Bajka o grzybach - odcinek 14.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Dalsza droga wiodła księcia wśród skał, ale jego rumak z nową podkową kroczył pewnie po ścieżce. Skały po obu stronach zasłaniały widok na dalszą okolicę, a widok szarych granitów szybko się sprzykrzył księciu. Powierzył więc prowadzenie wierzchowcowi, a sam przyglądał się niebu. Przepływały po nim chmurki o rozmaitych kształtach, a to wyglądające jak poduszki, a to z warkoczykami, a to jak poplątane węzły. Od czasu do czasu przelatywał jakiś ptak, czasem też jakiś półmisek. Dopiero za trzecim razem do księcia dotarło, że te ostatnie nie stanowią raczej zwykłego widoku na niebie, toteż od tej pory książę zaczął baczniej ich wypatrywać. Właściwie był to chyba jeden taki obiekt, który krążył nad górami na wszystkie strony, jakby czegoś szukał. Był okrągły, błyszczący i kręcił się wokół swej osi, a z dołu wyglądał jak półmisek, albo raczej wypolerowana tarcza. Po krótkim namyśle książę uznał, że nazwa "latający puklerz" będzie chyba najbardziej odpowiednia dla tego zjawiska. Wkrótce owa świeżo nazwana rzecz znikła księciu z oczu, wiec znowu miał tylko chmury i ptaki do zabijania czasu. Kiedy jego koń zwolnił, a później stanął książę przez chwilę rozglądał się zdezorientowany, gdyż tak zagłębił się w obserwacji nieba, że zupełnie nie zwracał uwagi na teren, przez który jechał. Nie zauważył więc nawet, kiedy zdążyli wjechać w niewielką dolinkę, porośniętą trawą z kilkoma krzewami i płynącym środkiem szemrzącym strumykiem. Książę uznał to za odpowiednie miejsce na odpoczynek, zresztą jego koń wcześniej doszedł do tego samego zdania i trudno byłoby go przekonać do dalszej jazdy. Książę zdjął z konia juki i siodło i puścił go wolno, aby poszczypał sobie świeżej trawki w okolicy, sam zaś rozłożył się pod sporym krzewem obok strumyka. Wypalony nieopodal kawał trawy, jak po sporym ognisku świadczył, że nie był pierwszym podróżnikiem, który wybrał to miejsce. Zebrał więc książę trochę suchej trawy i gałęzi i przygotował małe ognisko. Kiedy je układał w popiele nagle coś błysnęło. Książę zaintrygowany wyjął ten przedmiot, o dziwo nie był to diament, dla którego zdaniem wielu bardów to właśnie popiół jest odpowiednim miejscem. Wyglądało to jak ..., książę właściwie nie potrafił określić do czego mogłoby to być podobne, miało to kolor srebrzysto-fioletowy, posiadało parę różnych wypustek na sobie, w dotyku było bardzo twarde, ale ciepłe, przynajmniej z jednej strony, druga była zimna, a nawet mroźna. Książe kilka godzin oglądał ten przedmiot i próbował domyśleć się co to jest i do czego mogłoby służyć. Dopiero burczenie w żołądku i nadchodząca ciemność i chłód przypomniały mu o ognisku, które miał zamiar rozpalić i strawie, którą chciał spożyć. Roześmiał się do siebie, schował na razie tajemnicze coś do sakiewki, by go nie intrygowało na razie swoim widokiem, rozpalił wreszcie to ognisko, na którym upiekł sobie trochę dziczyzny. Nim słońce zupełnie znikło za górami zdążył jeszcze przygotować sobie posłanie i wreszcie mógł położyć spać.
A co było wcześniej? A co było później?
Copyright (c) 1999 by Leszek Kaszubowski


Ostatnia modyfikacja: 1999-08-20