Bajka o grzybach - odcinek 8.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Słońce nie minęło jeszcze szczytów gór, kiedy książę trafił na niewielką polanę. Drzewa dokoła miały poskręcane konary, część z nich była wyrwana z korzeniami, ziemia zaś była mocno zryta, ale książę nie zwracał na to większej uwagi, gdyż po ujrzeniu olbrzymiego smardza wyrastającego z dziupli drzewa rosnącego po drugiej stronie polany aż westchnął z zachwytu, miał dziś aż zbyt wiele szczęścia. Szczęście dotrzymywało mu towarzystwa jeszcze przez pewien czas, bez problemów dotarł do drzewa i stanąwszy na siodle dosięgnął z łatwością owo cudo. Nagle książę usłyszał głośny ryk, spłoszony ogier uciekł w las, a sam książę musiał chwycić się krawędzi dziupli, by nie upaść z wysoka. Kiedy jeszcze coś z dużą siłą ściągnęło go na dół książę musiał uznać, że jego szczęście musiało wziąć sobie chyba wolne, gdyż schwytanie przez stado ogrów trudno zaliczyć do pozytywnych wydarzeń. "Ładny książę, już cię wiążę". "Zupka z wkładką, pójdzie gładko". "Przez ugotowanie miększy się wnet stanie". Ogry słynęły z takich marnych rymów; jeśli można by to uznać za ich zaletę, byłaby to bardzo samotna zaleta. Związany książę wnet wylądował w kotle wypełnionym brudną wodą i jakimiś odpadkami. Wyglądało na to, że skończy jako wkładka mięsna w ogrzej zupie. Jego wierzchowiec też nie zdołał umknąć, został przywiązany do drzewa, pewnie jako rezerwa mięsa na późniejszy termin. Rozpalanie ognia pod kotłem szło ogrom dość niesprawnie, zwłaszcza że kilka z nich dobrało się do bagaży księcia, a kiedy znalazły w nich z takim trudem zdobyte grzyby całe stado rzuciło się w tym kierunku. Wódz ogrów ryknął jednak głośno "Zrobić porządek, grzyby we wrzątek" i tak cenne okazy zostały przeznaczone do okraszenia książęcej potrawy. Natychmiast zostały porozdzierane na kawałki, które trafiły do kotła. Dopiero kiedy odwinięty został robaczywy i nadpsuty maślak sytuacja trochę się zmieniła. Zapach który doleciał z tamtej strony był dla księcia tylko straszliwym fetorem, ogry jednak potraktowały go raczej jak najwspanialsze perfumy. "Grzybek zielony, będzie zjedzony". "Okaz zjadamy, ucztę wydamy". I zaraz pod czujnym okiem wodza rozpoczął się podział owego okazu na mniejsze kawałki, każdy z ogrów kiedy tylko chwycił przeznaczony dlań kawałek zaraz wpychał go sobie do gęby i umykał w inną stronę, by nikt nie wyrwał mu jego zdobyczy. Już za chwile wszystkie ogry zajadały się kawałkami maślaka, który faktycznie w międzyczasie zdążył mocno nadgnić i zzielenieć. Po spożyciu owego specjału oczy ogrom stawały w słup, zaczynali coś mamrotać, nawet nie do rymu, wykonywać jakieś nieskoordynowane ruchy by po chwili głęboko zasnąć głośno chrapiąc. Kiedy już ze wszystkich stron rozlegało się głośne chrapanie książę wygramolił się z kotła, kolejna już tego dnia nieoczekiwana kąpiel ograniczyła jego zaufanie do swojego zasobu szczęścia. Ponieważ książę miał schowany w bucie sztylet, więc szybko udało mu się wydostać z więzów. W pośpiechu, gdyż nie wiedział, jak długo jeszcze potrwa na orki działanie zielonego grzybka, zebrał rozrzucone juki, odciął sznury wiążące konia i już chciał ruszać z kopyta, kiedy przypomniał sobie dlaczego wpakował się w taką kabałę. Rozejrzał się po polanie. Nie wyglądało, na to by któryś z ogrów miał się zaraz obudzić. Ponownie wiec wykonał sztuczkę ze staniem na siodle, tym razem nic nie przeszkodziło mu w wyrwaniu z dziupli smardza. Trzymając go pod ręką, książę skoczył na siodło i ruszył galopem przed siebie, jak najdalej od tego feralnego miejsca.
Nie polecam eksperymentów z halucynogennymi grzybkami zielonymi czy też czerwonymi w białe kropki.
A co było wcześniej? A co było później?
Copyright (c) 1998 by Leszek Kaszubowski
Ostatnia modyfikacja: 1999-08-04