Bajka o grzybach - odcinek 50.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Słońce świeciło od rana nieprzerwanie, na niebie nie pojawiła się żadna chmurka, ani nawet obłoczek. Jakieś kłęby mgły próbowały jeszcze zdobyć trochę nieba dla siebie, ale musiały uznać przewagę wiatru, który je szybko rozwiewał i porannych promieni słonecznych, które je rozświetlały. Po kilku dniach różnej pogody książę przyjął trochę słońca z wdzięcznością, wystawiał twarz w jego kierunku, a nawet gdy zjechał z drogi na mniej uczęszczaną przynajmniej z widoku ścieżkę zrzucił z pleców kolczugę i dla odmiany od poszukiwań zajął się ulepszaniem własnej opalenizny. Wszystkie mijane po drodze stworzenia również wolały chyba taką pogodę i zajmowały się wykorzystaniem jej w najlepszy możliwie sposób, z których najczęściej stosowanym było chyba wygrzewanie się na jakimś kamieniu lub innym podobnym obiekcie. Pewnym ujemnym efektem były z kolei kłęby kurzu, które podnosiły ze ścieżki po każdym kroku książęcego rumaka. Książe postanowił więc zaprzestać na razie poruszania się konno na korzyść pozostawania w miejscu w dogodnej dla siebie pozycji. Niebawem ujrzał przed sobą spory okaz głazu, wygładzony w ciągu wieków, które musiał leżeć w tym miejscu. Zbliżając się do niego książę zauważył z rozbawieniem, że kształt owej skały przypomina z boku zasępioną twarz. Ale dziwniejsze rzeczy można czasem zobaczyć, jeśli się przygląda uważnie otoczeniu, zresztą książę miał ochotę na oddawanie się prze parę godzin jednemu z ulubionych męskich zajęć, czyli wylegiwaniu się. Gdy dotarł do upatrzonego kamienia rozsiodłał Bucefała i puścił go na popas, co ów zaczął niespiesznie realizować. Sam zaś książę ułożył się wygodnie na szczycie głazu, zasłaniając jedynie oczy ręką przed rażącymi promieniami słonecznymi i począł realizować swoje plany na przedpołudnie. Nie dane mu jednak było zbyt długo delektować się przyjemnościami "dolce farniente", kiedy nagle spod niego rozległ się głuchy glos:
- A cóż to za maniery, tak się kłaść komuś bez pytania na głowie. Zrozumiałbym jeszcze gdyby to był jakiś niemądry zwierzaczek, ale po takim reprezentancie podobno wyższego gatunku można by się spodziewać lepszego obycia towarzyskiego.

Książę zerwał się gwałtownie na nogi, zszedł a właściwie prawie spadł z głazu na ziemię i stanął przed nim zwrócony w kierunku twarzy, która faktycznie okazała się twarzą, tylko książę jeszcze nie wiedział dokładnie, kto właściwie jest jej właścicielem.


Copyright (c) 1999 by Leszek Kaszubowski Ostatnia modyfikacja: 1999-09-03