Bajka o grzybach - odcinek 9.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Po odjechaniu kilku mil książę uznał, że już wystarczy tej ucieczki, zwłaszcza że był wciąż mokry i coraz bardziej odczuwał narastający ból głowy. Napotkawszy niewielką polankę, zatrzymał się więc, rozejrzał uważnie, by nie trafić znowu do jakiegoś kotła. Zauważył tylko kilka krzaków malin i rosnące gęsto jagody i poziomki, za to żadnych grzybów, ani też orków lub innych nieprzyjemnych stworzeń. Książę puścił więc wierzchowca na popas, a sam rozłożył się obok malin i sięgając ręką to w górę, to na bok chwytał najbliższe leśne owoce. Słońce stało jeszcze wysoko, wiatr ucichł, więc już po chwili książę zapadł w drzemkę z cicha tylko pochrapując. Nie usłyszał wiec rżenia konia zaniepokojonego przybyciem nieoczekiwanych gości. Dopiero kiedy spory obłok przysłonił na dłuższą chwilę słonce, książę rozbudził się i zobaczył kilka brodatych twarzy, których właściciele stali nad nim. Ciągle jeszcze tkwiący między jawą, a snem książę uznał początkowo, że to tylko wytwór jego wyobraźni, ale kiedy po przetarciu powiek nie chciały owe wytwory zniknąć musiał uznać ich przynależność do świata rzeczywistości. Książę chciał już sięgnąć po miecz u pasa, ale powstrzymał go widok toporów posiadanych przez owych osobników oraz to, że bynajmniej nie przejawiali oni wrogich zamiarów, raczej spoglądali nań wyczekująco. Książę usiadł i od razu zrewidował swoje poglądy na temat wysokości owych gości. Kiedy leżał wydawali mu się olbrzymi, teraz zaś ledwo go przewyższali, a gdyby wstał górowałby nad nimi znacznie. Jeden z krasnoludów, bo tak zwano zazwyczaj przedstawicieli tej rasy, odezwał się do księcia. - Witaj nieznajomy! Nie chcieliśmy przeszkadzać ci w drzemce, ale jeśli już się obudziłeś, czy mógłbyś wspomóc nas swą osobą, gdyż mamy pewien problem, który odrobinę nas przerasta. Gdybyś zdołał nam pomóc wynagrodzilibyśmy cię hojnie.
Tacy mali, a tacy uprzejmi - pomyślał książę i odezwał się:
- Dzięki za przywitanie i troskę o mój wypoczynek. Spróbuję pomoc, jeśli będzie to w mej mocy, ale powiedzcie na czym polega wasz problem.
- Och!, zaraz sam zobaczysz. A jak mamy cię zwać przybyszu?
- Wystarczy książę, lepiej nie wymieniać głośno swego imienia, gdyż nie wiadomo, jakie licho może jeszcze słuchać.
- Tak wiec Książę, czy możesz pójść z nami, to całkiem niedaleko, tylko dwa pacierze stąd.

Książę wstał i ruszył pośrodku gromady krasnoludów; dwóch z tyłu prowadziło zaś jego konia. Skierowali się w stronę niewielkich wzgórz stojących nieopodal. W czasie drogi książę zastanawiał się, na czym mógł polegać problem krasnoludów, ale nic szczególnego nie przychodziło mu do głowy. Kiedy dotarli na miejsce nic początkowo nie zauważył, dopiero gdy rozejrzał się uważnie poznał odpowiedź na swe pytanie.


A wy Drodzy Czytelnicy dowiecie się tego w kolejnym odcinku ;-)
A co było wcześniej? A co było później?
Copyright (c) 1998 by Leszek Kaszubowski


Ostatnia modyfikacja: 1999-08-05