Bajka o grzybach - odcinek 20.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Teren chociaż bardziej równinny, nie stał się przez to bardziej przyjazny dla wędrowca, zwłaszcza dla samotnego wędrowca. Resztę dnia książę poruszał się naprzód powoli wytężając wzrok w nadziei ujrzenia gdzieś w pobliżu światełka oznaczającego jakąś ludzką lub przynajmniej ciepłą sadybę. Niestety okolica okazała się bardzo odludna i pod wieczór książę zmuszony został do poszukania sobie jakiegoś miejsca na nocleg. Niewielka polana na której się zatrzymał nie była bynajmniej szczytem jego marzeń o miejscu na nocleg, nie było nawet w pobliżu żadnego źródła wody, nie wspominając już o jedzeniu, które polana dostarczała w niewielkiej ilości dla książęcego konia w postaci kępek zmarzniętej trawy wystającej gdzieniegdzie spod śniegu, książę jednak musiał skorzystać z wiezionych zapasów. Nic tez nie chroniło księcia przed panującym mrozem, jedynie dmący wiatr omijał jakoś ten teren przelatując ponad wierzchołkami okolicznych pagórków. Książę zrobił sobie zaimprowizowany szałas z gałęzi i sposobił się właśnie do rozpalenia ogniska, kiedy przypomniał sobie, że ubiegłej nocy zużył cały swój zapas krzesiwa i teraz nie ma nawet czym rozpalić ognia. A noc zapowiadała się mroźna. W tej sytuacji książę postanowił zrezygnować ze snu, który mógłby się skończyć zamarznięciem. Zagryzał zmrożone suchary, popił trochę wody z manierki, żałując, że nie ma przy sobie żadnego mocniejszego trunku, który mógłby go choć trochę rozgrzać. Obchodził wokoło polanę zacierając ręce w oczekiwaniu na jakże odległy świt. Książę zdążył już zdeptać większość polanki, kiedy nagle potknął się o jakiś zakopany w zaspie przedmiot, który wyrzucony został kawałek dalej. Oczywiście w ciemności książę nie zobaczył gdzie upadł ten przedmiot, ale miał przecież dużo czasu do świtu, zaczął więc systematyczne poszukiwania, przesuwając się powoli łukami od miejsca potknięcia, nisko pochylony, aby lepiej widzieć powierzchnie śniegu. Ta metoda okazała się skuteczna i już po kilku minutach książę trzymał w ręku spora butlę, z wyglądu bardzo starą. Butla była zakorkowana, ale po potrząśnięciu cos w środku się odzywało, więc zapewne nie była pusta. Może to jakieś stare wino albo nawet okowita, pomyślał książę i nie zwlekając zaczął zdzierać lak z szyjki, a następnie używając noża w roli korkociągu wyciągnął korek z butelki. Niestety kiedy przechylił butlę jego nadzieje okazały się płonne, naczynie to nie zawierało żadnego płynu. Książę zniechęcony rzucił butlę w zaspę i znowu kontynuował dzieło zadeptywania powierzchni polanki. Jednak odrzucona butelka nie była wcale pusta, u jej wylotu zaczął się kłębić lekko świecący czerwony dym, którego było coraz więcej i więcej, a w końcu uformowała się z niego dość egzotyczna postać.
A co było wcześniej? A co było później?
Copyright (c) 1999 by Leszek Kaszubowski


Ostatnia modyfikacja: 1999-08-28