Nie znałem tego człowieka. Kiedy zaczynał się wspinać (rok 1965) ja nawet nie byłem jeszcze planowany
przez moich rodziców. Kiedy pierwszy raz pojechał w Himalaje (Dunagiri 7 tysięcy z kawałkiem) był rok
1975. Za rok przyszedłem na świat. Teraz po tylu latach, kiedy On pozostał na zawsze w Górach zostały
Jego myśli zapisane na kartkach bodajże najlepszej, najbardziej
przejmującej i szczerej (w mojej opinii) książki o tematyce górskiej jaką kiedykolwiek miałem w rękach.
"DZIKA ARENA" to seria opowiadań o "karierze" wspinaczkowej, himalajskiej Joe Taskera. Książka jest
podzielona na 7 części - od wspinaczki w Alpach ("Nie wolno chodzić po torach - Eiger zimą") do wspomnień
himalajskich. Najbardziej w tej lekturze urzekła mnie szczerość.
Bez żenady opisuje on swoje wątpliwości w cel chodzenia w góry, poddawania się nieludzkim cierpieniom
w czasie ciężkich, zimowych wspinaczek, opisuje pewną naiwności pierwszą wyprawę w dwuosobowym zespole w
Himalaje, która tylko cudem nie zakończyła się tragedią. Był prekursorem stylu alpejskiego w Górach
Wysokich. Wraz z Petem Boardmanem w 1976 roku zdobyli zachodnią
ścianę "szklanej góry" Changabang w Himalajach Garhwalu. Udowodnili że tak ciężka wspinaczka w
ekstremalnych warunkach jest możliwa do zrobienia. W tym samym czasie doszło do tragedii na sąsiedniej
górze Dunagiri (którą nota bene Tasker zdobył wraz z Dickiem
Renshaw rok wcześniej - była to ich pierwsza wyprawa w Himalaje), w której zginęło 4 alpinistów.
Kolejne wyzwania to K2 w 8-mio osobowym zespole nową drogą; niestety zakończona tragedią - w lawinie
zginął Nick Escourt. Wtedy jednakże Joe Tasker wszedł w poczet
kręgu himalaistów. Kolejnym wyzwaniem była wyprawa do "skarbnicy wielkiego śniegu" - na Kangchcendzonga
- trzeci szczyt świata, w 4 - ro osobowym zespole. Był to pomysł szalony jak na rok 1978. Dodatkowo
szczyt postanowiono osiągnąć bez pomocy butli tlenowych. Ich
szansę oceniano bardzo marnie. Ale wola zwycięstwa, poświęcenie, wytrwałość zwyciężyły. "Skarbnica
wielkiego śniegu" została zdobyta - na szczycie stanęło 3 spośród uczestników wyprawy - Joe Tasker,
Peter Boardman i Dough Scott. Georges Bettembourg zrezygnował
z wejścia i w ostatniej chwili się wycofał z wysokości prawie 8000 metrów. Po sukcesie na
Kangchendzondze Tasker z chłopakami próbowali wyrównać rachunki z K2. Niestety mimo skrajnego
poświęcenia i wyczerpania warunki pogodowe i lawiny zmusiły
ich do odstąpienia 300 metrów od szczytu. Na tym opowiadaniu kończy się książka.
W 2 lata później w 1982 roku Tasker i Boardman próbowali wytyczyć nową drogę dziewiczą pn - wsch
granią Mt. Everestu. Po raz ostatni widziano ich na wysokości 8200 metrów idących do ataku szczytowego...
Pozwolę sobie zacytować parę trafnych wypowiedzi wielkiego himalaisty i pisarza, niech one przybliżą
i zachęcą do się sięgnięcia po Jego literaturę.
"Naszym celem była północna ściana Gspaltenhornu, jedna z największych ścian
alpejskich (..). Starsza panie prowadząca pensjonat, w którym zatrzymaliśmy się, usłyszawszy o naszych
planach ostrzegła: W zimie przyjeżdża się na narty, a nie na wspinaczki. To zbyt niebezpieczne. Jeśli
pójdziecie na Gspaltenhorn niezrobicie go i wrócicie, albo przyjdą po was ludzie, bo się zabijecie..." -
"Albo przyjdą po Was ludzie"
"W końcu wygramoliliśmy się z górskiej pustki z powrotem ku cywilizacji
(...). Tory kolejki były jedynym wyraźnym śladem w skrywającej wszystko bieli; ruszyliśmy ku nim w
głębokim, sięgającym do pasa śniegu. (...) Posuwaliśmy się torami w górę, ku małej chatce dróżnika
(...).
'Skąd idziecie? Ze ściany?'
'Tak'
'Ile dni?'
'Dwa albo trzy'
Spojrzał na nas jakoś dziwnie.
'Nie wolno chodzić po torach!'
'A którędy możemy iść?'
Wskazał na śnieg, który dopiero co opuściliśmy.
'Która stacja jest bliżej ..?'
'Nie wolno chodzić po torach!'
Ruszyliśmy wzdłuż torów byle dalej od niego. Doszliśmy do stacji w Alpigen i
wspięliśmy się na peron. Naprzeciw nam wyszedł zawiadowca.
'Czy możemy prosić dwa bilety do Lauterbrunnien?'
'Nie wolno chodzić po torach!'
Nie sprzedał nam biletów. Kiedy Pociąg przyjechał, wsiedliśmy i zapłaciliśmy
konduktorowi karę za brak biletów na przejazd."- po pierwszej, nieudanej próbie zimowej
na Eigerze.
" Nigdy nie planowałem jeździć w góry tak często ani na tak długo,
ale zaczynałem rozumieć, że za każdym razem odkrywam tam coś nowego i innego, i że dopóki
tak będzie, będzie mnie tam ciągnąć. (...) Jeżdżenie w góry stało się dla mnie czymś więcej
niż tylko odfajkowywaniem kolejnych sukcesów, czy zaliczaniu kolejnych szczytów - to był sposób na
życie."
- pisał Tasker po powrocie z K2