"Helska
Tawerna" "Łyżka dziegciu..." |
Piszcie ! Każdy z Waszych listów będzie wnikliwie
przeczytany !
Zamieszczam tu listy bez podania
e-mailu
nadawcy ani jego imienia, chyba ze nadawca zwróci się o
publikację jego danych.
tylko "słowa powszechnie uznane za obraźliwe"...
Nadesłane
listy przedstawiają inna wizję Helu - czasem wizję ludzi zawiedzionych konkretnymi sprawami,
może dzięki tym listom cos uda się zmienić ???
Najnowsze listy zamieszczam
na początku strony! Każdy tu może się wypowiedzieć...
A tu czeka miejsce na Twój list................
Serdecznie pozdrawiam i gratuluję świetnej strony. Bywam na
Helu regularnie na wakacjach, nieprzerwanie od ośmiu lat,
wcześniej wpadałem tu choćby na pół dnia przy okazji pobytu
w Trójmieście. Obserwuję jak Hel staje się kombinatem
wypoczynkowym, ubywa szlabanów i wojskowych ogrodzeń, a
przybywa kolorowych reklam. Chciałbym pochwalić władze miasta
za czyste kolorowe chodniki, regularnie sprzątane plaże.
Cieszę się, że nie ma tu nowoczesnych dyskotek, dzięki czemu
nocami jest względnie spokojnie. Muzyczny namiot w porcie
rybackim, w takiej formule jak jest, moim zdaniem całkowicie
wystarcza. Tak trzymać.
Pan Maciek z Tawerny, w lato żalił mi się, że trochę spadły
obroty, dużo turystów zamiast chodzić do restauracji na
obiady, zjada kanapki w swoich kwaterach. Tu chyba tkwi szkopuł;
helanie nie do końca zrozumieli, że turysta to nie tylko
bezwolna istota trzymająca w ręku otwarty portfel. Dla rekinów
finansowych Półwysep Helski skończył się już na
"Bryzie" w Juracie, tutaj docierają w większości
rodziny średniozamożne, a te widzą, że ceny obiadów
jedzonych tłumnie na plastikowych, ogrodowych stolikach
odpowiadają cenom w małych restauracjach w Trójmieście.
Specjały kuchni typu "Łosoś z grilla" to owszem
atrakcja, ale po kąpieli w morzu przydałby się po prostu
obfity, a nie drogi obiad. Zestaw obiadowy to najczęściej tylko
drugie danie, talerz zupy trzeba dokupić często za 5 zł.No i
kwestia czasu obsługi - restauratorzy kochani, urlop jest taki
krótki nie ma czasu przestać go w kolejce po mielonego.
Jeśli chodzi o helskie nocne knajpki, to przydałoby się
więcej profesjonalnie zmieszanych drinków. Kolorowe butelki na
ladzie to jeszcze nie wszystko. Moja ulubiona knajpka to:
"Kapitan Morgan". Można tu spędzać czas choćby
tylko oglądając wystrój wnętrza. świetna kuchnia i drinki,
bardzo miła i sprawna obsługa.
Od helskich bunkrów zaczęło sie moje zainteresowanie
militariami, które przerodziło się w hobby. Poszukuję materiałów, artykułów o
helskich fortyfikacjach (zamieszczanych także i w "Helskiej
Blizie"), proponuję wymianę.
Bardzo się cieszę, że mój Hel, gdzie bywam od lat ma tak
świetną stronę internetową. Z drugiej strony nie dziwi mnie
to, bo rozmawiając "U Maćka" z miejscowymi
kilkakrotnie usłyszałem zdanie: "bo ja kocham Hel".
Twórcy tego adresu z pewnością też go kochają.
Czekam na kontakt od podobnych miłośników fortyfikacji.
Przemysław Wrzosek, (grudzień 1999) - wrzosekip@poczta.onet.pl
"Cyklon" w
Helu - noc z piątku na sobotę, 3/4 XII
1999 (obejrzyj
zdjęcia z Helskiej Blizy)
-Relacja naocznego świadka : - Na
morzu nie byłem i nie chciałbym być.
Wlasnie przed chwilą oderwałem się nieco od piły motorowej,
ktorą wyrzynam szlak pomiędzy moim domem, a biurem, gdzie mam
komputer.
Hel jako Hel, czyli miasteczko na końcu świata, przetrwało w
zasadzie bez większych emocji. Powaliło kilka drzew, miedzy
innymi prawie trzystuletnią sosnę na moim podwórku, no i
zalało tzw. kolonię domków rybackich. Wybudowana w latach
trzydziestych kolonia rybacka była zalewana sztormami od S do W,
w zasadzie od zawsze, do wybudowania w początku lat
siedemdziesiątych umocnionego falochronu w formie bulwaru
pomiędzy oboma portami. Na przestrzeni ostatnich dwustu metrów
przed portem wojennym pozostawiono kawałek plaży. I właśnie
przez tę plazę poszła dzisiejszej nocy fala zalewając po raz
pierwszy od trzydziestu lat, prawie wszystkie, położone na jej
zapleczu, budynki. W porcie wysoki poziom wody, kutry zbite w
stadko w basenie wewnętrznym. Fokarium zalane wodą, łącznie z
tarasami dla publiczności, co fokom zdaje się nie przeszkadza,
tym bardziej, ze publiczności jak na lekarstwo (to znaczy ja
jeden, skwitowany jednym łypnięciem okiem podczas leniwego
przewrotu z brzucha na plecki i pod wode) Futurystyczna piramida
z plexi, ustawiona nieopodal w celu kręcenia filmow
edukacyjnych, w drobny mak rozbita. To tyle mniej więcej.
Największe nasilenie wiatru było nad ranem, przy czym nie wiem,
czy był to najsilniejszy sztorm jaki widziałem - chyba nie. To
co bylo dlań charakterystyczne to, że nie wiał on równo, a na
wzór chocholi chodziły krótkie a gwałtowne szkwały,
potępieńcze powiedziałbym, w trzasku spadających drzew i
gałęzi dookoła. Teraz już siadło, chociaż, odpowiednio
słabsze, szkwaliki to tu, to tam sobie chodzą. Wracam do piły.
Pozdrowienia - Jarek
-Relacja spisana na podstawie
informacji z różnych źródeł : -silny wicher
z niekorzystnego kierunku płd-wsch. zaatakował Hel wieczorem
3-go grudnia. Ok godz. 3:30 w nocy jego prędkość osiągała w
porywach 35 m/s. Woda wdzierała się na długości kilkuset
metrów przez falochron Portu Wojennego i wlewała się przez
ulicę Sikorskiego do najniżej w Helu położonej - Kolonii
Rybackiej zalewając na kilkanaście godzin ulice i domy na
głębokość od 20 cm do miejscami niemal metra. Już o 2:00 w
nocy do akcji ratowania zalanych domów przystąpiła helska
Ochotnicza Straż Pożarna. Wojsko walczyło tymczasem o
nieprzerwane zasilanie w energię elektryczną i ogrzewanie i o
utrzymanie w ruchu przepompowni ścieków dla miasta - groziło
zalanie fekaliami.
Mnóstwo powalonych drzew blokowało przejazd i akcję
ratowniczą. Ściągnięto jednostki Straży Pożarnej z innych
miejscowości - z terenu Powiatu Puckiego, Gdyni, Gdańska,
Kościeżyny i Kartuz. Stworzono sztab kryzysowy, do którego
dołączył ok.5:00 Starosta Powiatu Puckiego. Sytuacja zaczęła
się stabilizować dopiero ok. godz.11:00, gdy zmienił się
kierunek i siła wiatru. W ramach akcji ratowniczej musiano
czasowo przerwać dostawy wody pitnej dla miasta. Na ulice
wyjechały cysterny z wodą dla mieszkańców, wojsko uruchomiło
w mieście polową stacę benzynową do tankowania wozów
strażackich i motopomp, w niezalanej częsci miasta uruchomiono
punkt wydawania ciepłych posiłków dla ratowników.
W Porcie Wojennym marynarze walczyli o los okrętów wymieniając
pękające cumy. W Porcie Rybackim ucierpiały głównie kutry
gości, zaskoczone być może nieznaną dla nich specyfiką
portu. Kuter DZI-65 zerwał się z cum i oparł się aż na
kutrze HEL-135, a następnie otarł się o kutry Hel-100 i
Hel-111 powodując ich niegroźna naszczęście uszkodzenia, ale
sobie dość poważnie uszkadzając burty. Kuter HEL-144
przedziurawił sobie burtę i zbiornik paliwa o wystające z
remontowanego mola metalowe pręty, O sile wiatru może
zaświadczyć fakt, że kuter HEL-125 wyrwał - szarpiąc się na
cumach - solidny poler cumowniczy wraz z kawałkiem nabrzeża.
Fale uszkodziły w niektórych miejscach nabrzeża obu portów a
nawet nawierzchnię ulic. Uszkodzone dachy, liczne powalone
drzewa dopełniały obrazu skutków sztormu Wodę z ulic usuwano
aż do niedzielnego popołudnia. (spisał - Valle)
Cześć, mam na imię Aleksander. Piszę do ciebie
z Gujany francuskiej, gdzie mieszkam już
od prawie roku. W zeszłym miesiącu zdecydowałem się wreszcie na podłączenie do internetu, głownie po to by sprawdzić samemu czy można znaleźć
w nim cos na prawdę interesującego. Mam bowiem paru
kolegów, którzy po kilku miesiącach
prób zrezygnowali twierdząc,
ze nic ciekawego internet im nie dal. Miedzy moimi kolegami a mną jest jednak ta różnica, ze ja, oprócz
francuskiego, znam tez dobrze angielski no i przede wszystkim
polski - urodziłem się bowiem w Polsce, a będąc dokładnym w Pucku, w województwie
Gdańskim. Aż do 18-go roku życia, mieszkałem na Helu. Jedna z moich
pierwszych prób "kontaktu" przez internet było sprawdzenie czy mogę się
połączyć z Polską. Z
ogromnym zdziwieniem i wzruszeniem, znalazłem
twój "site" (witrynę)
poświęcony prawie całkowicie miastu, które pamiętam z dzieciństwa i które znam tak
dobrze. W dodatku uważam, ze
twój "site" jest bardzo dobrze zrobiony, oczywiście chciałbym żeby był
jeszcze większy no i żeby było
w nim więcej zdjęć, ale nawet taki jaki jest
obecnie jest bardzo ciekawy i zachęcający
do odwiedzenia. Dużo przyjemności sprawiło mi zobaczenie kilku zdjęć, które w ciągu paru chwil przeniosły mnie o kilka tysięcy kilometrów stąd, przeczytałem
wszystkie listy od czytelników i artykuły
"Helskiej Blizy". Przez chwile miałem wrażenie, ze jestem na Helu. No i mogłem pokazać nareszcie mojej żonie jak wygląda miasto mojego dzieciństwa. W dodatku planujemy
wakacje w Polsce latem 99-go roku, i dzięki
twojemu "sitowi" będziemy
z pewnością mogli lepiej je
przygotować. Postanowiłem napisać do ciebie ten krotki
e-mail, żeby podziękować i pogratulować za pomysł i realizacje. Cieszę się, ze są na całym
świecie ludzie tacy jak ty,
których praca służy innym
ludziom. Dzięki twojemu
"sitowi", który mam zamiar odwiedzać regularnie, mogę uczestniczyć
(niestety biernie) w życiu
miasta, które pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Myślę, ze miasto Hel tak jak i cały region półwyspu, są na tyle interesujące, że każdy turysta
który raz je odwiedził chętnie by wrócił, choćby i za sprawa internetu !!!
Alex - ASINICKI@nplus.gf - październik 1998
Cześć po długiej, wakacyjnej przerwie.
Lato mokre, chłodne i niezbyt chyba dla helskiej turystyki
udane. (...) Twoja nieoceniona strona podnosi już od dłuższego
czasu, w listach od "internautów", sprawę helskiej
przystani dla jachtów, ostatnio też i HB chwyciła ten temat,
,(...) opisując sprawę na tle jachtingu estońskiego i
łotewskiego, nie pomijając
też żeglarzy krajów zachodnich. Zarysowuje się dyskretna
linia podziału pomiędzy zwolennikami żeglarstwa przybrzeżnego
(w osobie REDAKTORA ODPOWIEDZIALNEGO HELSKIEJ BLIZY p.
S.Ostrowickiego) a opcją, którą nazwałbym
"bliskopełnomorską" wyłożoną dobitnie w "Słowie w sprawie
helskiej mariny" przez p. M. Kuklika.(...) Pisze on m.in.
że internetowi respondenci nieprzychylnie wyrażają się
walorach helskiej przystani. Trzeba się (...). zgodzić, że w
helskim porcie ewidentnie brakuje ogólnodostępnych toalet. To
jest linia porozumienia pomiędzy wszystkimi uczestnikami
ewentualnej dyskusji, a o sprawie dyskutować warto, bowiem (...). wiąże się ona z wizją
rozwoju miasteczka w kierunku rozwijania jego funkcji
turystycznych.
W opracowaniu prof.J.J.Paryska zarysowuje się trzeci punkt
widzenia: "(...) w skład mariny powinny wchodzić :
przystań żeglarska, blok sanitarny z natryskami, sauna,
bar-restauracja (tawerna), kuchnia turystyczna, hotel
turystyczny, warsztat naprawy jachtów, urządzenia sportowe (np.
kort tenisowy, boisko do
siatkówki) i inne."
Tak więc jedna gazeta i trzy spojrzenia, przy czym dwa pierwsze
widzą w helskim porcie jakiś "basen jachtowy", opcja
trzecia natomiast dopiero budowę takowego postuluje. W tym
punkcie należy się z panem profesorem zgodzić; port helski
jest typowym portem rybackim, w żaden sposób nie przystosowanym
do postoju jachtów. Cumują one zwyczajowo do falochronu
zachodniego w zewnętrznej części portu, gdzie silne
zafalowanie naraża delikatne konstrukcje na poważne uszkodzenia
do zatopienia włącznie (były takie przypadki).
O tym właśnie pisze p. M.Kuklik nierealnie jednak postulując
budowę dodatkowego pirsu (za jakie i czyje pieniądze ?). Jak
sądzę należy postawić sobie dwa fundamentalne pytania: - Czy
miasto Hel (jako organizacja)
powinno dążyć i popierać ideę utrzymania przystani
żeglarskiej w porcie? - Czy przystań taka będzie odwiedzana
przez licznych żeglarzy, krajowych i zagranicznych? Poczynając
od drugiego pytania; port w Helu JEST licznie odwiedzany przez
polskich żeglarzy, jednak są
to bytności mocno specyficzne. Jest licznie odwiedzany bowiem
odprawy paszportowo-celne, są w nim, w odróżnieniu od Basenu
Jachtowego w Gdyni, bardzo sprawnie i szybko przeprowadzane. Są
to zatem odwiedziny krótkotrwałe, rzędu godzin, a nawet
kwadransów, dla miasta, prócz szerokiej i dobrej opinii o
helskiej Straży Granicznej, nie mają zatem znaczenia. Natomiast
jeśli chodzi o odwiedziny turystyczne, zarówno w opcji
"przybrzeżnej" jak i "bliskopełnomorskiej"
, to znaczącego ruchu nie ma i nie będzie. (...)
Gdy spojrzymy na maleńki basen jachtowy w Świnoujściu, gdzie
opłaty są horrendalne, toaleta (jedna!) pod psem, o prysznicach
ani słychu, atrakcje podobne do helskich, a jednak jest on
zapchany dosłownie jachtami, głównie niemieckimi, ale też
duńskimi, szwedzkimi, brytyjskimi, to teoria "portu
noclegu" ma sens, tylko, że niestety nie w Helu. Nie ma
też szansy by Hel stał się miejscem postojowym przed
"skokiem" do Gdańska. Dlatego, że do Gdańska nikt
nie skacze, ktoś kto dopłynął jachtem rodzinnym ze Szwecji na wysokość Helu, z
całą pewnością nie będzie ani nocował, ani szukał
schronienia w Helu, popłynie bowiem do.. Gdyni, gdzie wejście
jest nawigacyjnie łatwe, i gdzie znajduje się, prawdę
powiedziawszy, jedyna z prawdziwego zdarzenia marina na polskim
wybrzeżu, cokolwiek by o przystani na Ołowiance sądzić. Czy
zatem należy w helską marinę inwestować? Jeśli znajdzie się
prywatny inwestor - to czemu nie, jego pieniądze, jeśli zaś z
pieniędzy publicznych to wydaje się, że jedyna droga to wrócić to koncepcji minimalnych nakładów i
dobrych efektów, czyli tej o której p. M.Kuklik pisze wyraźnie
lekceważąco, że była nieudana. Należy przenieść miejsce
postojowe jachtów z falochronu zachodniego na południowy,
znacznie pod względem zafalowania spokojniejszy, i odtworzyć istniejącą tam
kilka lat temu infrastrukturę techniczną tzn. wodociąg, linię
elektryczną, toalety i prysznice. Ktoś tam w końcu
przypłynie, a koszty będą nieporównanie mniejsze od budowy
dodatkowych pirsów, warsztatów jachtowych, hoteli itp. itd. W niezwykle w końcu
uczęszczanej marinie w Visby na Gotlandii, jej urządzenia
ograniczają się do: trzech toalet (otwartych całą dobę i
bezpłatnych) i pięciu czy sześciu kabin natryskowych otwartych
od ósmej do dwudziestej i płatnych po szwedzkiej koronie za minutę ciepławej wody. Zaś
warsztaty jachtowe ograniczają się do możliwości
wypożyczenia wiertarki elektrycznej (...) i wszyscy są
zadowoleni. Nie bądźmy świętsi od papieża i z wszystkich
możliwości wybierzmy zdrowy rozsądek.
Pozdrowienia - Jarek Czyszek - wrzesień 1998
Nie mieliśmy okazji spotkać
się osobiście podczas naszego pobytu s/y "Zjawa IV" w helskim porcie. Korzystając z okazji
pragnę podzielić się z Panem moimi uwagami na temat Helu z
punktu widzenia żeglarza. Basen żeglarski jest bardzo
przestronny, jednak zupełnie nieprzystosowany do przyjmowania
jachtów. Sprawa
sanitariatów nie wymaga komentarza. One po prostu musza być! Jeżeli chodzi o odprawy graniczne, to
raczej nie mam złych doświadczeń, czego nie mogę powiedzieć
o wszystkich portach polskich. Odprawy mogłyby jedynie trwać
nieco krócej. Bardzo chciałbym natomiast pochwalić bosmanów
dyżurnych portu. Kilkanaście razy wchodziłem do portu, lecz
nigdy nie robiono mi problemów.
Żeglarze uprawiają żeglugę przyjemnościowa i nikomu nie
mogą zagrozić. Ryzykują własnym życiem i utrata jachtu, na
którym pływają. Dlatego nie trzeba ich gnębić wyrywkowymi
kontrolami, upomnieniami, zakazami. Żeglarze, to nie utrapienie
dla zawodowców pracujących
na morzu, to przyszłość dla takiego miasta, jak Hel. Bosmani
portu helskiego zrozumieli to od razu, co jest chlubnym
wyjątkiem w skali kraju. W samym porcie w ciągu kilku lat
zaszły spore zmiany. Zamiast odrapanych państwowych kutrów widzimy teraz kolorowe jednostki prywatne. Sam
port jest otwarty dla turystów. Przetwórstwo nie psuje
powietrza w takim stopniu, jak niegdyś.
W mieście pełno jest atrakcyjnych tawern i barów (przy okazji
pozdrowienia dla baru "Oceania"), istnieje Fokarium i Muzeum. To wszystko bardzo podnosi
atrakcyjność miasteczka.
Aby jednak
Hel mógł się stać portem jachtowym musi być spełnionych
kilka warunków:
Hel ma szansę stać się ważnym
portem jachtowym, ze względu na stratergiczną lokalizację i
niepowtarzalny klimat miasteczka. Niedobrze by się stało gdyby
tę szansę stracił. Przypomniałem sobie o jeszcze jednej
sprawie. Trzeba coś zrobić z pseudo-wędkarzami łowiącymi na
głowicy zachodniego falochronu. Żeglarze wchodzący do portu
narażeni są na złośliwe uwagi ze strony tych ludzi
zarzucających wędki w poprzek wejścia. Trzeba pamiętać o tym, że jacht
żaglowy nie zawsze porusza się za pomocą silnika, a wtedy nie
jest w stanie płynąć w dowolnym kierunku. Ci panowie
najwyraźniej nie są w stanie sobie tego przyswoić. Bardzo
podoba mi się pomysł strony. Tak trzymać! Pozdrawiam! -
(maj 1998)
Marcin Rzyczniak - Zjawa IV - compass@kki.net.pl
Byłem w Helu i na Helu na
początku maja. Macie w rejonie zbyt drogiego dorsza smażonego
Aż 3zl/100g !!! Macie pyszne ryby smażone w zalewie octowej ...
Macie piękne foki, plażę, (port lub przetwórnia przykro
'waniajet') Macie do zagospodarowania cypel i legendarne działa
z 1939... Macie śliczne tereny... (maj 1998)
Pozdrawiam, R.Karski - Kodak Polska - fotowo1@it.com.pl
Na wystawie prac pewnego fotografika działającego po wojnie w Gdańsku i okolicach zauważyłem zdjęcie (podpisane: "Kres, 1948", autor - M.Jankowski 1904-1974, opublikowane w czasopiśmie "Fotografia" 1/1987) przedstawiające kilka lokomotyw ustawionych w
rzędzie i
"wchodzących" niejako w morze (prostopadle do plaży).
Nie dziwię się, ze tak surrealistyczny obrazek zainteresował
kogoś z aparatem fotograficznym. Wtedy przypomniałem sobie, że
kilkanaście lat temu, podczas pobytu w okolicach Chałup. ktoś
opowiadał o tym jak Niemcy w 1945 roku wykonali właśnie z
parowozów barykadę przecinającą Półwysep. Dla poparcia tego
opowiadania wskazywano nam
wystający z piasku na bałtyckiej plaży, chyba na odcinku
Chałupy-Kuźnica fragment żelastwa mający być kominem
lokomotywy, wessanej pod własnym ciężarem w piasek. Cos
musiało w tym być, bo próby odkopania zardzewiałego
przedmiotu nie powiodły się
- tak, jakby był on rzeczywiście fragmentem większej, ukrytej
pod piaskiem całości. Być może Ty - lub, ktoś Ci znajomy
wie cos więcej na ten temat? Naprawdę nie ma żadnych
opublikowanych relacji z maja 1945 na Helu?
(Marek Gabzdyl marekg@imz.gliwice.pl)
W sprawie Góry
Szwedów...
Góra Szwedów - miejsce mitycznej potyczki z I polowy XVII w.
kiedy to (podobno) celnym ogniem polskich armat uniemożliwiono akcje ratownicza
osiadłego na mieliźnie szwedzkiego okrętu
"Christine". Jedno z wyższych wzniesień na
Półwyspie, a przede wszystkim ostry zakręt, gdzie morska linia
brzegowa mierzei zmienia dość raptownie kierunek z (mniej
więcej) NE na S. Pod koniec lat trzydziestych
wzniesiono tu w roli latarni morskiej kratownicowa, stalowa
konstrukcje, z elektrycznym światłem umieszczonym pod
miedziana, stożkowata kopuła. Z punktu widzenia nawigacji;
minięcie Góry Szwedów uznaje się za wejście na Zatokę
Gdańska (które to pojęcie jest bardzo zresztą
zróżnicowane i funkcjonuje kilka rożnych określeń Zatoki
Gdańskiej, przy czym każde oznacza mniej więcej to samo, ale
niezupełnie; geograficznie Zat.Gd. ogranicza z jednej strony
lad, z drugiej zaś hipotetyczna linia łączącą przylądki Taran i Rozewie, z
punktu widzenia granicy państwa za wewnętrzne wody morskie
(potocznie Zatokę) uznaje się tę część wód Zat.Gd., która
leży na S od również hipotetycznej linii łączącej E brzeg
przekopu Wisły w Świbnie z cyplem Półwyspu Helskiego, tak wiec np. "rejs"
jachtem z Gdyni do Władysławowa, mimo ze odbywa się cały czas
po geograficznych wodach Zat.Gd. jest rejsem pełnomorskim,
pisząc wyżej o wejściu na Zatokę po minięciu Góry Szwedów
mam na myśli, ze Półwysep odsłania wówczas widok na port w Gdańsku i chwilę potem,
także i Gdynię, jesteśmy zatem w domu.
Przez długie lata latarnia na Górze Szwedów dom ten pomagała
łatwiej odnaleźć i z tego względu była światłem ważnym,
niemniej jednak pomocniczym tylko w stosunku do Latarni Morskiej w Helu skąd była zasilana i
dozorowana. Była to latarnia bezobsługowa i jako takiej jej
światło było określane w spisach świateł jako niepewne.
Jedynym znakiem jej życia dla obsługi helskiej latarni była
paląca się neonówka na tablicy rozdzielczej, w chwili gdy przekręcano włącznik zasilania.
Pewnego
wieczoru, pod koniec lat osiemdziesiątych (1988 lecz nie jestem
pewien) neonówka ta nie zapaliła się, dyżurny latarnik
wsiadł na motorower i po ok. 20 minutach jazdy wydmowo-leśna
drożyna dotarł do samotnie i odludnie stojącej, martwej teraz
Latarni. Wyprawa ta o mało nie zakończyła się śmiercią
latarnika, gdy runął on w kilkumetrowa czeluść bunkra jej
fundamentu, bowiem ci, którzy potłukli szyby laterny, żarówki
itd. poprzesuwali tez stalowe płyty pokrywające piwnice w ten sposób, ze ich
nadepnięcie powodowało zawalenie się konstrukcji stropu, co
nastąpiło. Naprawa Latarni trwała mniej więcej
tyle samo co dochodzenie do zdrowia kontuzjowanego latarnika,
którego po kilku nocnych godzinach zaniepokojeni koledzy
wyciągnęli z lochu poważnie kontuzjowanego lecz jeszcze
żywego, a wiec kilka miesięcy. Wiosna latarnia świeciła
ponownie, lecz zmienił się jej wygląd - kratownicowa
konstrukcja została obłożona do wysokości kilku metrów
stalowymi blachami, by uniemożliwić wejście osobom
niepowołanym, nic to nie dało, bowiem w jakiś (niedługi
zresztą) czas później Latarnię zdemolowano powtórnie, tym
razem tłukąc dokumentnie także soczewki. Tym razem światło
zostało wygaszone na zawsze. Do niedawna sama jej konstrukcja
była jeszcze nienaruszona, teraz jednak zdjęto
jej miedziany hełm (z przeznaczeniem na złom) a cała resztę
pozostawiono własnemu losowi. Czy należy tego żałować?
Myślę, że gdyby nie żałośnie spektakularny sposób jej
wyłączenia, połączony z bezmyślnym zamachem na zdrowie ludzkie, z wandaliczną
dewastacja i wzburzeniem, które towarzyszy zwykle tego typu
wydarzeniom, to chyba nie. Za mojej pamięci, a wiec nie tak
znowu dawno, zniknęły z helskiego krajobrazu liczne urządzenia
i budowle nawigacyjne, choćby maszt sygnalizacyjny, na którym
za pomocą barwnego kodu świateł podawano prognozę pogody na
pozbawione radia kutry, czy buczki mgłowe, których buczenie
jest akustycznym sygnałem wspomnień mglistych dni dzieciństwa.
Nadawało to koloryt nadmorskiemu miasteczku o liczbie ludności ponad dwa razy mniejszej niż
dzisiaj, do którego nie tak łatwo było dotrzeć inaczej niz.
morzem (szosę łączącą Hel ze światem, czyli z
Władysławowem oddano do użytku w roku mego urodzenia), ale
świat idzie naprzód, najpierw wszystkie kutry wyposażono w radiostacje (maszt sygnałowy),
potem w radary (buczki), teraz w odbiorniki GPS. I ma to swoje
odbicie w rzeczywistości, dawniej nie było roku by jakiś kuter
nie zatonął, nie rozbił się, nie spalił, nie zaginał na
morzu (ostatnio w 1980(?) Hel-126, bez wieści z cała
załoga).
Teraz od dawna już nie. I tak jest lepiej. Pozdrowienia -
(J.C. - 1997)
Ahoj! Piszecie same pochwały, a
ja właśnie z Helu wróciłam i nie jest tam tak różowo. Od
kilku lat widzę wyraźnie - z roku na rok jest gorzej. Wiejska
zapchana samochodami - przeważają oczywiście niewychowani
warszawiacy!, ryczące motocykle wpuszczone nie wiadomo przez
kogo na Wiejska (po zwróceniu uwagi, dowiedziałam się, oprócz
wymysłów, ze maja
pozwolenie od Burmistrza!!!), no i niemal żadnej obecności
Straży Miejskiej. Pamiętam, jeszcze dwa lata temu, niechby
ktoś spróbował wjechać tam, gdzie nie wolno!!!! A poza tym
ten idiotyczny "pałac władzy" budowany przez
burmistrza - czy Helanie na
prawdę maja za dużo pieniędzy!!!
Widziałam, jak pod jego budowę wycinano piękne, ogromne, stare
drzewa - dlaczego wtedy nikt nie zaprotestował!!! To ogromny
wstyd dla helskich obrońców przyrody!
(Weneda, 1997)
Właśnie wróciłem z rejsu.
Odwiedziłem wracając z morza Hel (w zasadzie z konieczności) i
niestety nadal nie ma w porcie lub w jego okolicy prysznica a co
gorsze jakiś kretyn z GPK na odchodnym przylazł nam grzebać w
papierach no szczyt chamstwa, wysadźcie ta budkę urzędnika to
może więcej ludzi tak zajrzy bo ja z definicji omijam porty
gdzie można się narazić na trzepanie a szkoda. Oczywiście
popieram protest zniszczenia tawerny, najwięcej sensacji wzbudza
pewna barmanka ... Jak zawiążecie
komitet na rzecz budowy prysznica w porcie to podpisze się
obydwoma rękami (sorki za błędy ale 14 dni bez komputera ...).
Ale jak zwykle czadowo że powstają takie stronki, czekam na
następne. Życzę rozwoju strony i zmiany urzędnika w GPK.
(Tom, 1997)
U Maćka jest rzeczywiście
bombowo! Dlaczego nie piszecie o zaśmieconych zaułkach Helu,
napchanych jakimiś dzikimi, okropnymi budami, płotami, dlaczego
nie piszecie o potwornych blaszanych garażach, których co
miesiąc przybywa - to są jakieś monstrualne dzielnice
blaszaków - kto daje na to zgodę w Parku Narodowym?
Szczęście, ze jest cudowna plaża
i wystarczy trochę odejść i już sami. Co za cymbały tłoczą się nad zatoka!
(Bozka, 1997)
.Hi there, down in Hel!
I and the rest of the crew on Swedish sailing yacht s/y Ellen
want to send our regards to you guys in Hel! Some years ago we
visited Hel and thought it was an excellent destination for
sailors!
We came sailing from Kaliningrad and Baltijsk. Everything was
working there, but how we didn't understand. The ships were, we
thought, fetched from the bottom of the sea. Even the warships
seamed to need a major overhaul!
Coming to Hel, was in fact as going home. We found painted
fishing boats, and a very nice village with a museum, bars and
restaurants!
Coming from the rusty Kaliningrad over the see we really
needed a shower. Hope you can get one soon - a decent
toilet, a shower and perhaps electricity charging batteries
aboard are the things sailors need most!
Next time we visit Poland, it will be from the west, and of
course we will visit Hel again! For the moment we are sailing in
cyberspace, building up internet pages on the topic of how to
sail around the Baltic Sea! If you have access to internet, look
at:
http://www.algonet.se/~young/ellennet/english
With warm regards
(Mikael - captain of Swedish sailing yacht s/y "Ellen"
1997)
(tlumaczenie poniżej)
Pozdrowienia, dla tych w Helu!
Ja i reszta załogi szwedzkiego jachtu s/y Ellen chcemy
przesłać pozdrowienia wam z Helu! Kilka lat temu odwiedziliśmy
Hel i myślę, że to wspaniały cel dla żeglarzy!
Żeglowaliśmy przez Kaliningrad i Baltijsk. Wszystko tam niby
działało, ale nie mogliśmy zrozumieć jakim sposobem. Statki
wyglądały, jakby były wyciągnięte z dna morza. Nawet okręty
wyglądały na to, że potrzebują remontu kapitalnego! Przybycie
do Helu było dla nas, jak powrót do domu. Natknęliśmy się tu
na świeżo pomalowane kutry rybackie i piękne miasteczko z
muzeum, barami i restauracjami! Po przypłynięciu z
przerdzewiałego Kaliningradu bardzo potrzebowaliśmy kąpieli.
Mamy nadzieję, że wkrótce dorobicie się czegoś takiego -
przyzwoitej toalety, natrysków i być może elektryczności do
ładowania akumulatorów na pokładzie, tych rzeczy, których
żeglarze potrzebują najbardziej! Następnym razem odwiedzimy
Polskę płynąc z Zachodu i oczywiście odwiedzimy Hel znowu!
Teraz żeglujemy w przestrzeni cybernetycznej tworząc
strony internetowe na temat jak opłynąć
Morze Bałtyckie! Jeśli macie dostęp do internetu, popatrzcie
na:
http://www.algonet.se/~young/ellennet/english
Z gorącymi pozdrowieniami (Mikael - kapitan szwedzkiego
jachtu s/y “Ellen”)
About
situations at sea - here is the story of our approach to Hel:
We came sailing from Baltijsk, and wind and see made us approach
in the night. It was a natural choice to head for the lighthouse
on the east point on peninsula Hel. We had only a General Chart
for Baltic Sea, Southern part. Well we could see Poland on the
chart... In Stockholm we had got copies of harbour charts, but
not any from Hel. We only knew that a Swedish Yacht had got the
information that the port was closed due to sand-drift.
We didn't care - rumours are often false!
On our general chart we saw that Hel was surrounded to SW of huge
sandbanks, so we had to take it careful in the night! Distances
are hard to see in the dark, but we made a turn to the south and
sailed westwards south of the peninsula looking for lights from
the harbour. There was to muck light! With lights everywhere we
couldn't find out where the port was. A blinking light saved us.
A south buoy blinking according to international standard. That
must be the end of the sand banks, we can turn north and approach
land... We did so. and the lights came closer. We started to call
Hell harbour on VHF and some pore guy answered in the night.
(Probably awaked by telephone from Gdynia, because we called many
times, and every ship and radiostation in the Gulf of Gdansk
listened to us..).
At last contact! But the message was short: You
are lost! Do not enter the naval base!
Well we thought that the port were there most of the lights
were... OK. We were going to the wrong port - but was the fishing
harbour to the east or to the west? We guy at radio didn't tell
us. He just repeated where
"not" to go. We tried to the east - the dawn
came and we could see the piers.
In the morning we sailed in to the fishing harbour in Hel. Land
at last!
(Brant, IX 1997)
na tych stronach wkrótce dalsze ciekawostki i informacje........
Webmaster
czeka na Twoje uwagi : wladek@bigfoot.com
Jeśli byłeś w Helu, lub jeśli chcesz tam pojechać, jeśli Cię ta strona zainteresowała -
odwiedzaj nas często i powiedz innym!!!