|
Będąc młodą lekarką,wysuniętą głęboko w teren, muszę jak sejf... s...sejsmogram reagować na szeroki wachlarz zjawisk i nawet na najbardziej niebezpiecznym odcinku zachować umysłową przytomność. Jako przykład zapodam tę oto wizytę, która odbyła się w ubiegły wtorek o godzinie dziewiątej czterdzieści pięć czasu grenwich.- Dzień dobry pani dóktór ! - Dzię dobry. Co panu dolega ? - Jestem, pani doktór, w aagoni ! - Proszę więc rozpiąć paltot, powiedzieć "a-a-a" i zgiąć stawy skokowe. - Ale stan mój jest nieodwracalny i grozi mię zejściem ! - Proszę zatem opuścić moją przychodnię, gdyż przewidziana jest dla chorych ambulatoryjnie, a nie zejściowych. - A gdybym zapłacił dobrą honorarium? - Nie godzi mię się tego słuchać. Jestem wszak lekarką uspołecznioną. - A gdybym zapłacił w zielonych? Pacjent stał z twarzą podchwytliwą... - No? ... Mię zaś podejrzenie jak strzała przeszyło pierś, którego jednak nie dałam rozpoznać po sobie. - Nie rozumię aluzji. Proszę zapodać objawy chorobowe. - No to ja już nie będę dalej ukrywał w bawełnę i powiem wprost, że jestem z województwa i przyjechałem na kątrol. Hyhy. - Och. - Jak dotąd wypadliście pozytywnie. - Witajcie więc i rozpłaszczcie się. - Hyhyhy. - Zrobiłabym kawę, ale jest to skromna placówka oddalona od mętropolii. Może poczęstujecie się wodą źródlaną ze studni? - Dziękuję. Pokażcie mię raczej sprawodawczość. - Proszę. - Ho, ho, jakże przejrzysta i czytelna! - Od wczesnych lat cechowała mię kaligrafia. - To się chwali. A jaka jest uzdrawialność w skali półrocza? - Dziewięćdziesiąt osiem przecinek dziewięć procęt. Osobiście na nią rzutuję. - A zgony kwartalne? - Zerowe. - Oczom nie wierzę, uszom nie słyszę! Ani jednego zgonu? - Owszem, dwa, ale juz za progiem przychodni, więc nie wciągnęłam. - Bardzo słusznie. A natomiast zużycie waty i gazików rocznie? - Zero pięć. - Tony? - Skądże znowu, ha, ha, ha. Nie podpuszczajcie mię. Kila! - Sczykawkę jednorazową posiadacie na stanie? - Posiadam sztuk jedną. Jest zamknięta w tej oto skrytce, kluczyk od której przechowuję na piersiach. - Lekami, mniemam, nie szastacie. - Skądże znowu! Zamiast deficytow - yyyy... szkodliwych dla zdrowia preparatów chemicznych postawiłam na skalpel, sondę i wziernik. Nie boję się albowiem trudu rąk własnych dla dobra nas wszystkich. - Gratuluję! Globalnie macie piękne osiągi. A wasze dane liczbowe są bez zarzutu. Trochę ję może zawyżymy, a gdzie trzeba zaniżymy. - A czemuż to? Wyraziliście się przed chwilą, że nie mają zarzutu. - Ale one idą do zwierzchności, więc wymagalna jest mała kosmetyka. Strzeżonego przewodniczący komisji strzeże! Haha, hahaha! - Hahaha ! - Resumując, sprawdziliście się na swym posterunku. A, jakby to powiedzieć, nie macie jak to w terenię trochę jajek czy może kuraka? - Coś tam jest w sterelizatorze. Dysponujcie do woli. - Hehe. Dziękuję i żegnam. Po wyjściu kątrolera przeszła mię ciarka, że mogłam go nie rozpoznać i nawet coś mu obcesowo wyciąć, rujnując tym mój dalszy rozwój naukowo-badawczy. Na szczęście instynkt młodej lekarki jeszcze raz się samopotwierdził. Do usłyszenia. Tekst podesłany przez Dorotę Sz. Dzięki. Ostatnia modyfikacja: 1999-09-11 |