Bajka o grzybach - odcinek 15.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Książę nie mógł jednak zasnąć, zdarzenia z całego dnia przesuwały mu się przed oczami jak w kalejdoskopie. A poza tym świerszcze tak głośno grały, a na niebie latały świetliki w różnych kolorach. Minęło dużo czasu nim wreszcie zmęczenie wzięło górę i książę wreszcie zamknął oczy. Śniły mu się różne dziwne stwory i niesamowite zdarzenia. Kiedy otworzył oczy sądził początkowo, że wciąż jeszcze śni. Bo jak inaczej można wytłumaczyć obecność tego dziwnego ni to domu, ni to wozu, który znajdował się na miejscu, w którym poprzedniego wieczora książę palił ognisko. Nie wspominając już o dwóch zielonych stworkach, które zamiast nosa miały falujące rzęski, troje dziwnych oczu bez powiek i trójpalczaste dłonie. Tajemnicze dźwięki, ni to piszczenie, ni to pohukiwanie wydobywające się z ich gardzieli również pasowały raczej do snu niż rzeczywistości. Za to rżenie konia, które spowodowało pewne poruszenie wśród zielonych stworków wydawało się bardzo rzeczywiste, kiedy zaś owe stwory zauważyły wreszcie księcia i zbliżyły się do niego, książę stwierdził, że jeśli to jest sen, to musi być bardzo realistyczny. Kiedy zaś pudełko, które jeden z tych stworków miał przytwierdzone przy pasie odezwało się ludzkim głosem, książę zaczął mieć poważne wątpliwości, czy faktycznie wciąż jeszcze śpi. "Witaj istoto, twój wygląd wskazuje na posiadanie świadomości, a może nawet inteligencji. Jako taka, zapewne nie odmówisz pomocy swoim dalekim braciom w rozumie". Słowa były dość dziwne, ale sen czy jawa, wypadało księciu odpowiedzieć.
- Trudno byłoby mi uznać was za swych braci, ale skoro tak twierdzicie. Ale jeśli jesteście w potrzebie, zobaczę w czym mogę wam pomóc.
Jeden ze stworów coś tam wyhuczał i popiszczał i z pudełka wydobyły się słowa: "Zgubiliśmy pewien mały, ale ważny element urządzenia sterowniczego. Bez niego nie możemy wrócić do domu. Trudno opisać kształt i kolor tej rzeczy, zatem trudno jej nie zauważyć. Sądziliśmy, że znajdziemy ją w miejscu, w którym musieliśmy wczoraj awaryjnie wylądować, ale niestety nie ma jej tutaj. Być może jest gdzieś w pobliżu, nie jesteśmy dobrze przystosowani do poruszania się po tej planecie, ale ty istoto pewnie łatwiej mogłabyś znaleźć ów element." Książę nie rozumiał połowy słów wydobywających się z pudełka, ale kiedy usłyszał o rzeczy trudnej do opisania, wiedział już o co chodziło. Sięgnął do sakiewki i wyciągnął z niej znaleziony wczoraj przedmiot i podał go najbliższemu stworowi. Wśród zielonych stworów zapanowało ożywienie, ich rzęski zafalowały jeszcze gwałtowniej, nie wspominając również o dużej dozie gestykulacji oraz popiskiwań i pohukiwań. Książę obserwował te zjawiska z pewnym rozbawieniem. Wreszcie stworki trochę się uspokoiły i książę usłyszał dochodzący z pudełka glos: "Dziękujemy ci istoto, nawet nie wiesz jak bardzo nam pomogłaś. Czy możemy ci się jakoś za to odwdzięczyć?".
- To drobiazg, nie ma o czym mówić. Życzę szczęśliwej podróży.
"A może jednak jest coś, co moglibyśmy dla ciebie zrobić?"
- Nie sądzę, chyba że macie nadmiarowy spory okaz jakiegoś grzyba.
"Grzyba? A co to takiego? Czy to jakieś urządzenie?".
Książę wyjął z juków odpowiedni okaz do prezentacji i pokazał stworom. Jeden z nich wyciągnął małe urządzenie z okienkiem, przez chwile coś zapiszczało i po chwili w okienku pojawiły się jakieś drobne plamy, tylko na środku i w jednym rogu były dwie większe. Stwór zaczął się powoli poruszać naprzód patrząc ciągle na okienko. Za nim poruszała się reszta stworów razem z księciem, który nie żywił jakichś nadziei w związku z tym, ale nie chciał sprawić przykrości stworkom. Tym większe było jego zdziwienie, kiedy stworek zatrzymał się za pobliskim krzakiem tuż przed naprawdę sporym egzemplarzem grzyba, książę nie podejrzewał nawet, że na tej polance mogły rosnąć jakieś grzyby, a już na pewno nie takie wielkie. Jeden ze stworków wyjął kolejny dziwny przedmiot, z którego wydostawała się świetlista linia, używając go wyciął grzyba tuż przy samej powierzchni ziemi. Książę widząc gładką powierzchnię cięcia zastanawiał się, kiedy ludzie będą potrafili wyrabiać takie narzędzia. Cala grupa wróciła z powrotem, zielone stwory wsiadły do swego pojazdu, książę odsunął się trochę dalej. Za chwile spodek zaczął drżeć, potem podnosić się w górę, najpierw powoli, potem nagle wyprysnął z dużą szybkością, by zakręcając i ciągle wznosząc się zniknął za górami. Książę zapakował grzyba, odszukał swego rumaka, który trochę przestraszony odbiegł kawałek dalej, napoił go, potem sam trochę zjadł, osiodłał konia i ruszył przed siebie w dalszą drogę, mówiąc tylko do wierzchowca, jakie to dziwne stworzenia dzisiaj spotkał.

A co było wcześniej? A co było później?
Copyright (c) 1999 by Leszek Kaszubowski


Ostatnia modyfikacja: 1999-08-20