Bajka o grzybach - odcinek 4.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Książę obudził się koło południa. Przeciągnął się i uznał, że skoro wczorajszy dzień był dlań tak korzystny również dziś szczęście zapewne będzie mu sprzyjać. W tym pozytywnym nastroju przygotował się więc do dalszej drogi. Mając w jukach dwa spore okazy grzybów nie spieszył się tak, jak wcześniej, jechał powoli rozkoszując się widokami i słuchając z przyjemnością śpiewu ptaków. Kiedy wjechał jednak do niewielkiej zacienionej doliny śpiew ptaków jakby umilkł, słychać było tylko wiatr poświstujący nad głową, a cisza aż dzwoniła w uszach. Im dalej książę posuwał się w głąb doliny, tym częściej widział po drodze zardzewiałego oręża i starych kości, najwyraźniej ludzkich. Książę wyjął więc miecz z pochwy i jeszcze bardziej wzmógł obserwację otoczenia. Nic jednak nie wskazywało na przyczynę takiego wyglądu tego terenu. Dolina kończyła się wejściem do jaskini; kolejna jaskinia - westchnął książę, ale tu przynajmniej nie widać było żadnych wilków, ani podobnych atrakcji. Byłoby dziwne, gdyby również w wejściu tej jaskini rósł jakiś olbrzymi okaz grzyba i co ciekawe faktycznie żaden taki tam nie rósł. Ale być może warto spenetrować jej wnętrze, a nuż znowu coś się znajdzie. Książę zerwał trochę gałęzi z krzewu rosnącego nieopodal, zrobił z nich zgrabną wiązkę, którą następnie zapalił przy pomocy krzesiwa i ruszył naprzód. Zaraz za wejściem rozpoczynał się szeroki korytarz wiodący w dół, następnie w górę, później skręcający jeszcze kilkakrotnie, więc gdyby po drodze znajdowały się jakieś rozwidlenia książę pewnie zrezygnowałby z tej wycieczki krajoznawczej, aby nie pobłądzić pod ziemią. Wreszcie korytarz zaczął się rozszerzać i zakończył się sporą, a nawet bardzo wielką pieczarą. Z góry padało rozproszone światło, więc książę zgasił swą zaimprowizowaną pochodnię i zaczął przeglądać zawartość pieczary. A było tam sporo do oglądania: złoto, kamienie szlachetne, broń, futra, a nawet kilka luster. Dalej w głębi stosy rzeczy były bardziej zniszczone, pordzewiałe i zbutwiałe, a nawet miejscami zaczynały już porastać grzybami. Widząc to książę uśmiechnął się do siebie, pewnie nie na darmo zajął się tu poszukiwaniami. Podnosił wieka starych kufrów, rozrzucał podgniłe stroje i czuł, że kolejny okaz do jego kolekcji jest tuż tuż. Wreszcie go zobaczył: spod stosu monet wyłaniał się spory kapelusz. Kiedy książę podszedł bliżej zauważył, że trzon grzyba tkwił w starej zbroi, w której kiedyś zapewne znajdował się jakiś dzielny rycerz, obecnie służący jedynie jako ściółka dla grzybni. Książę zadumał się chwile na przemijaniem i dziwnymi zakrętami losu i sięgnął po nagrodę za dzisiejsze trudy. Potknął się jednak o gruby korzeń, rosnący na jego drodze. Korzeń? W jaskini? Książę przyjrzał się uważnie co go zatrzymało, zauważył zakończenie "korzenia" w formie sporej łapy z wielkimi szponami, które wystukiwały teraz jakąś melodyjkę na dnie jaskini. Kiedy książę podążył wzrokiem w drugą stronę zobaczył najpierw olbrzymi tułów pokryty łuskami, a następnie głowę, w której uwagę jego zwrócił przede wszystkim rząd zębów wyszczerzonych w jego kierunku i duże oczodoły, z których świeciły osadzone w nich smocze oczy. Gdyby książę miał jeszcze ochotę na szybką ucieczkę w przeciwnym kierunku na pewno powstrzymałby go widok drugiej smoczej głowy znajdującej się z jego lewej strony i jakże symetrycznie trzeciej ze strony prawej.
Zakończymy odcinek w tym miejscu pełnym napięcia, aby czytelnicy byli zmuszeni przeczytać i następny.
A co było wcześniej? A co było później?
Copyright © 1998 by Leszek Kaszubowski
Ostatnia modyfikacja: 1999-08-01