Bajka o grzybach - odcinek 3.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Książę zatrzymał się więc na chwilę, spojrzał na mapę i wyznaczył sobie marszrutę na najbliższe dni. Najpierw skierował się więc do Fioletowego Lasu. Nie wiadomo dlaczego nazywany on był fioletowym, gdyż drzewa w nim były zielone, tak jak wszędzie, ale niezbadane są czasami przyczyny nazewnictwa obiektów geograficznych zwłaszcza w bajkowych krainach. Na najbliższych rozstajach dróg książę skręcił więc w prawo i ruszył wolnym kłusem naprzód, nie ujechał jednak daleko, gdy zauważył na drodze przed sobą strasznie olbrzymią chmurę kurzu. Po podjechaniu bliżej książę rozpoznał przyczyny owego zjawiska. To krasnoludki mieszkające po lewej stronie drogi naparzały się ze śpiochami, które zamieszkiwały stronę prawą. Krasnoludki najwyraźniej były czymś mocno rozwścieczone, śpiochy natomiast próbowały rozwiązać konflikt na drodze dyskusji, jednak bez większych rezultatów. W tej sytuacji przejazd przez środek tego konfliktu był raczej niewskazany, zwłaszcza że tereny po obu stronach drogi były już mocno zdeptane i na pewno nie ostałby się tam w całości nawet mały grzybek. Królewicz zjechał więc z drogi i zamierzał okrążyć zagrożony teren małym łukiem. Łuk ten okazał się jednak zbyt mały, gdyż na wprost ukazało się jeszcze jedno krasnoludzkie obejście, jednak w przeciwieństwie do pozostałych nie wyglądało na zrujnowane, nawet parasol przeciwsłoneczny w altance nie wyglądał na uszkodzony. A że rolę owego parasola pełniła dorodna kania, królewicz zaraz zainteresował się tym elementem krasnoludzkiego gospodarstwa. Zaraz zjawił się też sam gospodarz, trochę co prawda zdenerwowany, ale zdecydowanie nie wściekły. Książę nie dociekał odmienności owego osobnika, tylko rozpoczął zaraz namawianie go na oddanie lub sprzedaż parasola. Krasnolud był w wyjątkowo uprzejmym nastroju, więc targi trwały tylko 5 godzin. W końcu książę w zamian za okaz rydza, złoty pierścień i połeć słoniny dostał pożądaną kanię, razem z ozdobnym papierem do zapakowania i wstążęczką. Krasnolud wymógł jeszcze na nim obietnicę, aby nie wspominał nikomu, a zwłaszcza innym z jego ludu, jak łatwo udało mu się dobić z nim targu. Książę zadowolony ruszył w dalszą drogę; jeśli nadal będzie mu się tak szczęścić, za miesiąc konkurencja do ręki królewny będzie mogła mu co najwyżej pozazdrościć. Zadowolenie jego nie trwało jednak długo, gdyż jak pamiętamy znajdował się on na terenach objętych poważnym konfliktem, może jeszcze nie zbrojnym, ale co najmniej zimną wojną. Książę otulił się więc szczelniej płaszczem, ale zimna wojna i tak go dopadła w postaci grupy krasnoludków patrzących spode łba na drugą grupę śpiochów po przeciwnej stronie ścieżki, którą to właśnie obrał sobie książę jako dalszą drogę. Udając niezainteresowanego otoczeniem, a zwłaszcza obiema wrogimi grupami próbował przejechać między nimi, jednak pojawienie się nieznanego osobnika rozpaliło ponownie gasnący już powoli płomień zwady i między grupami doszło najpierw do wymiany ostrych słów, w czym górowały mocno śpiochy, krasnoludy rozwścieczone tym faktem zmieniły taktykę na obrzucanie przeciwników najpierw drobnymi przedmiotami, a następnie czym popadnie. Książę poważnie zaniepokojony, jeśli nie o swoją skórę to przynajmniej o stan swego odzienia zaciął konia i ruszył galopem pragnąc wydostać się z zagrożonego terenu. Nie ominęło go jednak trafienie kilkoma ogryzkami, starym butem i czymś sporym i oślizgłym, co przykleiło mu się do pleców. Książę nie zatrzymywał się by sprawdzić co to takiego, tylko pognał przed siebie jak najdalej od tego miejsca. Zatrzymał się przy niewielkim strumyku, a właściwie to jego rumak się zatrzymał, a książę rad nierad zarządził postój. Po zdjęciu kubraka mógł wreszcie obejrzeć ową przyklejoną doń rzecz, był to o dziwo zadziwiająco duży maślak, trochę już robaczywy. Mimo paskudnej plamy na kubraku, która zeszła dopiero po kilkugodzinnym Moczeniu w strumieniu książę uznał więc to zdarzenie za pomyślne. Co prawda maślak nie był znacząco większy od posiadanej już przez księcia kani, ale kolejna odrobinę wzmocnił nadzieję księcia na rychły ożenek. A ze był mocno robaczywy i istniała możliwość, że nie dotrwa do czasu zakończenia konkursu, książę przezornie zatrzymał również kanię, aby mieć dwa atuty w ręku, a właściwie w łęku. Zadowolony z udanego dnia, rozpalił ognisko, przygotował sobie niewielką kolację, pociągnął nawet trochę wina z manierki, po czym udał się do krainy Morfeusza na zasłużony odpoczynek, czyli mówiąc inaczej zasnął okryty kocem używając konia w charakterze ciepłej poduszki.
W Mensie Polskiej istnieją SIGi Wściekłych Krasnoludków i Śpiochów Dyskusyjnych, których założenia programowe stoją w stosunku do siebie w opozycji. Co jednak nie świadczy, że podobne do opisanych konfliktów mają miejsce w rzeczywistości. Eewentualne spory nie dochodzą bowiem nigdy do etapu rękoczynów czy obrzucania się czymkolwiek, a pozostają tylko w sferze dyskusji i przekonywania się do własnych racji.

A co było wcześniej? A co było później?


Copyright © 1998 by Leszek Kaszubowski
Ostatnia modyfikacja: 1999-07-20