Siedząc w szkolnej ławce, często oddawałem się marzeniom. Monotonny i wręcz hipnotyczny głos nauczyciela algebry powodował że natychmiast odpływałem do krainy złudzeń i miraży. (...) Czasem brałem w rękę ołówek i bazgrałem nim na kartce fantastyczne, wyśnione krajobrazy górskie. Moim ulubionym rysunkiem były potężne skalne ściany wystrzelające w niebo ze szczytów kopulastych, zalesionych wzgórz. Wyobraźnia podsuwała mi obrazy olbrzymich połaci skał, poprzewieszanych pod szalonym kątem, ponad stromym stokiem wzgórza. Łagodne kaskady wody spadały z krawędzi klifów a niebem płynęły łagodne smugi rozwianych obłoczków. Wszystko to rysowałem ołówkiem, więc moja wyobraźnia musiała dopełnić ten obraz – tak więc – skała miała kolory szaro-jaskrawo-pomarańczowe, wzgórza były zielone, a alpejskie niebo ogromne i niemożliwie niebieskie.

Przed wyjazdem do Europy, zastąpiłem moje fantazje prawdziwymi wrażeniami. Zdobywałem doświadczenie wspinaczkowe w rejonach Tuolumne czy Joshua Tree. Były to miejsca bardziej niesamowite, niż potrafiłem sobie wyobrazić.

W końcu pojechałem także do Europy. W czasie pierwszego pobytu odwiedziłem tak znane miejsca jak Boux czy Kanion Verdon. Niestety ich wygląd i wrażenia tam zaznane odstawały od snutych przeze mnie chłopięcych marzeń.

Podczas tej samej europejskiej podróży doszły mnie słuchy o klifach, wyrastających ze szczytów zalesionych wzgórz, w rejonie południowych Alp Francuskich. Mówiono że są to najlepsze wapienne skały we Francji.

Pojechałem tam – było to właśnie Ceuse. Z drogi prowadzącej wśród zielonych pól, patrzyłem w górę na porośnięte lasem wzgórze zwieńczone koroną wyniosłych skał. Z tej odległości wydawały się być tak niedostępne i monolityczne jak Salathe Wall. Podchodząc stromym, trwającym godzinę podejściem, starałem się nie patrzeć w górę na porażające skalne zerwy. Podziwiałem widoki poniżej, w dolinie Gap, a także zamykające horyzont szeregi alpejskich grani, ciągnących się w stronę Lazurowego Wybrzeża. Kiedy wreszcie stanąłem u podstawy sektora zwanego Le Cascades (rejon wodospadu), znalazłem się twarz w twarz z klifami wspanialszymi niż te, które kiedykolwiek mogłem sobie wymarzyć.

Klify Ceuse ciągną się na przestrzeni ponad 3 km (tworzą koronę wzgórza i mają kształt okręgu, pierścienia – przyp. tłum), a ich wysokość waha się od 60 do 150 metrów.

20 lat temu Francuzi ochrzcili skały Ceuse “klifami nowego milenium”, z powodu ich futurystycznych i niesamowicie poprzewieszanych ścian. Dzisiaj poprowadzono na nich ponad 200 dróg wspinaczkowych o trudnościach wahających się od 5a do 8c (V+ do VI.7, albo i lepiej, ponieważ Biographie nie ma jeszcze przejścia RP w całości i zanosi się na co najmniej na VI.7+/VI.8 – przyp. tłum.). Pomimo schyłku stulecia, wiele z najhonorniejszych ścian pozostało prawie nietkniętych (np. sektor Biographie).

Na wysokości prawie 2.000 m n.p.m. powietrze jest odrobinę rozrzedzone, a słońce praży silnie. Ogromne kruki, gnieżdżące się w “kieszeniach” skalnych, odbywają swoje “podniebne przejażdżki” a ich skrzeczące głosy odbijają się od potężnych, wystrzelających ku niebu klifów.

Pasy szarych, niebieskich i złotych skał wyznaczają absurdalnie wyglądające drogi wspinaczkowe. Gładkie, masywne przewieszenia – patrząc na nie, czujesz ich potęgę a moc zdaje się odpływać z twego ciała.

Poniżej klifów, daleko w dole majaczy świat. Zdawałoby się że to widoczki zarezerwowane tylko dla alpinistów czy paralotniarzy. Uczucie zawieszenia ponad ziemią ...

Wapień w Ceuse przypomina swą fakturą stwardniały aksamit, ma niesamowite tarcie. Na przewieszonych drogach, kluczowe są długi i atletyczne ruchy między głębokimi dziurami, mającymi czasem wielkość obręczy od kosza ...

Choć średni kąt wywieszenia ścian w Ceuse wynosi ok. 110o, to istnieje tu duża różnorodność: są i lekko połogie płyty (mało, ale są np. w sektorze Dalles du Capeps – przyp.tłum.), potężne dachy (Le Cascades), wywieszenia (prawie wszędzie – przyp.tłum.) czy pionowe płyty (Demi Lune, Un pont sur’infini).

Eksploracji Ceuse miała swój rozkwit w latach 80 – tych. Powstało wtedy najwięcej dróg. Ich linie były idealnie wpasowane w dziką naturę skał. Nie miało to bynajmniej na celu zastraszenia śmiałków. Francuzi używają, w stosunku do wspinaczki tutaj, określenia “engaged climbing” – wspinaczki zaangażowanej, psychicznej. Jest to zupełnie trafne określenie, gdy robimy ruchy 7a (VI.3) 5 metrów nad ostatnim przelotem ... czysty, z żołądkiem w przełyku 10 – 15 metrowy lot to tutaj standard.

Po wspinaniu możesz spłukać z siebie całodzienny znój i strach pod “prysznicem” wodospadu. Popołudniowe słońce kładzie na klify wspaniałą złota “tapetę”.

Po zejściu w dół możesz zregenerować swoje styrane mięśnie wspaniałym francuskim żarciem serwowanym w lokalnym hotelu.

W Ceuse jest jak we śnie – tylko jeszcze trochę lepiej.

Tłumaczenie na podstawie artykułu J. Thornburga “Ceuse – the best sport cliff in the world?”;
Climbing No 185, May 1999.

Zapraszam też do obejrzenia zdjęć w nowo otwartej galerii: Ceuse - skalne lato'99


[Home] [Wspinaczka] [Turystyka] [Ludzie gór] [Galeria górska] [Linki] [Kontakt]