|
Czy
to nauka jest winna?
Dariusz
Matusiak, Monika Gorzelańska, "Czy to nauka jest winna?" - wywiad z prof.
Romualdem Olaczkiem
DM - Interesuje mnie Pana punkt widzenia jako praktyka na temat
nauki. Obecnie jest ona traktowana jako współczesna religia. Ekspertyzy
naukowców traktuje się bardzo często jak dogmaty. Czy czuje się Pan kapłanem
nauki?
Prof. Olaczek - Nie, tu w ogóle terminologia jest nieodpowiednia.
Bycie kapłanem wiąże się z wiarą, a nauka nie jest wiarą, tylko stwierdzaniem
faktów, podważaniem tych stwierdzeń, ciągłą weryfikacją tego, co się wcześniej
twierdziło. To prawda, że ekspertyzy naukowe bywają żle zrobione, nawet
nieuczciwie, czasami są w złych celach wykorzystywane. Ale o wiele większe
zło jest wtedy, kiedy ekspertyzy naukowe nie są brane pod uwagę. Nauka
może się mylić, błądzić i czasami naukowcy bywają też nieuczciwi, ale
jest to tak, jak z medycyną - lekarz też nie zawsze jest uzdrowicielem,
on też czasami popełnia błędy. Ale chory nie ma lepszego sposobu na leczenie,
jak udać się do lekarza. Żaden szaman, żaden znachor nie zrobi tego, co
zrobi lekarz. Więc nie błędy, ale pozytywne osiągnięcia decydują o znaczeniu,
ważności i przydatności społecznej nauki.
DM - Jak Pan ocenia motywacje naukowców? Czy w dalszym ciągu ciekawość
świata motywuje ludzi do zajmowania się nauką, czy może niekoniecznie?
Bo w jakiś sposób doszło do kryzysu globalnego, kryzysu ekologicznego.
Prof. Olaczek - Posłużę się cytatem pewnego filozofa, dziś bardzo
niemodnego. Mianowicie: "Pieniądz upokarza wszystkich bogów i zamienia
ich w towar". Pieniądz, gospodarka wolnorynkowa, liberalizm gospodarczy,
prowadzą do tego, że wszystkie inne miary, wartości są usuwane w cień.
Pozostaje jedna, jakby się wydawało, jedyna prawdziwa obiektywna miara
wartości - pieniądz. I sztuka, i nauka podlegają tej demoralizującej sile
komercjalizacji. Podlegają z wielką stratą i szkodą dla nauki, dla sztuki.
Ale jeśli chodzi o pasję naukową, pasję czysto poznawczą, to mogę powiedzieć
jedno: tylko tam gdzie motywacją uczonego jest właśnie pasja poznawcza,
rzeczywiście odkrywa się coś interesującego i rzeczywiście nauka się rozwija.
Jeśli są inne motywy: urządzenie się, zdobycie sławy, władza czy zarobienie
pieniędzy - a można to robić udając, że się uprawia naukę - to odkryć
nie ma lub są to pozorne odkrycia, mydlenie ludziom oczu. Myślę, że w
przeszłości było podobnie, natomiast ten czas, w którym żyjemy obecnie,
pokazuje dosyć wyraźnie, jak to przewartościowanie i przesuniecie się
w hierarchii ważności wpływa degradująco i na naukę i na kulturę. Oczywiście,
że łatwo jest przypisywać nauce winę wtedy, kiedy się źle dzieje, zwłaszcza
w tym wielkim eksperymencie, jaki ludzkość prowadzi z przekształceniem
ziemskiej przyrody, świata. Robi to przecież korzystając z osiągnięć nauki.
Wobec tego najprostszym adresem winowajcy jest nauka, dlatego, że wynaleziono
silnik spalinowy, bombę atomową, skonstruowano potężne maszyny, którymi
można góry przewracać. Rzecz tylko w tym, że każdy wynalazek, każde odkrycie
może służyć dobremu i złemu. Nóż służył Kainowi do zabicia Abla. Czy słuszne
byłoby, żebyśmy zrezygnowali z tego złowrogiego wynalazku cywilizacji?
Wiele spraw biegnie takim szlakiem pomiędzy dobrem a złem i może się przechylić
na stronę dobra lub zła. Każdy dobry wynalazek można użyć i w złych celach.
DM - Czy zgodziłby się Pan, że podejście tzw. kultur prymitywnych
do świata jest bardziej całościowe i rozważne i że my dochodzimy do tego
obecnie bardzo powoli dokonawszy po drodze wielu zniszczeń?
Prof. Olaczek - Oczywiście jest bardzo wiele pięknych tego przykładów,
jak choćby stosunek do przyrody aborygenów australijskich. Ma to też swe
odzwierciedlenie w pięknych utworach literackich. Zauważmy jednak, że
bardzo rozważne podejście kultur prymitywnych do przyrody jest niejako
narzucone przez warunki życia. Podobnie jak marnotrawno - konsumpcyjne
w kapitaliźmie. Indianie nie dlatego nie zniszczyli Amazonii, że taka
była ich wola, lecz dlatego, że wysoka śmiertelność ograniczała możliwości
zwiększania ich presji na te lasy. Życie w harmonii z przyrodą, w równiowadze
ekologicznej, ma też swoją cenę. Dość wspomnieć, że tę równowagę w ekosystemach
utrzymują drapieżniki. W czym jest jednak rzecz? To nie nauka jest twórcą
ludzkich wad: chciwości, egoizmu, agresywności. W tych ludzkich postawach
trzeba upatrywać źródła i przyczyny wszelkiego zła. To nie dlatego rzeki
zostały zanieczyszczone, że nauka umożliwiła budowę fabryk chemicznych,
fabryk nawozów sztucznych itp., tylko, że natychmiast w ten postęp, jaki
nauka otwiera szerokim nurtem, wkracza ludzka chciwość, egoizm, chęć władzy,
chęć panowania nad innymi. Socjolog mógłby powiedzieć więcej, czy nauka
ma taką władzę nad ludzkimi umysłami i charakterami, by temperować ten
egoizm i tę chciwość, tę żądzę władzy i agresję. Pewien wpływ ma na pewno.
Człowiek inteligentny, wykształcony, powściąga te swoje wady łatwiej niż
człowiek niewykształcony. Ale wcale tutaj nie ma jednoznaczności.
MG - Czasami naukowców nie obchodzi, jak zostanie użyty ich wynalazek,
im chodzi o dojście do prawdy.
Prof. Olaczek - Tak. W przypadku wielkich odkryć często uczeni
żałowali tego co zrobili. Żałował Kolumb odkrycia Ameryki, żałowali głęboko
Einstein i Oppenheimer. Rzecz tylko w tym, że w różnych momentach czasu
historycznego ta sama rzecz różnie wygląda. Często popełniamy błąd ahistoryczności
i przeszłość oceniamy z punktu widzenia dzisiejszych poglądów i sytuacji.
Ludzie, którzy żyli w przeszłości, albo my sami w tej przeszłości, inaczej
myśleli, inne mieli uwarunkowania, inne potrzeby, inne zapatrywania. Nie
ma w tym nic nadzwyczajnego, że ludzkość kroczy i rozwija się popełniając
błędy. Bo nie sztuka stać w miejscu - wtedy się błędów nie popełnia. Natomiast
sztuką jest iść, błędy popełniane w porę dostrzegać i naprawiać w życiu
jednostkowym, społecznym i w losach całej ludzkości. Myślę, że niczego
dobrego nie przyniosły ludzkości wielkie idee, prawie zawsze utopijne,
które chciały ludzkość widzieć jako zbiorowość ludzi dobrych anielsko,
które miały nadzieję, że da się pokierować ludzkimi charakterami.
Socjalizm głosił pochwałę pracy. Praca jest przywilejem, praca jest zaszczytem,
szlachetnością. Co ludzie z tego zrobili? - kpiny z pracy. Teraz zapatrują
się inaczej: gdy pracy zabrakło, to zaczynają ją szanować. I dostrzegają,
że to jest rzeczywiście przywilej i zaszczyt, a nie jedynie ciężki, żmudny
obowiązek.
DM - Jest w ruchach ekologicznych takie dosyć powszechne hasło,
że ani kroku dalej w niszczeniu Ziemi. Jak Pan ocenia, czy jest szansa
na wprowadzenie w życie takiego hasła metodami demokratycznymi?
Prof. Olaczek - Tak. Wierzę głęboko, że jest szansa, ale jest ona
bardzo trudna do osiągnięcia. Dlatego, że muszą być wspólnie rozwiązane
trzy wielkie grupy ludzkich problemów: efektywność ekonomiczna, sprawiedliwość
społeczna i ochrona, spolegliwość wobec przyrody i środowiska. Nie można
osiągnąć postępu tylko w jednym z tych pól. Postęp na jednym z nich nie
liczący się z drugimi natychmiast degraduje pozostałe dwa, ale i sam rodzi
barierę swojego dalszego rozwoju. Nie można rozwiązać problemu przyrody
bez jednoczesnego rozwiązywania społecznych problemów ludzi. Ja uczę tego
swoich studentów. Jeżeli ludzie będą cierpieli niedostatek, frustracje
i lęki, nie będą mieli zrozumienia dla potrzeby ochrony przyrody. Tylko
człowiek wolny od lęku o przyszłość swoich dzieci będzie zachowywał się
w stosunku do przyrody przyzwoicie. Jeżeli zostanie w społeczeństwie ustawiony
na pozycji, w której będzie musiał bez przerwy walczyć o przetrwanie,
to będzie na tej walce skupiony i nie będzie miał ani serca, ani zrozumienia
dla losu przyrody.
DM - W społeczeństwach bogatych ludzie troszczą się o siebie i
zaspokajanie swoich potrzeb. Szanują również swoje środowisko. Natomiast
ich rozwój odbywa się kosztem przyrody w innych, biedniejszych krajach.
Prof. Olaczek - Tak niestety jest. 20% ludzkości ma do dyspozycji
ponad 80% wszystkich dóbr. Jakbyśmy zawęzili ten przedział, dzieląc nie
na dwudziesto-procentowe, ale np. dziesięcioprocentowe albo jeszcze mniejsze
przedziały według zamożności, to doszlibyśmy do tego, co ujawniono z okazji
konferencji ONZ na tematy społeczne w Kopenhadze, że bodajże 358 rodzin
ma do swej dyspozycji dochód równy 45% dochodu całej ludzkości. To oni
rządzą światem, na ich usługach są, nawet o tym nie wiedząc, prezydenci,
rządy, parlamenty.
DM - Jesteśmy teraz na przełomie wieków i wiele jest różnych koncepcji
rozwoju. Jaką Pan widzi możliwość rozwoju naszego społeczeństwa, naszej
kultury. Jak Pan ocenia nasze szanse na przeżycie gatunku Homo Sapiens?
Prof. Olaczek - Musiałbym odrzucić cały etos naukowca i biologa,
gdybym uznał, że człowiek ma mniejsze szanse na przetrwanie niż nierozumne,
mniej inteligentne od człowieka inne istoty żywe. Człowiek oczywiście
przetrwa. Ale rzecz w tym, żeby przetrwał nie sam, nie w świecie zubożałym,
tylko w tym całym pięknym, bogatym, różnorodnym otoczeniu. To nie jest
problem, żeby uratować człowieka. Problemem jest uratowanie całego świata
istot żywych. Bo wartością najwyższą jest życie, nie człowiek. Ponieważ
człowiek wśród żywych organizmów jest najwyżej rozwinięty i zorganizowany,
więc on jest najbliżej tego punktu centralnego owej wartości życia. Z
pewnością nie można na jednej szali stawiać wartości życia ludzkiego i
wartości życia jakiegokolwiek innego. Tu nie ma równoważności, tu jest
pewna hierarchia. Wszystkie organizmy i formy życia są składnikami wielkiej,
najwyższej wartości: człowiek w większym stopniu, karaluch w mniejszym.
Ale każdy ma udział w tej wartości. Z pewnością ludzie jeszcze długo będą
cierpieć, będą popełniać błędy ale mimo wszystko świat idzie w dobrym
kierunku, ku lepszemu.
MG - Wydaje mi się, że świat będzie ubożał i z tych 358 rodzin,
które rządzą obecnie, w przyszłości odpadnie kilka i w rękach małej grupy
będzie dostęp do światła słonecznego.
Prof. Olaczek - Myślę, że wielu ludzi swoje osobiste frustracje
i zgorzknienia uogólnia na całą społeczność czy ludzkość. Ja też nie jestem
wolny od pesymizmu, ale staram się jednak sprawy widzieć w pełnym wymiarze.
Na pewno pesymistyczne jest to, że w liczbach bezwzględnych analfabetów
na świecie jest obecnie więcej niż w czasach średniowiecznych. Ale wtedy
cala ludzkość liczyła 0,5 miliarda ludzi, teraz ma 6 mld i procent ludzi
wykształconych jest większy niż kiedykolwiek przedtem. Wojny wprawdzie
wybuchają, są krwawsze, okrutniejsze niż były kiedyś, ale jednak nie są
wojną nieustanną. Europa przecież przez całe stulecia była w permanentnym
stanie wojny. Wszyscy wojowali ze wszystkimi i racją istnienia państwa
było albo zawłaszczenie cudzego terytorium, albo bronienie swojego. Obecnie
coś innego się dzieje. Wprawdzie rywalizacja ekonomiczna i uzależnienie
się, czy nawet ujarzmienie ekonomiczne może być także dotkliwe, ale to
już zupełnie co innego niż ujarzmienie przy pomocy miecza, kajdan, niewoli.
Więc nastąpił tutaj postęp, ewolucja.
DM - Wiele osób twierdzi, że jesteśmy w ciągłym stanie totalnej
wojny ze środowiskiem, dziką przyrodą. Ostatnio będąc w lesie dostrzegłem,
że to, co mi się kojarzyło z dzikością lasu, jest obecnie podporządkowane
woli człowieka. Zwierzęta są w zasadzie policzone, dokarmiane. Jest to
gospodarka leśna. Drzewa są również policzone. Jest plan, drzewa sadzone
są w odpowiednim miejscu, ścinane w odpowiednim wieku. Najczęściej są
to monokultury. Czy przypadkiem nie zapominamy o tej wojnie, która się
toczy między ludźmi a przyrodą, która nam dała życie?
Prof. Olaczek - Ale czy nie spostrze-gacie państwo, że człowiek
tylko w sensie zmian ilościowych wpłynął na przyrodę znacznie mocniej,
niż wpłynęły zwierzęta. Przecież warunkiem istnienia sawanny afrykańskiej
jest praca słoni niszczących, łamiących drzewa. Inaczej ta sawanna porosłaby
lasem sawannowym. To słonie, żyrafy i inne zwierzęta stworzyły do pewnego
stopnia ten ekosystem. Więc moglibyśmy powiedzieć, że nasze łąki czy lasy
też są półnaturalne. To co w nich żyje jest realizacją pewnej wizji człowieka,
jak ten las ma wyglądać. Podobnie ta sawanna jest realizacją pewnej wizji
słonia i żyrafy, które ją kształtują. Ja bym nie widział w tym ostatecznego
zła, to nie jest jeszcze wyrok na przyrodę. Z pewnością ma rację głęboka
ekologia, że liczba ludzi nie może wzrastać nieustannie, że jest nas już
dostatecznie dużo, żebyśmy czuli się zróżnicowani, szczęśliwi swoim życiem
zbiorowym. Bo ludzie, jak wiele zwierząt, są istotami stadnymi. Zmniejszenie
tempa przy-rostu naturalnego jest koniecznością. Natomiast nie do przyjęcia
byłaby propozycja zmniejszenia liczby żyjących ludzi, bo to musiałoby
oznaczać albo wybicie żyjących ludzi, albo zakazanie kobietom rodzenia
dzieci. A więc byłby to jakiś gwałt na wolności i prawach człowieka, które
nie są czymś wymyślonym, ale tym, z czym człowiek się urodził.
MG - Dla mnie ilość ludzi nie jest problemem tak ogromnym jak to,
że owo 80% pragnie żyć tak, jak żyje 20%, czyli bogato i dostatnio. Wiem,
że to jest trochę utopijne myślenie, bo zawsze będą biedni i bogaci, ale
ta tendencja demokratyzacji świata - jak dotąd najbardziej słuszna - niesie
ze sobą konsumeryzm, tę wielką potrzebę posiadania.
Prof. Olaczek - Ma Pani rację, ale też nie do końca. Dlatego, że
pod tym względem społeczeństwa też są zróżnicowane i po osiągnięciu pewnego
poziomu ten konsumpcyjny apetyt na to, żeby posiadać coraz więcej, spada,
słabnie, tępi się.
MG - W Polsce odpowiadamy za kilkadziesiąt lat ciągłego odmawiania
sobie rzeczy czy może ciągłej zazdrości o nie.
Prof. Olaczek - Życie Polski nie zaczęło się w 1945. To nie jest
kilkadziesiąt lat. To jest kilkaset lat naszego lenistwa, bałagaństwa,
warcholstwa i anar-chizmu. Często się teraz używa porównania Polski do
Portugalii w systemie Europy Zachodniej, że osiągnęła taki wspaniały rozwój,
a Polska pozostała w tyle. Ale kiedy Portugalia budowała flotę, wysyłała
statek za statkiem, opływała Afrykę, odkrywała drogę do Indii, opływała
świat dookoła, zakładała kolonie, opanowała połowę Ameryki Południowej
- co robili Polacy? Jesteśmy dziedzicami wielu wieków i wielu pokoleń,
tak jak i społeczeństwa zachodnie. Społeczeństwa zachodniego dobrobytu
są pokoleniem zwycięzców. My wcale nie wiemy i nie chcemy wiedzieć o tych,
którzy w wyścigu odpadli, na których ciężkiej pracy, krzywdzie i nieszczęściu
wyrósł dobrobyt dzisiejszych pokoleń. W miastach przemysłowych Anglii
w połowie XIX wieku średnia długość życia mężczyzny z klasy robotniczej
wynosiła 19 lat. Jest to przecież o połowę mniej, niż gdzieś w okresie
neolitu, gdy średni wiek kobiet wynosił 28 lat, średni wiek mężczyzn 34-35
lat.To na ciężkiej pracy milionów ludzi przez wiele pokoleń, pracy, którą
zaczynały dziewięcioletnie dzieci oraz na grabieży reszty świata wyrósł
obecny dobrobyt.
DM - Dziś nie pamięta się, że to dzięki kolonializmowi, dzięki
niewolnictwu wyrósł dobrobyt państw zachodnich.
Prof. Olaczek - Kiedy Indie uzyskiwały niepodległość, pewien dziennikarz
spytał Mahatmę Gandhiego "Jak Pan przewiduje, kiedy Indie osiągną poziom
taki, jaki ma Anglia?" Ten się chwilę zastanowił i powiedział: "Proszę
Pana! Anglicy swój dobrobyt osiągnęli grabiąc przez 200 lat połowę świata.
Ile światów musiałyby grabić Indie, żeby ten poziom osiągnąć? My nie pójdziemy
tą drogą." A nie wiedział tego jeszcze, co później stwierdzili ekonomiści
- że kiedy Anglia opanowała Indie ostatecznie na początku XIX wieku, przeciętny
poziom życia w Anglii i w Indiach był taki sam. W ciągu 100 lat w Indiach
poziom ten się znacznie obniżył, a w Anglii podniósł bardzo wysoko. Przyczyną
nie jest tylko grabież kolonialna, lecz również zmiany społeczne. Niemniej
faktem jest, że nie można widzieć świata dzisiejszego tylko w jego obecnym
wymiarze. To jest tak, jakby widzieć jedynie kwiat, zapominając o tym,
że jest jeszcze łodyga i korzenie. Nie ma sensu mieć pretensje, że jeden
kwiat jest szeroko rozwinięty, a inny skromniej. Trzeba spojrzeć jakie
on ma korzenie, z jakiej gleby wyrasta.
Dziękujemy bardzo za rozmowę.
|