Bajka o grzybach - odcinek 99.
- ostatni (?)


              ___..._      
         _,--'       "`-.
       ,'.  .            \
     ,/:. .     .       .'
     |;..  .      _..--' 
     `--:...-,-'""\     
             |:.  `.    
             l;.   l    
             `|:.   |   
              |:.   `., 
             .l;.    j, ,
          `. \`;:.   //,/
           .\\)`;,|\'/(  
            ` `itz `(,   
W miarę zbliżania się do królewskiego zamku samopoczucie księcia stawało się coraz lepsze. Widząc pozostałych konkurentów do ręki królewny niosących jakieś marne podgrzybki porównując to z zawartością swych juków, które wręcz rozpierane były od środka przez rozmaite okazy grzybów, co jeden to większy, pewien był swego sukcesu. Rozmyślał już jaka będzie królewna, co powie jego rodzina na wieść, że nie tylko nie sczezł marnie w trakcie podróży, co przepowiadali mu starsi bracia, ale też zdobył rękę królewny i pół królestwa. Kiedy na drodze nie było nikogo w pobliżu nawet podśpiewywał sobie cicho pod nosem. Kiedy mijał zaś spieszących na zamek śmiał się czasami w duchu, gdy słysząc jakiś szelest dochodzący z jego strony rozglądali się uważnie nic nie widząc, po czym często wykonywali jakieś czynności mające odczynić urok i ruszali szybciej przed siebie. Z tym czarem niewidzialności to był naprawdę dobry pomysł, książę zapisał sobie w pamięci, aby odwiedzić kiedyś łąkową wróżkę i podziękować jej za ten użyteczny drobiazg. Najbardziej zabawne bywały sytuacje, kiedy czyjś koń, który oczywiście go widział, gdyż czar ten nie działa na zwierzęta, skręcał aby go ominąć, zaś jeździec wpatrywał się tępo w miejsce, w którym się znajdował książę i usiłował dociec powodu takiego zachowania wierzchowca. Pewnie tylko dlatego, że podróżował powoli i bez pośpiechu książę zauważył to, co umknęło uwadze przemykających pospiesznie innych. Tuż przed zamkiem królewskim droga wiodła wśród bagien, a na wysepce położonej dość daleko od drogi rósł ... (oczywiście domyślamy się już co) ogromny grzyb. Gdyby książę nie był już wyćwiczony w wypatrywaniu wśród mijanego krajobrazu tej rośliny pewnie również by go przegapił. Skręcił więc nagle na bok i ruszył ostrożnie wybierając drogę wśród mokradeł. Grzyb ten z drogi wydający się spory, po podjechaniu bliżej okazał się wręcz ogromny. Książę podniecony zeskoczył z konia i ruszył biegiem w jego kierunku. Nie zwracał przy tym uwagi na żabę, która siedziała na owym grzybie. Ta jednak zwracała na niego uwagę, a kiedy uwiązł w bagnie kilka kroków przed wysepką odezwała się do niego tymi słowy:
- Widzisz, jak się człowiek spieszy, to się bagno cieszy. Jesteś pewnie tym księciem, który od miesiąca krąży po całej krainie szukając grzybów. Wiedziałam, że prędzej czy później trafisz do mnie. Teraz tylko mnie pocałuj, a pomogę ci wydostać się z tego bagna i dostaniesz jeszcze tego grzyba do kolekcji.
Książę był raczej zdenerwowany tym nagle niefortunnym dla niego przebiegiem sytuacji, wiec odciął się płazowi krótko:
- Spadaj żabo, niedoczekanie twoje, żebym cię całował.
Niestety próby wydostania się na bardziej twardy grunt nie przynosiły pożądanych rezultatów i książę pogrążał się coraz bardziej w bagnie. Kiedy był już zagłębiony po pas w bagnie żaba odezwała się powtórnie.
- Nie bądź głupi, pocałuj mnie, co ci szkodzi jeden całus, a ja wreszcie stanę się królewną.
- Spadaj żabo, chyba staniesz się królewną paskudztw. W zamku czeka na mnie prawdziwa królewna, a nie jakaś tam żaba

Bagno było jednak nieubłagane. Szamotanie się księcia powodowało tylko jego szybsze zanurzanie się. Gdy bagno sięgało mu już po szyję żaba znowu się do niego odezwała, wyraźnie już zniecierpliwiona jego uporem.
- Chcesz tu utonąć i nigdy nie dotrzeć do swojej królewny, przecież nie musisz się ze mną od razu żenić, wystarczy jeden całus. Sama sobie później znajdę kogoś bardziej odpowiedniego na męża. No więc?
- Spadaj żabo, książęce całusy nie są dla jakichś tam płaziątek.

Za chwile książę pogrążył się jeszcze bardziej. Bagno podniosło się do jego ust, później zalało mu nozdrza, by wreszcie przykryć go całego. Tylko kilka bąbelków powietrza wskazywało miejsce w którym książę skończył swoją wędrówkę w poszukiwaniu grzybów. Żaba popatrzyła na te bąbelki, skrzywiła główkę, zadumała się chwilę i powiedziała do siebie:
- A właściwie dlaczego ja mam stąd spadać? Przecież ja tu mieszkam!

Gwoli wyjaśnienia w kwestii zaliczenia grzybów do roślin. W naszym świecie grzyby stanowią oddzielne królestwo i nie zaliczają sie do roślin, ani tym bardziej do zwierząt. Moze i tutaj tak właśnie jest, ale bajkowe grzyby mają śliczne fioletowo-pomarańczowe łodygi, jasnożółte liście, nie wspominając już o ogniście czerwonych kwiatkach, których pyłek powoduje u niektórych silne alergie, ani o bulwiastych korzeniach, które po ukiszeniu były popularnym dodatkiem do mięsiwa. Za to nikt nie widział nigdy grzyba, który by chodził, odzywał się w jakiś sposób, a już ugryzienie przez grzyba nie zdarzyło się w całej bajkowej historii nikomu prócz starego Przeraza, ale było to po wypiciu 12 kufli piwa, więc jego świadectwo trudno uznać za wiarygodne. Reasumując w mojej bajce grzyby są jak najbardziej roślinami. Albo też wręcz przeciwnie, wyglądają tak samo jak nasze grzybki i tak samo roślinami nie są.

To niech wam (biologom i podobnym nudziarzom) będzie, że grzyby w bajce to też grzyby i wyglądają podobnie do znanych nam z lasu grzybków, a nie rośliny, ale książę z lekcji biologii pamiętał jedynie momenty kiedy był nagle budzony przez starego profesora uderzeniem witki w ramię, które to lekcje nie trwały długo, gdyż młody książę poskarżył się na takie traktowanie ojcu i w toku dalszej jego edukacji biologia już nie była ujęta. Więc dlatego też traktował grzyby jako trochę nietypowe rośliny. A szkoda, a grzybki mogłyby być takimi interesującymi roślinkami! ;)


A co było wcześniej?
Copyright (c) 1999 by Leszek Kaszubowski


Ostatnia modyfikacja: 1999-08-13