Bajka o grzybach - odcinek 99.


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
Herszt rozbójników jednak ani myślał podążać za resztą swej bandy, w końcu nie był jej szefem tylko z powodu swej szkaradnej gęby. Wyciągnął zza pasa rzeźnicki topór i uśmiechając się krzywo, co było paskudnym widokiem z uwagi na liczne niedobory w jego uzębieniu, zbliżał się powoli do księcia. To już nie były przelewki, książę uniósł miecz i przygotował się do walki. Na garść piachu, którym sypnął znienacka rozbójnik w kierunku jego oczu nie był jednak odpowiednio przygotowany. Nagle książę prawie nic nie widział i jego wiedza o fechtunku nie miała wielkiego znaczenia w takiej sytuacji. Zdążył tylko instynktownie odskoczyć w tył, a ostrze topora minęło jego szyję na odległość grubości dziecięcego kciuka. Gdyby nie pisk - Uważaj, zachodzi cię z prawej - nawet instynkt nie uratowałby księcia. Książę obrócił się w prawo machając przed siebie trochę rozpaczliwie mieczem, zaś lewą ręką usiłował wytrzeć z oczu ziarnka piasku. Udało mu się to w niewielkim stopniu i zaczął widzieć świat dookoła w postaci niewyraźnych plam, co było i tak lepsze od zupełnej ślepoty przed chwilą. Dzięki temu i popiskiwaniom dochodzącym z niedaleka, które ostrzegały go przed zamiarami rozbójnika, księciu udawało się jakoś utrzymywać stan remisowy. Kiedy jednak potknął się nagle na wystającym korzeniu i upadł na plecy, wydawało się, że to już koniec walki. Herszt rozbójników zamierzył się toporem do ostatniego ciecia, książę przekręcił się rozpaczliwie w bok i wyciągnął przed siebie miecz. Znów szczęście uśmiechnęło się do księcia. Herszt zbójników potknął się bowiem na tym samym korzeniu, co książę, a wyciągnięty w zamachu topór pociągnął go dodatkowo do przodu prosto na wystawione ostrze miecza. Sapnął tylko, z ust wypłynęły mu krwawe bąbelki i osunął się powoli na ziemie. Książę dopiero po dłuższej chwili był zdolny wstać. Nadal zapiaszczonymi oczyma widział tylko leżącego rozbójnika z rozrzuconymi rękoma i dużą czerwona plamą na plecach. Książę wytarł miecz z krwi i schował do pochwy u pasa, po czym ruszył na poszukiwanie właściciela piskliwego głosu, dzięki któremu udało mu się zwyciężyć w tej walce. Niedaleko pod drzewem wśród różnych łupów zagrabionych przez zbójców ujrzał związaną małą skrzydlatą istotkę spoglądającą na niego dużymi oczami. Książę ostrożnie rozciął jej więzy. Istotka zaś rozpostarła skrzydełka, roztarła nadgarstki, wykonała jakieś gesty w powietrzu, zamruczała coś cicho, po czym przejechała dłońmi po twarzy księcia od czoła w dół. Wraz z tymi dłońmi z twarzy i oczu księcia wysypały się na ziemię ziarenka piasku i książę znów mógł widzieć świat w całej jego okazałości. Uratowana przez niego istota okazała się być łąkową wróżką, o jakich książę czytywał czasami w starych opowieściach, ale nie widział nigdy takiej na oczy. Wróżka była bardzo wdzięczna za uratowanie, zasmuciło ją trochę to, że nie może podarować w zamian księciu jakiegoś grzyba, gdyż na jej łąkach zostały tylko małe sztuki, wszystkie trochę wystające nad ziemię zostały już powyrywane przez innych amatorów do ręki królewny. Ale znalazła coś, co mogło pomoc księciu, znowu wykonała jakieś kręgi dookoła księcia i jego konia, popiszczała trochę, co dla księcia nic nie znaczyło, ale musiało mieć wielką moc, gdyż zaraz książę poczuł jakąś zmianę w sobie, nie mógł tylko się zorientować, co tez się z nim stało. Wróżka roześmiała się tylko i podała mu gałązkę jagód mówiąc:
- To tylko mały czar niewidzialności, do zamku jest jeszcze kawałek drogi, a po drodze mógłbyś książę spotkać równie paskudnych typów, jak ci zbójcy. Działa tylko na ludzi i kiedy słońce zajdzie sam zniknie, ale wcześniej można go przerwać kiedy się zje kilka tych jagód.
Książę nie był zbyt przekonany słowami wróżki, ale ruszył jednak przed siebie w znacznie lepszym nastroju. Znowu przeżył ciekawą przygodę i poznał kogoś interesującego, a grzybów miał już wystarczająca ilość.

A co było później?
Copyright (c) 1999 by Leszek Kaszubowski Ostatnia modyfikacja: 1999-09-03