne szaleństwo, którego przejawem były m.in. koszulki i ołówki z datą urodzenia i śmierci księżnej. Robienie biznesu na śmierci przyprawiało mnie o wymioty - ale z drugiej strony sam widziałem: ludziska kupowali takie towary kilogramami.

Jeszcze później był pogrzeb. Gazety zadrukowywały strony planami przejazdu konduktu żałobnego, a BBC chwaliło się ile będzie po drodze kamer.Notka o zamknięciu sklepu w czasie pogrzebu.Już w przeddzień donoszono o tysiącach osób przybywających z całej Brytanii i Flaga opuszczona do połowyrozbijających namioty przy trasie przejazdu, przy pałacu Kensington, przy katedrze Westminster. Od razu wiedziałem, że na pogrzeb nie mam co iść, bo i tak się w pobliże nie dostanę, więc przed południem wybrałem się z żoną do miasta. Zdawałem sobie sprawę, że potoki łez pokazywane przez telewizję są jedynie częścią prawdy, że tuż za kamerą być może ktoś to wszystko olewa albo nawet śmieje się - tym bardziej zaskoczyła mnie atmosfera w mieście. Co prawda nie widziałem łez, ale za to wszędzie - w metrze, na ulicy - panował dziwny spokój i cisza. Wiele osób ubrało się tego dnia w stonowane, często wręcz czarne ubiory. Najczęściej żałobę przybierali Murzyni - nie dziwne, jako że Diana była najbardziej ukochaną przez brytyjskie mniejszości członkinią rodziny królewskiej. Flagi na wszystkich budynkach rządowych i innych zostały opuszczone do połowy masztu. Ulica Oxford, zwykle tak przecież hałaśliwa sprawiała wrażenie sennej, tym bardziej, że większość sklepów na znak oddania honoru "królowej serc" (queen of hearts) wywiesiło informację, że w godzinach pogrzebu placówka jest nieczynna. Dotyczyło to zarówno małych kiosków z gazetami i bublami, jak i wielkich i renomowanych supermarketów w rodzaju BHS. Notka o zamknięciu sklepu BHS. Na drzwiach jednego ze sklepów gorliwy sprzedawca zamiast napisać "Jako znak naszego oddania księżnej sklep będzie zamknięty do godz. 14" napisał "sklep będzie otwarty od godz. 14". Elementy groteski tego dnia nie wynikały z resztą tylko z pomyłek. Największą obłudą była dla mnie sytuacja, którą zaobserwowaliśmy przed salą gimnastyczną na Earl's Court, do którego uczęszczała Diana: oto ekipa którejś tam telewizji czekała z wyłączonymi kamerami przed drzwiami tej sali, dopóki ktoś nie uronił łzy - wtedy włączali kamery, reflektory i pokazywali jak to "wszyscy płaczą" po Dianie. Księżna Walii patrząc skądśtam na ten cały cyrk musiała się czuć bardzo nieciekawie.

Na trasę przejazdu konduktu żałobnego wybrałem się z aparatem dopiero po wszystkim - koło osiemnastej. Zastałem bajzel jakich mało. Poustawiane wszędzie automatyczne toalety cuchnęły w promieniu 20 metrów, a na ziemi walały Kwiaty poukładane na trawie.się puszki po Coca-Coli, opakowania od chipsów i pudełka od klisz fotograficznych. Serce z róż.Wciąż sporo osób kręciło się koło pałacu Kensington, koło pałacu Buckingham oraz koło katedry Westminster. Kwiaty poukładano już w rzędach na trawie i zdałem sobie sprawę, że przemysł kwiatowy Londynu musiał tego dnia zarobić ogromną ilość pieniędzy. Bukietów były tysiące. W większości z nich wpięte kilka słów naskrobanych na kartce, namalowane serduszko, fotografia Diany, maskotka, itp. Dużo było zwykłych wiązanek, ale trafiały się też wymyślne układy kwiatowe, rzeźby z róż, figury z tulipanów. W gazetach pisano potem, że to tu, to tam łapano na gorącym uczynku nastolatków kradnących maskotki powpinane w ogrodzenia. Choć spacerując pomiędzy rzędami kwiatów spędziłem dużo czasu, nie widziałem nikogo płaczącego - co najwyżej sporo osób wyciszonych, zamyślonych. Natomiast BBC wszędzie widziała łzy - skąd oni je brali?

Cóż... tak właśnie widziałem śmierć i pogrzeb księżnej Diany. Trudno nie zgodzić się, że mimo łez w telewizji, pełnych smutku wypowiedzi członków rodziny królewskiej, smętnej i kiczowatej piosenki "Świeczka na wietrze" Eltona Johna - mimo całej tej oprawy, była to po prostu śmierć jednej z tysięcy osób umierających dziennie. Z drugiej jednak strony była to śmierć kogoś bliskiego bardzo wielu osobom - cokolwiek by o Dianie mówić, widziałem tego dnia w Londynie dużo ludzi, którzy byli z pewnością cichsi niż zazwyczaj.

Zdjęcie Diany z kwiatami na ogrodzeniu.Portret Diany wykonany na chodniku.zdjęcia na ogrodzeniuogrodzenie w kwiatach

Powrót aż na samą Cytrynę Wracaj na Sałatę Strzępiastą